Anna — BOŻE WYCHOWANIE —

   

X

ROK 1990



Proś, abym razem z tobą prosiła Boga...

8 I 1990 r., Anna, o. Jan, Grzegorz

Maryja pyta nas o nasze problemy i prośby:

Jak mam się przygotować do wyjazdu? (pyta Grzegorz, wyjeżdżający na dłużej za granicę).

Maryja:

Nie lękaj się niczego i niczym się nie trap, bo masz Matkę, która się o ciebie troszczy.

Dziękuję wam, dzieci. Tobie, Grzegorzu, za wszystko, coś zdołał ukończyć, i tobie, Janie, za twoje korekty — bo dopiero po nich możemy kończyć dzieło (podlega ono ocenie Kościoła).

O co chcesz Mnie prosić, Janie?

O. Jan:

Aby pisanie referatu szło mi łatwiej...

Maryja:

Dam ci jedną radę. Nie wertuj od razu wszystkiego. Bierz to, co było najistotniejsze dla zagadnienia, które poruszasz, w poglądach każdego z wybranych myślicieli i filozofów — a to, synu, znajdziesz w każdej encyklopedii — resztę zaś odrzuć. (...) A gdy będziesz wygłaszał prelekcje, to też powinieneś się dostosować do poziomu słuchaczy. To ma być rzut oka, jak gdyby z góry, na rozwój duchowy i umysłowy społeczeństw, przyjmujących i odrzucających to, co im dano — i jakie z przyjęcia tych „darów umysłu" wynikły skutki. Pamiętaj, synu, że nieprzyjaciel wasz potrafi równie dobrze działać przez rozum filozofów, jak przez głupotę ludzi tępych. (...)

Nie mów o szatanie, ale mów o rozwoju zła, o poszerzaniu się błędów i skażonym przez to widzeniu i rozumieniu świata (np. konieczność „walki klas"). A podsumowując, znowu nakreślisz obraz współczesny ze wszystkimi skutkami negatywnymi. Ponieważ chodzi o mój Kościół (Maryja mówi to jako Matka Kościoła), wskażesz skutki rujnujące duchowo narody chrześcijańskiej Europy.

O. Jan:

A wspomnieć o teologach...?

Maryja:

Możesz wskazać, jaki zakres myślenia filozoficznego objął sceptycyzm i zwątpienie. Wszystko, co nie jest oparte na Bogu, kończy się zwątpieniem i niepewnością.

O. Jan:

Dziękuję Ci, Matko.

Maryja:

Synku, przecież dla Mnie pracujesz — „ad maiorem Dei gloriam". Zawsze możesz liczyć na Mnie.

O. Jan:

Proszę o światło, o dary Ducha Świętego dla tej mojej pracy...

Maryja:

Dlaczego sądzisz, synu, że My ci ich poskąpimy? Każdego dnia, kiedy zaczniesz pracę, módl się, abym razem z tobą prosiła Boga o światło umysłu dla ciebie. Nie myśl, synu, że kiedykolwiek skąpił ci Bóg umiejętności, więc po cóż te lęki?

A teraz, dzieci, uklęknijcie i przyjmijcie błogosławieństwo. +



Budź nadzieję na nowy, odrodzony świat

11 I 1990 r. Anna, Grzegorz

Prosimy Pana o wskazówki w związku z wyjazdem Grzegorza do Anglii. Pan mówi:

Synu, chciałbym, żebyś Święta Wielkanocne spędził w Warszawie — w kraju i z rodziną, (...) żebyś, Grzegorzu, pozostał sobą, zawierał przyjaźnie, by móc potem zapraszać do siebie fachowców z innych krajów (jako naukowiec naukowca — dla dobra kraju).

Pamiętaj o Mnie. Bądź, synu, przy moim sercu, a Ja ci poradzę; będę ci drogi otwierał. Nie odrzucaj starej Polonii, jeśli znajdziesz się wśród nich, bo im też jest potrzebna optymistyczna wizja przyszłości. Chociaż może prędzej przyjmą ją kobiety... Ale w tym, synu, polegam na tobie. Chciałbym, żebyś moim orędziem zainteresował duchowieństwo polskie, dlatego że jest ono częścią waszej Ojczyzny i powinno też wyjść z marazmu i życia gnuśnego, gdyż żyje bez porywającej wizji przyszłości, jaką miało pierwotne chrześcijaństwo, a jaką Ja wam daję. (...)

Grzegorz:

Co powinienem mówić przede wszystkim?

Pan:

Budź nadzieję, synu, na nowy (oczyszczony i odrodzony) świat — wedle tego wszystkiego, co znasz. I pamiętaj, że będę z tobą (będę cię podtrzymywał).

Dzieci, jesteście zmęczeni. To, co wybraliśmy, na razie wystarczy. Uklęknijcie teraz. Chciałbym objąć was i przytulić do serca. Niech miłość moja was ogarnie, nasyci i osłoni. Niech nigdy was nie opuści. Kocham was, moje dzieci.

Bądźcie spokojni. Przeciwności przyjmujcie jako część składową życia i pewni bądźcie oboje, że jesteście i nadal będziecie Mi pożyteczni, że cieszę się wami, a Matka moja przyjęła was ze szczególną miłością do swojego serca na moje życzenie (w znaczeniu: Maryję wzrusza, że staraliśmy się gorliwie służyć Jej Synowi). Matka moja nigdy o was (waszych rodzinach i wszystkich bliskich) nie zapomni. Oddawajcie Jej każdego, kto odpowie na nasze wezwanie (porywem duszy — sercem i rozumem). A ty, synu, nie zapominaj o Mnie.

Maryja mówi:

Być może spotkasz się z Ukraińcami i innymi przedstawicielami narodów sąsiednich. Zawieraj przyjaźnie i mów im o naszej miłości i o naszych staraniach. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby i oni poszli z wami.

Dziękujemy i prosimy o zdrowie dla chorej żony Grzegorza, Grażyny. Pan mówi z uśmiechem:

Za to ma czas na naukę (ponieważ mając zwolnienie lekarskie jest w domu).

Trudno nam skończyć rozmową. Wtedy Pan dodaje:

No, dzieci, przecież się nie rozstajemy...



W tej pracy Ja jestem z tobą

12 I 1990 r. Anna, Andrzej, Grzegorz

Podczas rozmowy na temat udziału Andrzeja we współpracy z nami, gdy zaczynamy się modlić, „włącza się" Pan:

Skoro jesteśmy tu razem, to chciałbym zapytać cię, Andrzeju, jakie masz w tej chwili największe problemy i zmartwienia?

Praca w zakładzie dla niewidomych... czy mam odejść?

Może Ja cię zapytam o coś, synu. Powiedz Mi, czy wielu jest chętnych na twoje miejsce?

Raczej niewielu w tej chwili...

Powiedz Mi jeszcze, czy ty te dzieci kochasz (w znaczeniu: czy im współczujesz, czy budzą w tobie chęć dopomożenia im; nie chodzi o łzawą litość).

Myślę, że jakoś tak...

Widzisz, synu, one pochodzą z tak różnych środowisk, z rodzin, które im tak mało dawały. I te dzieci otrzymały ode Mnie o tyle mniej niż wszyscy inni zdrowi ludzie. Czy sądzisz, że nie chciałbym im dać wszystkiego, co najlepsze? A jeśli tym najlepszym jesteś ty, to Ja im daję... Siebie w tobie. (W znaczeniu: najlepsze, co można im dać, to troska ludzka — nie książki, lecz człowiek; jest to najlepsze, bo budzi duszę. A Pan nie może się udzielić inaczej niż przez człowieka).

Wiesz, mój synu, że zanim człowiek dojrzeje do przyjaźni ze Mną, długo szuka wzorców i autorytetów — i biada, jeżeli są to wzorce złe; biada dawcom zgorszenia i fałszywych wartości. A dobrych wzorców jest tak mało. Dlatego proszę cię, synu, abyś pozostał jeszcze z nimi, zwłaszcza przez czas zagrożenia. Chciałbym, żebyś w tym czasie wychował sobie następców, a wtedy Ja zaproszę cię do innej pracy, ale w tej pracy Ja jestem z tobą — uświęcam ją swoją obecnością...

Pan zwraca się do nas, gdy wahamy się, co mówić:

Dzieci, korzystajcie z czasu... (na rozmowę). Oczywiście wiem o was wszystko, lecz też bardzo pragnę rozmowy z wami.



Tak bardzo potrzebne są wasze uprzedzające modlitwy

Po pewnym czasie Pan mówi:

Przystępuję do dzieła odrodzenia świata

Jeszcze jedno chciałem wam powiedzieć. Pamiętajcie, że jesteście osłaniani przeze Mnie, a całego narodu broni Maryja, wasza Królowa — bądźcie więc spokojni. O ile przedtem dopuszczałem, aby szatan mógł działać wedle waszych ludzkich pragnień (wojny światowe, rzezie, mordy, aneksje państw, podboje, walki wewnętrzne itp.), o tyle teraz przystępuję do dzieła odrodzenia świata.

Oczyszczenie wasze jest uzależnione od waszej zbiorowej woli. Bo każdy naród widzę tak jak człowieka (przypomnij sobie, jak mówiłem o Izraelu czy Jeruzalem), z jego własną osobowością wytworzoną przez wieki. Dlatego będzie to „sąd nad narodami", lecz nie zmiażdżenie ich, ale szansa odrodzenia dla jednych, a zguba fizyczna (lecz nie duchowa) dla innych, bardziej zdeprawowanych. Jednakże lęk przed śmiercią i zagrożenie uratuje więcej istnień dla życia w Moim królestwie niż dalsza egzystencja w wyuzdaniu, egoizmie i zupełnej obojętności na cierpienia ludzkie (ludzi i narodów). To będzie ta ostatnia szansa, jaką im daję i dlatego tak bardzo potrzebne są wasze uprzedzające modlitwy. O tym, dzieci, pamiętajcie, zwłaszcza w czasie Przeistoczenia.

Teraz uklęknijcie, bo chcę was specjalnie umocnić i podnieść na duchu. Powinniście się radować już teraz, mając zapewnienie mojej opieki i pewność, że Maryja w swoim królestwie dzięki wierności wielu z was dokona przemienienia dusz ludzkich i zbuduje dom dla Mnie.

 

Jesteś Mi potrzebna, jesteś niezbędna...

26 I 1990 r.

Modlimy się we dwie z zaprzyjaźnioną siostrą zakonną. Pan mówi do niej:

Córko, chciałbym, żebyś się modliła za wszystkich kapłanów, zakonników i świeckich, których Ja powołuję na misje (na Wschód), aby odpowiedzieli Mi i zrozumieli moją troskę a własną odpowiedzialność za dusze głodne Mnie, oczekujące Mnie z utęsknieniem, gdyż stałem się ich ostatnią nadzieją. (...)

Kiedy Ja cię wezwę, nie będziesz się mogła doczekać momentu wyjazdu, ale jeśli nie widzisz tam siebie, przymuszał cię nie będę. Jednak módl się za tych, co jadą. A ponieważ masz wiele znajomości, zbieraj dla nich potrzebne pomoce (książki dla dzieci, Pismo święte, obrazki). Nie zapominaj też o książkach mówiących o polskiej historii i kulturze.

Moje dziecko, wszystko czym się martwisz, chętnie od ciebie przyjmę, tylko chciej Mi to powierzać. Rozumiem twoją troskę o dobro zakonu, ale każda z was swoim postępowaniem pociąga ku Mnie lub oddala wszystkich innych. Dlatego pamiętaj o tym, że nie ilość sióstr oddanych Mnie ma znaczenie, gdyż dobro jest zawsze silniejsze od zła. Dobro ze swej natury udziela się i rozsnuwa na innych, podczas gdy zło zamyka człowieka przed łaską i dzieli ludzi.

Ty i Ja bądźmy taką dobrą wspólnotą udzielającą się dookoła. Trzymaj się Mnie, córeczko, pomimo wszystko, gdyż przeciwności cię hartują, a niechęć i złośliwość są sprawdzianem, ile w tobie zdolności przebaczenia, współczucia i chęci udzielenia pomocy takim osobom przez orędownictwo. Bądź, córeczko, moją wspólniczką na drodze nawracania ku Mnie opornych i nie rozumiejących.

A teraz udzielam ci mojego błogosławieństwa, otaczam cię moją miłością i troską. Bądź, córeczko, niewzruszenie spokojna we wszystkich okolicznościach życia, bo jesteś Mi tak droga, że dałem za ciebie życie. Jesteś Mi potrzebna, jesteś niezbędna, bo w całym Moim królestwie nie ma drugiej takiej samej jak ty. Każdy z was jest dla Mnie jedyny i niepowtarzalny, każdy staje się bogactwem Mego królestwa. Tulę cię, córeczko, do serca. Trwaj we Mnie tak, jak Ja jestem zawsze przy tobie.



Pragnę dawać ludziom was przemienionych

9 II 1990 r.

Na spotkaniu grup charyzmatycznych w Magdalence, gdzie byli moi znajomi, Pan powiedział słowa tak współbrzmiące z tymi, które sama słyszę, że bardzo się ucieszyłam i zamieszczam je:

Pragnę wejść w wasze życie, pragnę wejść w wasze serca. Chcę je wypełnić, uczynić je w pełni otwartymi na Mnie, uczynić je przejrzystymi. Przenikam was, znam wasze wnętrze, znam wasze upadki, zniewolenia i nałogi. Tego wszystkiego dotykam Swoją łaską.

Trwajcie we Mnie. Ja nieustannie czuwam. Posyłam Swoich aniołów, aby was strzegli, „abyście nie urazili nogi o kamień". Cały jestem dla was, bez reszty...

Jesteście bezpieczni. To Ja zbawiam. To Ja ponoszę cały ciężar waszego życia...

Chcę was uczynić wolnymi. Nie lękajcie się wyzwolenia — tej pełni, którą wam daję. Daję wam nowe życie, przemieniam was tutaj, teraz. I takich przemienionych pragnę dawać was ludziom.

Moja światłość spływa na was. Znam te najboleśniejsze miejsca ukryte w was. Tam tylko Ja mogę dotrzeć Swoją łaską.

Pragnę waszej zgody na to wszystko, co chcę uczynić z waszą pomocą. Bardzo obficie was obdarzę. Chcę wam odebrać lęk o wasze życie. Chcę, żebyście poczuli się strzeżeni moją łaską, by lęk o życie nie przesłaniał tego, co chcę, byście czynili.

Pokój wam.

 

Abyście podejmowali okazje

10 II 1990 r.

Modlimy się wspólnie z o. Janem. Mówi Pan:

Dzisiaj, kiedy macie więcej czasu, mogę z wami porozmawiać swobodnie i bez pośpiechu. Janie, czym się trapisz najbardziej?

O. Jan:

Martwię się, że służę Ci, Panie, zbyt mało gorliwie, nie zawsze skutecznie...

Pan:

Synu, chcę, żebyś wiedział, że Ja się tobą cieszę. To samo powiedz pani Stasi. I pani Kazimierze, bo ona swoją pracą chce Mi się przysłużyć.

Dzieci, nie możecie zrobić więcej, niż wam to umożliwię. Chodzi o to, abyście podejmowali okazje, a nie odrzucali, abyście podejmowali okazje pomimo wszystko.

Moja córko, Ja wiem, jak martwisz się upływem czasu według ciebie bezużytecznego. A przecież dałem ci teraz chorobę jako zadanie. Musisz się, córko, liczyć z siłami, a Ja ci w tym okresie dopomogę. Każdy dzień i noc oddawaj Mi tak, jak to zrobiłaś wczoraj. (Bez wyszczególniania intencji oddałam Panu wszystko, co obecnie przechodzę, łącząc się z Jego cierpieniami). (...)



Tak wszystko czyńcie, jak gdyby nie było żadnego zagrożenia wokół was

Pan mówi, że powinniśmy budzić w ludziach nadzieje, i pewność w opieką Bożą i że możemy w tym celu posługiwać się odpowiednimi tekstami.

Moi kochani przyjaciele! Pragnę wam dać wolność samodzielnego działania, zgodnie ze zrozumieniem moich planów waszego ratunku, ponieważ zaakceptowaliście je i uznaliście za dobre.

Pomyśleliśmy, że nie tylko „dobre", lecz „najlepsze", ale Pan przypomniał, że wszystko, co Bóg stworzył, było dobre (Rdz 1).

Pan uspokaja nas też, że nie powinniśmy obawiać się potęg tego świata, a w szczególności naszych potężnych sąsiadów, ponieważ naszych granic strzeże Maryja, i tłumaczy:

Niemcy jako mocarstwo skończą się bezpowrotnie i koniec tego państwa wstrząśnie całą Europą. To, co się w tej chwili wśród nich ujawnia, ukazuje Europie ich właściwą naturę, do tej pory skrywaną pod maską „ucywilizowania". Dlatego nie będą mieć żadnej pomocy ani przyjaciół, gdy ich dotkną kataklizmy. (...) Niemcy ze Wschodu (zwłaszcza Prusacy) mają za sobą wychowanie sowieckie, a dalszą przeszłość zbrodniczą — przeszłość, której nigdy nie żałowali (poza małymi grupami). Dlatego podatni będą na wszelką prowokację nieprzyjaciela (szatana).

Ale wy się nie lękajcie. Już nigdy stopa żołnierza niemieckiego nie stanie na waszej ziemi (będącej królestwem Maryi, w którym Ona już ma władzę). Kataklizmy dokończą dzieła zniszczenia w Niemczech, w niektórych zaś krajach dopuszczę je dużo wcześniej. (...)

Rosja przejdzie przewroty ( w znaczeniu: narastające wciąż tendencje separatystyczne na tle narodowościowym, o różnym nasileniu konfliktów, aż do wojen domowych). Wy umocnicie się wtedy w swoich obecnych granicach. Ale ponieważ waszym zadaniem jest okazanie miłosierdzia i nawrócenie sąsiadów waszych, bądźcie otwarci na ich potrzeby, zwłaszcza tych najbiedniejszych. Nie obawiajcie się uboższych od siebie, bo ich wdzięczność będzie większa i ona was zespoli.

Pomoc religijną nieście tak daleko, jak tylko możecie. Wspomóżcie Kościół mój na Białorusi, Litwie i Łotwie. Dajcie gościnność klerykom stamtąd, studiującym na uniwersytetach katolickich, i przygarniajcie tych, którzy zechcą zostać klerykami.

Tak wszystko czyńcie, jak gdyby nie było wokół was żadnego zagrożenia — bo tak istotnie jest. Stoicie na opoce miłości Boga, który was kocha. Zniszczyć was mogłoby tylko powszechne i świadome odrzucenie Mnie. A tego, moje dzieci, nie zrobicie. (...)

Zwracajcie, dzieci, uwagę, na państwa (i narody) nie tak silne, ale chętne do współpracy (Szwecja, Finlandia, Estonia, Łotwa, Białoruś, Słowacy, Morawianie, Czesi, Węgrzy, Austria, Włochy; sojusz z Europą środkowo—wschodnią). Okazujcie dobrą wolę i zrozumienie dla ich problemów, nie poniżając się zawsze do próśb o pożyczki. Raczej starajcie się nawiązywać współpracę i liczne kontakty, aby poznawać się wzajemnie. Mówcie o tych swoich ideach, planach i ciążeniach, których oni nie mają. Zjednoczenie — wyłącznie konsumpcyjne

Europy bogatej, bezbożnej, rozkładającej się duchowo, odrzucającej Mnie i zadufanej w sobie, tak skażonej moralnie — musi runąć.

Inaczej jest po wschodniej stronie Alp. (Pan wskazuje cały pas państw mniej znaczących obecnie, lecz i mniej zagrożonych przez kataklizmy — po wschodniej stronie Alp, od Finlandii aż po Grecję i Włochy). Te zwłaszcza narody, którym Mnie odebrano siłą, są Mnie głodne, ale nie wiedzą, że Ja pragnę stanąć w pełnym blasku swojego panowania w kraju, którego prawa opierają się na Mnie, w którym Ja jestem gwarantem wolności, sprawiedliwości i miłości społecznej. Wy jesteście moim zarzewiem. Chciejcie to zrozumieć, a ułatwię wam to w najbliższym nadchodzącym okresie zagrożeń.

Nie będzie godnym naśladowania to, co runie w całej swej pysze wśród nienawiści wzajemnej, obojętności wobec słabszych, wśród walki o życie w społeczeństwach pozbawionych miłości społecznej i sumienia (cała bogata Europa Zachodnia i USA). (...)

Zwróćcie uwagę na pozytywne wartości jedności Europy bez granic. (W znaczeniu: dziś jest jedność konsumpcyjna Europy, a nie mówi się o zjednoczeniu, by wzajemnie podnosić się wzwyż przez wymianę wartości duchowych własnej kultury). Głoście możliwość wymiany wartości duchowych osiągniętych przez każdy naród, bo ona jest ważniejsza (od wymiany wartości materialnych) dla budowania organizmu intelektualnego człowieka i rzutuje na jego stan duchowy.



Czy ty, dziecko, nie chciałabyś być przyjacielem Moim?

13 II 1990 r.

Rozmawiamy z Polką, która przyjechała na krótko ze Szwecji, gdzie mieszka na stałe. Pan zachęca, żeby zwrócić się do Niego:

Śmiało, dzieci. Ja jestem z wami.

I odpowiada w sprawie, którą poruszałyśmy w rozmowie:

Nigdy nie chciałem, byście byli podobni jeden do drugiego; zawsze chciałem mieć was różnych.

Po czym pyta, zwracając się bezpośrednio do niej:

Co chciałabyś, córko, wiedzieć?

Nie wiem.

Może zapytam cię inaczej. Co budzi twój największy niepokój? Z czym się nie możesz pogodzić, co ci nie daje spokoju?

To, co nadchodzi, i moje miejsce...

Moja córeczko! Mój cel polegał na tym, żebyś ty była wśród nich (w Szwecji), bo kiedy nadejdą dni powszechnego lęku przed śmiercią, oni będą się mieli do kogo zwrócić. Sama widzisz, jak wygodne życie i poczucie bezpieczeństwa oddala ode Mnie. Możesz porównać tamten bogaty kraj i tak straszliwie doświadczony twój kraj. Gdzie Ja mam więcej przyjaciół? Czy tam, gdzie mają wszystko beze Mnie i nie jestem im do niczego potrzebny, czy tu, gdzie kochają Mnie pomimo wszystko. Ty jesteś moim posłem tam, dlatego że nie tylko twoje korzenie są w królestwie mojej Matki, ale całe twoje serce. Dlatego na pewno będziesz Mi potrzebna, kiedy przyjdzie czas zamętu i będzie się wydawało, że zagrożone jest samo istnienie ludzkości, a groza będzie tak wielka, że nie pozwoli na spokojne korzystanie z nagromadzonych dóbr — nawet bez bezpośrednich zwiastunów śmierci. Wtedy ty, córko, powinnaś być dla nich ostoją pokoju i zawierzenia.

Pamiętaj, że jesteś pod opieką mojej Matki, jeżeli będziesz Ją prosiła jako swoją Królową (w znaczeniu: prawem każdego członka społeczeństwa jest liczenie na opiekę swojego władcy). Włączaj w swoje prośby wszystkich swoich przyjaciół i obcych, których chcesz uratować i proś, aby Maryja zechciała wziąć ich pod swój płaszcz litości i miłosierdzia. Bóg twój, moja córeczko, ma bardzo czułe serce, dlatego wzrusza Go i zobowiązuje każdy akt człowieczej miłości bliźniego. Muszę ci powiedzieć, dziecko, że jest on zawsze dowodem twojego podobieństwa do Ojca.

Każdy z was, wierzących i ufających Mi, jest prawdziwym ambasadorem królestwa mojej Matki, a znaczy to, że reprezentuje sobą jej Osobę. Kiedy nadejdzie pora lęku, ty, córko, powinnaś budzić w nich nadzieję, mówić im o moim zamiarze oczyszczenia i odrodzenia świata. Ucz ich nadziei, wiary w to, że jestem rzeczywiście Ojcem, który karze swoje dzieci, ale nie potępia ich i do ostatniej sekundy daje im szansę odwrócenia się od własnych win (w znaczeniu: które polegają często na egoizmie, obojętności wobec potrzeb bliźnich, stawianiu siebie „ponad"). Ja zawsze czekam na każde z moich stworzeń, które powołałem do bytu dla szczęścia, życia nieśmiertelnego, przyjaźni, miłości wzajemnej. Jestem rzeczywistym Ojcem waszym, a wy moimi dziećmi. Żaden ziemski ojciec nie wyrzeka się i nie odrzuca swojego dziecka, choćby było najgorsze. Ojciec czeka na powrót ze świata synów marnotrawnych nie po to, aby im wypominać ich winy, lecz aby ich przyjąć do serca i wspólnie się weselić. Dlatego powrót do mnie jest radosny. Towarzyszy mu ukojenie i poczucie bezpieczeństwa w ramionach Moich. Ale jeśli byłoby to zbyt trudne, to mów przyjaciołom swoim, że mają Matkę i mogą powrócić do Mnie przez Nią prowadzeni. Maryja, Matka moja i wasza, dysponuje bezmiarem mojego miłosierdzia. Każdy, kto słusznie lęka się sprawiedliwości mojej, może chronić się w Jej miłosierdziu.

Córeczko, będziesz Mi bardzo potrzebna i Ja licząc na ciebie umieściłem cię tam, gdzie przebywasz. Ten kraj tak daleko odszedł ode Mnie! Odsunięty jestem na margines zainteresowań ludzkich, jako „zabytek przeszłości", a przecież Ja żyję wśród was, jestem Bogiem—Człowiekiem. Cała moja natura człowiecza spragniona jest przyjaźni, zrozumienia, wymiany miłości. A tu jest tak smutno. Cierpię zimno, samotność. Z kim mógłbym zawrzeć przyjaźń, abyśmy stali się wspólnotą miłości? Czy ty, dziecko, nie chciałabyś być moim przyjacielem? (w znaczeniu: nieistotna jest niegodność ludzka, bo nikt nie jest godny Pana, ale On chce się udzielać wszystkim).

Nie żądam od ciebie odpowiedzi teraz, ale kiedy tylko zechcesz, powiedz Mi „chcę", a Ja natychmiast stanę przy tobie. Pamiętaj tylko, córko, że Ja jestem wierny i jeśli przychodzę zamieszkać w sercu ludzkim, to już na wieczność — pomimo nieustannych, niezliczonych niewierności każdego z was. Bo taka jest natura ludzka. Wy przecież wciąż walczycie ze światem, a przede wszystkim z nieprzyjacielem waszym, nie widząc go i na ogół nie rozeznając.

Dzisiaj pragnę ci powiedzieć to jedno, że kocham cię tak, jakbyś była jedynym człowiekiem na ziemi. Pamiętaj o tym zawsze, że cokolwiek robisz, jesteś kochana taka, jaka jesteś. Ja nie pragnę was przekształcać, lecz dopiero przy Mnie możecie stać się dojrzali w pełni swej własnej osobowości. Wszystko, czymkolwiek obdarzyłem cię, córko, jest wyrazem mojej miłości i nie pragnę ci nic odbierać — przeciwnie, jedyne, czego pragnę, to otwarcia się twojego serca na przyjęcie całego bogactwa, które pragnę wylać na ciebie. Pamiętaj, im bardziej ty będziesz udzielała się innym — myślą, troską, orędownictwem — tym więcej okazji będę ci dawał, bo liczę na ciebie; i jeżeli Mnie samego nie chcą widzieć, to może wraz z tobą uda Mi się wejść do ich domów i serc.

Teraz, córeczko, uklęknijcie, pragnę dać wam błogosławieństwo moje, a ty zatrzymaj je i weź ze sobą, bo przez ciebie przekazuję je dla kraju, w którym mieszkasz. Pamiętaj, moja mała córeczko, że nie istnieje w nim żaden człowiek, którego bym nie kochał, nie pragnął mieć w moim domu. Daję wam moje błogosławieństwo w imieniu Boga Wszechmogącego. Niechaj ogarnie tych, z którymi przestajecie, tych, za których prosicie, tych, których kochacie i tych, którym przebaczacie ich winy względem was. Kocham was, moje biedne, zmęczone dzieci.



Polacy z Zachodu powinni chcieć tu powracać

l III 1990 r. Anna

Przed wyjazdem do Grzegorza jego żony zwracam się. do Pana:

Proszę cię, Panie, powiedz, co jeszcze chciałbyś przekazać Grzegorzowi (przebywającemu w Anglii)?

Polacy z Zachodu powinni chcieć tu powracać, jeśli mogą, i to w tym celu, by wspomagać was wiedzą i umiejętnościami, których nabyli, teraz kiedy jest to ojczyźnie waszej potrzebne i staje się służbą, nie zaś okazją do dorabiania się. Jeśli jednak wybrali wygodny sposób życia i stał się on ważniejszy od miłości, którą każdy z was jest jej winien (choćby za to, że stał się człowiekiem dojrzałym, zdolnym do wyrzeczeń dla osiągnięcia dobra wspólnego), do takich ludzi zew miłości nie ma dostępu, gdyż stali się obywatelami świata Zachodu i sprzedali swoje pierworództwo za kęs pożywienia. Nie warto ich wzywać. Niechaj podzielą los tych, których wybrali.

Mnie tu potrzeba ludzi ofiarnych, ludzi służby i wierności — niekoniecznie Mnie samemu, lecz ideałom wyższym niż wyznaje cywilizacja Zachodu, takim, jakie wytworzyła ojczyzna wasza w was. Inaczej jakże mógłbym z wami planować odrodzenie ludzkości? Mówcie, kto Mi jest potrzebny i w jakim celu. Wielu ludzi mogłoby tu osiąść, a tam nadal pracować, podtrzymując znajomości i stosunki — wtedy uzyskaliby pomoc i opiekę Matki naszej i ocaleliby. Jeśli jednakże miłość i tęsknota nie zmuszają ich do powrotu, niechaj pozostaną tam, gdzie wrośli. Nie potrzeba Mi was wielu — potrzebni Mi są tylko ci, którzy dobrowolnie Mnie wybierają i moim zamiarom pragną służyć.

Czy jeszcze coś przekazać?

Zapytaj Grzegorza (przez Grażynę) o to, co chcesz wiedzieć, a kiedy wpadniesz do niej wieczorem, by odnieść list, proście o moje błogosławieństwo dla nich obojga.

Wieczorem, gdy modlimy się wspólnie, prosząc o błogosławieństwo, mówi Maryja:

Chciałabym, żeby was jak najwięcej wracało tu do Mnie. Wszyscy jesteście Mi potrzebni, ale dużo bardziej Ja jestem potrzebna wam i mogę w okresie kataklizmów być waszą jedyną obroną.

Proszę was (Maryja zwraca się do Grażyny i nieobecnego tu Grzegorza), módlcie się za Anglię wszędzie, gdzie będziecie. Oddawajcie Mi w ochronę te kraje, miasta, wsie czy budowle (które pragniecie uratować), bo przecież jestem Matką jednakowo kochającą wszystkich ludzi. Wiem, Grażyno, że ty i Grzegorz rozumiecie plany Jezusa i uznaliście je za swoje, a to znaczy, że możemy na was liczyć. Dlatego żadnych wskazówek więcej wam nie dam.



Dołączajcie do próśb ofiary

5 III 1990 r. Anna, ks. Grzegorz, Wojciech

Wojciech:

Chciałem Ci, Matko, polecić obsadę stanowiska do spraw opieki społecznej w województwie. Wybierz sama kandydata i spraw, aby został zatwierdzony na tym stanowisku.

Maryja:

Ja mogę wybierać tylko z tych, którzy chcą służyć.

Wojciech:

... jest odpowiedni i chce Ci służyć.

Proście więc o to i dołączajcie do tych próśb jakieś ofiary w intencji tej części dobra wspólnego, którą ów człowiek będzie się opiekował (ofiary rozumiane jako duchowy wysiłek pracy nad sobą i w kontakcie z innymi). (...)

Moje dzieci, uklęknijcie teraz, a Ja przekażę wam błogosławieństwo naszego Pana, Boga w Trójcy Jedynego, wy zaś oddawajcie Mu się tak, jak o to prosiłam. +



Potrzeba Mi przyjaciół w służbie

12 III 1990 r.

Pan odpowiada na rozterki młodego kapłana z Czechosłowacji, który zamyśla wstąpić do Karmelu, ale nie jest pewien, czy jego zamiar jest zgodny z wolą Bożą i prosi o światło w tej sprawie.

Mój synu, jesteś Mi bardzo drogi. Dlatego możesz Mi zaufać, że nie przestanę nad tobą pracować (współpracować z wolą twoją), aby cię jak najbardziej przybliżyć ku Sobie. Miłość człowieka, synu, nie może być porównywana z miłością Boga ku niemu. Ale jest sposób, aby ją zmierzyć: zawsze możesz porównać miłość do siebie z miłością, jaką obdarzasz innego człowieka. Wiesz przecież, dziecko, że Ja żyję w każdym z was.

Ja przyszedłem na ziemię, aby wam służyć i wciąż poszukuję współtowarzyszy służby. Wyposażyłem cię, synu, bogato, abyś mógł być użyteczny bliźnim twoim i Mnie, oczekującemu twojej pomocy w każdym z nich. Twoja miłość do Mnie, synu, jest miłością moją (czyli daną przez Boga), a staje się miłością naszą, wspólną, kiedy darzymy nią głodnych i potrzebujących. A takich jest niezmierna ilość w twoim kraju. Poszukiwanie Mnie i potrzeba mojej pomocy, wspomożenia i ratunku będą wciąż rosły, bo żniwo zapowiada się wielkie, a robotników tak mało.

Proponuję ci, synu, wspólną pracę, w której będziesz wspierał się na Mnie i naśladując Mnie, twojego Przyjaciela, stawał się do Mnie podobny. Zapewniam cię, dziecko, że najkrótsza droga ku Mnie prowadzi przez czynienie miłosierdzia bliźnim (Pan przypomina, że w Ewangeliach dawał przykłady ludzi czyniących dobro, np. Samarytanina, i sam przez całe swoje ziemskie życie darzył dobrem). Nadal przejmuje Mnie każde cierpienie ludzkie, każdy lęk, płacz, głód, każde wołanie. Ale teraz odpowiadam na nie waszymi rękoma, waszym sercem.

Potrzeba Mi towarzyszy, którzy pragną przyjść Mi z pomocą w mojej służbie światu. Jeżeli zechcesz wybrać to, co wydaje się bliższe twojemu sercu (Karmel), nie będę ci zabraniał ani nie odrzucę cię. I mniej cię kochać nie będę. Pozostawiam ci wolność wyboru, synu.

Daję ci błogosławieństwo moje na dalszą drogę życia.



Niech wolę czynienia dobra odda w ręce Matki mojej

15 III 1990 r. Anna

Co mam uczynić, Panie, w sprawie tego księdza, z którym mam się spotkać?

Bądź dla niego dobra. On rzeczywiście jest chory i dlatego nie wymagam od niego wiele, tylko to co najważniejsze: by zmienił nienawiść w miłość, by zamiast osądzać i potępiać starał się usprawiedliwiać i szukać najlepszych cech obecnych w każdym człowieku, nawet najgorszym. Niech czyni codzienne wysiłki, bo daję mu okazję. Niech też wolę czynienia dobra odda w ręce Matki mojej i prosi Ją o stałą pomoc i orędownictwo.

Najważniejszy jest jego stosunek do poszczególnych ludzi, z którymi go codziennie spotykam, i jeśli w tym odmówi Mi posłuchu, nie pomogą mu żadne inne trudy, prace, kazania, a przede wszystkim działalność oragnizacyjna, bo w nią ucieka i przez nią spodziewa się usprawiedliwienia z wszelkich innych zaniedbań i uchybień, zaś głównym jest tu brak miłosierdzia i kierowanie się emocjami i nastrojami. To musi przezwyciężyć. Nie on ma wybierać ludzi (których lubi lub nie), lecz Ja, gdyż Mnie się poświęcił, i jeśli będzie Mi posłuszny, potrafię go zbawić pomimo innych przeciwności w nim samym. Lecz brak miłosierdzia u tego, który ma ukazywać ludziom Mnie samego — żyjącego w nim — obraża Mnie i niszczy mój prawdziwy obraz w duszach ludzkich, jest więc działaniem przeciwnym mej woli.

Niech to przemyśli, a ty proś o obecność Matki mojej w czasie waszej rozmowy. Nie odmawiaj mu naszego domu, lecz uprzedź, że nie masz sił na spotkania częstsze niż raz na dwa miesiące na przykład i powiedz, żeby się do tego stosował. Bądź spokojna, moje biedne dziecko, Ja tu jestem.



Przyjęcie woli Bożej

22 III 1990 r.

Maryja mówi do pana Stanisława, którego żona niedawno zmarła po długiej chorobie nowotworowej, znoszonej z wielką pogodą, z poddaniem woli Bożej:

Synu, ty wiesz, że twoja małżonka jest w domu Bożym. A kiedy będę wam błogosławić, i ona przez moje ręce przekaże wam błogosławieństwo Boga. Chciałam ci powiedzieć, synu, że jej choroba była tym, czym jest szlif dla diamentu. Dlatego powinieneś być wdzięczny Bogu za ten dar, tak jak i ona dziękuje.



Rozmowa Pana z wychowawcą

25 III 1990 r. Anna, o. Jan, Szczepan

Mówi Pan:

Mówcie, dzieci, słucham.

O. Jan:

Kiedy będą ludzie, których Maryja, Królowa nasza nam przyobiecała?

Pan:

A wy kim jesteście — swoi czy obcy? Przecież oni już żyją i są koło was.

Anna:

Przyszedł czas zbierania się i łączenia ludzi.

Pan zwraca się do Szczepana:

Czy teraz widzisz, synu, jak bardzo ciebie kocham, jak bardzo się staram, żebyś dostał do rąk potrzebne materiały i pomoce?

Szczepan:

Mnóstwo młodzieży wyjeżdża za granicę, żeby zarobić. Ale są w rozterce: głupio im wycofywać się z propozycji bezinteresownej służby w naszych grupach, a równocześnie czują się znękani brakiem możliwości materialnych. Ja mówię im: jedźcie! Ale czy Ty, Panie, tego chcesz?

Wprost przeciwnie: na pewno nie należy wysyłać ich za granicę. Poradzę ci, synu. Z każdym, kto będzie wyjeżdżał, rozmawiaj o zawarciu przyjaźni ze Mną i o zawierzeniu Mnie. Potrzebne im to będzie na obczyźnie. A sam, jako ich wychowawca, masz obowiązek oddawać każdego z nich Mnie w opiekę.

Nie dla wszystkich taki wyjazd jest bezużyteczny. Wielu z nich pozna obcość i w innym świetle ujrzy swój kraj. Pozna też samotność i obojętność, brak litości środowisk, w których się znajdzie. Czasami ważniejsze jest to, czego doświadczą w duchu, od tego, co zdobędą (materialnego). (To zrozumiałe).

Radź im, by stale odwoływali się do naszej wspólnej Matki. Bo jeżeli nie przestaną Jej za Matkę uważać, to Ona na pewno o nich nie zapomni.

Powiedz Mi, Szczepanie, co Ci najbardziej leży na sercu i przygniata. Chodzi Mi o tych ludzi, którymi się zajmujesz.

Szczepan:

Gdy chodzi o moją pracę jako wykładowcy, to boję się, żeby własnych złudzeń (o ile coś z tego, co mówię, jest w rzeczywistości złudzeniem) nie przenosić na innych.

Co do moich współpracowników — boję się, by nie zostali przeze mnie zawładnięci i „wmanewrowani" w pomysły, które pochodzą tylko ode mnie, tzn. wynikają z jakichś moich nie zaspokojonych ambicji osobistych, z których nie zdaję sobie sprawy. Z drugiej strony, traktując wszystkich jako równych partnerów, uzgadniając z nimi każdy ruch, obawiam się „rozwydrzenia" mniej dojrzałych osób. Czekam na współpracowników, którzy byliby nimi z woli Bożej. Ciągle chciałbym, żeby ludzie przebudzili się do służby bez presji wynikającej z sytuacji, w które są „wstawiani" przeze mnie.

Pan:

Synu, bardzo Mnie ucieszyłeś mówiąc to. Ja cię znam i rozumiem, ale tak gorąco pragnę być z tobą w przyjaźni. A przyjaźń to przecież wymiana. Stąd moje pytanie. Twoje problemy są dowodem twojego rzeczywistego powołania — wychowawcy. Są one wspólne tym wszystkim, którzy chcą wychować ludzi dla Mnie, a nie dla siebie samych. Ale mogę ci dopomóc. Jeżeli każdą sprawę, każdą rozmowę czy prelekcję, wszystkie działania w stosunku do każdego człowieka będziesz w swojej wyobraźni dzielił ze Mną, wtedy odpowiedzialność też będzie podzielona, a Ja jako twój Przyjaciel i współtowarzysz pracy przejmę ją na siebie i błędy możliwe sam naprawię. Bo widzisz, synu, jeżeli ty pragniesz dobra dla innego człowieka, wtedy Ja sam braki uzupełniam. Synu, przecież od dawna idziemy razem. Tyle że Ja pragnę być coraz bliżej, coraz pełniej udzielać się w sercu twoim.

Chcę ci powiedzieć, że Ja ufam twojej dobrej woli i zamierzam naszą współpracę uczynić skuteczniejszą. Dlatego tu jesteś i otrzymujesz teksty, które mówią o moich pragnieniach względem waszego narodu. A jeżeli Ja tego pragnę, oznacza to, że dałem ci odpowiednie do tej służby narzędzia, tak że reszta zależna jest wyłącznie od twojej wierności i bezinteresowności w wybranym kierunku. Ja polegam na tobie. Zobaczysz jak będę układał warunki i naginał okoliczności, abyś mógł pracować skutecznie.

Wasz naród był demoralizowany przez pięćdziesiąt lat i najbardziej mu potrzeba wychowawców takich, którzy sami będą wzorcem i przykładem. Sam wiesz, że młodzieży potrzebne są wzorce żywe. Będziemy się więc wspólnie starać o rozbudzenie duszy tego pokolenia, które powinno niedługo wkroczyć w służbę narodowi, zrozumienia jego istotnych potrzeb.

Może powiesz Mi, synu, jakie one są według ciebie.

Szczepan:

Przede wszystkim potrzeba rechrystianizacji naszej codzienności. Obecnie dominuje wśród nas mentalność krypto—niewolnicza połączona z brakiem odpowiedzialności. Upadek etyki służby publicznej woła o nowe powołania do tej służby.

Pan:

Synu, mogę ci tylko jedno obiecać. Wyleję na wasz naród Ducha Świętego, ponieważ sami się nie podniesiecie. Jesteście teraz jak człowiek po długotrwałej wyniszczającej chorobie — jeszcze nawet nie w rekonwalescencji — dlatego nawet nie macie jeszcze sił cieszyć się. Ale Ja to wszystko wiem, rozumiem, tłumaczę i bardzo wiele usprawiedliwiam. A to dlatego, że sam dopuściłem, aby zniszczono elitę waszego narodu (od początku wojny przez lata stalinowskie aż do tej pory). Duża też część inteligencji nie powróciła z zagranicy. Dlatego krzywdy wam wyrządzone postanowiłem uzupełnić sam. Dlatego otrzymujecie i będziecie otrzymywać coraz to większą pomoc (z „polskiego Nieba"). Wszystkie moje polskie dzieci będą wam pomagały mocą Bożą. Otrzymaliście największy dar, jaki mogłem dać waszemu narodowi: dzielę się z wami miłością Matki mojej. Dla Jej próśb uczynię wszystko.

Nie obawiaj się, synu, nie zostaniesz bez pomocy. Kiedyś mówiłem wam: „Dziękujcie już za to, co dla was uczynię". Dalej to powtarzam, a wy Mi nie wierzycie. Ty też za mało wierzysz w możliwość zmiany psychiki waszych rodaków, a przecież Ja to uczynię.

Rzeczywiście, wciąż jesteście spętani. Tym niewolnictwem psychicznym jest brak wiary, brak nadziei. A Ja obiecałem wam wyzwolenie pełne. Czy zdarzyło się, abym kiedykolwiek obietnic swoich nie dotrzymał? Teraz, synu, toczycie walkę z niewidzialnym złem, które za nic nie chce opuścić opanowanych terenów (w duszach ludzkich). Ma jeszcze ogromną liczbę zwolenników. Jednak przed Maryją musi ustąpić. Nie jest możliwe, żeby Maryja nie zwyciężyła. A Ona nie straciła waszej miłości. W najcięższym momencie mówiłem wam: „Sursum corda" (Pan się powołuje na figurą Chrystusa sprzed kościoła św. Krzyża mającą taki podpis, która po Powstaniu Warszawskim leżała w gruzach z ręką wyciągniętą do góry).

Jeszcze raz to mówię: najstraszniejszą rzeczą byłoby, gdybyście stracili wiarę w możliwość odrodzenia waszego narodu. Ale tego się po was nie spodziewam. Dlatego, synu, rób, co możesz, nie przejmując się „statystyką" (ile osób odeszło i odpadło). Bo pragnę od ciebie tylko bezinteresownej służby wedle twoich możliwości, rezultaty zaś sprawiam Ja. I będą wspanialsze i powszechniejsze, niż możecie sobie wyobrazić.

Teraz potrzebna Mi jest wasza wierność naszym zamierzeniom i wytrwałość. Ale ten czas już się kończy — czas postu, pokuty, oczyszczenia.

Błogosławię każdego z was w waszej służbie światu. I chcę wam powiedzieć coś, co sprawi wam radość: każde z was trojga idzie zgodnie z moim zamiarem względem was. Dlatego cieszcie się, dzieci. I Ja się cieszę, że nie zawodzicie nadziei mojej. Nie obiecałem wam „świętości" za życia ani tym bardziej doskonałości, nie obiecałem, że wszystko, co zamierzycie, uda się wam, zwłaszcza że żyjecie w okresie bardzo ciężkim i bardzo trudnym, w świecie, który was rani. Ale Mnie, kochane dzieci, przynosicie swoim trudem tym większą chwałę. Dlatego nie myślcie o swoich niedociągnięciach i niedoskonałościach. Pomyślcie o tym, jak bardzo was kocham, jak cieszę się wami, jak blisko was jestem i jak z każdym z was współpracuję. Macie, moje dziatki, Przyjaciela wiernego, pewnego i niezwyciężonego.

Razem uda się nam uzdrowić to, co chore, biedne i nieszczęśliwe w waszej ojczyźnie. Bo nie jesteście jedynymi. Mam jeszcze wielu innych przyjaciół, i to jest ta prawdziwa wspólnota miłości, żywa i działająca.

Podnieście głowy i powiedzcie Mi szczerze z całego serca: „Dziękujemy Ci, Ojcze, za wszystko, cokolwiek nam w swojej miłości dajesz".

Dziękujemy Ci, Ojcze, za wszystko, cokolwiek nam w swojej miłości dajesz — powtarzamy.

Powiedzcie: „Dziękujemy Ci, Ojcze, w imieniu całej naszej ojczyzny". Bo Ja moich przyjaciół uważam za reprezentantów, pełnomocników waszego narodu.

Umacniam was i przyciskam do serca. Jeszcze raz mówię: Nie turbujcie się niczym, bo Ja zdejmę ten ciężar, który was gniecie. Ujrzycie światłość moją (jasne i wyraźne działanie Pana w naszym kraju). Błogosławię was. +

 

Czyń użytek z daru rozumu.

28 III 1990 r. Anna

Proszę Cię, Panie, o twoją opinię o tym, co robię, i o ludziach, z którymi spotykam się ostatnio. Czy wszystko jest wedle twej woli, czy też zrobiłam coś samowolnie?

Pan:

Wiesz przecież, że nad tobą czuwam. (...) Jesteś słaba i walczysz z narzucanym ci przekonaniem, iż stać cię na bardzo mało, a jednak obserwując cię widzę, że kiedy stajesz wobec konieczności (termin przyjazdu kogoś lub ważne sprawy czy spotkania), nie odmawiasz — nawet wtedy, gdy rzeczywiście czujesz się źle. Tym sprawiasz Mi radość, Anno.

Wszystkie osoby, które ostatnio spotykasz, są ci niejako przedstawiane do akceptacji, bo wiesz, że pozostawiam ci swobodę wyboru jako współpracownicy tych, którym zaufasz. Ty masz ich wprowadzać w nasze sprawy i rozmowy. Dlatego powinna was łączyć życzliwość, zrozumienie i wola współpracy, a z ich strony konieczna jest bezinteresowność i prawdziwe pragnienie służenia Mnie, nie zaś własnym korzyściom.

Potwierdzam to, córko, i jeszcze raz mówię: wybieraj, oceniaj, czyń użytek z daru rozumu, intuicji, wrażliwości, bo one służą moim zamierzeniom, które przyjęłaś do serca jako własne.



Ja już stoję w drzwiach

7 IV 1990 r.

Modlimy się w pięcioro. Pan mówi:

Moje dzieci, Ja już stoję w drzwiach. Nie ustawajcie w modlitwie za świat. Wzywajcie mojego miłosierdzia, proście — dla całej ludzkości — o wszystkie łaski potrzebne w godzinie śmierci.

Przygotujcie się starannie do dnia, który sam ustanowiłem Świętem Miłosierdzia. Powinniście oczyścić wasze myśli, serca i umysły z wszystkiego, co nie jest moje, aby pozostawić puste miejsce Mnie, który pragnę w nie wkroczyć z całą pełnią potrzebnych wam łask. Obiecałem wam, że cały wasz naród napełnię Duchem Świętym, oczekujcie Mnie więc i wzywajcie.

Teraz daję wam, dzieci, moje błogosławieństwo — każdemu na jego własną drogę służby. +



Czyńcie moją Ewangelię

9 IV 1990 r. Anna, s. Ewelina, ks. Grzegorz

Rozmawiamy o sytuacji ogólnej w świecie, a także o naszych chorobach i złym samopoczuciu oraz o złości i agresywności ludzkiej. Pan prosi nas, byśmy każdą osobę czyniącą zło oddawali Niepokalanemu Sercu Maryi, a potem mówi:

Przykładajcie się, dzieci, do rozniecania miłości bliźniego wszędzie, gdzie jesteście. Czyńcie moją Ewangelię! Zwracam waszą uwagę zwłaszcza na Kazanie na Górze, tj. na życie błogosławieństwami.

Jeśli nie będziecie atakować zła, ono będzie atakować was. Nie ma rozejmu pomiędzy nieprzyjacielem a rodzajem człowieczym. A Ja na was liczę, dzieci, na każdego z was. Jeżeli ktoś może uczynić dobro, a tego nie czyni, wy zróbcie je za siebie i za niego.

Dzieci, Ja nigdy nie mówię wam niczego, czego byście już nie wiedzieli (z Pisma świętego), tylko staram się wskazywać wam w danej chwili to, co jest najważniejsze. Teraz stoicie wobec momentu decydującego dla przyszłości waszego kraju. Dlatego wspomagajcie się wzajemnie i działajcie tak, jak gdyby losy Polski zależały wyłącznie od każdego z was.

Ja nie wymagam od was wysiłku ponad siły, a tylko tego, abyście wasze powszednie obowiązki wypełniali gorliwie, z gorącą miłością, i aby ta miłość, którą ze Mną dzielicie, objęła każdego, z kim się w danym dniu spotykacie, bez względu na waszą opinię

o nim. Dotyczy to również wszystkich, o których mówicie, myślicie, których oglądacie w telewizji i słuchacie w radiu lub czytacie w gazetach. Miejcie świadomość, że biednym ludziom, zmęczonym i zabieganym, jakich widzicie dookoła siebie, brak jest zrozumienia celu i sensu życia. (...) Moje dzieci, do waszych starań Ja mogę dodać nieskończoną moc, jeżeli wyrazicie chęć darzenia dobrem bliźniego.

Pytamy, czy to już jest ten zapowiedziany czas żniw. Pan wskazuje na swoje słowa o drzewie figowym z Łk 21, 25—33; i z l, 8—11.

Moje dzieci, dlatego tak usilnie was proszę, gdyż nie ma już czasu na gnuśność i zwlekanie. Proszę was, gromadźcie się przy Mnie, służcie Maryi w Jej planach odrodzenia waszego narodu wiernie i ze stałością. Mówcie też o potrzebie mobilizacji wewnętrznej. Bo będziecie świadkami zagłady połowy świata, a nie jest was dość wielu, by wasz kraj został ocalony — chyba że nastąpi ogólny zryw ku czynnemu udziałowi w realizacji planów Boga. Okoliczności będą was przynaglać, ale Ja chciałbym, abyście wy — znający plany moje — już od tej chwili rozpoczęli zdecydowanie współpracę ze Mną.



Wiem, Komu zawierzyłem

W odpowiedzi na prośbę, ks. Grzegorza o siły na najbliższe dni Pan mówi:

Nie obawiaj się, że mógłbym cię opuścić.

Spraw, Ojcze, bym prawdziwie, głęboko zawierzył Tobie.

Dobrze wiesz, synu, że zawierzenie nie polega na uczuciach i emocjach. Teraz, kiedy będziesz wracał (kilka godzin jazdy samochodem), chciałbym, abyś przez całą drogę mówił Mi o wszystkim, co ci leży na sercu, co cię irytuje, boli i martwi, czego byś pragnął dla innych i dla siebie — bo jesteś dla siebie pierwszym bliźnim.

Ojcze, polecam Ci wszystkich chorych w mojej parafii.

Powiedz Mi o tym w drodze.

Chciałbym nie tylko żyć wiarą, ale słyszeć odpowiedź, wiedzieć.

Wierzysz, że jestem, czy wiesz, że jestem?

Wiem, Komu zawierzyłem.

Moje dzieci, wiem, że się spieszycie. Dlatego uklęknijcie, a Ja dam wam moje błogosławieństwo na drogę. Klękamy. Pan udziela nam błogosławieństwa.



Jesteście moimi współpracownikami

13 IV 1990 r. Wielki Piątek. Anna, Grzegorz

Oddajemy Ci, Panie, ten najbliższy czas...

I Ja tego pragnę.

... czy dobrze służymy Ci, Panie?

Jesteście moimi współpracownikami.

— „Już nie jesteście sługami (ale przyjaciółmi) ..." — Grzegorz przypomina fragment Ewangelii. Pan dopowiada:

Nie sługami, lecz dziećmi.

Anna:

Jest tak cicho, tak przyjemnie...

Pan:

Nie cicho, lecz bezpiecznie — przy Mnie.

Grzegorz dziękuje za opieką Pana nad nim w czasie pobytu w Anglii. Pan mówi:

Grzegorzu, chciałem wykorzystać (dla naszej przyjaźni) twoją samotność i cieszę się, żeś Mi odpowiedział — zaaprobował moją propozycję. O ileż szybciej dojrzewalibyście, gdybyście każdą z moich nowych inicjatyw przyjmowali z zapałem. Próbujcie!

Anna:

Tak, Panie, ale to nie jest przyjemnie aprobować te reumatyczne bóle rąk; to wszystko nie jest wesołe. Tak z zapałem przyjmować to...

Pan:

Bólu czy choroby nikt nie przyjmuje z radością, ale można z zapałem wykorzystywać możliwości, jakie ta sytuacja wam stwarza: możliwość orędownictwa, ofiarowania za innych i spłaty własnych win. W okresie gdy cierpicie, wasze szanse „wymuszenia" na Mnie tego, czego chcecie, niepomiernie wzrastają.

Anna:

Panie, nie mogę tak co minutę Ci mówić, że te pięć minut ofiarowuję za to, a następne za to...

Pan:

Ja wcale nie wymagam tego od ciebie (tego sposobu), ale gdybyś w czasie choroby pamiętała o mojej drodze krzyżowej, szlibyśmy nią razem...

Anna:

Ale moja choroba jest taka nijaka, nie gwałtowna, a przewlekła, taka nużąca.

Pan:

Spokojnie. Ja wiem, co komu mogę dać. Nie chcę, żebyś stała się zupełnie niezdolna do współpracy ze Mną. (...) To jest taki sprawdzian, ile możesz robić „pomimo wszystko" — z miłości do Mnie.

Anna:

Małe dziecko bywa takie ufne w stosunku do rodziców jakże często niegodnych tego, a my nie potrafimy być tacy ufni w stosunku do Ciebie. Panie Boże, jak strasznie chciałabym tego. Wtedy cały ciężar spada z duszy, nie ma tylu problemów...

Pan:

Właśnie o to Mi chodzi. Ale przyznasz, Anno, że już kilka kroków na tej drodze zrobiłaś.

Anna:

Tak ... ale z drugiej strony denerwuję się, że nic nie robię (bo nie mogą pisać), a tu ciążą nad głową nadchodzące wydarzenia.

Pan:

Czyż nie Ja jestem Panem wydarzeń? Tak się cieszę, dzieci, że mam was teraz przy sobie.

Następuje dłuższa dygresja.

Anna:

Panie, ja ciągle mówię i mówię. Czy w niebie też tak będę gadać?

Nie wiadomo, czy ktoś będzie chciał cię słuchać (Pan mówi to żartobliwie).

Nie zapisuj tego — mówi Anna do Grzegorza.

Grzegorz:

Zapiszmy, Pan ukazuje tu takie poczucie humoru...

Anna:

Pan śmieje się, że my Go analizujemy, Jego cechy. (...)

Pan:

Przecież wszystko, co macie, macie ze Mnie. Macie ziemskich rodziców i dziedzictwo wielu pokoleń, ale poprzez całe wasze ziemskie dziedzictwo przenikam Ja.

Rozważamy, że Pan każdego obdarowuje różnorakimi cechami — i próbujemy nazwać te cechy. Pan dopowiada:

...to, co wam będzie przydatne do waszej indywidualnej służby, abyście mieli czym obdarowywać świat (bliźnich).

Nawiązując do aktualnej sytuacji w kraju, w której dostrzegamy wiele niebezpieczeństw, m.in. ludzi prowadzących Polskę, w niewłaściwym kierunku, prosimy o przejrzenie dla nas wszystkich, dla całego narodu, abyśmy wiedzieli za jakimi wartościami się opowiadać.

Pan:

Już bardzo szybko ogarnie was lęk, a wobec takiego zagrożenia, jakie się ujawni, śmieszne i niepoważne staną się prywatne spory i walki o karierę i władzę. Widzisz, synu, ile dla was zrobiła Matka moja. Jak sam czytasz w dawnych tekstach, wojna miała was zaskoczyć jeszcze pod „starymi" rządami. My daliśmy wam już przedsmak wolności, abyście mieli większą samodzielność przeciwdziałania (zagrożeniom) i samoobrony. Dopiero ten czas was zjednoczy, tak jak okupacja niemiecka nauczyła was wspólnej walki. (...)

 

Nowenna do Miłosierdzia Bożego

Pan:

Cieszę się, że od dzisiaj zaczynacie wspólną modlitwę do Miłosierdzia Boga Wszechmogącego — miłosierdzia niezmierzonego, niezmożonego, zdolnego wszystko zmienić. Proście o skrócenie dni grozy, o miłosierdzie dla ślepych i nieświadomych, o miłosierdzie dla was samych z powodu wielu ciężkich grzechów, którymi Mnie ciągle zasmucacie (w znaczeniu: wstrzymujemy wylew łaski i ograniczamy jej działanie w nas, w naszym kraju).

W modlitwie ofiarowujcie — wspólnie z waszymi zmarłymi braćmi — wszelkie cierpienia i ofiary waszego narodu za przyspieszenie czasu przejrzenia i świadomego odwrócenia się od zła.

Dzieci, zostawcie Mi cały ten tydzień do dyspozycji (...), oddajcie Mi waszą dobrą wolę i proście, abym Ja kierował wszystkimi naszymi wspólnymi sprawami. Uklęknijcie. Teraz, Grzegorzu, ty przyjmij moje błogosławieństwo dla całego twojego domu i tak serdecznie je przenieś, jak je otrzymałeś.

Anna:

Oddaję Ci, Panie, Litwę, która jest tak niewdzięczna, wroga. Oddaję Ci Białoruś i Rosję, tę prawdziwą Rosję, jak powiedziałeś: „Rosję naszych prześladowców", z Leningradem i Moskwą. (...) Ale za Niemcy i Stany Zjednoczone nie proszę...

Pan:

Ja się nimi zajmę, a wy na pewno będziecie się za nich modlić...

Anna:

No tak, bo my jesteśmy tacy „durni" (naiwni i prostoduszni).

Nie „durni", tylko — moi. I umiecie współczuć i przebaczać. Może dla świata jest to głupie, ale wy, moje drogie, kochane dzieci (Polacy), odnosicie wasze normy wartości do Mnie, nie do świata. A teraz nadchodzi czas odsłaniania się prawdy o ludzkiej kondycji (całej ludzkości). Kto do kogo się odwołuje, od tego otrzyma odpowiedź — wedle siły swoich pragnień i dążeń (w znaczeniu: jeżeli naród pragnie np. zabijać czy nienawidzić, odpowiedź otrzyma od tego, który jest zabójcą i „ojcem nienawiści"). Tak, dzieci, to jeszcze nie jest dzień Sądu, ale jest to koniec takiego świata, jaki stworzyliście działając wspólnie z księciem tego świata, z władcą ciemności, sądząc, że czynicie to dla własnych korzyści.

Teraz daję wam moje błogosławieństwo, przytulam was do serca i cieszę się wami. Tobie, Anno, szczególnie są potrzebne te moje słowa. +



Przygotowania do Niedzieli Miłosierdzia

16 IV 1990 r. Drugi dzień Świąt Wielkanocnych. Anna, Ewa, o. Jan, Wojtek, Grażyna, Grzegorz

Po powrocie z Mszy św. i odmówieniu nowenny do Miłosierdzia Bożego pytamy Pana, czy chce nam coś powiedzieć. Anna wspomina przy tym, że Pana cieszy, gdy się gromadzimy przy Nim. Pan nawiązuje do tego:

Słusznie powiedziałaś, Anno, że cieszę się, gdy mam was koło siebie. W takich chwilach wiem, że jesteście moi, że jesteście bezpieczni, że nic wam w mojej obecności zagrozić, nie może.

Moje kochane dzieci, cieszy Mnie, że podjęliście przygotowania do dnia mojego Miłosierdzia. Jest to dzień, który sam wybrałem, aby w roku liturgicznym mojego Kościoła następował w pierwszym dniu świętym po dniu, w którym czcicie pamiątkę mojego Zmartwychwstania. Gdyż po to wybrałem śmierć krzyżową, aby móc do końca istnienia rodzaju ludzkiego wylewać na was nieustannie potoki mojego miłosierdzia. Moje przyjście na świat i śmierć za was świadczyły o stosunku Boga do biednego stworzenia, które samo zagubiło się i teraz nie może odnaleźć prostej drogi ku swemu Ojcu. Jak inaczej możecie nazwać postępowanie swego Boga, jeżeli nie miłością miłosierną? Dlatego tak spieszę się w rozdzielaniu wśród was darów mojego miłosierdzia — lecz wedle waszych pragnień i potrzeb. (Ze zrozumienia: Miłosierdzie Pana trzeba przyjąć świadomie i pragnąć go. Pan zna nasze potrzeby lepiej niż my sami i może nas obdarzać niekoniecznie wedle naszych chęci, lecz według naszych rzeczywistych potrzeb).

Prosiłem was, dzieci, abyście się modlili za cały świat, za wszystkich ludzi, którzy zginą, za tych, których dusze są zagrożone. Prosi za nich całe Niebo i wasi oczyszczający się bracia. Jeżeli i wy dołączacie do nich wasze prośby, wtedy jednoczycie się, a wasza modlitwa jest nieskończenie potężniejsza, bo staje się wspólną modlitwą całego mojego świętego Kościoła.

Cieszy Mnie wasz odzew na moją prośbę. Dlatego i Ja pragnę przybliżyć się do was (zwłaszcza w Niedzielę Miłosierdzia) i proszę, abyście w tym tygodniu przygotowania mówili Mi serdecznie i szczerze o wszystkich waszych troskach, niedostatkach, bo przypominam wam, że jesteście pierwszymi z waszych bliźnich. Mówcie Mi też o waszych pragnieniach względem innych ludzi (jest to nasza lekcja, bo miarą naszego człowieczeństwa jest szerokość zauważania cierpienia świata; Pan Bóg powoli poszerza nasze serca) i nie obawiajcie się, że Mnie zanudzicie (ostatnie słowa Pan mówi z uśmiechem).

Chciałbym też, dzieci, żebyście w tym tygodniu mówili Mi o swoich marzeniach. Nie bójcie się marzyć o Królestwie Bożym na ziemi. Na przykład, jeżeli żal wam Chin, proście Mnie o miliard ludzi, bo moja łaska nie zna ograniczeń (ilościowych).

Rozumiemy, że Pan pragnie spełniać nasze marzenia wynikające z miłości do ludzi. Pan potwierdza:

Tak, tego chcę. Ponieważ trudno wam w ciągu całego roku ciągle o tym myśleć, dlatego proszę was o to w tym jednym tygodniu. Nie bójcie się też prosić o siebie, zwłaszcza zaś o to, co wam pomoże w skuteczniejszej służbie Bogu, a Ja już sam osądzę, czy wam to jest rzeczywiście potrzebne — ale waszą rzeczą jest prosić. Ja nie cierpię na braki w moim skarbcu, nie potrzebuję niczego oszczędzać, a nadto moją radością jest obdarzanie was, dlatego nie obawiajcie się, dzieci.

Proście o powołania, proście za ludzi z waszych dawnych ziem, a jeżeli chcecie sprawić Mi specjalną radość, proście za wszystkich waszych wrogów osobistych i wrogów waszego narodu, jednocześnie usprawiedliwiając ich przede Mną tak, jakbyście usprawiedliwiali swoich bliskich.

Chciałbym, dzieci, abyśmy się spotkali na dłużej w Niedzielę Miłosierdzia. A teraz przyjmijcie moje błogosławieństwo i chciejcie wierzyć, że w rzeczywistości każdego z was przygarniam do swego serca. +



Pan mówi o historii polskiej

17 IV 1990 r. Anna, o. Jan

Ojciec Jan prosi Pana o radę, jak ma przygotować zamówiony u niego projekt przemówienia kardynała Casarollego z okazji doktoratu honoris causa PAT. Pan odpowiada:

Synu, jeżeli znasz jego poglądy i jego zainteresowania, staraj się mówić właśnie o tym. Wiadomości masz dosyć. Nie wydaje Mi się słuszne, abym cię musiał pouczać. Ja też szanuję twoją wiedzę. Staraj się przedstawić to, co wiesz, w taki sposób, aby znajdowało to oparcie w faktach (chodzi o to, żeby nie wyglądało to jak przepowiednie). Oprzyj się też na historii swego kraju, powiedz w kilku zdaniach, jakie różnorodne tereny kraj łączył, jak zgodnie i harmonijnie współżyły ze sobą na nim różne grupy, nie tylko narodowościowe, ale i religijne. Przypomnij sobie najpiękniejsze akty prawne twojego narodu, oraz akty kościelne i zacne postacie („Neminem Captivabimus", Wstęp do Unii Lubelskiej; kardynał Hozjusz, Paweł z Włodkowic w Konstancji...). Mów, synu, o pokojowych dążeniach twojego narodu.

Wymieniłem ci, synu, kilka punktów. Reszta zależy od ciebie. To są tylko propozycje — nie musisz słuchać ślepo. Wierzę w twoją inteligencję i takt. (Można wspomnieć o wpływach włoskich u nas, o Koperniku na uniwersytecie w Bolonii).

Sześć stron to niewiele miejsca. Na pewno dasz sobie z tym radę. Wezwij Ducha Świętego i oddaj to na chwałę Bożą.

Pan przypomina nam jeszcze swoje słowa z 5 II 1985 roku o Polakach w niebie:

— „Ze Mną są ci, którzy starali się usilnie wprowadzać w świat ludzki moje prawa: sprawiedliwość, wolność wyboru, szacunek dla godności człowieka, miłosierdzie i czynne współczucie, pomoc skrzywdzonym, słabym, bezbronnym i zniewolonym. I za te dobra i wiele innych — aby je zdobyć dla wielu, a nie tylko dla waszego narodu — gotowi byli oddać trud całego życia, przyjąć cierpienia, więzienie i śmierć. I tak żyli, a bardzo wielu zginęło".

Anna:

Co chcesz nam powiedzieć, Panie?

Pan:

Cieszę, że się poznajecie wzajemnie. Zawsze cieszy Mnie zgoda między wami i jednomyślność, życzliwość i pragnienie wymiany wszystkich darów, które ode Mnie otrzymaliście.

Anna:

Jan jako cenzor kościelny jest dla mnie wielkim darem.

Pan udziela jeszcze kilku wskazówek, po czym kończy rozmową, gdyż jest już późno:

Teraz, dzieci, pożegnam się z wami. A ty, Janie, zatelefonuj do domu (zakonnego), że przyjedziesz później.



Bądź, córko, radosna

19 IV 1990 r. Anna

Proszę Cię, Panie, o wskazówki dotyczące najbliższych spotkań.

Pan:

W sobotę spotkajcie się po południu u ciebie, a jeżeli przyjdą obaj panowie, to u Grzegorza. Natomiast w niedzielę, abyście byli razem w naszym domu: Jan, ty i Grzegorz, a jeżeli Grażyna zechce, to i ją chcę zobaczyć. To będzie nasz dzień wspólnej miłości.

O stosunki przyjaźni z Czechosłowacją módlcie się usilnie, gdyż jesteście im potrzebni w odbudowie Kościoła, zakonów i uczelni katolickich, a na razie otwórzcie dla nich szeroko KUL i ATK.

Oddaj te trzy dni Mnie, Anno, tak abym mógł dysponować twoim czasem. Zapraszaj też dzieci moje (z mojego domu), twoją rodzinę i przyjaciół. (...)

Oddawaj Mi wszystkie swoje cierpienia w intencji odrodzenia duchowego waszej ojczyzny i bądź, córko, radosna. Czyż nie wypada ci być szczęśliwą i oczekiwać Mnie, przybywającego w szacie pocieszenia i miłosiernej miłości? (...)

Bądź, córeczko, spokojna i licz na Mnie, twojego Ojca niebieskiego. Błogosławię cię, Anno +



Przychodzę jak wicher, by was ratować

21 IV 1990 r., Anna, o. Jan, Grażyna, Szczepan, Grzegorz

Rozmawiamy o wizycie Ojca Świętego w Pradze. Gdy zastanawiamy się, jak rozpocząć rozmowę z Panem, Pan zaczyna ją sam:

Tylekroć mówiłem wam, że radością Boga jest przestawanie ze swoimi dziećmi. Dlatego nie jest Mi wcale potrzebny nastrój specjalnego namaszczenia i powagi. Cieszę się wami i pragnę, żebyście wy cieszyli się Mną. Niechaj to będzie spotkanie w rodzinie.

Pan prosi, byśmy wypowiedzieli przed Nim swoje największe marzenia:

Grażyna:

Żeby Królestwo Boże nastało w każdym sercu — od jutra, od Niedzieli Miłosierdzia.

Grażyno, córeczko moja, mamy wspólne marzenie. Ja niczego tak nie pragnę, jak każdego z was obdarować Królestwem Bożym — Mną. Wiesz, córko, że czasem wolna wola ludzka odmawia Mi wejścia, ale tam gdzie będę mógł, pomnożę moje wysiłki i otrzymacie więcej łask, więcej darów. Duch Święty rzeczywiście nadchodzi ku wam z pełnią miłości Boga.

Zrozumieliście dzisiaj, że Ja pragnę, aby Duch Boży napełniał i odradzał całe narody. (Zauważyliśmy, że Papież mówił do Czechów w Pradze z taką miłością, jakby to mówił sam Pan). Wam przyobiecałem to już dawno i zdradzę wam jeszcze jedną tajemnicę: Ja tym szybciej przychodzę, z tym większą pełnią odradzającej miłości, im bardziej ktoś (człowiek lub cały naród) jest jej głodny; a jeśli z głodu mojej obecności zamiera w nim życie duchowe, przychodzę jak wicher, burząc wszelkie przegrody i nie zwracając żadnej uwagi na waszą niegodność, ponieważ chcę was ratować ... (Pan mówi tu o Polsce, o Czechosłowacji, ale jeszcze bardziej o Białorusi, a także o rdzennej Rosji).

To będzie piękne, Panie!

A wy będziecie moimi świadkami. A czy wiecie, dzieci, co to znaczy świadek?

Anna:

Apostoł.

Obiecałem wam przecież czasy apostolskie.

 

Niedziela Miłosierdzia

22 IV 1990 r. Anna, Grażyna, o. Jan, Grzegorz

Mówi Pan:

Moje dzieci, nadchodzi czas czynnej współpracy. Zawdzięczacie to prośbom mojej Matki, która pragnie przyspieszyć wszystko, co wam przyobiecałem. (...)

Mówi Maryja:

Chciałabym, aby każdy, kto wyjedzie na misje niosąc słowa Syna mego (w znaczeniu: Słowo Boga to ogień, moc wewnętrzna, światło...), miał pewność, że zostawia tu przyjaciół troszczących się o niego, aby zachował ścisłą łączność ze swoją rodziną duchową tutaj. Ponadto jest moim pragnieniem, aby taka rodzina uczestniczyła w misjach poprzez listy, książki, przesyłanie potrzebnych rzeczy i choćby czasowe przyjazdy (odwiedziny). Pragnę, aby ludność miejscowa widziała, że się naprawdę kochacie i zależy wam na sobie wzajemnie (te „rodziny" z Polski mogą obejmować swoim zainteresowaniem i miłością coraz to więcej osób).

Moje dzieci, Ja wam wkrótce to wszystko ułatwię, ale zaczynamy od Białej Rusi, bo tam jesteście najgoręcej witani, a Ja pragnę, aby was oczekiwano i witano was z wdzięcznością. To są moje dawne ziemie. Syn mój został z nich bezprawnie wypędzony, a ludzie straszliwie skrzywdzeni. Tyle lat odmawiano im sakramentów, odmawiano im wolności, nawet sumienia, wiarę swoją musieli ukrywać, podczas gdy jawnie i głośno szydziła z nich złość i przewrotność nieprzyjaciela. Wy nawet nie wiecie, ilu Ja tam mam męczenników (np. zadenuncjowanych za mówienie o Bogu, którzy zmarli w więzieniach i łagrach). Tak bardzo pragnę ich jak najszybciej pocieszyć. Ale troszczę się także o ludność niedawno tam osiadłą. Połączyć ich w jeden lud Boży może wyłącznie religia żywa, gdzie będzie działał Chrystus (obraz: Rosjanka może wybrać pozostanie na Białorusi, gdzie będzie wolność religii, wolność życia duchowego, a nie powrót do Rosji). Dlatego musicie bardzo dbać o szacunek dla ludzkiej wolności, o tolerancję i wyrozumiałość (np. dla niewierzących). Pragnę umożliwić wam kontakty z ludźmi wyjeżdżającymi (na misje). Czy macie, dzieci, jakieś pytania do Mnie?

Anna:

Myślę o tym żałobnym ornacie w Anglii (wstawionym do komisu w Londynie), o którym opowiadał Grzegorz, jako o złowróżbnym znaku zaniku szacunku dla religii.

Maryja:

Złowróżbna jest przyszłość Anglii, i to nie z powodu jednego ornatu, lecz z powodu odrzucenia etyki mojego Syna, z powodu zlekceważenia Jego Ofiary i z powodu ogólnej obłudy w stosunku do Boga. Prezentują się światu jako naród chrześcijański, a Bóg dla nich nic nie znaczy; wstydzi się za nich całe niebo.

O. Jan:

Chciałem wrócić do dawnych ostrych słów jednego z przyjaciół Anny, Bartka, które niedawno czytałem, o zbrodniach władz komunistycznych.

Maryja:

Mój synu, każdy z was przychodzi do królestwa niebieskiego z własnymi doświadczeniami i nie dziw się Bartkowi, który przeszedł to, czegoś ty nawet nie dotknął. Tym bardziej że Bartek występuje w tym tekście w obronie dziesiątków swoich przyjaciół, kolegów, których szanował, cenił i których śmierć nim wstrząsnęła. Nie zapominaj też, że Bartek miał naturę artysty i bardzo głęboko emocjonalnie przeżywał zbrodnie przeciwko swojemu narodowi. Nie zapominaj, że on był wychowany w polskiej szkole: znał historię, kulturę i wartości polskie i bardzo wysoko je cenił, a tu zobaczył, jak naród pozbawia się pasterzy, następnie z niebywałym cynizmem szkaluje się zamordowanych i uwięzionych, narzucając ślepym, bo niewykształconym (dostatecznie lub właściwie) rzeszom ludzkim pojęcia sprzeczne z ich dziedzictwem, a przede wszystkim ukute w kuźni nieprzyjaciela. To, co Bartek uważał za zbrodnię, było nią. Przebaczać można osobiste krzywdy, ale nie można łagodnie i pobłażliwie odnosić się do szatana, przebaczając mu w imię miłości bliźniego wszystkie dzieła kierowane nienawiścią bliźniego. Nie zapominaj, synu, że szatan nie jest waszym bliźnim, jest śmiertelnym — i nieśmiertelnym — wrogiem wszystkich ludzi, a jeśli działa przez niektórych z nich i staje się to widoczne, nie dziw się, że budzi grozę, oburzenie i pragnienie przeciwdziałania. (...)

Grzegorz:

Czy będąc w Anglii mam reagować na okazje, tak jak je dostrzegam i rozumiem?

Maryja:

A jak możesz inaczej?

Grzegorz:

Czy zdążę wrócić? Chciałbym być w Polsce, z rodziną...

Maryja:

Wszystko, co powiedzieliście, wszystkie wasze prośby przyjmuję i zachowuję. I tak jak mój Syn mówił, powtarzam: w okresie katastroficznym będziesz Mi tu potrzebny i nie miej żadnych obaw, bo taka jest wola Jezusa.

Grzegorz:

Mówię (tam w Anglii) raczej o zaufaniu niż o ostrzeżeniach, bo to ważniejsze. Czy mam dalej tak postępować?

Maryja:

Zawierzenie Jezusowi jest zawsze ważne, a kto prawdziwie zawierza, dla tego nie są groźne żadne wydarzenia.



Bóg Ojcem wszystkich ludzi i narodów

4 V 1990 r. Anna, o. Jan

Mówi Pan:

Moje dzieci! Wy często chcielibyście uzyskać ode Mnie jednoznaczną odpowiedź. Ale Ja mam inną metodę postępowania: staram się w każdym z was zdobyć sobie przyjaciela, gdyż tylko przez miłość i zaufanie mogę otworzyć ku sobie serce ludzkie.

Bardzo rzadko się zdarza, iż człowiek, wybierający moją drogę od wczesnej młodości, idzie nią prosto, bez żadnych odchyleń. Ja zaś wszystkim daję prawo do poszukiwania, a więc do zdobywania doświadczenia. Jeżeli przypomnicie sobie, że do Judasza, który przyszedł ze strażami kapłańskimi, aby im Mnie wydać, zwróciłem się: „przyjacielu", to zrozumiecie, że Ja nigdy z nikogo nie rezygnuję. Uznawałem go nadal za swojego przyjaciela, chociaż bardzo w tej chwili błądzącego (w znaczeniu: Pan chciał zdobyć jego miłość). Dlatego nawet o moich wrogach, którzy sami za takich się uważają, Ja nie mówię „wrogowie". I zapewniam was, że bardzo wielu z nich zdobyłem sobie w ostatnich chwilach ich życia.

Dlatego nie chcę mówić wam o innych w sposób, który was do nich zrazi. Mogę wam tylko wskazać własne miejsce w moich planach i wasze zadanie, które zaakceptowaliście uprzednio, a odwracać was od spraw niepotrzebnych. (...)

Wasze zadanie jasno określa to wszystko, co wam objawiam z moich zamierzeń dotyczących waszego kraju i przezeń innych narodów w nadchodzących czasach — co zaczyna się i będzie się ciągnęło długo. (...)

Co uznajesz, synu, za najważniejsze ze wszystkiego, co wam przekazałem?

O. Jan:

Dziś w świecie bardzo mało mówi się o Bogu.

Pan odpowiada z uśmiechem:

Zobaczysz, jak umilkną i ucichną ludzie niereligijni, kiedy świat stanie na krawędzi istnienia. Wtedy wszystkie ich spory wydadzą się im śmieszne i nie mające żadnego znaczenia dla potrzeb ludzkości. Takimi w istocie są.

Teraz, synu, najważniejsze dla ludzkości jest to, co jej daje nadzieję (sens tego oddaje widziany w wyobraźni obraz: Miłosierdzie rozpięte jest nad ziemią jak łuk tęczy, a pod nim ludzkość kochająca się, narody starające się sobie wzajemnie służyć i pomagać; tak samo wewnątrz społeczeństw: jest współpraca, szukanie podobieństw i tego wszystkiego, co zbliża i łączy i jest wspólne). A cóż jest nam wspólne? Co narody mają wspólnego? To, że wszyscy jesteście dziećmi moimi. To jest najistotniejsze i pierwsze. Stąd wynika, że wszyscy otrzymaliście i macie moją ojcowską miłość, a między sobą jesteście braćmi. („Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego". Mk 12, 30—31)

Wy, dzieci moje, macie podstawowe, niezwykle ważne zadanie. Musicie przyoblec je w ciało, uczynić faktem dokonanym na obszarze całego narodu, a wynik tego zadania postawić przed ludzkością. Jeśli mowa o narodzie wybranym, to pytającym cię możesz wyjaśnić, że do tego celu wybrałem was, ponieważ dałem wam odpowiednie przygotowanie: dziesięć wieków historii; a dwa z nich były okresem cierpienia. Matkę zaś moją dałem wam za Przewodniczkę.

Każdy z moich narodów ma swoje własne uzdolnienia i swoje miejsce w budowie gmachu ludzkości (w znaczeniu: cała ludzkość w zamierzeniu Pana ma stać się Kościołem; ludzkość dojrzała ogarnięta Kościołem to jest królestwo Boże na ziemi).

Dałem wam już posmak wolności i zobaczcie, co z niej robicie. Natychmiast przejmujecie z Zachodu wszystko, co jest najgorsze, najnędzniejsze i najmarniejsze. Natychmiast prowadzą was w bagno ludzie służący nieprzyjacielowi lub ludzie żądni zysku. Z tym trzeba walczyć, synu.

Ja wam dam mocniejsze lekarstwo. Kiedy nastąpi mobilizacja, w wojsku znajdą się elementy najbardziej skrajne, liczę na to, że wojsko potrafi ich ująć, zdyscyplinować — a lęk o własne życie nauczy myśleć i tęsknić do pokoju i ładu wraz z całą ludzkością.

Dałem wam Maryję, dam wam wszystkie moje dzieci w niebie do pomocy. Wojska anielskie już walczą, ale to są dopiero nikłe utarczki w porównaniu z tym, co będzie się działo. Bo teraz nieprzyjaciel już wie, że przegrywa i musi odejść. Dlatego stara się w dzień i w nocy niszczyć i zabijać wasze dusze, gdyż postanowił zabrać Mi jak największą ilość dzieci i skazać je na zgubę. Nie będzie to walka ludzi z ludźmi, a walka nieprzyjaciela ze Mną o wasze wieczne szczęście. Ważne jest więc, abyście trwali we Mnie. Strzeżcie się lekceważenia mocy zła i nienawiści.

I tu znowu wracamy do konieczności szerzenia wiedzy o moim miłosierdziu. Mów, synu, mów ciągle o mojej miłości, która nie jest podobna waszemu miłowaniu. Moja miłość jest bezgraniczna, wiecznie trwająca, bezwarunkowa, wspaniałomyślna. Tym więcej daru miłosierdzia wam daję, im bardziej wam go potrzeba.



Mam dla was obietnicę wyzwolenia, ochrony i ratunku

8 V 1990 r. Mówi Pan:

Moja córko! Przestań się martwić, przecież wiesz, że pragnę z wami rozmawiać, że serce moje wyrywa się ku wam, zwłaszcza teraz, w przededniu światowej katastrofy, katastrofy dotykającej przede wszystkim białą rasę — tych, którzy stali się sługami nieprzyjaciela i wedle jego zamiarów deprawują sumienia, niszczą wszelkie wartości, wyszydzając je i zohydzając; niszczą też wasze zdrowie fizyczne i zdrowie mojego globu.

Pomyślałam o rasie żółtej i o Afryce; Pan odpowiedział zaraz:

Inne rasy czerpią z nich (z przedstawicieli białej rasy) wzorce, od nich otrzymują broń, nauki, fachowców zbrodni i jeśli ich skutecznie naśladują, stają się również mordercami dusz i ciał ludzkich. Azja i Afryka, a także poszczególne grupy ludzkie i państwa (np. Mała Azja, muzułmanie afrykańscy, Kuba itd.), stały się również groźne i szkodliwe dla istnienia ludzkości, biorąc przykład ze zbrodniczych „osiągnięć" narodów najbogatszych, najbardziej posuniętych w „postępie" technicznym, w zepsuciu, cynizmie i zaprzeczaniu wszystkim prawom moim. Konsekwencje długotrwałych, destrukcyjnych działań kumulują się i okażą wam swoje złowrogie, zabójcze oblicze.

Lecz jeśli chodzi o was, o wszystkich skrzywdzonych, zniewolonych, ograbionych i upokorzonych — ludzi i narody — Ja wam obiecuję wyzwolenie, ochronę i ratunek. Tym bardziej z nich skorzystacie, im mocniej staniecie przy Mnie. Jeśli opowiecie się przy prawach moich — a najważniejszymi z nich będą teraz: utrzymanie rzeczywistego pokoju (a więc wynikającego ze zrozumienia potrzeby spokoju i solidarności wzajemnej w społeczeństwie), przebaczenie wrogom, miłość wzajemna i miłosierdzie względem potrzebujących, jak również usilne starania o zwiększenie dobra powszechnego, o ład i bezpieczeństwo, zwłaszcza dla najbardziej tego potrzebujących — wtedy ocalę was.

Mówię to waszemu narodowi, bo na was liczę najbardziej, lecz ostrzegajcie jak możecie innych, by wracali do Mnie co prędzej poprzez prawa moje, które znają. Kto do Mnie zwróci się o pomoc, tego ocalę — lecz wtedy, gdy czynami dowiedzie Mi, że słowa moje przyjął do serca i stara się postępować wedle nich. Ewangelia jest wam znana, a Słowo Boga trwa wiecznie i to, co było dobre dla ludzi z rodu Abrahama, jest nadal dobre dla ludzkości, zwłaszcza że Jezus oświetlił wam te słowa i uzupełnił nauką życia społecznego (Błogosławieństwami) i sam własnym przykładem wskazał wam, jak żyć powinniście. (...)

Wszystkie udręki, których doświadczyliście, niech ostrzegają was przed powtórzeniem błędów, które do nich doprowadziły. Wszelka myśl mądra, żyjąca w waszym narodzie, niech służy wam radą i pomocą, a jeśli oprzecie się na opoce moich praw, stanie się wasz wspólny dom krajem prawdziwie wielkim, wzorem dla powstającej z ruin, wygłodzonej i sponiewieranej w swej pysze Europy i innych kontynentów. Jeżeli nie odrzucicie Mnie — Ja was nie odstąpię, a wesprę całą mocą Boga Niezwyciężonego, zaś Matka moja, Królowa Nieba, wspomagać was będzie wraz z całym królestwem niebieskim.

Gdy nadejdzie groza i śmierć, oprzyjcie się mocno na obietnicy mojej i zawierzcie Mi, gdyż runą wszelkie inne potęgi budowane przez człowieka i nie pozostanie wam nic, prócz wiary w miłość Boga — lub ulegniecie rozpaczy. (...)

Mówię ci, Grzegorzu, o tym co najważniejsze i pozostawiam ci wolność wyboru — ile i komu z tego przekazać (dla Polonii). Wszystkim Polakom na obczyźnie powtarzam jedno: w porze grozy postępujcie jak dzieci Ojczyzny waszej, która przez wieki przynosiła Mi chwałę — ofiarnością i bezinteresownością służby, zdolna darzyć wolnością wiele obcych narodów, płacąc za nią własną krwią. Dlatego zapewniam was, że żadne dobro, dane przez was bliźniemu, nie zmarnowało się, bo Ja je znam. Gdziekolwiek żyjecie, darzcie współmieszkańców waszych dobrem, gdyż każdy czyn wasz, każda myśl, każde dzieło przyczyniało się i nadal przyczynia do wzmocnienia budowy Ojczyzny waszej — Polski. I kilku pokoleń potrzeba, lub zaparcia się, abyście przestali świadczyć za nią. A to dlatego, że wszystko, czym staliście się, czerpaliście z jej gleby, jej tradycji, nauki, kultury. I jeśli staliście się ludźmi prawymi, jej to zawdzięczacie. Łańcuch pokoleń budował wiekami ten kraj, którego Koroną stała się teraz Maryja, gdyż pozostaliście Jej wierni. Rośliście przesiąkając wartościami waszej własnej kultury, aby móc tam, gdzie żyjecie — a iluż z was wbrew swej woli, o tym wiem Ja — dzielić się swoim dziedzictwem i obdarzać nim tych, pośród których mieszkacie. Jeśli czynicie dobro, Ja zaliczam je Ojczyźnie waszej, bo ona was uczyniła zdolnymi do udzielania się i darzenia. Tak więc wiedzcie, iż nie jesteście odrzuceni od wspólnoty, nie jesteście niepotrzebni — przeciwnie, włączacie się w budowę przyszłości waszego kraju, tak jak byście mu szkodzili postępując niegodnie.

Teraz Ja zapragnąłem wypełnić obietnice moje, gdyż prośby milionów waszych rodaków, od wieków składane przede Mną, złączone z ofiarą Krwi Jezusa, oczekiwały sprawiedliwego sądu, aż czas się dopełni. I oto nadchodzi czas wypełnienia, czas oczyszczenia świata, pora straszliwej grozy i pora wylania sprawiedliwości mojej na tych, którzy ją wyzywali. Dla was stanie się on czasem miłosierdzia i ocalenia.

Proszę was, dzieci, gdziekolwiek będziecie, nie lękajcie się, nie wierzcie głosom rozpaczy, bo to jeszcze nie koniec ludzkości, lecz jej oczyszczenie. Powróci ku narodom świata zło przez nie czynione i ono osądzi te narody. Ja zaś dopuszczam tę grozę, gdyż ziemia musi zostać oczyszczona ze zgnilizny zepsucia, byście na niej nadal żyć mogli i byście róść mogli KU MNIE w pokoju i zdrowiu. (...)

Bądźcie samarytanami miłosiernymi jak cały wasz naród, który czynię misjonarzem sąsiadów waszych i idę wraz z nim w głodny Mnie świat. Przyciskam was do serca i błogosławię was. +



Proście o ratunek przez Niepokalane Serce Matki mojej

15 V 1990 r. Anna, Andrzej, o. Jan

Andrzej od kilku miesięcy czuje się atakowany przez kierownika z pracy, który przejawia dziwne napady nienawiści wobec niego. Andrzej współczuje mu i odwleka zmianę pracy, bo liczy, że mu pomoże wydobyć się z tego stanu, lecz czuje się strasznie osłabiony. Podczas modlitwy wspólnej Pan mówi:

Moje dziecko, dlaczego wcześniej nie zwróciłeś się do Mnie? Przecież wiesz, że pragnę z wami przebywać i wspomagać was. A Ja patrzyłem, jak męczysz się tak długo... Jak sądzisz, czy Ojcu nie sprawia to bólu, kiedy widzi, że Jego dzieci będąc w potrzebie chcą się obyć bez Jego pomocy...?

Nie chcę ci nic narzucać, synu, ale pamiętaj, że nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego mogę pokonać tylko Ja sam, a twoja obecność na polu walki nie jest konieczna. Natomiast niezbędne jest, abyś stale trwał przy Mnie. Jeżeli ty użalasz się nad człowiekiem napastowanym przez zło i współczujesz mu, czy sądzisz, że górujesz nade Mną w tych uczuciach?

Synu, weź poważnie do serca to, co dzisiaj słyszałeś (mówiliśmy o działaniu szatana w Polsce, o satanistach i różnych ruchach — pozornie religijnych, a walczących z Kościołem), że należy wszystkich ludzi żyjących z dala ode Mnie, zagrożonych na duchu lub zniewolonych (ujarzmionych przez nieprzyjaciela) oddawać miłości mojej i waszej Matki. Proście też przez Jej Niepokalane Serce o ratunek dla nich. Serce mojej Matki jest przeczystym naczyniem zawierającym w sobie pełnię miłosiernej Miłości Boga (dla ludzi — bytów wciąż potrzebujących miłosierdzia). Dlatego mówicie „Niepokalana", iż w Sercu Maryi mieszka pełnia umiłowania i uwielbienia Boga — bez śladu grzechu — a w odpowiedzi na taką miłość spoczęła i mieszka w nim pełnia chwały Bożej.

Chciałbym, synu, abyś pozbył się nieśmiałości w stosunkach ze Mną. Ja pragnę tego i spodziewam się po was, że będziecie Mi stale mówić o waszych pragnieniach względem innych ludzi, oddając Mi ich w opiekę lub prosząc o ratunek dla nich.

Uklęknijcie, dzieci, dam wam moje błogosławieństwo. +



Abyś kochał ze Mną tych, których Ja kocham

17 V 1990 r. Anna, ks. Adam i kilka innych osób

Pan odpowiada na rozterki kapłana dotyczące wyboru kierunku działania:

Mój synu, nałożyłeś na siebie bardzo ciężkie brzemię. Nic dziwnego, że ono cię przytłacza. Ale czy to jest potrzebne? Oddaj je Mnie jak najszybciej. Przecież Ja na to czekam, żeby zdjąć z Ciebie te ciężary. Powiedz: Oddaję Ci, Panie, całą odpowiedzialność za wszystko, co czynię, ponieważ wiem, że znasz moje serce i moje pobudki, wiem też, że kochasz mnie takiego, jakim jestem.

Synu! Ja od ciebie niczego innego nie chcę, jak tylko tego, abyś kochał wraz ze Mną tych, których Ja kocham. Całą resztą zajmę się Ja sam. Odrzuć wszelkie skrupuły, odrzuć wszystko, co cię niepokoi, nie poddawaj się sugestiom nieprzyjaciela. Bo on usiłuje cię przerazić. Pomyśl, synu, jeżeli widzisz potrzebę służenia innym, to dlatego że Ja ci ją wskazuję. A ty usłyszałeś Mnie, zrozumiałeś moją troskę o najbardziej upośledzonych.

Odpowiedz mi, synu, czy już usłyszałeś huk kamienia, który spadł ci z serca?

Pan używa tej przenośni, aby rozładować atmosferę, powagi; i rzeczywiście — śmiejemy się, a kapłan odpowiada, że tak: spadł mu z serca wielki ciężar.

No i widzisz — po co było się tak martwić? Przecież zawsze jestem Ja, który cię zna pełniej i głębiej niż jakikolwiek ojciec ziemski swoje dziecko. Pytałeś, czy masz wyjechać. Powiedz Mi, czy sądzisz, że ten wyjazd poszerzy twoje serce i nauczy cię bardziej miłować?

Nie! A więc nie muszę jechać?

A tutaj potrzebny Mi jesteś już. Mówiłeś, synu, że tyle trudu i cierpienia kosztowały cię te sprawy. Obawiaj się wszystkiego, co przychodzi łatwo i gładko, gdyż ciągle jeszcze trwa walka pomiędzy księciem tego świata, który ma tutaj wielu przyjaciół, sług i niewolników (świadomych i nieświadomych), a Maryją, Matką moją i waszą. Ale Maryja zwycięży (ze zrozumienia: nie może przegrać, bo wykonuje wole. Boga).

(Obraz: Anna widzi węża i Maryję, potem kraj Jej szaty. Jedną stopą w szarym trzewiku Maryja opiera na ciele waza. Wąż nie ośmiela się Jej ugryźć, a tylko wije się i usiłuje uciec).

Jeżeli, synu, czujesz miłość, współczucie, chęć dopomożenia wszystkim słabszym od siebie — podzielasz miłość naszą, a wtedy nie jesteś sam. Jesteśmy z tobą. Masz Matkę, która troszczy się o ciebie i nie da ci uczynić krzywdy. Cieszy Ją każdy twój czyn miłosierny, każdy wysiłek, odruch miłości, bo przecież Ona pragnie być Matką dla tych przede wszystkim, którym jest najbardziej potrzebna. Spodziewaj się zatem nieustającej opieki i pomocy.

Zaczynaj, rób co możesz i bądź spokojny, bo to moja sprawa.

Synu, Ja cię zapraszam. Jeśli będziesz przybity, będziesz potrzebował moich słów, przyjdź. Ja chcę się wam udzielać. No, chyba teraz nie macie wątpliwości, że to Ja was tu zgromadziłem. Pamiętajcie, że każdy z was jest dla Mnie niezastąpiony, ukochany odrębnie. A Ja jestem tak szczęśliwy, kiedy mogę was zgromadzić przy sobie, chociaż na krótko.



Twoją pielgrzymką jest choroba

22 V 1990 r. Anna, Grażyna, o. Jan

Mówi Pan:

Chcę, żebyście wiedzieli, że wszystko to, co robicie z trudnością, przemagając się, cieszy Mnie i wzrusza. Wtedy pragnę wam wynagrodzić wasz wysiłek. Dlatego proście Mnie o wszystko, czym chcielibyście obdarzać bliźnich.

Twoją pielgrzymką, córko, jest choroba. Prawdziwa pielgrzymka jest trudem.



Ja wam proponuję współudział w zbawianiu świata

23 V 1990 r. Anna, Grażyna, o. Jan, Szczepan

Pan pyta:

O czym, dzieci, chcielibyście ze Mną rozmawiać?

O. Jan:

Czy w obecnym orędziu jest ta sama linia co w Apokalipsie?

Pan:

Tak, masz rację, Janie, jest to ta sama linia. Ja swoich planów nie zmieniam i tak jak zamyśliłem, tak swoje dzieło rozwijam, prowadzę i zakończę (dzieło doprowadzenia całej ludzkości do królestwa Bożego; obejmuje ono tych wszystkich, którzy nie odmówią kategorycznie).

O. Jan:

Według Apokalipsy ludzie będą bluźnić Bogu w odpowiedzi na kary.

Pan:

W tej chwili to jeszcze nie jest koniec świata, chociaż są to czasy ostatnie: jest to okres bliższy końca. To będzie sąd nad narodami, to będzie wstrząśnięcie.

Wy, ludzie, nie żyjecie na ziemi sami. Ziemia jest terenem walki o was, o wasze szczęście, pomiędzy Mną a księciem tego świata. Ja wykupiłem was Krwią Syna mojego i Jego ofiarą, podczas gdy szatan posiadł was, gdy przyjęliście jego propozycje (w znaczeniu: grzech pierworodny był odmówieniem zaufania Ojcu Dobroczyńcy i uwierzeniem obcemu, który ludziom nie dał nic). I jak sami dobrze wiecie, te propozycje są coraz szerzej akceptowane. Nie mogę uratować tych, którzy z wyboru własnej woli chcą być niewolnikami.

Ale gdybym miał dostateczną ilość pomocników wśród was, takich zniewolonych byłoby o wiele mniej. Dlatego proponuję wam współudział w zbawianiu świata. (My, ludzie, rozprzestrzeniamy zgniliznę, jaką wprowadził szatan, a zatem to my powinniśmy również współpracować w usuwaniu jej skutków). Moje dzieci, przecież macie oczy i uszy otwarte dzięki licznym środkom przekazu i orientujecie się w tym straszliwym skażeniu grzechem (nienawiść wzajemna, ciągle ktoś kogoś zabija — krańcowe odejście od miłości bliźniego; ponadto wyuzdanie, perwersja, zboczenia afirmowane publicznie, alkoholizm, narkotyki, handel bronią, terroryzm, wzrost zbrodni, nietolerancji i pogardy dla człowieka).

Pamiętacie, jak mówiłem o tym, co chcę dopuścić na świat. Ale innego ratunku nie ma. Mógłbym was wszystkich przemienić w jednej chwili, ale gdzież byłaby wasza wola, wasz wolny wybór? A przecież on jest podstawą naszych stosunków (między Bogiem a ludzkością) od momentu pierwszego „nie". Bo wy sami tak zadecydowaliście. A Ja zezwoliłem wam na wybór takiej, a nie innej drogi rozwoju. (Ze zrozumienia: Tak samo Bóg zezwolił szatanowi na wolny wybór: „Nie chcesz służyć Dawcy życia i Dawcy wolności, niech tak będzie". Bóg swojej naturze nie zaprzecza. Z Niego wyłoniła się wolność — z „nadmiaru" miłości Bożej.)



Żyjesz cały zanurzony w mojej miłości

l VI 1990 r. Anna, Grażyna, Zbyszek

Zbyszek:

Czy nie blokuję w swoim sercu działania i przepływu łaski, gdy chcę mówić ludziom o Bogu (w podtekście: czy nie pragnę od ludzi osobistego uznania)?

Mój synu, rodzaj człowieczy żyje w wierze. Nawet teraz, kiedy mówię z wami, korzystam z waszego zawierzenia, gdyż inaczej rozmowa nasza byłaby niemożliwa.

Musisz, synu, stanąć na opoce pewności, że jesteś kochany. Od chwili twojego zaistnienia pokochałem cię na wieczność moją miłością niezmienną, bezgraniczną, wyrozumiałą i wszystko wybaczającą. Jakże mogłaby być inna moja miłość względem was, ludzi, jeśli nie byłaby miłością Matki i Ojca zarazem. Bo wam potrzebna jest właśnie taka miłość. Dlatego wszystko, co w tobie budzi niepokój i niepewność w stosunkach między Bogiem a tobą, pochodzi z twojej natury emocjonalnej (której u Boga nie ma) lub poprzez nią próbuje na ciebie oddziaływać wieczysty nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego — ten, który pragnie tylko jednego: oderwać moje dzieci ode Mnie. Chcę ci więc wyjaśnić, synu, że twoje odczucia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością (ze zrozumienia: jest to odczuwanie subiektywne, wypływające z emocji, zmienności, chwiejności natury ludzkiej i braku zawierzenia).

Prawda jest taka: powołałem cię do istnienia z miłości, przeznaczyłem do współżycia wiecznego w miłości z Bogiem, żyjesz cały zanurzony w mojej miłości. Ona dała ci pełnię wolności na zawsze. Wszelkie twoje codzienne działania nakładają się zaledwie na to, co jest istotą naszego stosunku — mojego z tobą i każdego człowieka z Bogiem. Dlatego wszelkie twoje wątpliwości są skrupułami wynikłymi z miłości własnej, a podtrzymywanymi przez przeciwnika.

Chciałem ci przedstawić, synu, to co jest istotne, najważniejsze i niezmienne. Cała reszta to sprawy przemijające. I ty się zmieniasz, a Ja nie patrzę na to, co robisz, tylko cieszę się twoją dobrą wolą — i ona jest tym, co naprawdę Mi ofiarowujesz i czym radujesz moje serce. Nie jesteś doskonały, w twoim postępowaniu mogą być błędy, a nawet muszą, ponieważ błądzenie jest cechą ludzką. A ty jesteś człowiekiem, osobowością odrębną, niepowtarzalną, jedyną spośród miliardów innych, i twoje błędy przynależą do twojej osobowości. Pragnę ci powiedzieć, żebyś się nie przejmował sądami ludzkimi, ponieważ każdy sąd jest zależy od mentalności własnej sądzącego. Dla ciebie, synu, ważny jest jedynie sąd twojego sumienia, ponieważ je zachowałeś (nieskażone).

A teraz odpowiedz Mi, synu, czy chcesz Mnie kochać.

Panie, chyba wiesz, że chcę.

Czy pragniesz tego mniej niż dawniej, czy bardziej?

Sądzę, że nie mniej. Chciałbym z Tobą, Panie, urządzić życie.

A teraz powiedz Mi, czy starasz się niszczyć mój obraz w duszach ludzkich, odrywać ode Mnie, ośmieszać moje przykazania. Czy usiłujesz odsuwać ludzi od mojej miłości?

Uważam, że nie.

Odpowiedz Mi jeszcze na jedno pytanie. Czy pragniesz uznania, miłości ludzkiej, wyniesienia własnego bardziej niż chwały mojej — słowem, czy stawiasz w oczach ludzkich siebie przede Mną?

Nie, świadomie nie chcę tego.

To jest, synu, przykazanie: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną".

Po krótkiej przerwie Pan pyta Zbyszka:

Co cię naprawdę trapi, synu? (...) To, co teraz robisz, jest przejściowe. Ty się ciągle jeszcze uczysz i przygotowujesz, a właściwie Ja cię uczę i przygotowuję poprzez okoliczności i środowiska, w jakich cię stawiam. Kiedy cię wezwę ku tej formie służby, którą ci w miłości mojej wybrałem, nie będziesz miał wątpliwości, bo dam ci też miłość do niej, chociaż wcale ci nie obiecuję, synu, że zobaczysz cały obraz i zakres twojego działania. Zależnie od sposobu, w jaki podejmujecie zadania, które przed wami stawiam, Ja wam poszerzam lub zawężam teren pracy. Nigdy nikogo nie obciążałem ponad siły, a zwłaszcza ponad jego chęci. Dlatego będą to zawsze propozycje, a nie żądania. Propozycje zawsze możecie odrzucić; Ja i wtedy kocham was równie gorąco, ale wy sami tracicie swoje szanse zawiązania ze Mną ściślejszej przyjaźni (...).



Otwarłem dla was drzwi więzienia

13 VII 1990 r. Anna, o. Jan

Jesteśmy zaskoczeni tym, że sytuacja europejska rozwija się inaczej, niż było to zapowiadane przed laty przez zmarłych przyjaciół Anny. Nie wiemy, co o tym myśleć. Pan wyjaśnia:

Posłuchajcie, dzieci (Pan się uśmiecha), każdy rok przynosi zmiany w sytuacji wśród państw ziemskich. Nad wami, to jest nad narodami zawłaszczonymi przez Rosję, Ja sam się zlitowałem, jak to niejeden raz obiecywałem. Czyżbyście mieli żal do Mnie o moje dobre serce? O to, „żem jest dobry?" Nie widzę, żebyście Mi tak serdecznie i szczerze dziękowali. Mówię o waszym narodzie. W innych narodach nie odnoszą swego wyzwolenia do Mnie, ale wy — powinniście (choćby z tego powodu, że wiemy i wierzymy Panu).

Wcześniej niż zamierzałem, otwarłem dla was drzwi więzienia, abyście mieli czas na przygotowanie się do życia w wolności. I oto okazało się, że wszystkie ludy stały się poprzez długoletnią niewolę niezdarne, nieumiejętne i same nie wiedzą, czego naprawdę chcą. (...) Macie żal do Mnie, że wydarzenia nie przebiegają tak, jak wam to powiedziały moje dzieci. Z części (Pan się uśmiecha) już się „usprawiedliwiłem" — bo was kocham. Przekazywano wam z mojej woli obraz wydarzeń, które mogły się stać, gdybym do tego dopuścił. Od tej pory broń stała się o wiele bardziej zabójcza, szkodliwa nawet dla roślin na ziemi; nie mogę dopuścić do tego, by cała Europa wymarła z głodu. (W znaczeniu: gdyby była użyta broń jądrowa w Europie, nawet ci ludzie, którzy ocaleliby w schronach, po wyjściu z nich znaleźliby skażoną ziemią, martwe rośliny, martwe zwierzęta i martwe ryby w morzach. A przecież mogą już być przygotowane typy broni, o których nie mamy pojęcia...)

Jednak oczyszczenie ziemi, które zamierzyłem, wypełni się. Zginą miliony ludzi, przestanie istnieć wiele państw, nastąpi ruina gospodarcza, bo Ja chcę podważyć waszą pewność siebie, wykazać wam waszą słabość i głupotę wynikłą z waszego oddalenia się ode Mnie, a poddania się sugestiom nieprzyjaciela.



Odnowię oblicze ziemi

Jednak pozostawię wam ziemię, rośliny, zwierzęta, abyście mieli z czego żyć i na czym rozpocząć powolne odradzanie się. Dla Mnie ważne są wyłącznie rezultaty, nie zaś metody. I jeżeli w mojej łaskawości wybieram „mniejsze zło", możecie Mi dziękować. Dlatego stanie się to, co wam zapowiedziałem. (...) To wszystko nastąpi na skutek kataklizmów światowych, które wstrząsną cała planetą. Bardzo szybko sami to zobaczycie i będzie to świadczyło o prawdziwości moich obietnic dla was, Polaków, i moich ostrzeżeń dla innych narodów, które ich nie przyjęły. (...)

Pan mówi, że w Rosji nie uda się żadne dzieło odbudowy realizowane przez komunistów, bo szatan nie dopuści do polepszenia bytu swoich niewolników przez choćby częściowe odwrócenie się od niego. Dlatego chaos będzie się pogłębiał. Razem z głodem przyjdą coraz liczniejsze strajki, waśnie między narodami i usiłowanie oderwania się od ich ginącego imperium.

Za Rosję, za biednych, uciemiężonych i głodujących ludzi prosi moja Matka. Ale zbrodniczy ustrój runie i rozsypie się pomimo wysiłków wielu grup, m.in. wojskowych. Pogłębi się głód. Nie obawiajcie się Rosji, gdyż pogrąży się ona w swoim rozprzężeniu wewnętrznym (narodowościowym, gospodarczym, politycznym). A wtedy nadejdzie wojna i rozpoczną się kataklizmy. (...) Przestańcie się niepokoić, czujcie się tak, jakbyście zamieszkiwali wyspę, bo królestwo mojej Matki stanie się taką wyspą pokoju wśród tragedii świata, podczas gdy inne wyspy i półwyspy, dotąd oszczędzane, ulegną zniszczeniu, a niektóre nawet całkowitej zagładzie.

Jak już wam mówiłem, poruszą się podstawy ziemi. Chcę, abyście wy, to jest ludzkość, zrozumieli, że żyjecie pod moją opieką, w nieustającej trosce i łaskawości. Kiedy je cofnę, tak jak wy odsunęliście się ode Mnie, zobaczycie, że mądrość i wiedza ludzka nie potrafią sobie poradzić nawet z własnym globem. Wasze pełne arogancji i chełpliwości plany podboju innych planet zakończy ruina własnej planety, gdyż dopuszczę, aby spełniły się niektóre z waszych strategicznych koncepcji wojennych. I dopuszczę, że spełnią się one na was samych.

Dzieci, nie chcę przedstawiać wam szczegółowo losów innych narodów, gdyż byłoby to tylko zaspokojenie waszej ciekawości, jako iż doświadczyliście już, że przestrogi wasze nic nie znaczą, a moje ostrzeżenia są lekceważone i wyśmiewane. (...) Mówię wam, spodziewajcie się, że będziecie świadkami. Na własne oczy zobaczycie upadek wszystkich znaczących a bezbożnych ustrojów świata na wschodzie i na zachodzie. (...) Powiedziałem: „przygnę karki możnych" i uczynię to. Kiedy będzie się to działo, będę od was żądał próśb i modlitw za ginących.

Mówcie ludziom, ale nie o przebiegu kataklizmów i wojen w poszczególnych rejonach świata, lecz ogólnie o sądzie nad narodami, o globalnych zniszczeniach na ziemi, o tym, że zmienione zostaną wszystkie układy polityczne, gospodarcze, wszystkie sojusze i pakty. Odnowię oblicze ziemi. A jak przebiega sąd nad narodami, możecie zbadać sięgając do historii ludzkości. Jest to zawsze działanie potężne, straszliwe, niszczące, bo dopiero na ziemi zaoranej po dawnym „porządku" można rozpocząć nową budowę. I to wszystko nastąpi jeszcze w tym wieku, również rozpoczęcie nowej budowy.

Każdy naród będzie osądzony na miarę swoich win.

Błogosławię waszej pracy, waszej służbie, wspomagam was moimi siłami. Bądźcie tego pewni. Zapraszajcie Mnie do współpracy.



Zawierzeniem swym człowiek uznaje Mnie Ojcem i Przyjacielem

19 VII 1990 r., Anna, Bogusia, Jola, Wojtek

Jola, mająca wziąć udział w Ogólnoeuropejskim Kongresie Młodzieży w Szwajcarii pod hasłem „Chrystus nadzieją Europy", zwraca się. do Pana:

Oczekuję, Panie, Twojego słowa na kongres młodzieży dla wszystkich tych, którzy pragną służyć.

Cieszę się, że tego pragniesz. Spotkasz się tam z Polakami. Staraj się im przede wszystkim przekazywać to, co ci powiem i co zabierzesz ze sobą.

Dlaczego im właśnie?

Bo znam wasz naród i wiem, że prędzej Mi uwierzą niż inni. Przede wszystkim mów im to, o czym teraz sami powiedzieliście w rozmowie, że pełnia zawierzenia Mi jest waszym ratunkiem i ma moc nad sprawiedliwością moją. Jeśli człowiek tak słaby, bezbronny i chwiejny zawierza Mnie, a tym zawierzeniem mówi, że uznaje Mnie swym Ojcem i Przyjacielem, apeluje do mojego miłosierdzia, które jest dla was zawsze dostępne.

Miłosierdzie moje jest niezmierzone i ciche wołanie jednego człowieka może wyzwolić nieskończoność mojego zmiłowania. Pragnę więc, abyście wzywali Mnie, obejmując swoim współczuciem jak największą ilość ludzi. Najbardziej cieszy Mnie wasza troska o bliźnich, bo pragnę, aby wasze serca się poszerzały, tak abyśmy kiedyś mogli stanowić jedno (J 17, 21).

Nie chcę was straszyć, dzieci, dlatego nie podam, które kraje i miasta będą zagrożone, a tylko powiem ogólnie, że teraz jest czas oczyszczenia świata. Rozpadnie się cywilizacja Zachodu. Najbardziej zagrożone są państwa i tereny stykające się z oceanami i morzami (niektóre z nich przestaną istnieć); dotyczy to również terenów górskich i wysp. Nie chciałbym jednak, aby stało się tak, że ci, którzy uznają się za mniej zagrożonych, mniej gorliwie prosić będą.

Mów, dziecko, mów to, co usłyszałaś ode Mnie, ale powtarzaj wciąż, że wasze ocalenie jest jedynie we Mnie. Więc odwracajcie się od waszych powszechnych grzechów: egoistycznego dążenia do osobistej kariery, bogactwa, sławy, znaczenia — od tego wszystkiego, co z dóbr ziemi pragniecie sobie przywłaszczyć; przeciwnie, dzielcie się, służcie innym, udzielajcie się sobie wzajemnie wedle rozmaitych waszych uzdolnień i umiejętności. Moje dziecko, mów, że czas oczyszczenia jest już bardzo bliski. Nigdy dotąd nie było ono tak powszechne, ale nigdy też jedna cywilizacja zepsuta moralnie i bezideowa nie zdołała narzucić reszcie świata tak wiele ze swojej własnej zgnilizny. Dlatego zmycie jej z powierzchni ziemi będzie miało tak szeroki zasięg. Jeśli zaś niektóre państwa, narody i terytoria pozostaną nie zniszczone, to przynajmniej pozbędą się fascynacji cywilizacją Zachodu, który na ich oczach upadnie. A jego upadek będzie haniebny i budzący odrazę.

Mów też, że odrodzenie świata zapragnąłem rozpocząć od waszego narodu, ponieważ wy pragniecie być Mi wierni pomimo waszych słabości i wad i pomimo prób, jakimi was doświadczyłem. Dlatego miłość moja obroni was i podniesie. W was jest nadzieja świata, bo tu powstanie ustrój oparty na moich prawach, który stanie się wzorcem dla innych skrwawionych, ocalałych narodów.

Uwaga. Po powrocie Jola powiedziała, że prawie nikt nie uwierzył w ostrzeżenia; księża polscy również. Zetknęła się natomiast z przekazem o zbliżonym charakterze: młodzież z pewnej grupy charyzmatycznej, bodajże ekumenicznej, widziała krwawy deszcz spadający na kilka krajów europejskich (być może były to ich kraje).

 

Pan zamierza przymierze z narodem polskim

21 VII 1990 r., Anna, o. Jan

Mówi Pan:

Mój synu, chciałbym, żebyś wiedział, że moje przymierze z rodem człowieczym jest wciąż żywe: przymierze to może być podjęte przez każdego człowieka i przez każdy naród, jeśli tego zapragniecie sami. Przypomnij sobie przypowieść o zapraszaniu na ucztę królewską włóczęgów i żebraków z gościńca. Raz zaprosiłem Izraela, który sam zerwał przymierze (Pan mówi, że Izrael zrywał je wielokrotnie; ostatecznie zerwane zostało przez osądzenie i ukrzyżowanie Mesjasza). Od tej pory nie Ja was wybieram, ale wy wybieracie Mnie. Bo Ja przychodzę na każde gorące i szczere wezwanie. Tak samo „przymusza Mnie", apelując do mego miłosierdzia, wasza zbiorowa wola. Łatwo ci zrozumieć, że dotyczy to zgromadzeń zakonnych lub nowych ruchów i dzieł w Kościele. Dotyczyć to może również całych narodów — do tej pory jednak żaden z nich nie zapragnął uczynić Mnie swym sprzymierzeńcem.

Wyjaśnię ci to, gdy będziesz mówił o Moim — zamierzonym przeze Mnie — przymierzu z narodem polskim. Powiedziałem, że ono już istnieje, ale tylko potencjalnie (ze zrozumienia: ze strony Boga jest wola i zamiar zawarcia go, ze strony narodu — intencja Jana Pawła II wyrażona na zakończenie III pielgrzymki oraz bardzo silne pragnienie ogromnej ilości ludzi, również tych, którzy teraz żyją z Panem w niebie). (...)

Chciałbym, synu, żebyś przeczytał Księgę Izajasza; żebyś ją czytał powoli, uważnie. (...) Bo proroctwo Izajasza jest już teraz aktualne. Widzisz, synu, Ja was na tym tekście (chodzi o komentarz do Księgi Izajasza, zamieszczony w II części „Bożego wychowania") uczyłem czytania moich słów wciąż żywych i mających odniesienie do sytuacji całych narodów, a nawet całej ziemi — wedle czasu, w jakim się je czyta. Ale najważniejsze są Ewangelie, bo ze słowem przyszedł do was Bóg w osobie Jezusa Chrystusa, który świadczył nie tylko słowem, ale i czynami miłosierdzia, podczas gdy poprzednie relacje były tylko ludzkie.

A Księga Apokalipsy (czy nie jest aktualna?)

Synu, czasy Apokalipsy, czasy ostateczne, jeszcze są przed wami (przed ludzkością). To, co przyjdzie, stanie się apokalipsą dla wielu narodów, ale nie dla waszego narodu. Dlatego zamiast zachęcać was do rozważania jej treści, mówię wam o nieustannym orędownictwie i prośbach waszych za te narody, które obecnie będą płacić za całą swą historię: to będzie osądzenie ich ludzkiej historii w świetle moralności, a nie polityki. (Ze zrozumienia: Niektóre narody nigdy nie posługiwały się etyką w stosunkach między sobą — odrzuciły Dawcę dobra i Dawcę praw. Dlatego sąd dla nich będzie wstrząsającym odczuciem krzywd, które wyrządziły innym w czasie swego istnienia). Tym narodom, którym pragnę zwrócić uwagę na Apokalipsę, nie przychodzi to na myśl. Dlatego i Ja ich nie ostrzegam. Przypomnij sobie, synu, iż powiedziałem już kiedyś, że sprawię, aby uszy słuchających nie słyszały i oczy patrzących nie widziały, aby się nie nawrócili i nie ocaleli (Mt 13,13—15). Albowiem dawałem im na to setki lat, a oni czas ten wykorzystali jedynie dla własnych planów. Zaś plany ich były zbrodnicze. (Narody te dążyły do wzrostu potęgi, by później podporządkować sobie i grabić kraje słabsze).

Przypomnij sobie, synu, co mówiłem nie tak dawno, że wyzwolę z niewoli i wyprowadzę na światło więźniów, zniewolonych, upokorzonych, podbitych i bezradnych — ludzi i narody. Wy zaś będziecie pierwszymi w tym moim dziele miłosierdzia.



Dziękujcie za wszystko, co was spotyka

26 VII 1990 r. Anna, Zofia, Lucyna, Wojciech

Mówi Pan do Zofii:

Tobie, córko, chciałbym powiedzieć, że spodziewam się, iż zechcesz wykorzystać swoje studia w służbie mojej. Chciałbym was wszystkich zatrudnić do wspólnego budowania chrześcijaństwa w waszej ojczyźnie, a prawdziwie — dla przywrócenia jej mojego Ducha. Wy, którzy doświadczacie mojej obecności i moich słów, mojej troski o was, czyż nie powinniście stawać się moimi świadkami dla wszystkich, którzy Mnie jeszcze nie poznali tak jak wy? (...)

W odpowiedzi na prośbę o wskazanie kierunku pracy Pan mówi:

W tej chwili najbardziej potrzebne jest wszystkim zawierzenie Miłosierdziu Bożemu. (Panu zależy na przybliżeniu do Niego ludzi, a nic tak nie przybliża, jak ukazanie postawy Boga jako postawy ojca i matki zarazem; chodzi o Jego miłość i troskliwość). (...)

Wam obu chcę powiedzieć, bądźcie dobrej myśli, córki, bo Ja o was pamiętam. A jeśli chcecie uprosić u Mnie to, co wam się wydaje niemożliwe, (chodzi o ważne sprawy dotyczące Polski), dziękujcie za wszystko, co was spotyka.

Ty, Anno, wczoraj przyjęłaś mój dar z radością (w przeddzień imienin — werdykt lekarski dotyczący nieuleczalnej choroby reumatycznej, której towarzyszą nasilające się bóle, prowadzącej do bezwładu). Trwaj w tym usposobieniu, bo wszystko inne jest atakiem nieprzyjaciela na ciebie. Odrzucaj go i wierz w moją troskliwą miłość. Jakże inaczej możecie się sprawdzić, jeżeli nie w próbach? A ciężar prób jest miarą waszej dojrzałości.

Anna:

Panie, w zasadzie zaszczycasz mnie.

Czyż nie wiecie, że jesteście moimi córkami?

Pan zwraca się do Wojtka:

Mój synu, wiem, co cię trapi, znam twoją sytuację, ale proszę, pozostaw Mi jeszcze czas. I ten czas (czekania na odpowiedź) ofiarowuj Mi za wszystko i wszystkich, którym chciałbyś pomóc. Bo czekanie też jest cierpieniem.



Przede wszystkim zależy Mi na tobie samej

29 VII 1990 r. Anna, o. Jan

Panie, zapraszam na Mszę świętą („imieninową", która miała być odprawiona wieczorem) tych wszystkich, którzy pragną nam pomagać.

Ty, Anno, walczysz w tej chwili z załamaniem. Jesteś atakowana specjalnie, bo szatan wie o twojej chorobie i osłabieniu odporności fizycznej i psychicznej. Dlatego dużo zależy od tego, czy się nie dasz pokonać. Trwaj przy Mnie, licz na Mnie, ufaj w moją miłość.

Jestem atakowana ciągle, bez przerwy.

Chciałbym, żeby Jan ci pomagał ze wszystkich sił, z całą mocą w modlitwach. Dla Mnie — Pan mówi to jakby z uśmiechem — nie ma znaczenia odległość pomiędzy Warszawą i Krakowem (o. Jan mieszka w Krakowie). Janie, proś o współmodlitwę Stanisławę, bo Ja z radością jej próśb słucham. Chciałbym, żebyście się wspomagali, dzieci, zwłaszcza w czasie Mszy św. (...)

Pamiętaj, córko, że przede wszystkim zależy Mi na tobie samej, i nawet współpraca musi być podporządkowana dobru twojej duszy. Nigdy nie dopuściłbym, aby ten, kto Mnie się powierza i służy Mi, został zaniedbany w swoim rozwoju duchowym. To samo dotyczy każdego z was. Ale ty, Anno, jesteś najbardziej narażona na ataki i pokusy nieprzyjaciela, ponieważ na tobie ta współpraca się opiera. Mądrze ci Jan radzi, byś w wyobraźni nie wymyślała sobie przyszłych trudnych sytuacji, bo twoją przyszłością jestem Ja w całej pełni swego miłosierdzia i łaski dla ciebie. Wszystko inne nie ma dla ciebie najmniejszego znaczenia (ze zrozumienia: wszystko inne jest złudzeniem, „fata marganą", które szatan nam podsuwa strasząc nas; a we wszystkim, co jest dzisiejszą rzeczywistością, jest łaska Pana).

Anna wspomina dziwne uczucie radości na wiadomość od lekarki, że choroba jest nieuleczalna i będzie się posuwać; to uczucie, które trwało cały dzień, traktuje jako znak od Pana. Pan nawiązuje do tego:

Twoja dusza zrozumiała, jak wielki dar ci powierzam. I radowałaś się nim. Chciałbym, aby ten stan radości z choroby trwał. Wszystko, co cię teraz spotyka, ofiaruj z góry za najlepszą współpracę dla dobra waszego kraju i was wszystkich.



Wdzięczność swoją wyrazić możecie służąc bliźnim swoim

3 VIII 1990 r.

Pan mówi do osób jadących do USA:

Chcę ci powiedzieć, córko, że żadne z wielkich miast nie pozostanie nienaruszone, i to nie zawsze z powodu działania żywiołów. Otóż w czasie zagrożenia i paniki nastąpi chaos wśród władz administracyjnych, gdyż ujawnią się i wypłyną na powierzchnię wszystkie siły dotychczas ukryte (np. gangi, mafie).

Mówiłaś, córko, o uniwersytecie Notre Damę i mieście obok. Tego typu niewielkie miasta i mniejsze, a nawet osady, jeśli znajdzie się dostateczna ilość obywateli dobrej woli umiejących zorganizować życie miasta w warunkach ekstremalnych (np. śniegi, brak komunikacji, dostaw energii, opału, brak żywności) i jego obronę — mogą nie ponieść strat.

Konieczna jest miłość społeczna przejawiająca się we współdziałaniu wszystkich dla dobra całości. Całej ludzkości nadałem przykazanie miłości społecznej („abyście się wzajemnie miłowali" J 15, 12). Ci z was, co zaczną działać wedle prawa miłości bliźniego, wejdą w ten sposób na drogę, którą pragnę poprowadzić całą ocalałą i obmytą w chrzcie krwi ludzkość. Chyba rozumiecie, dzieci, że każdy, kto wypełnia słowa moje, wyznaje, że jest synem Bożym prawdziwie; każdy więc może liczyć na pomoc, wsparcie i opiekę Ojca swego, Boga niezwyciężonego, Pana żywiołów i dawcę życia.

Mówię to całemu Zachodowi. Ale w Stanach Zjednoczonych mam wiele różnorodnych grup wyznawców, więc wzywam was, moje dzieci: Jeżeli prawdziwie Mnie kochacie, kochajcie bliźnich swoich (Mt 22, 36—40). Kochajcie ich czynnie, niosąc jedni drugim wszelaką możliwą pomoc, podnosząc na duchu, dodając odwagi, budząc ufność w miłość moją — zachęcając przez to do naśladownictwa.

Daję wam moje słowo — obietnicę, że każdego człowieka, który będzie niósł miłosierdzie, ratunek, pomoc bliźnim swoim, uznam za swego syna i nie wyprę się go, chociażby nigdy przedtem o Mnie nie słyszał, a nawet gdyby nienawidził Mnie przedtem i walczył ze Mną, bo Ja żyję w każdym dziecku moim, a najbardziej cierpię i oczekuję wsparcia, pomocy, pocieszenia w bezbronnych, biednych, potrzebujących pomocy.

Zrozumcie, dzieci, że nikt z was nie może się odwdzięczyć za mnóstwo dóbr, jakie ode Mnie otrzymał razem z darem istnienia (na wieczność), ale swoją wdzięczność możecie wyrazić służąc bliźnim swoim — i nigdy inaczej.



Możecie zyskać dla swych wspótrodaków miłosierdzie moje i ocalenie

Jeżeli chcecie, dzieci, to wam to jeszcze raz powtórzę. Otóż nie obiecuję żadnemu z wierzących we Mnie i służących Mi ocalenia życia na ziemi w okresie katastroficznym, ale obiecuję, że będę przy nim w chwili śmierci i sam go wprowadzę do mojego domu — gdyż każdy, kto naraża życie ratując bliźnich swoich, kto wszystkie trudy swojej służby łączy z moją Ofiarą, stanie się w tym czasie współpracownikiem moim, a więc i współzbawicielem swoich braci. Będę czuwał nad wami, wraz z wami służył potrzebującym, prowadził was i ochraniał was i tych, o których troszczyć się będziecie.

Jeszcze jedną obietnicę wam daję. Mówiłem wam, że dla jednego w pełni zawierzającego Mi człowieka gotów jestem uratować miasto. Dla tych, którzy miłują bliźnich swoich i odwróciwszy się od siebie będą im służyć, mogę odmienić plany moje, bowiem miłosierdzie człowieka otwiera upusty nieskończonego miłosierdzia mojego.

Dlatego, dzieci, wasza postawa pełna prawdziwej wierności może orędować nie tylko za miastami, ale całymi obszarami (stanami). Możecie — wy właśnie — zyskać dla swych współrodaków miłosierdzie moje i ocalenie. Wedle waszej postawy dane wam będzie stać się zbawcami wielkich rzesz przerażonych, nieświadomych i zagubionych ludzi. (...) Jednakże ostrzegam was, opuśćcie wielkie miasta, zwłaszcza położone wzdłuż wybrzeży oceanów. Cały kontynent poddam mocy wszystkich żywiołów (ze zrozumienia: nie tylko zalewanie terenów wodami oceanów, ale i wstrząsy, huragany, tajfuny, powodzie, śnieżyce, mrozy lub susza, zarazy; następstwem działania żywiołów mogą być inne nieszczęścia, jak np. uszkodzenie magazynów broni chemicznych lub bakteriologicznych). (...)

Mówiłem już, że najbezpieczniejsze będą tereny rolnicze, położone daleko od wielkich miast. Tam się zachowało trochę prostej wiary (Biblia jest czytana i praktykowana). Matka moja strzeże „polskiej" Częstochowy, bo tam czcicie Ją jako swoją Królową. Ten rejon będzie ocalony.

Teraz rozumiesz, córko, dlaczego jesteś Mi tam potrzebna. Przecież wy (Polonia) będziecie się jednoczyć wokół Maryi i działać ku pomocy bliźnim. Wy, moje dzieci, jesteście częścią swojego narodu. Niczego innego nie pragnę od was jak tylko współudziału w służbie wspólnoty polskiej, służbie Mojej i Maryi — Królowej waszej, Królowej Kościoła, Królowej Nieba i przyszłej Królowej zjednoczonej ludzkości.

A teraz, dzieci, uklęknijcie, bo chcę wam dać swoje błogosławieństwo. Moje kochane dzieci, gdybyście wiedzieli, jak bardzo pragnę, by wasze serca biły jednym rytmem z moim, tak abyśmy całe życie mogli przejść objęci ramieniem: jak idą przyjaciele, ramię przy ramieniu zawsze razem.



Każdy z was może pracować razem ze mną

15 VIII 1990 r. Wniebowzięcie Matki Bożej

Modlimy się. wspólnie z zakonnikiem, o. Władysławem, który stoi przed wyborem jednego z trzech proponowanych mu rodzajów pracy (wzajemnie się wykluczających, bo każdy jest bardzo absorbujący). Pan mówi:

Synu, czy wiesz, jak długo czekałem na osobiste spotkanie z tobą, na normalną, czyli bezpośrednią wymianę słów, jaka powinna być pomiędzy przyjaciółmi. Wiem o wszystkim, co ciebie dotyczy, ale tak bardzo tęskniłem za swobodną rozmową.

Wiem, że martwisz się, synu, bo nie wiesz, które z twoich działań jest Mi najpotrzebniejsze. Oczywiście to, do którego posiadasz najlepsze przygotowanie. Dlatego w czasie pierwszej Mszy św., którą będziesz sprawował, oddaj Mi cały ciężar odpowiedzialności i proś — z pewnością, że cię wysłucham — o to, abym cię odciążył od innych zobowiązań. Wiem, co cię gnębi, ale potrzeba Mi twojej zdecydowanej woli uzyskania mojej pomocy w tej sprawie. (...) Cieszę się, synu, że tak dobrze Mnie rozumiesz. A wiesz, czego to dowodzi? Tego, że zawsze słyszałeś Mnie w swojej duszy i nie stawiałeś Mi oporu w swoim umyśle. Mówię ci to, bo chcę ci sprawić radość. Powiedz Mi teraz, co pragnąłbyś ode Mnie usłyszeć.

O. Władysław:

Trudno na to pytanie odpowiedzieć, bo wszystko jest podporządkowane posłuszeństwu zakonnemu. Nie bardzo jest o co Pana niepokoić. (W znaczeniu: Pana bardzo cieszy ta odpowiedź).

Pan udziela błogosławieństwa.



Nie bójcie się, Rosjanie, sprawiedliwości mojej

17 VIII 1990 r.

Modlimy się we troje z o. Janem i młodym Rosjaninem. Pan mówi:

Twój kraj, Rosja, wzywa mojego miłosierdzia, gdyż każde cierpienie jest dla Mnie wezwaniem. A moje serce natychmiast wyrywa się ku płaczącemu, głodnemu miłości Boga, ku bezradnemu mojemu tak zniewolonemu dziecku.

Wierzę, że tę miłość podzielasz ze Mną i że w przyszłości ciągle będzie rosła, bo będzie zasilana miłością Boga; będzie wciąż rosła, gdyż miłość Boga nie zna granic.

Moje współczucie dla was, litość i pragnienie nasycenia was Sobą, pełnią miłości i pokoju, jest tak ogromne, że gotów jestem zapomnieć wam wszelkie wasze odejścia ode Mnie, zdrady i zaparcia się Mnie. Dlatego nie bójcie się, Rosjanie, sprawiedliwości mojej. Idę ku wam, aby wam przebaczyć, utulić was, uspokoić, napełnić nadzieją i przygarnąć do serca już na zawsze, abyście nigdy już nie byli samotni, zniewoleni, krzywdzeni. Pragnę was obdarzyć moją wolnością ducha. Chcę też zaszczycić was moją przyjaźnią. A przyjacielem Boga jest ten, kto dzieli z Nim Jego zamierzenie i pełni Jego przykazania, z których najważniejsze dla ludzkości jest przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali i abyście się stali jednym (Ewangelia św. Jana — modlitwa arcykapłańska).

Ciebie, synu, powołałem, abyś to moje wezwanie niósł braciom swoim. Mów im w moim imieniu: Oczekuję was, przychodźcie, wzywajcie Mnie, pragnijcie Mnie, stańcie w prawdzie. Wzywam was: odrzućcie wszystko, co ludzi oddziela od Boga. Odrzućcie kajdany nieprzyjaciela, którymi was skuwa. Odrzućcie kłamstwo, obłudę, chciwość, zazdrość, fałsz, donosicielstwo, nienawiść.

Oczyśćcie się, żałujcie więc za wszystko, co uczyniliście złego. Naprawiajcie to. Starajcie się służyć sobie wzajemnie. Wasza wzajemna miłość przyspiesza przyjście moje, a więc wasze wyzwolenie, tak jak odcina was ode Mnie nienawiść, żądza zemsty, wrogość i krzywdzenie się wzajemne. I jeżeli wasza wola (przez grzechy) złączy się z wolą nieprzyjaciela dusz waszych, to zostanę zmuszony do odejścia z waszej ziemi, która wtedy stanie się areną śmierci i krwi.

Ufam wam, moje drogie, poranione i cierpiące dzieci, że dosyć macie już władzy nieprzyjaciela nad wami i że nie jego, a Mnie wzywać będziecie. Ja wciąż czekam — to jest czas waszego wyboru.

Chciejcie Mnie, wzywajcie Mnie — Ja przyjdę. Pragnijcie moich praw, łagodnych i litościwych.

Teraz, synu, pragnę ci dać moje błogosławieństwo. Uklęknij. Kładę ręce na głowie twojej, aby umocnić cię — wolę twoją i umysł. Ujmuję w swoje dłonie twoje ręce, napełniam je sobą, abyś miał Kim darzyć wszystkich bliźnich swoich. Obiecuję ci też, że jeżeli nie odwrócisz się ode Mnie, dłonie twoje nigdy nie będą puste, bo Ja pragnę darzyć i podnosić ku sobie wszystkich, którzy płaczą. Synu, przyjmij też i zabierz ze sobą błogosławieństwo moje dla twoich rodziców, przyjaciół, towarzyszy pracy i wszystkich, których uważasz za bliskich, o których się troszczysz i których dusze pragniesz ratować. Potrzeba ci będzie mocy mojej, synu, więc daję ci ją.

A teraz przytulam głowę twoją do swego serca, żebyś słyszał jego bicie. Kocham cię nieskończoną miłością. Zawsze bądź jej pewien. +



Każdy z was jest atakowany wedle swoich słabych punktów

20 VIII 1990 r. Anna, Andrzej, o. Jan

Ojciec Jan przepisał dla Andrzeja ze swoich notatek początek słów Pana o szatanie. Podczas spotkania Pan zwraca się do Andrzeja:

Andrzeju, ty nadal nie wierzysz w moją miłość do ciebie. Dlatego czujesz się sam. Tu może pomóc tylko twoja wola uwierzenia Mi, kiedy mówię, że cię kocham.

Odwróć się od nieprzyjaciela do tego stopnia, żeby nie poświęcać mu żadnej myśli. Ignoruj go, ponieważ bez twojej woli nic ci zrobić nie może. Jest jak pies na łańcuchu: ujada, grozi ci, pragnie ogłuszyć hałasem i przerazić, a przecież nie może cię dosięgnąć. Powinieneś szybko przechodzić dalej, nie zwracając na niego uwagi. Lecz ty, synu, zatrzymujesz się przed nim, zaczynasz mu się przyglądać, droczyć z nim. A jeszcze gorzej, gdybyś próbował go „oswoić" (tj. zaczynać z nim mówić, „obłaskawiać" go). Wtedy on będzie się starał być blisko ciebie i wciąż zwracać na siebie twoją uwagę. Zrozum, synu, że to jest „ojciec pychy" (jego pycha jest zaspokajana, gdy zwraca się na niego uwagę).

Synu, dalej wszystko już zależy od ciebie. Wzywaj Mnie. Czy to jest naprawdę proste dla ciebie, Andrzeju?

Moje dzieci, każde z was jest atakowane wedle swoich własnych słabych punktów, które szatan rozpoznaje. Jednych straszy, drugich prowadzi na manowce, jak ciebie, Andrzeju. Innym pochlebia, zachwyca się nimi i gotów jest obiecać wszystko, czego tylko dany człowiek zapragnie (karierę, sławę, pieniądze, władzę). Jednak zawsze jego prawdziwym celem jest zawładnięcie człowiekiem i jego zguba. (Tu Pan powołał się na fragment z „Iliady", który cytuję z pamięci: „Wystrzegaj się Danaów, nawet dary niosących").

Jak się przed szatanem ustrzec? Jak już powiedziałem — ignorując go. Największym lekiem dla ciebie, a trucizną dla niego jest pokora. Pokorą zaś jest stawanie w prawdzie wobec Mnie. Wszystko, co macie i czym jesteście, otrzymaliście ode Mnie. Z jednej strony sami z siebie jesteście nicością (bez Boga niczego dobrego nie możemy zdziałać), lecz z drugiej jesteście Moimi dziećmi. Kocham was. Jesteście dziećmi kochanymi nieskończoną miłością Boga. Dlatego nie pozwólcie szatanowi, aby wam schlebiał. Wszystko, co was spotyka, odnoście do Mnie. Wtedy jemu nie zostawiacie miejsca w swoim umyśle i sercu.

Radziłbym wam, a zwłaszcza tobie, Andrzeju, nie myśleć o sobie. Myśl o moich planach zbawienia was (ludzkości). Pokochaj je i staraj się współpracować ze Mną w każdej sytuacji, w jakiej masz ku temu możliwość. Przestań analizować siebie. Jesteś kochany przez Boga — teraz, taki jaki jesteś — i ta pewność powinna ci wystarczyć. Czuj się moim synem, a więc „współzbawicielem", radosnym wykonawcą mojego dzieła, które wciąż się realizuje i rozrasta. Jan dobrze ci radzi, Andrzeju. Dziękuj Mi jak najczęściej za wszystko, w czym żyjesz. Gdy będziesz wszystko odnosił do Mnie, przestaniesz myśleć o sobie i Ja stanę się Panem twojego umysłu i serca (w znaczeniu: wtedy staniesz się niedostępny dla szatana, bezpieczny od jego ataków).

Dzieci, teraz zakończymy rozmowę, ponieważ jesteście zmęczeni. Bo Ja mógłbym z wami rozmawiać bez końca. Lecz słowa nie są jedyną formą przestawania ze Mną. Jeśli wy nie usuwacie Mnie, trwam stale w waszym sercu i nasycam was Sobą. Rośniecie więc i dojrzewacie również w ciszy i milczeniu („Czy śpi, czy czuwa we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak". Mk 4, 26—29 przypowieść o zasiewie).

Teraz uklęknijcie i przyjmijcie błogosławieństwo moje. Moje kochane, biedne dzieci, obejmuję was moją miłością — teraz, ale Ja istnieję w wieczności i moje „teraz" jest waszą wiecznością — trwa. Przyciskam was do serca i błogosławię. Umacniam was w walce z nieprzyjacielem rodzaju ludzkiego. +



Służba Mnie w Kościele nie zwalnia ze służby ojczyźnie

24 VIII 1990 r. Anna, s. Ewelina, Grażyna, o. Jan

Ojciec Jan wyjeżdża na Zachód, gdzie ma się spotkać z wieloma osobami duchownymi.

O. Jan:

Czy (mam) mówić szczegółowo o zagrożeniach i klęskach żywiołowych?

Pan:

Synu, miej umiar. Poza tym nie uwierzą ci. Możesz powiedzieć, że uważasz lub że wiele osób tak uważa, iż jest to czas sądu nad narodami. Nie licz, że cię zrozumieją w tej sprawie. Synu, mów tak, żeby cię nie wzięto za osobę oderwaną od rzeczywistości. Opieraj się na faktach (gospodarczych), na analogiach do innych okresów historii, na coraz szerszej świadomości, że staczacie się ku tragedii ogólnoludzkiej (ekologicznej). A jeśli w prywatnej rozmowie trafisz na rozmówcę, który cię zrozumie, mów szerzej. (...)

Rozmawiamy o postawach dostojników w Kościele. Pan mówi:

Widzicie, dzieci, Ja zawsze naprawiam wasze wszystkie błędy, a jeśli spotkam się z dobrą wolą ludzką, z takim człowiekiem wchodzę w ścisłą współpracę. Działam w Kościele, bo to jest moje dziecko.

O. Jan:

Pragnę coraz głębiej wchodzić w teksty na temat planów Bożych.

Pan:

Chciałbym, synu, żebyś czytając je pomyślał, w których dziedzinach służby państwowej byłby pożyteczny i skuteczny udział Kościoła (zakonów i świeckich), a szczególnie w czym widziałbyś pomoc twoich współbraci i podobnych im zakonów. Czy ci to odpowiada, synu? Bo Ja cię nie przymuszam. Nie może być podziału na kler i świeckich w służbie Kościołowi, bo służba Mnie nie zwalnia ze służby ojczyźnie. Kto służy Mnie, tym bardziej chce służyć swojemu narodowi (bliźnim).

O. Jan:

Chcę wziąć udział w zjeździe naukowym (krajowym). Czy powinienem?

Pan:

Oczywiście, jak najbardziej. Synu, przecież wiesz, że w swoim środowisku jesteś moim posłem. Nie mam ich tak wielu, więc staraj się być szerzej znany, bo wtedy moje słowa będą brane poważniej. Skromność przystoi zakonnikowi, ale poseł swojego Władcy wchodzi głównym wejściem i nie kryje się w cieniu.

Ogarnia nas radość, a nawet wesołość; dziwimy się, a Pan mówi:

Udziela się wam moja radość, bo Ja się tak cieszę, gdy was mam przy sobie.

Pan zwraca się do siostry Eweliny:

Córeczko, czy chcesz wiedzieć, co myślę o twoim wyjeździe na Wschód?

S. Ewelina:

Tak, proszę.

Pan:

Pragnę cię tam mieć w ścisłej współpracy z Matką moją, ale wtedy, kiedy warunki działania staną się lepsze (będzie więcej wolności, otwarcia dla religii). Ty nie jesteś z rodzaju wojowniczek z pierwszej linii; widzę tam teraz mężczyzn. Takich, którzy potrafią miłować nawet swych nieprzyjaciół, bo My idziemy tam leczyć i opatrywać rany, otwierać drzwi więzień ducha, a przede wszystkim miłować, bo oni wszyscy potrzebują miłości Matki i sprawiedliwości Ojcowskiej. Bóg jest i Ojcem, i Matką zarazem, a wy powinniście tę postawę naśladować. Nie tylko pragnę cię tam mieć, lecz znajdę dla ciebie miejsce i służbę we właściwym czasie. Natomiast proszę cię, dziecko, abyś już teraz oddawała Mi wszystkich, z którymi cię spotkam w czasie całego twojego życia, bo będę ci ich oddawał w opiekę. I zapewniam, że nic lepszego w życiu cię nie spotka niż to, co otrzymasz z mojego wyboru. Dziękuj Mi już, córko, za wszystko, co ci przeznaczyłem. Czyż mogłoby być inaczej, czyż nie tak myśli Ojciec o swojej córce? (...)



Dla mnie ważniejsze jest wasze zdanie się na moją wolę niż wasze aktywne działanie

Pan:

Dzieci, o co chcecie Mnie spytać?

S. Ewelina:

Panie, chcę Ci oddać mojego tatę. Jak mu pomóc w trudnej sprawie?

Pan:

Więcej niż słów okazuj mu miłości, ciepła, serdeczności i zrozumienia. Proś Mnie za niego. Chcę dać ci specjalne błogosławieństwo na twój wyjazd do domu. Zabierz je ze sobą i pozwól, aby przez ciebie udzielało się wszystkim potrzebującym (kochaj ich). To samo błogosławieństwo daję wam, córki.

Anna:

Panie, pomóż mi (chodzi o działanie dobra przez nas).

Pan z uśmiechem:

Staram się jak mogę... wtedy kiedy ty Mi na to pozwolisz.

Anna:

Panie, przecież Ty możesz pomagać nieskończenie...

Pan:

Ale nie wbrew woli ludzkiej.

Anna:

To ja Cię dzisiaj proszę o dobrą wolę.

Pan:

Cieszę się, bo pierwszy raz Mnie o to prosisz. Proś Mnie o to często, bo teraz jest ci trudno (choroba). (...) Dla Mnie ważniejsze jest wasze zdanie się na moją wolę niż wasze aktywne działanie. (...)

Grażyna:

Proszę za parafię, za ks. proboszcza...

Pan:

Ja dbam o dobro jego duszy, a ty proś za niego. Jeśli chcesz mu naprawdę pomóc — bo pomocy (orędownictwa) mu potrzeba — to ofiarowuj za niego swoje codzienne przykrości. W ten sposób nie zmarnują się one.

O. Jan:

Proszę o wylanie Ducha Świętego na katechetów, dzieci, nauczycieli.

Pan:

Moje dzieci, czy jest w waszym narodzie ktoś, kto nie potrzebuje darów Ducha Świętego? Albo będziecie wyliczać ich wszystkich, albo przyjmijcie moją obietnicę wylania Ducha Świętego na cały naród.

Mówimy:

Modlimy się o przyspieszenie ratowania świata... oczyszczenia, odrodzenia, aby dusze nie ginęły. Oddajemy Ci, Panie, (wyliczamy różne kraje) i tych, którzy będą tam ginąć...

Pan:

Dzieci, widzę, że nie macie więcej (bieżących) trudnych spraw. I dlatego (kończąc rozmowę) przygarniam was do siebie, obejmuję, nasycam was moją miłością, która nigdy was nie opuszcza. Jesteście Mi tak drodzy, jakby oprócz was czworga nie było innych ludzi na ziemi (w znaczeniu: Pan każdego z nas, ludzi, kocha nieskończenie, bez wzglądu na to, czy jest nas dużo czy mało). Noszę w sercu waszą miłość do każdego z tych, których kochacie, na których wam zależy. Chciałbym, abyście tak spojrzeli na waszego proboszcza, ponieważ Ja go kocham i potrzebuję waszego wstawiennictwa za niego.

A teraz uklęknijcie, dzieci. Otwórzcie serca, poszerzcie je, aby przyjąć moją miłość. I proście dzisiaj za tych, którym moja łaska i miłość jest potrzebna; a proście także za wszystkich grzesznych i trudnych — bo i wy nie jesteście bez win (bo wszyscy jesteśmy grzeszni i trudni).

Prosimy Cię, Panie, o przybliżenie oczyszczenia i odrodzenia świata, za tych, którzy cierpią...

Teraz jesteście jedno z moim królestwem niebieskim. Łączcie się z nimi jak najczęściej we wspólnej modlitwie orędowniczej.

Błogosławię was, dzieci. I bądźcie dobrej myśli. Niech cały wasz naród podniesie głowy ku Mnie i oczekuje mojej pomocy. Kocham was, dzieci. +



Ostanie się tylko to, co jest oparte na Mnie

31 VIII 1990 r.

Mówi Pan:

Pragnę odrodzenia Europy, gdyż dała Mi wielu świętych i służyła, wspomagając przez wiele wieków moje wysiłki ku zgromadzeniu was w jedną owczarnię. Dlatego teraz otwieram jej drogę oczyszczenia się. I te narody, które na nią wejdą, wspomogę i dam im nowe życie.

Lecz wyplenię z ich ciała chwasty i pasożyty, zetnę stare drzewa — jałowe i nie dające owocu, aby uczynić wolne miejsca młodym, obiecującym obfite plony. Przeorzę tę ziemię ostrzem grozy, głodu i zarazy. Spuszczę na nią ogień trawiący i fale oceanu. Ziemia i powietrze staną się wrogami, gdyż wszystkie żywioły zostały skażone i o ratunek i sprawiedliwość wołają. W moim królestwie sprawiedliwości wzywają też ci, którzy wymazani zostali ze swoich ziem za to, że ich bronili, że walczyli o prawa moje, które wam wszystkim nadałem, abyście żyli w braterstwie i pokoju.

Wasz naród ma tu wielu męczenników i wyznawców i oni was wspomagają, bo teraz sąd sprawować będę Ja, który jestem Ojcem cierpiących, skrzywdzonych, sponiewieranych i wymordowanych w ciągu wieków dzieci moich. W świetle moim (czyli w Prawdzie) staną narody i odbiorą to wszystko, czym darzyły braci swoich. W krótkim czasie będą zmuszone znieść ciężar czynów, które w imię nieprzyjaciela popełniały przez stulecia. Nie dziw się, że ich nie podźwigną. Dlatego kilka państw przepadnie, a cały Zachód ulegnie katastrofalnym zniszczeniom i długo trwać tam będzie nędza, rozpacz i załamanie wszelkich nadziei, perspektyw i wyobrażeń o sytości, bogactwie i znaczeniu.

Ostanie się to tylko, co oparte jest na Mnie, i ci, którzy pójdą w imię moje, powstaną pierwsi, a otrząsnąwszy się z przerażenia, rozpoczną nową budowę. Jest to już ostatni wybór Europy, jej ostateczna decyzja. Jeśli odrzuci Mnie i nie zechce powrócić, odwrócę się od niej i nadzieję moją położę w dobrej woli ludzi z innych kontynentów. Mówię o Europie Zachodniej, która wzgardziła łagodnością moich praw.



Niemcy nie Mnie pragną...

Dla Niemców mam inne słowa. Zawieszam nad nimi mój sąd. Ich czyny osądzą ich przed światem. Oczekiwałem od nich wstydu i żalu za to, co uczynili ze sobą i względem innych narodów. Dałem czas na poruszenie sumień, na naprawienie krzywd, na postanowienie zmiany i zwrócenie się ku Mnie. Lecz oni, pewni swej bezkarności, zwrócili się ku światu, na jego bogactwach budując swoją przyszłość. Nie chcą się zmienić, nie Mnie pragną, lecz władzy, bogactwa i mocy, by znowu powrócić do dawnych błędów. Dlatego nie ostrzegam ich, że przyszłości dla nich już nie ma. Zakończą swój żywot jako państwo w pełni swych nie odpokutowanych win.

Nie wygubię wszystkich Niemców, lecz sprawię, że pycha ich zostanie zmiażdżona, bogactwa stracone, kraj zrujnowany, a na większości ziem rozleje się morze. Staną się rozbitkami państwa, któremu wyrwę serce, gdyż stolicę uczynili siedliskiem złych knowań i nienawiści. (...) I nie sądź, że Ja będę ich „karał". Ja tylko dopuszczę, aby powróciło i wyładowało się na nich ich własne zło. Zbyt długo służyli nieprzyjacielowi jako narzędzie chętne, posłuszne i gorliwe. Zbyt długo wierzyli, że im wolno przekraczać wszystkie moje prawa, że sprzyjam ich zbrodniom i wybaczam je. Prawdziwie — od dawna już nie uznają Mnie i nie liczą się ze Mną. Przeciwnie, nazywając się krajem chrześcijańskim szerzą kłamstwo, bo wprowadzili w środek Europy wilcze prawa i jak wilki zginą, aby owce moje mogły żyć bezpiecznie.

 

Tam przyjdę, gdzie Mnie wezwiecie — nawróceniem serc

Mówiłem już, że nadszedł czas, by zakończyć swary pomiędzy bratnimi kościołami. Czas przełożyć ponad ambicje osobiste, próżność i pychę ludzką to, co łączy w jeden Kościół — mój Kościół — rozmaite ludy ziemi, w równości, miłości i braterstwie. Wtedy otrzymają mój pokój i błogosławieństwo.

Wszędzie tam, gdzie używano mojego imienia dla osiągnięcia celów ziemskich, szczególnie do władzy nad innymi narodami, (w krajach) gdzie Kościół mój (lub jego część) podporządkował się i służył swoim władcom w ich ziemskich, politycznych celach, zwłaszcza gdy w imię moje pomagał w zniewoleniu innych narodów i niszczył ich własne wartości wraz z wolnością, tam bluźnił Mi i zrywał przymierze ze Mną — Dawcą wolności ducha, Dawcą miłości wzajemnej pomiędzy dziećmi moimi, ludźmi. Taki Kościół służył, aczkolwiek nieświadomie, ojcu kłamstwa, nienawiści i wszelakich zbrodni i od niego prędzej czy później otrzymywał zapłatę. Dlatego państwa bogate, silne, zaborcze i wobec innych stosujące przemoc upadają, a narody cierpią za winy swoich władców, zwłaszcza kiedy same ich wybierały i zbiorowo ich wolę wykonywały — wbrew prawom moim, znanym im.

Jeśli chcę je ratować, daję im czas cierpienia, aby mogły na sobie zaznać, co czyniły innym, a im więcej zbrodni uczyniły — nie żałując ich i nie naprawiając — tym cięższe są ich cierpienia. Bo gdy Ja odchodzę, rozpoczyna rządy nieprzyjaciel wasz, a on ludzkość uważa za swoich niewolników i wciąż walczy o to, by was sobie zagarnąć i zniszczyć. Nienawiść, kłamstwo, strach i wszelka podłość są jego orężem i dopóki nie przeciwstawicie się im, będziecie w jego mocy. Walczcie więc moją bronią — miłością wzajemną, pojednaniem, ustępowaniem sobie w imię zgody, pokoju i jedności mojego ludu pośród wielu narodów.

To mówię narodom związanym przez Rosjan i im samym. Tam przyjdę, gdzie Mnie wezwiecie — nie słowami, lecz nawróceniem serc, odwróceniem się od czynionego zła i rozpoczęciem czynienia dobra. Nie mogę pomóc, kiedy wasza wola wybiera za pana nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego, lecz kiedy okażecie Mi, że wola wasza Mnie wybrała i moich praw pragnie, przybędę w całej mocy mojej, by was wyzwolić i otoczyć opieką, której tak bardzo wam potrzeba.

Ten, kto sam stał się niewolnikiem i służył nienawiści pomiędzy ludźmi, ma trudną drogę przed sobą. Musi się przeobrazić, odwrócić od zła, które czynił i z tą samą gorliwością czynić dobro — nie Mnie, lecz bliźnim swoim, w których żyję. Dwóm panom służyć nie możecie, ale Ja teraz daję wam szansę ratunku: rozluźniam więzy i otwieram wrota więzień. Reszta zależy od waszej woli.

Ja wciąż czekam, jak Ojciec oczekiwał syna marnotrawnego — lecz syn powraca, sam własnym umysłem wybierając sprawiedliwość Ojca ponad wszystkie „uroki" świata, których zaznać pragnął i których doświadczył. Oczekuję waszej woli powrotu z dalekiego kraju błędów i nienawiści. Otwieram wam ramiona. Moje serce tęskni ku dzieciom moim, biednym, cierpiącym, okaleczonym przez świat. Oczekuję was z ucztą weselną. Wracajcie, dzieci, w pokorze prawdy i w miłości wzajemnej, wspólnie, a nie raniąc się i zabijając.



Idź tam, gdzie będziesz bardziej pożyteczny

5 IX 1990 r. Anna, o. Paulin, Jola

Pan odpowiada zakonnikowi na pytanie, co ma dalej robić:

Jeżeli przełożony zostawi ci wolność decyzji, to idź, synu, tam, gdzie będziesz bardziej pożyteczny, o ile czujesz się na siłach. Wiesz, jak Ja się troszczę o młodych kapłanów, bo ciągle myślę o posłaniu ich na Wschód. A wtedy będzie im potrzebne gruntowne przygotowanie, najbardziej wszechstronne, bowiem są młodzi i nie będą mieli blisko siebie pomocy i rady.

Jola pyta o wolę Pana, gdyż chce wyjechać na rok do Ameryki Południowej. Należy do Odnowy w Duchu Świętym i pyta o wskazówki dla jej dwóch południowoamerykańskich znajomych z tego ruchu.

Nie chciałbym ci niczego narzucać, gdyż masz prawo do poszukiwań swojego miejsca w świecie — a wybiera się przez doświadczenie. Ważne jest tylko to, czy pragniesz służyć Mnie, czy sobie. Jeżeli twoją motywacją jest pragnienie służby światu dla Mnie, Ja na pewno cię nie odrzucę i potrafię wykorzystać wszystkie cechy twojej osobowości, twoje uzdolnienia i umiejętności dla dobra twojego i twoich bliźnich. Chodzi Mi o to, abyś — gdziekolwiek będziesz — czuła się wolna i kochana, bo zawsze i wszędzie będę stał przy tobie.

Moje dziecko, słyszałaś o tym, co czeka ludzkość w najbliższych latach. Od tych, którzy kochają Mnie i zawierzają Mi, pragnę tylko jednego, aby w każdej chwili życia — wobec tych, wśród których będą — swoją postawą świadczyli o Mnie. Jeżeli chcesz podtrzymywać znajomość z Ricardo, zrób wszystko, aby stał się on moim współpracownikiem, tak samo jak ty będziesz. Wiem, że chciałabyś, córko, otrzymać wskazówki dla niego. Powiedz mu, że każdy człowiek jest Mi potrzebny w ogromnym dziele odrodzenia świata. Każdego wzywam do współdziałania, każdego pragnę mieć przy sobie, aby móc go prowadzić, chronić, wspomagać i umacniać. Nie ma ani jednego człowieka, któremu odmówiłbym współpracy. Natomiast formy i miejsca współpracy pozostawiam waszemu wyborowi, bo Mnie potrzebna jest służba dobrowolna, gorliwa i radosna. Powiedz mu, że kocham go i będę kochał zawsze równie gorąco, cokolwiek uczyni. A reszta jest wynikiem waszej miłości do Mnie.



Pan ostrzega kraje Ameryki Południowej

Pan mówi, że chociaż zagrożona jest cała ziemia, to jednak nic nie jest przesądzone i może On odmienić swoje zamiary tam, gdzie ludzie okazywać sobie bada troską, współczucie i miłość wzajemną. Ostrzega też:

Tam gdzie ujście znajdzie nienawiść społeczna, gdzie wyzwoli się zło żyjące w was, tam sami oddacie się na pastwę nieprzyjaciela dusz waszych, ojca zła, nienawiści i mordu. Wtedy staniecie się wszyscy jego ofiarą, bo taki będzie wybór waszej wolnej woli.

Ufam, że wobec wielkich zagrożeń potraficie odrzucić wszystko to, co was dzieli, i okazywać sobie pomoc, nie zaś niszczyć się wzajem. Wierzę, że moje dzieci — wszystkie odkupione Krwią Jezusa Chrystusa — potrafią ocalić swoje człowieczeństwo i stanąć solidarnie wobec zagrożeń jako jedna wspólnota, zjednoczona w walce o przetrwanie i tworzenie lepszych warunków życia społecznego.

To co sama rozumiesz, córko, możesz mu wytłumaczyć, opierając się na moich słowach i przypowieściach (z Ewangelii). To samo powtórz Rene.

Oba te narody przejdą duże wstrząsy, ale Ja obiecałem, że ujarzmionych wyzwolę. Stany Zjednoczone wyjdą z okresu oczyszczenia zniszczone, rozbite, zgłodniałe, biedne. Wtedy narody Ameryki Południowej zyskają możność uniezależnienia się od obcych państw. Pragnę je wyzwolić od szantażu, przekupstwa, lęku i obcych knowań, na skutek których najbardziej cierpią biedni i bezbronni, a to im władze państwowe winne są największą troskę, pomoc i opiekę. Najszybciej rozwiną się te społeczeństwa, w których sprawiedliwość, prawo do wolności osobistej i miłosierdzie znajdą najdoskonalszy wyraz i będą trwale przestrzegane.

Wszyscy stajecie wobec wyboru, komu chcecie służyć, Mnie czy nieprzyjacielowi ludzkości. Dlatego Ja wzywam wszystkich ludzi dobrej woli ku służbie człowiekowi potrzebującemu. Życzyłbym też sobie, aby owo społeczne miłosierdzie stało się potrzebą dusz waszych, wciąż wzbogacało się o nowe inicjatywy i powoli ogarniało całe społeczeństwo. Pamiętajcie dzieci, że Ja kocham wszystkich, lecz miłosierdzie moje otwieram skrzywdzonym, poniżonym i cierpiącym, zaś sprawiedliwość mam dla krzywdzicieli, pysznych i okrutnych. Będziecie świadkami mojego sądu nad możnymi i pysznymi. Na waszych oczach legną lub znikną narody bogate, bezwzględne i ufne w moc swojej broni. Bądźcie więc względem siebie miłosierni i służcie sobie wzajemnie w pokoju, a wtedy sprzymierzeńcem waszym stanie się Bóg.

Proszę Cię, Panie, abyś uzdolnił Ricarda i Rene, by mogli stać się zalążkami miłosierdzia społecznego w swoich krajach.

Ja tego chcę, a reszta zależy od nich. Moje wsparcie może być bezgraniczne — zależy jedynie od siły, stałości i wytrwałości ich woli. Przekaż, że zachęcam ich, aby oparli życie na tym, co sami uznają za najpiękniejsze i najbardziej godne miłości.

 

Ja nigdy nikogo nie przymuszam, a tylko zapraszam...

9 IX 1990 r. Anna, Zofia, Grażyna

Mówi Pan:

Moje dzieci, czy jeszcze wątpicie, że chcę z wami mówić? Więc skąd ta nieśmiałość i niepewność? Dziecko, które wie, że ojciec je kocha, biegnie do niego śmiało, wyciąga łapki, wdrapuje mu się na kolana, obejmuje, a ojciec je przytula i pieści. Więc przytulam was wszystkich teraz i tą samą miłością obdarzam waszych bliskich, choćby byli daleko.

Pan zwraca się do Zofii:

Chcę ci powiedzieć, córko, że słyszysz Mnie, ale nie wiesz, jakimi umiejętnościami cię obdarowałem, a więc czym możesz Mi służyć najlepiej. (...) Chcę, żebyś wiedziała, czego się po was spodziewam. Każdego, kto to będzie czytał, pragnę zachęcić, by szukał w moich planach swojego miejsca, ponieważ plany te nie są sztywne: możecie je wzbogacać własnymi pomysłami i uzupełniać wskazówki. Pozostawiono wam szerokie pole działania i nic nie zahamuje waszych inicjatyw (tego i przyszłych pokoleń), jeśli będą je kształtować w oparciu o moje prawa, które znacie.

Córko, chciałbym wzbogacić twój świat przewidywań i wyobrażeń, tak abyś mogła przekazywać je po trochu osobom, z którymi będę cię spotykać (wedle ich zainteresowań). Widzisz, córko, w rozmowach z nimi potrzebna ci będzie mądrość, lecz i roztropność, i wedle niej postępując nie zniszczysz nic z moich zamiarów, tym bardziej że jestem z tobą. (...)

Moja córko, chciałbym ci zaproponować poznanie się z ojcem Władysławem, gdyż potrzeba mu odciążenia w pracy charytatywnej, żeby mógł w spokoju pracować nad tym, co mu wyznaczono, ale pozostawiam ci całkowitą wolność decyzji. Obdarowałem cię umiejętnością organizowania pracy. Pragnąłbym, aby to była praca dla Mnie. Masz tu możliwości sprawdzenia się, ale do niczego cię nie przymuszam. Liczę na to, że kiedy zrozumiesz wielkość i piękno moich planów dla was, dla waszego dobra, zechcesz włączyć się w nie z własnej woli — bo Ja nigdy nikogo nie przymuszam, a tylko zapraszam moje dzieci do współpracy, aby uczynić ich życie szczęśliwszym i dać im radość rozszerzania dobra. Co myślisz o tym, córko?

Ciebie, Zofio, pragnąłbym widzieć tu, w kształtowaniu życia społecznego wedle moich praw, łaskawych i miłosiernych, i wedle wzorów czasów apostolskich (pierwotnego chrześcijaństwa, pierwotnego Kościoła). Bo sama widzisz, moje dzieci w Polsce zostały tak omotane, oślepione i zagubiły się tak, że nie widzą już jasnej i prostej hierarchii swoich obowiązków (ani swoich praw) i trzeba im to wskazywać przykładami praktycznej działalności. Wiem, że Mnie słyszysz w swoim sercu, ale chciałbym wypuścić cię już z twojej klatki na moją wolność.

To samo dotyczy i ciebie, Grażyno. Obiecuję ci, że w miarę lat życie twoje będzie się stawało bogatsze, a możliwości większe, a nie odwrotnie. Bo kto współdziała ze Mną, ode Mnie otrzymuje możliwości i warunki — a Ja jestem wolnością.



Rzadko dorastacie do pełnej współpracy ze Mną

16 IX 1990 r. Anna, Grażyna, ks. Mieczysław, Wojtek

Mówi Pan:

Każdego z was prowadzę ku zawierzeniu — ono unicestwia problemy. Tak, dzieci! Ja was na pewno nigdy nie opuszczę. Nawet gdybyście wy Mnie opuścili, Ja was będę bronić. Najczęściej moje działanie polega na bronieniu każdego z was przed samym sobą, a tak rzadko dorastacie do pełnej współpracy ze Mną. Ale kocham was wszystkich jednakowo.

Teraz uklęknijcie i przyjmijcie moje błogosławieństwo. Dzieci, proszę was, pozbądźcie się natrętnych pesymistycznych przewidywań, bo to nieprzyjaciel wasz stara się was osłabić. Żyjcie ze Mną we wspólnocie z dnia na dzień, z godziny na godzinę, biorąc z mojego stołu wszystko, co wam podaję. Nie nalegam, abyście pracowali więcej niż możecie, a tylko abyśmy trwali w każdej sytuacji we wspólnocie miłości. Tulę was do serca i cieszę się wami. Kocham was.

 

Potwierdzenie wyboru

18 IX 1990 r. Anna

Zbyszek (Polak z ZSRR) powiedział przez telefon o swojej decyzji wstąpienia do seminarium. Pan powiedział mi od razu:

Powiedz mu: Błogosławię. Potwierdzam wybór. Ufam, że do końca już pójdziemy razem.

I to przekazałam.



Twoim sercem Syn mój pragnie kochać

23 IX 1990 r. Anna, o. Jan, ks. Zygmunt, Zbyszek

Mówi Maryja:

Witam was, dzieci, w naszym domu. Wiem, że się spieszycie, więc powiedzcie Mi, na czym wam najbardziej zależy.

Zbyszek:

Studia w seminarium...

Maryja:

Jeżeli mój Syn zaprasza cię do najbliższej przyjaźni ze sobą, to Ja staję się dla ciebie Matką, jak byłam nią dla Jana. Czy zgodzisz się Mi zaufać?

Zbyszek:

Z radością to uczynię.

Maryja:

Chciałabym, żebyś usunął z myśli wszelkie troski. Ja przejmuję troskę o ciebie.

Zbyszek:

Mam odczucie, że nie przyjąłem jeszcze daru Odnowy w Duchu Świętym.

Maryja:

Przypomnij sobie przypowieść mego Syna o ziarnie.

Zbyszek:

Leży mi na sercu sprawa Szczęsnego (znajomego Polaka z Ukrainy).

Zostaw to Panu.

Wkrótce ten chłopiec został przyjęty do seminarium w Polsce. Zwracając się do ks. Zygmunta (który myśli o wyjeździe na misje na Wschód) Maryja mówi:

Jestem Matką Kapłanów. (...)

Ks. Zygmunt:

Mam trudną parafię.

Maryja:

Czy to nie jest przygotowaniem? Czy nie uważasz, synu, że Jezus właśnie przez to przygotowuje cię do czegoś więcej? Mogłabym ci radzić, byś przyjął najbliższy rok jako twój nowicjat przyjaźni z Jezusem. Bo jeśli pojedziesz, niosąc mego Syna ludziom zgłodniałym i cierpiącym (z powodu braku Boga), musisz wiedzieć, że staniesz się Jego widomym obrazem, gdyż twoim sercem Syn mój pragnie ich kochać. Dlatego wam mówimy, Jezus i Ja, że musicie być tak blisko siebie (tzn. Jezus i każdy kapłan), abyście stanowili jedno, aby nic nie hamowało łask, które Syn mój wylać pragnie. I jeszcze pamiętaj, że najczęściej będzie tak, że prawdziwe oparcie będziesz miał tylko w Nas. (...)

Jeżeli chciałam, żebyś był tutaj, to po to, abyś zyskał pomoc w zbliżeniu się do Nas. Dlatego weź księgę miłości mego Syna („Pozwólcie ogarnąć się Miłości") i to, co jeszcze otrzymasz, bo to jest właśnie przygotowanie do codziennych rozmów z nami, prostych i naturalnych, takich, jakie powinny łączyć człowieka z Nami.

Teraz, dzieci, chciałabym, abyście przyjęli nasze błogosławieństwo.

Mówi Pan:

Dzieci moje, udzielam wam błogosławieństwa przez ręce mojej Matki. Przyoblekam je w miłosierdzie i czułość macierzyńską Maryi, Matki waszej. +

 

Tam gdzie odrzucono moje prawa, wchodzi szatan

27 IX 1990 r. Anna

Mówi Pan:

Wiele mam ci do powiedzenia. Tak cierpisz trwając w oczekiwaniu, a oto już nadchodzi czas waszej czynnej, rzeczywistej, realnej współpracy.

Anna:

Dziś jest 50—lecie wstąpienia ojca Jana do zakonu...

Pan:

Pamiętam o moim synu. Jan dzisiaj otrzymuje wiele łask; pięćdziesiąt lat służył Mi wiernie, gdyż nie myślał o swojej przyszłości, lecz o Mnie i dla Mnie się starał. Dlatego zapragnąłem włączyć go do naszej współpracy. Ufałem, że wesprze cię i dopomoże w rozpowszechnianiu naszych tekstów — i tak się stało, a nawet więcej, gdyż poznając moje plany pokochał je, jak to zrobił Grzegorz, i obaj stali się twoimi towarzyszami w tym dziele. Cieszę się wami!

Powiedziałem ci, że wzbudzę w Rosji wiele powołań i oto już oglądasz pierwsze z tego pokolenia, a będę miał całe zastępy synów, którzy uchylą swoim braciom bramy mego Kościoła, abyście stali się jednem.

Teraz zbliża się czas grozy i zamętu. Nadchodzą chmury tak czarne, iż budzą grozę nawet wśród tych, którzy zamierzają mord — dlatego wciąż zwlekają. Lecz nienawiść rośnie i ojciec nienawiści trzyma ich w swej władzy. On wie, że musi odejść i postara się, by zabrać ze sobą jak największą ilość swoich wyznawców. Dlatego będzie wojna, wojna straszna, w których użyjecie przeciw sobie broni dotąd nie stosowanych. Kamień niezgody wrzucony w wody Zatoki Perskiej rozprzestrzeni swoje piekielne kręgi dalej, szerzej i okropniej, niż to mógłby sobie wyobrazić ślepy człowiek.

Wy się nie bójcie. Was nie dosięgnie, gdyż macie obronę Przeczystej Maryi, Pani waszych serc. Jednakże to, co się rozpoczyna — zdawałoby się, że tak daleko — zbliży się do granic waszych, bo na Wschodzie nastąpi załamanie się systemu szatańskiej władzy i zamęt, raz rozpoczęty przez siły nieprzyjaciela, nie ucichnie, aż nieprzyjaciel wasz nie ujdzie zabierając swój łup. On planuje, i głupi ludzie, przystępując do działania w imię swoich zagrożonych (według nich) przywilejów i prawa do posiadania zagrabionych cudzych ziem, wykonają sami na sobie wyrok śmierci i zagłady.

Szatan poruszy wszystkich, w których zabił sumienie, których wola ciąży ku zbrodni, przemocy i nienawiści, ponieważ nie opierali mu się, a ochoczo jego woli służyli rozszerzając jego panowanie, deprawując dusze ludzkie i niszcząc wszelkie wartości już wytworzone przez ludzi w ciągu wieków. Mówię tu nie tylko o podbijaniu narodów i o siewie nienawiści na całym globie, którego oni byli roznosicielami i którego skutki na nich się obrócą; mówię, iż usiłowali zniszczyć samych siebie. Dlatego tak straszny stanie się koniec Rosji i wielu z narodów przez nią związanych. Ocaleją te narody, które bronić będą pokoju i pomagać sobie wzajem. Inne przejdą przez śmierć i zniszczenie (...).

Ustroje kłamstwa otępiają i zamieniają ludzi w niewolników najgłupszych i najbardziej nierzeczywistych programów, haseł i mniemań o swoich „misjach" i przeznaczeniu. Ale wtedy zawsze na sztandarach wypisane jest bezprawie i zawsze prowadzi ich ku zgubie pycha, bo pędzi ich ku zagładzie sam ojciec pychy. Tam, gdzie odrzucono moje prawa, wchodzi on i ofiarowuje wam swoje spowite w łakome dla was obietnice. Wszystko to, czego pragniecie wbrew prawom moim i przeciw nim — przeciw miłości bliźniego swego, człowieka — ukazuje wam jako korzystne i osiągalne, aby was popchnąć do działania. Stajecie się sługami nienawiści, mordu i w ślepym zapamiętaniu wchodzicie w bramy piekła, podczas gdy wasze ofiary Ja sam przygarniam, pocieszam i w dom swój wprowadzam.

Teraz jest czas sądu nad narodami. Osądzą się same. Osądzą wedle potęgi nienawiści, kłamstwa, pychy i umiejętności mordu, które to dary nieprzyjaciela przyjęły, rozwinęły i wyniosły na ołtarze życia państwowego. Was (Polaków) wśród nich nie będzie. Macie trwać w pokoju w obronie swych granic i służyć sobie wzajemnie w imię moje. Wtedy ocalejecie.

Maryja z dziećmi moimi już nadchodzi z obiecaną pomocą. Na ten czas grozy błogosławieństwo moje daję wam. +

 

W tabernakulum czekam zawsze na każdego z was

30 IX 1990 r. Anna, Grażyna, Zbyszek

Mówi Pan:

Dlaczego w ogóle się martwicie? Powiedzcie Mi raczej, czym się teraz cieszycie.

Zbyszek:

Ja się cieszę z Twojej obecności.

Pan:

Mój synu, czyżby to było wszystko? Przecież jedziesz studiować, na czym ci zależało.

Zbyszek:

Otrzymałem to wszystko, czego ostatnio chciałem.

Pan:

A ile razy tutaj „płakałeś" i prosiłeś Mnie o wskazanie twojego miejsca w moich planach?

Zbyszek:

Dziękuję Ci, bo teraz, jak mi to powiedziałeś, zrozumiałem ten stan niepewności.

Pan:

Twój stan wewnętrzny teraz to jak okres kwitnienia drzew owocowych: trwa krótko, ale się nie kończy, tylko się przemienia, bo drzewo pracuje na to, aby przynieść owoc, a więc aby stać się darem dla innych. Dlatego pamiętaj, że Ja jestem ogrodnikiem i panem pogody (w znaczeniu: deszczu, wiatru i burzy również).

Anna:

Cały czas jesteś pod opieką Pana i będziesz wzrastał według Jego planów dla ciebie.

Pan:

Z tą różnicą, że chociaż plan swój oddajesz Mnie, ale przez to samo rozrastasz się, mężniejesz i sam stajesz się dojrzały do mego królestwa, które przeznaczone ci było od początków twego istnienia. A moje starania idą w tym kierunku, aby ci drogi doń prostować i podtrzymywać cię, zachęcać i nieustannie obdarzać wedle możliwości przyjęcia moich darów i używania ich.

Powiedz Mi, synu, o co jeszcze chciałbyś Mnie zapytać.

Zbyszek:

Zastanawia mnie emocjonalizm i gadatliwość (u niektórych osób) w ruchu Odnowy w Duchu Świętym. Pan:

Czy nie wiesz, że wszyscy dorastać musicie do przyjaźni ze Mną? Czy tobie samemu nie dałem dosyć czasu, abyś mógł rozeznać, co cię naprawdę pociąga? Każdy człowiek, synu, ma czas konieczny mu dla jego dojrzewania. A Ja was znam i nie przymuszam was ani nie przynaglam; raczej przeciwnie, daję wam aż „za wiele" czasu i wolności (wielu ludzi marnuje ten czas). Dla Mnie ważna jest jedynie wasza miłość, która, gdy dojrzeje, staje się miłością naszą, wspólną. A wtedy zostaje ona utrwalona na wieczność, ponieważ jest złączona z miłością Boga (ze zrozumienia: to właśnie jest gotowością do wkroczenia w królestwo Boże). Dlatego jestem gotów długo i cierpliwie zabiegać o waszą miłość, a czasem nawet aż do ostatniego waszego tchu.

Przeczytaj to parokrotnie i rozważaj ze Mną, to powiem ci więcej. Przecież, synu, nie ostatni raz rozmawiamy ze sobą.

Zbyszek pyta o osobę, związaną z ruchem Odnowy w Duchu Świętym.

Pan:

Synu, zajmij się swoimi studiami. Staraj się nie tylko wykorzystać wszystkie możliwości, jakie ci dadzą profesorowie, ale sam czytaj i pogłębiaj wiedzę. I nie zapominaj o Mnie. W tabernakulum czekam zawsze na każdego z was przeważnie samotny. Przychodź do Mnie i mów Mi wszystko, co cię boli, czego pragniesz, co lub kto sprawia ci trudności. Oddawaj Mi tych, których postępowanie cię martwi. Bo widzisz, synu, tylko Ja jestem tym przyjacielem, który cię nigdy nie pozostawi, nie zdradzi i nie zawiedzie. Czyż nie warto więc pogłębiać naszej przyjaźni? A ona rozwija się w ciszy, spokoju i wytrwałości w ponawianiu wysiłków. Pamiętaj, że Ja cię słyszę. Zawierz Moim słowom, zawierz Mi (chodzi o szczere rozmowy przez Pismo święte). Te dwa pierwsze lata spędź w skupieniu, zawrzyj przyjaźń ze Mną.

Daję ci błogosławieństwo moje, synu, na pierwszy rok nauki. Proś Ducha Świętego o światło, rozeznanie, o mądrość i o wszystkie dary potrzebne ci, abyś jak najwięcej poznał, zrozumiał i pogłębiał wspólnotę miłości ze Mną, gdyż to ona jest celem prawdziwym, a wiedza jest na jej usługi. Kładę ręce na twojej głowie, umacniam cię. Trwaj ze Mną, synu.



Praca — służbą światu czynioną wspólnie z Panem

Pan zwraca się do Grażyny, której obiecał kiedyś pomóc w znalezieniu właściwej pracy:

Moje dziecko, daję ci pierwszą propozycję, tak jak obiecałem, lecz cię do niej nie przymuszam. Rozważ ją sobie i zastanów się, czy cechy twojej osobowości, umiejętności i życiowe przygotowanie predestynują cię do tej pracy, czy nie. Dlatego nie odpowiem ci teraz: tak lub nie. Kocham cię, niczym więc nie chcę cię krępować ani zobowiązywać. Niech twój wybór będzie wyborem z miłości. Tulę cię, córko, do serca. (...)

Córko, czyż nie mówiłem, że w służbie światu pragnę mieć koło siebie przyjaciół moich? Przecież potrzebna jest przyjaźń i zrozumienie, abyście nie popełniali błędów. Potrzebna jest też roztropność, dobra wola, życzliwość względem wszystkich swoich rozmówców i dbałość o moje dobre imię. Tak więc wszędzie powinniśmy być razem, czyż nie tak?

Chciałbym, abyście wiedzieli, że plany moje zaczynają się wypełniać. I będzie to coraz bardziej widoczne, tak w życiu przyjaciół moich (to jest tych, którzy życie swoje zawierzają Panu), jak i w życiu społecznym — wedle dobrej woli osób publicznych (np. posłów, senatorów).

Anna:

Co teraz robić?

Odpowiadać na listy i przyjmować tych, którzy szukają mojej woli. Nie zalecam wam gwałtownych działań, pośpiechu ani „nadgorliwości". Bądźcie przygotowani na to, że w tym okresie niewiele osób będzie świadomych i gotowych do służby dla Mnie. Czas przygotowania już minął, resztę przygotuje lęk (zmusi do rewizji pojęć, zahamuje dążenie do osiągania korzyści tylko dla siebie lub „swoich": swojej partii, grupy, kliki...) — i taka jest właśnie moja wola.

Wasza rola jest inna. Będziecie współpracować z moimi dziećmi, a oni wam we wszystkim pomogą.

Tulę was do serca, córeczki. (...) Błogosławieństwo moje wam daję — niech spocznie na waszych domach i obejmie wszystkich wchodzących. +



Faustyna była głosem mojego miłosierdzia

l X 1990 r. Anna, o. Jan, Grażyna

Pan mówi o poznanych osobach zajmujących się szerzeniem dzieła miłosierdzia na Zachodzie:

Napisz im, że ich służba raduje moje serce, że mają pomoc córki mojej, Faustyny, która była głosem mojego miłosierdzia, gdyż miłosierdzie Boga jest waszą ostatnią nadzieją. Oprzyjcie się na nim mocno, bo nic innego wam nie pozostanie poza zawierzeniem mojej miłosiernej miłości ku biednym, zabłąkanym moim dzieciom. Napisz też, że mówisz im to na moje życzenie.

Siostra wasza, Faustyna, jest tą, której daję na obecne czasy moc wstawiennictwa. Uciekajcie się do jej pośrednictwa, tak jak ona nieustannie prosi za wami. (...) Służcie też sobie wzajemnie i wszędzie wnoście mój pokój, moją nadzieję i głoście moje miłosierdzie.

Ojciec Jan pyta o sprawę przygotowywanego referatu, który ma wygłosić na uniwersytecie w Niemczech, jaki temat byłby najważniejszy w oczach Pana. Pan odpowiada:

Co jest najważniejsze teraz dla ludzkości — moje miłosierdzie. Wspomnij o siostrze Faustynie. Powiedz też o najwspanialszych cechach twego narodu: o zdolności do przebaczania krzywd i niesienia pomocy wrogom. Wspomnij, w ilu obcych krajach — dla ich obrony — wasza biedna ojczyzna wystawiała swoich żołnierzy (choćby podczas ostatniej wojny) i o tym, co się stało z tymi żołnierzami w Związku Radzieckim, który miał z Polską pakt o nieagresji — tak samo jak Niemcy. Możesz spokojnie mówić o tym, do czego prowadzi nienawiść, a raczej wszelkie zaprzeczenie prawom moim (prawu społecznej miłości).

Chciałbyś poruszyć temat „Co polski naród może wnieść do wspólnoty europejskiej"?

O. Jan:

Dobrze!

Powiedz, od jak wielu wieków Polacy wnoszą swój wkład w budowanie Europy i wyjaśnij, dlaczego zachowanie Niemców i Rosjan było dla was tak wielkim szokiem. Przecież Polska ma być wzorcem systemu opartego na planach Bożych. Motywuj to dzielnością polskiego Kościoła, który był wykładnikiem idei, usiłowań i dążeń całego narodu i brał czynny udział w życiu społeczeństwa polskiego.



O aniołach i ludziach

9 X 1990 r. Anna, Grażyna

Ojciec Serafin poprosił o wyjaśnienie wątpliwości wyrażonych przez jego znajomą (Polkę z Argentyny) co do zdania z „Pozwólcie ogarnąć się Miłości", mówiącego, że wolna wola jest darem Boga dla ludzi. Brzmi ono jej zdaniem tak, jak gdyby dar ten był dany przez Boga tylko ludziom, aniołom zaś nie, a taki wniosek pozostawałby w sprzeczności z nauką Kościoła. Zauważamy, że zdanie to znajduje się w książce na dole prawej strony jako ostatnie, co może potęgować wrażenie, że to skończona myśl, natomiast tekst rozdziału jest kontynuowany na następnej stronie. Zwracamy się do Pana:

Anna:

Panie, co mam napisać?

Pan:

Napisz ojcu Serafinowi, że to zdanie rozwijam w następnych. Tłumaczę, że macie możliwość wyborów przez cały okres waszego życia, ponieważ żyjecie w czasie. Moi słudzy niebiescy są stworzeniami czysto duchowymi i od początku swego istnienia przebywają w wieczności poza czasem. Żyją we Mnie, a w moim życiu nie ma chwiejności, zmienności, niestałości. Tego dokonuję, co postanowiłem.

Aniołowie są duchami wolnymi i dałem im możność wyboru u początków ich istnienia. Ci, którzy wybrali służbę w miłości Mnie, swemu Stwórcy, pozostali przy Mnie, gdyż wybór ich postanowiony został na wieczność. Inni, którzy Mi odmówili, musieli odejść, gdyż wybór ich oddalał ich ode Mnie na wieczność. Te byty — obdarzone wspaniałością umysłu, jasnością rozumu, ogromną wiedzą i świadomością swego stanu — mogły również zadecydować o sobie, ale wybór raz uczyniony jest niezmienny i duchy niebieskie wiedziały o tym.

Wy jesteście tak chwiejni i słabi, tak podporządkowani prawom świata materialnego, a przy tym tak niesłychanie bezbronni wobec niewidzialnych mocy zła, że jedyną waszą szansą uzyskania miejsca w moim domu jest droga ku Mnie w czasie poprzez nieustanne próby, upadki i znów podejmowanie drogi ku Mnie w okresie całego waszego życia. Dla was, moje ukochane, słabe, umęczone dzieci, mam nieskończone miłosierdzie, współczucie i troskę. A przecież aniołowie moi zazdroszczą wam, zazdrością pełną zachwytu i rozczulenia (tak jakby „bardzo dorosły" brat z rozczuleniem zachwycał się, że małe dziecko może być bohaterskie), waszych możliwości cierpienia, które możecie łączyć z moim, a przez to stajecie się współzbawicielami waszych braci.

Tylko wy, ludzie, możecie być współtwórcami szczęścia waszych bliźnich. Możecie nawet oddać życie za drugiego człowieka, jak zrobił to syn mój Maksymilian (Kolbe). Słabość waszych władz duchowych decyduje o tym, że pozwalam wam poszukiwać i błądzić, bo czas waszego życia jest czasem nieustających wyborów. W momencie porzucenia ciała przechodzicie do mojego świata duchowego i wówczas wybór waszej woli pozostaje utrwalony na wieczność.

W okresie życia aniołowie moi niosą wam wszelką możliwą pomoc wtedy, gdy wasza wola sprzeciwia się złu, zwłaszcza gdy walczycie z niewidzialnymi dla was aniołami ciemności.

W mojej księdze miłości („Pozwólcie ogarnąć się Miłości") uczę was tego, co jest wam potrzebne dla zawarcia przyjaźni ze Mną, waszym Zbawcą i Bratem. Moja miłość do was jest pieśnią zapisaną na miliardy istnień, bytów nieśmiertelnych i umiłowanych — was, ludzi. Każda pieśń jest odrębnym, niepowtarzalnym dialogiem miłości pomiędzy Mną a moim dzieckiem. Pragnę, abyście wszyscy weszli w krąg mojej miłości, aby żaden człowiek nie pozostał samotny, głodny i stęskniony. Dlatego wzywam was, abyście wy, którzy podzielacie moją miłość, zapragnęli zbliżać ku Mnie tych, wśród których żyjecie. Błogosławię wam w tym zamierzeniu i obiecuję pomoc swoją. +

Napisz jeszcze, córko, że proszę, aby zaufali opinii syna mego, Jana, który służy Mi swoją wiedzą i nie dopuściłby słów mogących Mi uchybić, kłamliwych lub fałszujących prawdę mojego Kościoła. Polegam na nim, gdyż już pięćdziesiąt lat służy Mi w miłości, pokorze i prawdzie.

Załącz fragment z naszych rozmów prywatnych z 8 VI 1983 r., gdyż jest on przykładem mojej otwartości, a jednocześnie ukazuje, że Bóg wasz nie jest taki jak wy.

(Uwaga, następujący tekst był zamieszczony w I tomie „Bożego wychowania", ale wobec życzenia Pana zostaje tu powtórzony).



Honorem Boga jest niezmienna wierność stworzeniu swojemu

Pisz, córko. Tak bardzo cenisz „honor". Czy wiesz, co jest „honorem" Boga? Jego wierność stworzeniu swojemu bez względu na niewierność i przewrotność człowieka. Wierność Boga jest bowiem stałością Jego działania. Bóg nie zmienia się, nie błądzi, nie waha; dokonuje tego, czego zapragnie Jego twórcza miłość i nic odmienić lub zburzyć Jego planów nie zdoła.

W stosunku do człowieka wiernością Boga jest niezmienna miłość i miłosierdzie, zawsze i każdemu pragnące przebaczać. Wrota miłosierdzia są otwarte szeroko. Nie ma takiego potwora w ludzkim ciele, który nie byłby godzien i nie otrzymałby przebaczenia, gdyby tego zapragnął prawdziwie, chociażby w ostatniej sekundzie życia. Honorem Boga jest bronić każdego swojego stworzenia, wspomagać je, tłumaczyć i usprawiedliwiać, wciąż odnajdywać i na nowo próbować zdobyć jego serce. Nieskończona świętość Boga tak bezgranicznie przerasta możliwości pojmowania jej przez człowieka, że złość i nikczemność, chociażby całego rodzaju ludzkiego, jest wobec niej drobiną pyłu i dymu. Tylko czułość i delikatna, niezmiernie subtelna miłość Boga zapewnia ludzkości istnienie. Troskliwość, łagodność i umniejszenie swej mocy — tak by stała się dla was prawie niewyczuwalna — wyrozumiałość, cierpliwość i nieustające, niewzruszone podtrzymywanie w was życia, obrona was przed potęgą niewidzialnych dla was sił nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego — oto honor Boga Wszechmocy wobec słabości i nędzy Jego stworzeń, które dla tej ich „jednodniowej" kruchości życia tak nieskończenie umiłował Ten, który jest Dawcą.

Bezmierna, niewyczerpana nigdy jest ojcowska i macierzyńska zarazem miłość Boga wobec tych, których zechciał On powołać do istnienia. Lecz nigdy i wobec żadnych innych bytów stworzonych nie jest ona tak bezgranicznie cierpliwa i wyrozumiała jak wobec rodzaju ludzkiego. Godność i „honor" Wszechmocnego leży w Jego bezwarunkowym umiłowaniu tego, co najsłabsze, bezradne i bez pomocy Boga skazane na zgubę; godność tak wspaniałomyślna, że nic i nigdy zrazić jej i zniechęcić nie zdoła, tak hojna, że tylko darzy, tak miłosierna, że zawsze przebacza, tak kochająca, że za jedno ludzkie westchnienie miłości oddaje człowiekowi samą siebie.

Wszelka ludzka tęsknota za prawością, godnością, honorem i szlachetnością jest w istocie pożądaniem niewzruszonej, nieskończonej, niezmiennej natury Boga — jedynej pewnej Pełni Bytu, jaka jest („Jestem, Który Jestem" Wj 3, 14), była i będzie zawsze.

Tak, dziecko. Kiedy tęsknicie do niezachwianej, prawdziwej, fundamentalnej pewności — Mnie wzywacie. „Jestem, Który Jestem" — wszystko inne ze Mnie i przeze Mnie powstało. Ja i tylko Ja jestem waszą pewnością, niezmiennością, odniesieniem. Kto Mnie zaufa i odda Mi siebie, zachowa życie swoje na wieki we Mnie, bowiem Ja odpowiadam Miłością na miłość. Ja wszystko ogarniam i nasycam sobą każdą pustkę, bo pełnia moja boleje nad głodem szczęścia i natychmiast spieszy, aby głodnemu zaofiarować Siebie. Bezgraniczna godność mojej świętości sprawia, iż udzielam się moim stworzeniom ze szczodrobliwością natury Boga, bez względu na nędzę i słabość ludzką. Żyjąc cieleśnie nie możecie przyjąć więcej, niż znieść może wasz ludzki organizm, lecz w moim domu napełniam was i ubogacam wedle moich zamiarów, bo szczęście moje cieszy się uszczęśliwianiem tych, których umiłowałem odwiecznie i na zawsze.

 

Pomoc z nieba

11 X 1990 r. Anna, o. Jan

Mówi Maryja w nawiązaniu do prośby o. Jana o pomoc w napisaniu referatu z etyki gospodarczej:

Daję ci pomoc moich dzieci (z nieba), które te rzeczy znają. Dlatego pisz spokojnie, bez napięcia, czujnie słuchając natchnień i inspiracji (...) Nie pomijaj, synu, Norwida. On mówił o pracy organicznej.

Ojciec Jan prosi za p. Stanisławę, kobietę, która znosi wytrwale cierpienie i dużo modli się za innych. Mówi Pan:

Synu, Ja jestem przy niej. Ona wie, że ją kocham. Ty powiedz tylko, że przynosi Mi radość i pociesza Mnie. Kiedy Mnie ludzie ranią, przychodzę odpocząć przy takich moich córkach, jak ona. Ona Mi ufa i polega na Mnie, i tym Mnie uszczęśliwia. Stanisława wie, że ją kocham. Powiedz jej, że mój dom będzie dla niej otwarty od razu, kiedy ją zabiorę, ale teraz niech jeszcze prosi za innych i ofiarowuje wszystko za zbawienie dusz. Im, a zwłaszcza jej bratu, potrzeba modlitw. Przytul ją do serca w moim imieniu i przekaż jej moje błogosławieństwo, a z nim moją miłość i siłę, i moc.

Im ktoś bliżej Mnie będzie pozostawał, czyniąc wszystko dla mojego królestwa — a nie dla siebie — tym bardziej Mnie zobowiąże. Bo wy powinniście i możecie zapracować jedni na drugich — ci, co Mi ufają, na tych, którzy są daleko. Przyjdzie czas, kiedy zobaczycie wyraźnie, że Ja i tylko Ja jestem Panem waszych losów. Wtedy zwrócicie się do Mnie na wszystkich placach i ulicach waszych miast.

Pytamy o Gorbaczowa.

Gorbaczow jest już Cyrusem naszych czasów. Proście za Litwę, za Białoruś, za Ukrainę. (...) Proście za Tarasa i Jerzego (gości z Kijowa).

Prosimy za naszych sąsiadów (Czechosłowację i Niemcy Wschodnie).

Będę ich oszczędzał wedle ich dobrej woli.

Daję wam z radością moje błogosławieństwo — błogosławieństwo Boga Wszechmogącego w swojej pełni: w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego.



Wszyscy, za których prosiłaś, są twoimi przyjaciółmi na wieczność

2 XI 1990 r.

Mówi Pan:

Pragnę, córko, abyś wiedziała, że twoja przyjaciółka, Antonina, została przyjęta do mego domu w dniu, w którym prosiłaś (w dzień Wszystkich Świętych — odpust zupełny). Spełniłem twoją prośbę dlatego, że przełamałaś swój żal i zawód i prosiłaś za nią, pomimo iż od niej nie uzyskałaś pomocy, kiedy tego najbardziej potrzebowałaś i już od dawna nie istniała przyjaźń pomiędzy wami. To, w czym przekroczyła moje prawa, było ciężką winą, ale dałem jej chorobę, która pozwoliła jej już odcierpieć wiele na ziemi. Tu zaś oczyszczała się i przygotowywała w pełnej świadomości swoich win, której na ziemi jej brakowało. Jest ze Mną i wraz z całą swoją rodziną dziękuje ci. Tak że naprawiłem stosunki pomiędzy wami, kiedy tylko dałaś Mi swoją dobrą wolę w tej sprawie.

Pamiętaj, Anno, że w moim domu nie może być nikt, kto nie przebaczył swoim winowajcom i komu jego bliźni win nie odpuścili. Dlatego wielu ludziom możecie „nieba przychylić" lub je od nich oddalać. Starajcie się więc być miłosiernymi, wielkodusznymi i wybaczającymi zawczasu, oszczędzając sobie w ten sposób wstydu, upokorzenia i długiego oczekiwania na moje zmiłowanie („Błogosławieni miłosierni, gdyż i oni miłosierdzia dostąpią").

Cieszę się, Anno, żeś posłuchała od razu mojego wezwania. Cieszę się też, żeś dała Mi twoją modlitwę — a więc współpracę — pozostawiając wybór Mnie, gdyż to są właśnie te kwiaty, które z radością przyjmuję. Wszyscy, za których prosiłaś, są twoimi przyjaciółmi na wieczność. Oni już proszą za ciebie. A poznasz ich w moim domu.

Powiedz, Anno, twojej lekarce, że matkę jej przyjąłem do siebie i sam po nią przyszedłem, aby jej serce nie cierpiało przy rozstaniu z córką.

Ja jestem Miłością, która ogarnia, otula, pociesza i obdarza szczęściem. We Mnie nikną wszystkie niepokoje, lęki i żale. We Mnie cierpienie przemienia się w nieogarnione szczęście, przeniknięte jasnością zrozumienia, pewnością i wdzięcznością. Tak przychodzę do wiernych Mi dzieci, do cierpiących, schorowanych, do powracających z wielkiego ucisku. Tak nadchodzę teraz, gdyż to Ja będę Panem żniwa i Pasterzem dobrym, nie pozostawiającym bez ratunku zagubionych owiec.



Natychmiast stawałem przy swoim cierpiącym bracie...

Wiedz, że im straszniejsze wydają się wam okoliczności czyjejś śmierci, tym bliżej Ja tam jestem, tym szczodrobliwsze i bardziej wspaniałomyślne jest miłosierdzie, którym otaczam przerażonego człowieka. To co najohydniejsze, najbardziej plugawe, najnikczemniejsze z możliwych (w okolicznościach śmierci i w zachowaniu się katów i morderców), najgłośniej wzywa Mnie, i dlatego miliony moich umęczonych dzieci spoczęło na moim sercu wyrwane z paszczy nieprzyjaciela, z jego gardła: ze wszystkich lagrów i łagrów, więzień i innych szatańskich placów zabaw. Ludzie służący nieprzyjacielowi starają się naśladować swego pana. Cynizmem, szyderstwem, poniżeniem depcząc mordowanego człowieka, zawsze otwierali mu niebo, bo Ja natychmiast stawałem przy swoim cierpiącym bracie (Pan mówi o braterstwie krzyża) i zabierałem go bez słowa wymówki, jak matka chwyta i do serca przyciska krzyczące z bólu dziecko. Pamiętaj o tym, gdy czytasz te relacje o śmierci i kiedy sama będziesz świadkiem zagłady tysięcy tysięcy. Mów wtedy o Mnie — Panu Miłosierdzia.



Jak wiele zależy od waszej rzeczywistej troski

7 XI 1990 r. Anna, Grażyna, o. Jan

Mówi Pan:

Chciałbym, kochane moje dzieci, żebyście zawsze zaczynali dzień i kończyli dziękując Mi za wszystko, co czynię, ponieważ moje starania polegają na tym, aby jak najwięcej wam dopomóc. Tak rzadko udaje się wam je zauważyć, a przecież nie ma chwili, w której opieka moja nie rozpinałaby się nad wami.

Grażyna prosi za różne osoby, żeby bardziej się otwarty na Boga. Pan mówi:

Wprowadzaj Mnie pomiędzy was, wiesz przecież, że Ja tego chcę. Nawet nie wiecie, dzieci, jak wiele zależy od waszej rzeczywistej troski o osoby, które znacie. Ale każdy z was potrzebuje innego czasu (dla nawrócenia), bądź cierpliwa.



Jak moje zgromadzenie może przyczynić się...

Pan odpowiada na pytanie o. Jana o tematy prac naukowych:

Mów, synu, nie tylko jej (przełożonej pewnego zgromadzenia zakonnego), ale wszystkim przełożonym zakonów czynnych, którzy będą chcieli słuchać, aby opracowywali temat: „Jak moje zgromadzenie może przyczynić się do rzeczywistego uchrześcijanienia mojego kraju" (prawdziwego życia Bogiem), jakie ma po temu charyzmaty, możliwości i umiejętności, a także czy jest dostatecznie gorliwe i czy rozumie odpowiedzialność każdej z sióstr za całość życia społecznego swojego narodu (dawać przykład własnym życiem).

A Ja stawiam jeszcze następny temat: „Czym każde z takich zgromadzeń może obdarzać sąsiednie narody, aby najprościej, najłatwiej, a jednocześnie najgłębiej nasączyć ich życie społeczne moją obecnością" (dostosować się do odmiennej psychiki innego narodu).



Ja ślepych nie sądzę, lecz otwieram im oczy

13 XI 1990 r. Anna

Panie! Czy pragniesz rozmawiać ze mną?

Moje biedne dziecko! Czy Ojciec mógłby odpowiedzieć „nie" swojemu małemu, choremu dziecku? Wiem, co cię niepokoi, a raczej co martwi was wszystkich. To jeszcze nie jest wolność, jesteście spętani i przerażeni zarysowującym się nowym zagrożeniem, a także ślepotą mas, które go nie rozeznają. Tak, wyzwoleni zostaliście od lęku, przemocy, brutalnego terroru, by móc zacząć oddychać swobodniej, rozglądać się, porównywać, powoli szukać podobnych sobie i czynić pierwsze próby ulepszania życia. Oczywiste jest wasze zniewolenie i to już jest ostatnia wasza próba. Wiem, że wiele od was żądać nie można i nie czynię tego.

Pragniemy, by zło planujące dla was nowe niewolnictwo ujawniło się — i powoli rzeczywiście odkrywa ono swoje związki, plany destrukcji systemu gospodarczego i deprawacji moralnej. Będziecie widzieli, z kim walczycie. Czas ich panowania jest tak krótki, że niczego trwałego nie dokażą. Runie cały system wartości Zachodu, który objęty został niewidzialną siecią ukrytych knowań. To już ich koniec, dziecko.

Oni, słudzy nieprzyjaciela, pełni nienawiści, chęci zemsty, pychy i pogardy do świata wartości chrześcijańskich, które tak łatwo owi pozorni chrześcijanie oddali za te trochę ziaren soczewicy, nie wiedzą, że sami są ofiarami i los ich jest najgorszy. Nieprzyjaciel nie pozostawi swoich sług, aby się mogli wyzwolić spod jego wpływu. On ich zabierze. A Ja dopuszczam, aby się stała sprawiedliwość.

Szatan szykuje odwrót tak, aby po nim pozostała tylko spalona ziemia — i tam, gdzie przeważa wśród was nienawiść, tak się stanie. Dlatego śmierć nie ogarnie od razu całego globu. Chcę, żebyście dobrze przyjrzeli się zbrodniom wojny i odwracali się od nich jak najszybciej i jak najliczniej. Bo powrót do miłości wzajemnej, to powrót do Mnie, Niezwyciężonego Pana losów tych, którzy Mi ufają. Otworzę wam bramy łaski. Lecz bój już się toczy i każdy z was już wybiera.

Żal mi tych, którzy nic nie rozumieją i błądzą, bo mało wiedzą...

Nie obawiaj się, Ja ślepych nie sądzę, lecz otwieram im oczy. Tak się stanie i u was. Lecz wy proście, próbujcie i ufajcie. Wzywajcie też miłosierdzia mego na głowy głuchych, zarozumiałych i zaślepionych. Nie śpijcie, dzieci!



Macie prawo do pomyłek, wahań, do błędów

14 XI 1990 r. Anna, Danka

Kiedy przystąpiliśmy do rozmowy, Pan zwrócił się do Danusi (malarki), której długo nie było w kraju:

No, powiedz teraz, moja córeczko, co cię trapi?

Danka:

Strapienie najbliższe sercu — szwagier, po ciężkim wypadku. Wiemy, że przeżyje... Teraz jest pora, kiedy trzeba mu pomóc, żeby ludzi i siebie nie skrzywdził. Nie wiemy, jak to zrobić. Żeby on chciał przyjąć to ode mnie. Druga sprawa — osobista — siły w wierze. Są doświadczenia, człowiek się uczy. Proszę o więcej siły i odwagi — bo inni tego ode mnie oczekują.

Po rozmowie o malarstwie:

Cieszę się, kiedy w mojej obecności czujecie się swobodnie. Słuchaj, córeczko, ponieważ dałem ci talent, musiałem ci w życiu umożliwić jego rozwój (była to odpowiedź Pana na podziękowanie za możność tworzenia).

Anna:

Chciałam Cię spytać, Panie, co Ty myślisz o sztuce? Czy to jest pytanie bardzo trudne? (tzn. czy trudno nam będzie zrozumieć Twoją odpowiedź?)

Pan:

To jest jedna z moich dróg, na których też szukacie, często błądzicie i dojrzewacie. Niekiedy odchodzicie ode Mnie ku pieniądzom, ku posiadaniu. Każdy z moich darów może was pobudzać, jeśli je w sobie rozwiniecie (powoli i starannie). Jak zdolności organizacyjne mogą prowadzić was ku żądzy władzy i panowaniu nad innymi, tak moje dary, które tworzą artystę (wrażliwość, szerszy zakres percepcji), mogą zdeformować człowieka, jeśli ponad tworzenie przełoży miłość siebie, próżność, żądzę zysku, zawiść wobec kolegów (postawa oddawana słowami: „ja ich zniszczę"), pychę, egoizm itd. ...

Widzicie, dzieci, na każdej drodze — a tyle ich wam daję do wyboru — na każdej z tych dróg powinniście wybierać to, co najbardziej was pociąga, co uważacie za najpiękniejsze, najmądrzejsze, najprawdziwsze, najszlachetniejsze lub najbardziej pożyteczne dla innych. I jak zawsze, powtarzam wam, macie prawo do pomyłek, wahań, do błędów. Bo chociaż każdą z tych dróg i wieloma innymi przeszło już miliony ludzi, to jednak każdy stawia na niej własne kroki (wydeptuje ją własnymi nogami). A Ja cieszę się, kiedy pragniecie wiele i wspomagam was, stwarzam wam okoliczności, warunki, otoczenie, abyście mogli realizować to, czego zapragnęliście. Wszyscy jesteście moimi dziećmi, które rosną w moim ogrodzie pełnym cudów (tak Pan nazywa naszą ziemię).

Cieszy Mnie, kiedy doceniacie moje dary, moją dbałość o was, moje starania, aby spełnić wasze pragnienia. Tylko że to nie one są celem waszego życia. Bo przecież dałem wam czas życia po to, byście Mi dorośli. Stawiając przed wami coraz to nowe przeszkody, pragnę, abyście nie cofali się przed nimi, nie obchodzili ich, lecz pokonywali. Dojrzałość wasza, moje ludzkie dzieci, powinna powoli stawać się dojrzałością duchową, a wtedy stajecie się moimi współpracownikami. Z twórczości często fizycznej przechodzicie powoli w tworzenie wokół siebie dobra, w kształtowanie substancji duchowej waszych bliźnich, gdyż każdy, kto współpracuje ze Mną, rozdaje innym Mnie samego wedle swoich umiejętności i swojej osobowości (charakteru).

Każdy twórca może stać się, jeśli zechce (a więc kiedy to zrozumie, czyli dojrzeje), wychowawcą, nauczycielem, przewodnikiem dla tysięcy swoich bliźnich (przez pokolenia — w zależności od talentu, jaki Bóg dał i włożonej pracy). Tak więc artystom daję szansę bliższej i bardziej owocnej współpracy ze Mną. Daję im możliwość wpływania na uczucia i umysły wielu, którzy sami nic stworzyć nie potrafią, ale również pracują dla wspólnego dobra, wkładając w to rzetelny trud całego życia.

Danka:

Gdzie jest moje miejsce? Jaka jest moja droga?

Pan:

Ze Mną, zawsze i wszędzie ze Mną, a wtedy będziesz miała moje siły. Co więcej, na Mnie możesz zawsze liczyć, bo zawierzającego Mi nie zawiodę.

Wcale nie pragnę, żebyś zmieniała swoją drogę, lecz chcę, abyś na niej właśnie dzieliła się sobą z przechodzącymi (zatrzymującymi się obok ciebie). Pragnę, żebyś dzieliła się Mną nie jako twórca, lecz jako osoba ludzka, moja rzeczywista córka, która to rozumie i która pragnie, aby i inni pokochali wspólnego Ojca. Dojrzewając zaś jako osoba, dojrzewasz też w swoich pracach.

Martwiłaś się o swojego szwagra. Poradzę ci — zaproś Mnie i chodźmy tam razem, a inicjatywę pozostaw Mnie. Możesz mówić mu co ciebie cieszy, co tobie daje radość. Sądzę, że to cię nie narazi („nie zepsuje ci opinii"). I nie zapominaj o tym, że jeśli on Mi się nie powierza, to przecież ktoś musi Mi go oddawać i prosić, abym go ogarnął swoim zainteresowaniem, skoro dałem mu „drugie" życie. Nie istnieją przypadki — istnieje wyłącznie moja wola i moja miłość do każdego z was. Jakże często Ja ustępuję wobec waszej słabości i niedojrzałości, bo tak jak każda matka lituję się nad wami (w znaczeniu: miłość Boga do ludzi jest i ojcowską i matczyną). Ale pragnąłbym, aby ten, kto został ocalony, nie wykorzystał daru życia na swoją własną szkodę. Jeśli potrafisz mu to delikatnie powiedzieć — próbuj, ale ostrożnie, żeby nie zranić jego ambicji. Podejdź do niego z taką miłoscią i wyrozumiałością, jaką Ja mam dla waszych błędów i dla waszych słabości (niezrozumienia prawości życia).

A teraz, dzieci, uklęknijcie. Córeczko, o co Mnie jeszcze prosisz?

Danka:

Proszę o wiarę dla mojego męża.

Pan:

Ty masz być jego wiarą, jego drogą. Nie mogę ci, córko, narzucać swojej woli. Ale to, co powiedziała Anna, jest prawdziwe. Chcałbym was wszystkich zgromadzić pod płaszczem Maryi. Jednak gdziekolwiek jesteś, wiedz, że jesteś kochana, a Ja pragnę, żebyś żyła.

Moja córeczko, moje ręce obejmują cię. Błogosławię cię i będę cię wspomagał we wszystkich twoich staraniach o dobro tych, którym jest potrzebna moja pomoc. Ale ty staraj się ich kochać, pragnij dla nich mojej pomocy. Tym zobowiążesz Mnie, zwłaszcza w tych przypadkach, gdy nie rozumieją Mnie, nie doceniają lub odrzucają. To będzie taka nasza cicha współpraca. Jutro, kiedy pójdziemy do szpitala, oddaj Mi twojego szwagra na zawsze, razem z jego wszystkim kłopotami i z jego bliskimi. I tak rób zawsze — nigdy i nigdzie nie chodź beze Mnie. A jeśli będziesz chciała czasem porozmawiać ze Mną, to mów — bo Ja cię słyszę; i kiedyś, kiedy się spotkamy, przytoczę ci każde twoje słowo. Błogosławię cię, córko, i wszystkich waszych bliskich. +

 

Najlepiej iść przez życie razem z Maryją

19 XI 1990 r. Anna, Grażyna, o. Jan

Przedstawiamy różne trudne problemy, wobec których czujemy bezradność. Po dalszej modlitwie, przede wszystkim prośbie o zesłanie Ducha Świętego

Pan mówi:

Cieszę się, że wszyscy coraz lepiej Mnie rozumiecie. Pojmujecie przyczyny, z których konieczny jest lęk tak straszny, aby ogarnął wszystkie kontynenty. Rozumiecie, że jest to ostatnia moja próba wyrwania was z zaślepienia, stagnacji lub zamierania życia waszych dusz. Chciałbym, żebyście z tą prośbą, którą dzisiaj zanieśliście do Mnie, zwrócili się do waszej Matki, waszej Królowej i Królowej Nieba w dniu Jej wielkiego święta (8 grudnia Niepokalane poczęcie).

Pan zwraca się do Grażyny:

Córeczko, masz jakieś problemy?

Grażyna:

Proszę o umocnienie w pracy.

Pan:

Jesteśmy tam razem. Pamiętaj, że nie jesteś sama. Uczyłaś się przecież, że jednym z tytułów Ducha Świętego jest „Przedziwny Doradca". Czyżbyś sądziła, że czas zmniejsza Jego możliwości?

Natomiast każdego z ludzi wrogich Mi Mnie oddawaj. Potrzebna jest twoja wola — wola człowieka proszącego za swego bliźniego. Wiesz przecież, że ten „jad i złość" to cechy ich pana, którego są niewolnikami. Spójrz na ich nędzę, głód duchowy — bo przecież żyją bez miłości. Pomyśl wtedy, że trzymają ich mocne, niewidzialne łańcuchy. I podziękuj Mi, że ciebie obroniłem. A im życz tego samego.

A nic nie powiedziałaś Mi o tym, jak zaskoczyła cię szybkość mojego działania. Jesteś dowodem prawdy moich obietnic.

Grażyna dziękuje Panu (zmieniła pracę w ciągu dwóch tygodni bez specjalnych trudności). Po chwili Pan mówi dalej:

Upadek materialny Zachodu będzie upadkiem władzy tajnego związku nienawiści. Wspólnota interesów nigdy nie może przeżyć rozpadu tego, co wiązało ludzi, jeśli nie było w tym miłości.

Ale tam, gdzie miłość istnieje, niewielu ludzi działających pojedynczo, bez częstych kontaktów ze sobą, ludzi mało znaczących, ubogich i przeważnie nie wykształconych, jakimi byli moi apostołowie i uczniowie, potrafiło założyć podstawy nowej kultury, którą wasz Papież nazywa pięknie cywilizacją miłości.

Jeszcze raz was zachęcam: odwagi, dzieci! Niechaj każdy z was starć się wedle możliwości, jakie wam otwieram. Wasz trud, walka z przeciwnościami, wciąż ponawiane przeciwstawianie się złu, to wasza chluba. A może i jedyna wasza zasługa, bo wszystko inne otrzymujecie ode Mnie. Mówiłem wam już wiele razy, że pragnę przyjmować was w moim domu dumnych i szczęśliwych, dumnych taką dumą, jaką mają rycerze po zwycięskim boju. Ale nadal wam mówię: „Odwagi! Jam zwyciężył świat". A przecież walczymy razem...

Dzieci, przytulam was do serca. Pragnę was dzisiaj obdarzyć większą energią, większą odwagą, dać wam światło rozumu w waszych spotkaniach z ludźmi. Niech Duch Święty, Duch Mądrości i Mocy, Duch Światła i Miłości spocznie na was i pozostanie z wami. +



Chciałbym, żebyście mogli się wspierać

21 XI 1990 r. Święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Anna, Bogdan, Henryk, Tadeusz, Wojciech

Mówi Pan:

Chcę wam powiedzieć, w czym możecie być Mi pożyteczni. Anna już wam mówiła to, co sama przemyślała na ten temat, ale Ja chcę wam powiedzieć to, czego sobie życzę, a właściwie czego wam życzę, bo współpraca ze Mną jest waszą największą szansą, największym szczęściem i najwyższą z możliwości osiągnięcia realizacji siebie, w oparciu o te dary, które każdemu z was dałem, a które dla każdego są inne. Życzyłbym sobie, abyście ze sobą współpracowali. Chciałbym, żebyście się poznawali, żebyście się mogli wspierać, poszerzając koło przyjaciół moich. Dlatego nie zależy Mi na ilości osób, a tylko na tych, którzy pragną Mi służyć z miłością, z całego serca, z całą swoją wolą, wedle wszystkich umiejętności, jakimi was obdarowałem. Pragnę, abyście się rozejrzeli — każdy wśród swoich przyjaciół — i zapoznawali ich z moim życzeniem. (...)

Moje dzieci, tylko od was zależy, czy jeszcze kiedyś porozmawiamy. Przecież Ja pragnę zawrzeć z każdym z was jak najbliższą znajomość — a jakaż może być znajomość bez poznawania się coraz głębszego? Oczywiście daję wam różne drogi poznania. Daję wam Siebie w Piśmie Świętym, w nauce Kościoła, w Ewangelii, w prywatnych objawieniach. Daję się wam przez rozum, wiedzę, sztukę, przez poznanie filozoficzne. Lecz cieszy Mnie, kiedy chcecie mówić ze Mną tak jak normalne dzieci ze swoim prawdziwym Ojcem.

Bo przecież wszyscy jesteście ze Mnie. Ciało własne, cechy fizyczne i psychiczne i cechy narodowe dziedziczycie, ale to wszystko, co przechodzi w wieczność, co stanowi waszą autentyczną, prawdziwą, nieśmiertelną istotę — Ja wam dałem. Chciałem, abyście przychodząc na świat poznawali go, zapragnęli mu służyć, poświęcili się tej dziedzinie, którą uważacie za najwspanialszą i najpiękniejszą, do której otrzymaliście zresztą odpowiednie dary, i żebyście wrócili do Mnie, bo z wami wraca wyłącznie to, co uczyniliście przede wszystkim z sobą samymi, a w tym jest także to, co potrafiliście dać światu ze siebie z moją pomocą, wedle mojej woli. Mówię to do was, którzy już Mi tak służycie.

Dzisiaj, dzieci, rozmowę skończymy, ponieważ jesteście zmęczeni, ale chciałbym, żebyście zadali Mi pytania. Tylko nie pragnijcie ode Mnie wykładu (Pan mówi to z uśmiechem), ale pytajcie o to, co jest dla was najważniejsze. Bo Ja chętnie wam odpowiem.

Henryk:

Czym mogę Ci najlepiej służyć?

Pan:

Mnie cieszy to, że wasza służba daje wam radość. Dlatego cieszy Mnie, że służysz Mi swoją muzyką i robisz ponadto to — co możesz, tam — gdzie możesz. (...)

Pragnę, aby wzrastała w was świadomość tego, że żyjemy w przyjaźni i że nie służycie Mi „ślepo", ale współpracujemy razem dla zbawienia świata (...).

Im bliżej Mnie będziecie, tym bardziej będę was przenikał, tym szybciej będzie rosła moja miłość w was. Bo przecież wy jesteście w tej chwili moim sercem, wy jesteście moimi rękoma — co tylekroć wam mówiłem — wy jesteście Mną chodzącym po ziemi. Dlatego im mniej w was „waszego", a więcej „naszego wspólnego", tym stajecie się silniejsi, odporniejsi na trudy, odporniejsi na zło i odporniejsi na wpływy nieprzyjaciela, który w tej chwili jeszcze ma dużą moc w waszym kraju i z którym się bez przerwy w ciągu dnia spotykacie.

Może mówię wam teraz za dużo, dzieci, ale Mnie też trudno zakończyć rozmowę z wami. Tak się cieszę, że mogę do was mówić bezpośrednio...

Jedna z osób, kierowana przez lekarzy na operacją, lecz unikająca jej i szukająca pomocy u zielarzy, pyta o uzdrowienie.

Synu, powołujesz się na moje słowa: „Ja chcę was uzdrowić", ale to dotyczy przede wszystkim waszych dusz. Nie możecie żądać ode Mnie uzdrawiania waszych chorób fizycznych, gdyż one są wam niekiedy bardzo potrzebne. Niekiedy pomagają wam, dają wam nawet czas na przemyślenie wielu spraw, niekiedy są pokutą lub też zadośćuczynieniem za innych. Słuchaj Mnie, synu, udaj się do dwóch specjalistów i posłuchaj ich opinii; jeśli będzie zgodna, postąp według niej. Po to wam dałem lekarzy, po to im dałem zdrowie i wiedzę, po to się uczyli, aby mogli wam służyć. Oczywiście w moich rękach leży tak samo wasza operacja i rekonwalescencja, jak i zdrowie. Dlatego nie należy bać się i unikać tego, co wydaje się wam straszne lub choćby przykre; synu, zaufaj Mi we wszystkim.

Bogdan:

Który z Twoich darów we mnie najbardziej przyczyni się do Twojej chwały?

Pan uśmiecha się:

Synu, nie staraj się wydostać ode Mnie takiej odpowiedzi. Proś raczej, abyś jak najlepiej wykorzystał wszystkie twoje dary ku chwale mojej. Oddaj Mi swoje życie, oddaj tę służbę, jaką prowadzisz — ze „ślepym" zaufaniem, a wtedy Ja będę mógł cię tam postawić i takie stworzyć warunki, w których wykonasz dla Mnie najwięcej i będziesz miał najwięcej radości. Dlatego na to nie odpowiem. Odpowiem ci tylko, że już Mi służysz i myślę, że współpraca nasza będzie się rozwijać. Trzymaj się tak blisko Mnie jak możesz, a ponadto powiem ci, Bogdanie, że chciałbym, żebyśmy kiedyś porozmawiali „w cztery oczy".

Tadeusz:

Pragnę Ci, Panie, podziękować za to, że mnie wybrałeś do Twojej służby.

Pan:

Chciałbym, mój synu, abyś skończył najpierw wszystko, co piszesz, żebyś to zamknął; a jak już będziesz kończył, spotkajmy się i wtedy porozmawiajmy, bo będę mógł udzielić ci pewnych rad, których wówczas będziesz potrzebował.

Jak można pomóc dzieciom, którym zakazano modlitwy (w pewnej rodzinie)?

Pan:

Sprawy wszystkich bezbronnych, potrzebujących opieki składaj natychmiast na sercu mej Matki i proś Ją, aby działała wedle swojej miłości z pełną władzą Królowej tego kraju. Nigdy nie martw się nimi sam, bo sam swoim zmartwieniem nic nie pomożesz. Oddawaj to w ręce władzy pełnej miłości.

Tak samo pytałeś o sprawy Milicji Niepokalanej. Swoim wojskiem kieruje moja Matka. Ale o pomoc zawsze możesz prosić ojca Maksymiliana. Niech stanie się twoim przyjacielem i przewodnikiem.

Słuchajcie Mnie. Przecież nie jest to nasza ostatnia rozmowa, lecz pierwsza. Nie chodzi o to, żebyście się spotykali gromadnie, ale pragnę, ażebyście się między sobą poznawali i współpracowali ze sobą tam, gdzie możecie, dlatego że każdy z was ma swoje, właściwe sobie, uzdolnienia i możliwości i może być pomocą innym w tym ciężkim okresie, kiedy przebijacie się pod wiatr — pod huraganowy wiatr, który tu wieje — z wielkim trudem i z wielkim zmęczeniem.

A teraz, dzieci, proszę, uklęknijcie, a Ja wam dam błogosławieństwo. +



Pragnę każdemu dać szansę takiej służby, jakiej serce jego pożąda

25 XI 1990 r. Uroczystość Chrystusa Króla. Anna, Grażyna

Pan odpowiada na wątpliwości Anny, jak ma zachować się podczas rozmowy ze znajomym, którego chciałaby widzieć we współpracy, ale właściwie go nie zna.

Nigdy nie będę cię zmuszał, dziecko, abyś działała wbrew swojemu przekonaniu. Poza tym chciałbym, aby twoi goście przychodzili tu ze względu na Mnie. Jeżeli pragną Mi służyć, chętnie ich wysłucham i udzielę wspomożenia i wskazówek, nadto sprostuję ich błędy, ale najbardziej oczekuję tu tych, którzy Mnie wybrali jako towarzysza swojego życia i którzy pragną wszystko, co robią, czynić z miłości do Mnie. Ci są moimi przyjaciółmi i nie mam przed nimi tajemnic.

Pytałaś, czy możesz powiedzieć twemu znajomemu o sprawach ogólnych. Zobacz, czy będzie zdolny cię wysłuchać, czy będzie chciał tylko ukazywać siebie. Ty też nie czytaj od razu za wiele. Ja będę z wami.

Pomyślałam o kimś, kto przez dwie godziny nie dopuścił do głosu nawet Pana (czy ten znajomy nie okaże się. taki sam).

Nie martw się z góry. Nie ma dwóch identycznych ludzi, a Ja pragnę każdemu dać szansę takiej służby, jakiej serce jego pożąda. (...)

Teraz, dzieci, pragnę dać wam moje błogosławieństwo. Niechaj obejmie ono waszych bliskich i przyjaciół. W dzisiejszym dniu pragnę dać wam moją obietnicę, że wasz kraj przemienię w moje królestwo na ziemi. Daję wam też moc, bo chcę, abyście byli przekonani, że jest ona z wami i że nikt nie potrafi wam przeszkodzić w służbie mojej i nikt nie potrafi zniszczyć planów moich, jeśli pragnąć będziemy wspólnie (konieczna jest nasza zgoda na dokonanie się planów Bożych w nas). Dlatego łączcie ziemię z niebem wspólnym pragnieniem budowania królestwa Bożego. Błogosławię was, dzieci, i umacniam w sobie.

Wieczorem pytam jeszcze Pana:

Czy mogę moim nowym gościom pokazać teksty społeczne?

Mów, jeśli uznasz, że obaj panowie są przygotowani do szczerej rozmowy. Będę przy tobie. Wiem, dziecko, o co ci chodzi. Ja też chciałbym was przygotować i jeśli znajdę odpowiednich współpracowników, uczynię to. Jak dotąd, sama wiesz, że nie miałaś komu dać naszych tekstów w całości, że brak było albo doświadczenia, albo bezinteresowności w służbie, czy też zaufania do naszych prac i do Mnie. Zawiedli cię nawet, wydawałoby się, że „pewni", dawni znajomi z konspiracji (nie będziemy ich wymieniać). Są już ze Mną i pragną ci pomagać ze wszystkich sił. Lecz teraz oni muszą znaleźć rozmówców.

Bądź spokojna i nie obawiaj się niedyskrecji (ze strony gości). Chodzi jednak o zrozumienie przez nich tych tekstów i aprobatę dla ich treści. A więc zobaczymy. Teraz zaś oddaj dzisiejszy dzień Mnie (bo już jest poniedziałek). Śpij spokojnie pod moją opieką. Błogosławię cię i tulę do serca Ja, Król Miłosierdzia. +



Musicie uczyć się ode Mnie wyrozumiałości

30 XI 1990 r. Anna, Grażyna, Lucyna, Marta, Bogdan, Szczepan

Długo rozmawialiśmy na tematy polityczne, m.in. wyborów prezydenta, potem o masonerii, o wrogach chrześcijaństwa i ich tajnych władzach w świecie, o ich roli w czasie rewolucji francuskiej i bolszewickiej oraz obecnie itd. Wreszcie spytaliśmy Pana o Jego opinię. Pan odpowiedział:

Moje dzieci! Wiedza jest produktem rozumu, a nie emocji i uczuć. Aby coś naprawdę poznać, trzeba przystępować do szukania odpowiedzi w spokoju i bez z góry powziętych przekonań. Dlatego poznawania nie należy łączyć z atmosferą emocji i nie powinno się włączać swoich uprzedzeń ani innych uprzednio poznanych opinii ludzkich w proces dochodzenia do wyników, bo to zaciemnia wasze władze poznawcze. W takich przypadkach lepiej posłużyć się materiałami źródłowymi, rezygnując z objaśniania wedle własnych, niepełnych wiadomości. Tyle wam chciałem powiedzieć na temat waszej poprzedniej rozmowy.

Pan powiedział wówczas (m.in.): „Mówiliście dużo o masonerii. Masoneria to jedna z wielu organizacji, którymi posługują się tajne władze światowe przyjaciół i pracowników szatana do swoich i tylko sobie wiadomych celów. Tacy ludzie, jakich wymieniliście, są jedynie podwładnymi, którzy wykonują wyłącznie zlecenia swoich władz. Niemniej wojska naszych wrogów, wrogów ludzkości, są ogromne i stanowią potęgę światową, opartą na sile pieniądza; przez pieniądz osiągnęli władzę. Te właśnie podstawy pragnę zniszczyć. Ale świat ulegnie wówczas chaosowi. Rozpadną się wszystkie znane już struktury, które teraz wydają się wam pewne, ustalone i w których widzicie swoją przyszłość, a nieprzyjaciele wasi widzą szansę zawładnięcia całą ludzkością. To, co teraz nadchodzi, będzie załamaniem wszystkich ich planów".

Teraz pragnę objaśnić Szczepanowi istotne znaczenie tego, co mówiłem wam uprzednio. Otóż z Ewangelii już wiecie, że nazwałem szatana „księciem tego świata". On jest tu, na ziemi, obecny i jak każdy władca ma wielką liczbę sług i podwładnych (wojsko szatańskie, dwór szatana). Wszyscy oni są duchami, które ongiś odmówiły Mi swej miłości i odeszły, aby tworzyć własne królestwo. Nazywacie je piekłem. Jak każde królestwo duchowe jest ono niewidzialne i nie posiada granic. Na ziemi obecne jest i niebo, i piekło. Wasza wola decyduje o wyborze kierunku do jednego z tych królestw.

Anioły ciemności, istniejące w wieczności, uczyniły jeden wybór na wieczność. Wy, ludzie, wybór ten czynicie nieustannie i wciąż przechodzicie z drogi ku jednemu królestwu na drogę do drugiego. A Ja wam na to pozwalam, ponieważ przez złe wybory uczycie się i rozpoznajecie także — dobre. Często zauważając brak dobra, piękna lub prawdy w życiu, zaczynacie pragnąć rzeczywistych wartości. I to jest właśnie wasza droga ku wyborowi ostatecznemu. Następuje on w momencie śmierci.

Pamiętajcie jednak, że Ja jestem waszym Ojcem, który dał wam istnienie, a wraz z nim wszystko, co składa się na waszą — u każdego inną — niepowtarzalną osobowość. Tak więc wszystko co macie, i to, że istniejecie w wolności woli, otrzymaliście ode Mnie. Przez cały czas waszego życia wspomagam was, troszczę się o was i podtrzymuję wszelką, najsłabszą nawet myśl dobrą, intencję, zamiar. Dlatego właśnie, że macie dookoła siebie nieprzyjaciół niewidzialnych i groźnych. Dlatego też nawet chwilę śmierci wybieram dla każdego tak, aby spotkała was w najbardziej sprzyjającym dla was momencie. Przypominam wam to, abyście byli pewni, że moją nieskończoną miłość posiadacie — każdy z was.

Mówiliście o masonerii. Zło nie tkwi w różnorakich stowarzyszeniach, ugrupowaniach i instytucjach, a w duszy każdego ich członka, nie wykluczając was. Każdy z was ulega różnorakim wpływom i przez nie przenikają w wasze dusze różnorodne poglądy, wyobrażenia i emocje. Katolik może żyć pełen poczucia wyższości, pogardy dla niekatolików i nienawiści do wszystkich, których uważa za wrogów Kościoła. Często jest o wiele gorzej — bywa pełen nienawiści nawet do tych, których uważa za swoich bliźnich. Czy powiedzielibyście o kimś takim, że jest moim sługą?

Nie.

Z tymi, z którymi nieprzyjaciel rodu ludzkiego usiłuje nawiązać współpracę, jest podobnie. Przeciętny, normalny człowiek nie da się namówić do zła, które za zło uznaje. Więc całe armie nieprzyjaciela pracują nad tym, aby zło przedstawić wam jako dobro. I to im się często udaje. Lecz Ja też czuwam nad każdym z moich dzieci, dlatego upadki wasze są przeważnie przyczyną waszego podniesienia się (wyżej), gdyż w ten sposób poznajecie, na czym potknęliście się, i widzicie, że była to przeszkoda, a nie coś, co uważaliście za „dobro" lub „rzecz" obojętną moralnie.

Ze wszystkiego, co mówiłem, wynika, że daję wam ogromną swobodę wyborów. A że nie wszyscy uczą się jednakowo szybko, wskutek tego czas trwania w błędach i złych wyborach dla wielu z was jest bardzo długi. Musicie uczyć się ode Mnie wyrozumiałości. Czyż nie jesteście moimi dziećmi? Powinno w was pojawiać się i wzrastać podobieństwo do Mnie.

Wszystko to mówię wam, abyście obejmowali każdego z błądzących braci waszym współczuciem i troską, która wyraża się oddawaniem go w „kompetentne" ręce — moje ręce. Chciałbym, abyście przy tym nie „przyklejali mu etykiety", kończąc na tym swoje zainteresowanie, lecz po prostu myśleli o nim jako o człowieku potrzebującym pomocy. Po to żyjecie wśród tylu „ślepych", aby móc Mi ich oddawać i orędować z pozycji rzeczywistego brata, który pragnie ratować tamtego. Pamiętajcie, że macie wspólną Matkę, Ona wam może wszystko wyprosić. Składajcie więc wasze prośby razem z Nią, bo jeśli wy o waszym braterskim obowiązku zapomnicie, Ona zawsze prosić będzie.

A teraz odpowiem wam na wasze zasadnicze pytanie. Szatan ma wśród was swoich oddanych i świadomych wyznawców. Ci tworzą jemu oddany kościół i wiedzą, komu służą, i co jest ostatecznym celem szatana. Tych jest znikoma ilość, bo znając cel szatana — całkowite zniszczenie globu, tak, aby ludzkość nie miała już swej siedziby — trzeba być zupełnie przeżartym nienawiścią, by w tym planie służyć siłom niewidzialnym. Inni służą „złu" (niewidzialnym siłom) na wpół świadomie, a to znaczy — wiedzą komu służą, ale liczą wyłącznie na sowitą za tę służbę zapłatę. I otrzymują ją — do czasu.

Ruchów i organizacji popierających plany tajnego rządu jest bardzo wiele, ale one na ogół nie wiedzą o prawdziwym celu ich tworzenia. Pamiętajcie, że szatan jest „ojcem kłamstwa" i wszelkie jego poczynania przebiegają w ciemnościach kłamstwa, fałszu i zasłonie dymnej fałszywych idei, celów i pozornych motywacji. Ja jestem pełen współczucia i litości dla tych, którzy dostali się w tryby machinacji, o których istocie często nie wiedzą. Jedną z takich maszyn jest masoneria, lecz siła zła wyrządzanego przez człowieka zależy wyłącznie od jego woli czynienia zła. Sami wiecie, ilu w waszej partii komunistycznej było członków biernych lub szczerze wierzących w ideały, które im wpajano. Byli to ci, którzy nie zdołali wyrobić w sobie odporności (wobec braku posiadania własnej hierarchii wartości). Nie dano im ideałów wyższych lub po prostu komunizm (jako wiara, „religia") ogarnął osobę jeszcze nie skrystalizowaną, nie mającą wzorców w otoczeniu, wychowania religijnego, przykładu życia godnego człowieka ani argumentów przeciwnych (czyli nie znającą własnej religii, Pisma świętego, jej dogmatów, tradycji, ogromnego dorobku dwóch tysięcy lat myśli chrześcijańskiej). A ilu wśród nich zgorszył „mój" Kościół — o tym wiem Ja. Tak że trzeba wam skromności, abyście zrozumieli, iż na życiu każdego z waszych bliźnich waży wasza postawa — zwłaszcza gdy próbujecie głosić Mnie lub chodzić w moich szatach (chodzi o Kościół instytucjonalny).

Zakończmy, dzieci, na tym, że obiecacie Mi, iż rozumiejąc moją miłość do każdego z was, starać się będziecie nie sądzić, a orędować za każdym, kto według was potrzebuje mojego miłosierdzia i mojej pomocy. W ten sposób staniecie się rzeczywistymi moimi współpracownikami w dziele oczyszczenia i odrodzenia ludzkości w waszych czasach.

Dzieci, uklęknijcie. Daję wam moje błogosławieństwo. Udzielam wam mocy trwania w postawie prawdziwego chrześcijanina — prawego dziecka mojego — którą teraz wam ukazałem. Zachęcajcie do takiego stosunku do bliźnich waszych każdego, kogo możecie. Ja ufam wam, że Mnie nie zawiedziecie. Przyjmijcie moją miłość i moją radość z możliwości bezpośredniej rozmowy z wami.



Jesteście Mi potrzebni

7 XII 1990 r. Wigilia Święta Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Anna, s. Ewelina, o. Jan

Mówi Pan:

Moi drodzy przyjaciele, cieszę się, że wzięliście sobie do serca moją prośbę, by się przygotować na jutrzejszy dzień, bowiem Niepokalane Poczęcie Maryi było już początkiem dzieła zbawienia. Chciałbym w tym dniu uczcić Niepokalaną Matkę moją i waszą.

Jan przypomina Mi nieustannie moją obietnicę. Pomyśl, Janie, co byłoby z wami, gdybym Ja egzekwował wasze obietnice składane Mnie...? Janie, jutro spotkacie się z Nami. (...) Matka moja przychodzi zawsze pełna łask, więc proście z całego serca o wszystko, czego pragniecie dla siebie i waszych bliźnich, dla waszego kraju, dla ziemi, dla waszych wrogów i nieprzyjaciół i dla tych wszystkich spraw, które są waszą troską.

My pragniemy okazać się hojni. Chcemy też, abyście w naszej hojności wzięli udział, stąd to moje życzenie. Oczekujcie więc Nas z miłością i w radości. A teraz powiedzcie wy, czego ode Mnie dzisiaj pragniecie?

S. Ewelina:

Proszę Cię, Panie, o wskazówki na czas rekolekcji, o Twoją obecność i pomoc.

Córko, najlepszym przygotowaniem do mojego przyjścia jest mówienie o tym, jakim jestem i co ze sobą przynoszę (co Pan wnosi w świat). Wszyscy potrzebujecie mojego miłosierdzia, współczucia, zrozumienia i mojej opieki. Ja o tym wiem, dlatego gotów jestem zawsze i wszystko przebaczać, ale wy wciąż liczycie swoje winy i sprzeniewierzenia. A przecież okres adwentu jest okresem oczekiwania na moje nadejście. Czy można z utęsknieniem i miłością oczekiwać sędziego? Przecież przychodzi do was Ten, który was kocha jak nikt inny. To, że jesteście tu i możecie wysłuchać moich rekolekcji, jest moim darem. A Ja przychodzę, żeby was jeszcze bardziej przybliżyć ku Sobie, przygarnąć, dać wam poczucie bezpieczeństwa pod opieką mojej Opatrzności. Dlatego chciałbym, aby okres adwentu był oczekiwaniem na spotkanie dwojga osób kochających się, bo Ja przychodzę w całej pełni swojej chwały do każdego z was. (...)

Więc mów, moja córeczko, jaki jestem, dając jako dowód postępowanie Jezusa względem Jego bliźnich — ponieważ Ja się nie zmieniam. Jestem taki, jaki byłem dla jawnogrzesznicy, dla trędowatych, chromych i niewidzących, dla pogan (np. dla setnika; prośby każdego były dla Pana ważne). Jadąc będziesz miała dość czasu, aby przypomnieć sobie mnóstwo innych faktów z mojego życia — od wskrzeszenia młodzieńca, jedynego syna biednej wdowy, do poufnych rozmów z lękliwym Nikodemem.

Każdemu z was oddałem się cały, wedle jego potrzeb.

Wtedy niewielu ludzi w Palestynie mogło Mnie spotkać z korzyścią dla swojej duszy, ale teraz jestem dostępny dla każdego z was na całej kuli ziemskiej. Dlaczego tak mało korzystacie z możliwości, które wam daję? Dlaczego mając Mnie codziennie blisko siebie, tak mało Mi ufacie, tak mało i nieśmiało prosicie? Dlaczego tak mało pamiętacie o mojej mocy, która może wylać się na was, jeśli tego zapragniecie.

Córko, czy rozumiesz, co mówię? Czy możesz Mi obiecać, że będziesz prosiła o pełnię wylania mocy mojej na siebie w czasie tych rekolekcji, które wówczas moglibyśmy prowadzić razem?

S. Ewelina:

Proszę Cię, Panie, o to.

To jeszcze za mało. Ty możesz żądać tego ode Mnie tak, jak się żąda pomocy od przyjaciela. Moja córko, jeżeli Anna liczyła na ciebie dzisiaj i nie zawiodła się, jeżeli ty potrafisz być przyjaciółką, jakże Ja nie miałbym być przyjacielem dla ciebie?

O. Jan:

Dziękujemy, Panie, za takie przyjacielskie pouczenie.

Pan:

A jak się do was dzisiaj zwróciłem?

O. Jan:

Dziękuję, Panie, że tak nas prowadzisz za rękę i uczysz przyjaźni ze Sobą, że ośmielasz nas do niej.

Pan się uśmiecha:

Nie zauważyliście, że uczę was czegoś ważniejszego? Uczę was, że od prawdziwych przyjaciół można i należy wymagać tego samego, czego od siebie, to znaczy pomocy we wszystkim, w czym przyjaciel może nam być pomocny, a czego nie możemy osiągnąć sami. I wzajemnie. Przyjacielowi powinniśmy służyć całym sobą we wszystkich jego potrzebach. Jak widzicie ten stosunek wobec przyjaźni ze Mną?

Siostra Ewelina wspomina postulantkę, która z wielką miłością służy w duchu prostoty, bezinteresowności.

Jeżeli ktoś we wczesnej młodości Mnie pokocha, to wtedy mogę na nim i w nim wiele zbudować. Bo młodość, jeżeli nie jest skażona światem, jest o wiele bardziej ufna, szczera i gotowa do poświęceń.

Gdybyście wiedzieli, jak bardzo pragnę, abyście dali świadectwo światu, że taka przyjaźń jest możliwa. Zastanówcie się, dzieci:

1) co wam w tym przeszkadza i

2) co ją ogranicza,

bo z mojej strony nie ma nic prócz pragnienia, żeby stać się waszym najbliższym, najbardziej oddanym przyjacielem.

O. Jan:

Mam problemy zaprzątające umysł.

Czy Ja nie mogę być twoim przyjacielem w dyskusjach i przy rozważaniu problemów naukowych? (Pan chce, żebyśmy sobie odpowiedzieli na te pytania.)

Pragnę, abyście wiedzieli, że wy również jesteście Mi potrzebni, to znaczy że i wy macie Mi wiele do ofiarowania. Każdy z was jest odrębną osobowością i wedle jej odrębności może Mi dopomóc w ciężkim boju o uświęcenie świata. Wy żyjecie w nim, dlatego działanie fizyczne należy do was (...). Do takiej wspólnej ze Mną służby ludzkości jesteście Mi niezbędni. Wszyscy! Czyż nie widzicie, jak ogromnie potrzebna jest wam nasza przyjaźń? Ja do wszystkich waszych starań, pragnień, planów czy trosk o innych pragnę dołączyć swoją moc (ze zrozumienia: moc przemieniającą, aby tak jak pod Damaszkiem nastąpiła nagła przemiana psychiki Szawła, który z wroga stał się przyjacielem Pana — Pawłem).

A więc, umówmy się. Wy poszerzacie serca, aby objąć swoim postrzeganiem jak najwięcej bied świata i dzielić się tym ze Mną, prosząc abym w tych sprawach działał jako wasz przyjaciel. Dzieci, błogosławię was i będę podtrzymywał w waszych staraniach. Kocham was, moi przyjaciele.

Dzięki Ci, Panie.



Możecie Mi życzyć tylko — siebie

24 XII 1990 r. Anna, Lucyna, Bogdan, Grzegorz, o. Jan, Wojciech

Mówi Pan:

Wy, którzy rozumiecie Mnie, powinniście Mi torować drogę do wszelkiej nędzy, przede wszystkim do nędzy duchowej.

Rozmawiamy z pewnym niepokojem, czy możemy — odwiedzając więźniów — podchodzić do ludzi chorych na AIDS. Pan mówi wówczas:

Nie bójcie się.

Wojciechu, chciałbym, żebyś rozumiał twoje zadanie. Tam, gdzie wchodzisz, powinieneś torować drogę Mnie. Nie wchodzisz inaczej, jak przez mój Kościół, dlatego musisz być moim prawdziwym, rzetelnym świadkiem. Chciałbym, żebyś w wolnych chwilach czytywał Ewangelię.

Anna:

Czego chciałbyś Panie, żebyśmy Ci życzyli?

Wy możecie Mi życzyć tylko — siebie.

Anna:

Chcielibyśmy Ci, Panie, podziękować za wszystko, co nam dajesz i spytać, czego od nas chcesz? To taka wymiana...

Powiedziałaś „wymiana". Oddajcie Mi waszą miłość — całą miłość, do jakiej jesteście zdolni, jaka w was jest — razem z tymi wszystkimi ludźmi i sprawami, jakie ona w waszym sercu obejmuje. Złóżcie ją w moim sercu, a Ja wam w zamian daję miłość moją. Czy taka zamiana wam odpowiada?

Anna:

Cała rzecz w tym, że my nie pomieścimy miłości Bożej.

Nie, nie pomieścicie, bo wasze możliwości są ograniczone, ale otwieram wam moje serce, abyście mogli dzielić moją miłość wraz ze Mną wedle siły waszych pragnień. A ponieważ moja miłość jest nieskończona, macie w niej udział na wieczność. (Powinniśmy się pozbyć wszelkich obaw o nasze życie wieczne mając nieskończoność miłosierdzia Boga). Ja sam dbać będę, aby Ona w was rosła. Wy, dzieci, tylko chciejcie tego.

Tobie, Wojciechu, ta świadomość jest szczególnie potrzebna, dlatego mówię ci to i przez ciebie pragnę, aby moja miłość dotarła do tych, którzy o niej nic nie wiedzą, zwłaszcza do tych najbardziej potrzebujących. Nie obawiaj się, bo moi posłowie nie giną przed przeznaczonym im czasem. Bądź tak odważny, jak był nim twój ojciec. I pamiętaj, że pełnisz moją wolę, więc nie powinno być żadnych przeszkód, jakich byś nie mógł na tej drodze pokonać.

A tobie, Bogdanie, mówię: idź i przekonaj się sam, czy możesz Mi dopomóc w dojściu do najbiedniejszych. I pamiętaj, że jestem z tobą. Pomyśl, że tyle lat się wprawiałeś, by móc ludziom przekazać to wszystko, co sam zdobyłeś i przemyślałeś (to, jak doszedłeś do wiary i współpracy z Bogiem).

Grzegorzu, wiem, że się spieszysz i wiem dlaczego. Zanieś im wszystkim moje błogosławieństwo. Powiedz, że nie pomijam twojej szwagierki ani twoich bliskich i przyciskam do serca zafrasowaną i zmęczoną główkę Grażyny. Błogosławię was, dzieci. Zaproście Mnie dzisiaj do wspólnej wieczerzy. (...)

Teraz, dzieci, uklęknijcie. I cieszcie się moją miłością tak, jak Ja cieszę się wami. Niech ten dzień stanie się dla was dniem pokoju, radości i umocnienia we Mnie. Pragnę, abyście żyli w głębokiej pewności, że jestem przy was stale, kocham was i prowadzę, a jednocześnie wciąż przyciągam bliżej ku memu sercu. Bądźcie, dzieci, szczęśliwe, bo jesteście kochane. +



Każdego z was widzę na swoim polu pracy

25 XII 1990 r. Anna, o. Jan

Pan mówi do Anny:

Jeśli twoi znajomi pracujący wśród więźniów przyjdą do ciebie kiedyś razem, to podam im pewne wskazówki w sprawie katechizowania więźniów. Każdego z was widzę na jego polu pracy jak rolników, którzy obsiewają swoje zagony. Z tego porównania łatwo zrozumiecie, że ilość i zdrowie ziarna nie zależą od wielkości łanu, lecz od staranności przygotowania gruntu i siewu. Chciałbym, aby plony wasze były obfite, bo tylko one będą świadczyły o waszej miłości do Mnie. (...)

Moje dzieci, jutro oczekuję Grzegorza i wtedy będziemy dalej rozmawiać.

Przygotuj się, Janie, na ostatni dzień roku, dzień mądrego papieża Sylwestra, który tak niegodnie obchodzicie. Czy macie, dzieci, jakieś pytania?

Ojciec Jan prosi o wskazówki przed rozmową z przełożonym. Pan mówi:

Tu, w kraju, zbadajcie miejsca, w których jeszcze nie ma pomocy Kościoła (więzienia, sanatoria, prewentoria młodzieżowe, domy poprawcze, domy dziecka — starszych dzieci, domy starców i przewlekle chorych). (Chodzi o katechizację, spowiedź i Mszę św. oraz rozmowy. Pan radzi, żeby wprowadzać w to kleryków, żeby ich zapalać do służby społecznej). Niech się uczą dawać z siebie, a nie ciągle brać.

Powiedz, Janie, swojemu przełożonemu, że pragnę, aby patrzył w przyszłość zakonu szeroko i nie martwił się brakiem ludzi, bo w razie potrzeby ludzi mu dodam, a swoje plany mnie przedkładał (przed Tabernakulum lub rozmowie modlitewnej).

Przyjmijcie moje błogosławieństwo i moje umocnienie. Do mojego błogosławieństwa dołączają swoje wszyscy wasi przyjaciele, bliscy i rodziny. +

 

Chciałbym, abyście byli zdolni do dziękowania Mi z góry...

26 XII 1990 r. Anna, Grażyna, Andrzej, o. Jan, Grzegorz

Na zapytanie o słowa Pana w sprawie zestawu tekstów o współpracy Pan odpowiada:

Teraz powinniście się radować, ponieważ moja miłość oszczędzi wam tych wszystkich cierpień, które będą udziałem waszych sąsiadów (całego globu). Chciałbym, żebyście Mi ufali do tego stopnia, by dziękować Mi z góry za wszystko, co czynię dla waszych rodzin, kraju i w świecie. Taki stosunek do Mnie porusza moje serce i wtedy gotów jestem dać wam o wiele więcej niż to, co postanowiłem. A przecież dookoła was jest ocean potrzeb. Pragnę, abyście ciągle rośli duchowo, a jak człowiek może dorastać, jeżeli nie poprzez poszerzanie swego serca...? Bo jeśli dziecko pragnie stać się towarzyszem ojca (w pracy), stara się go naśladować, upodabniać się do niego (wtedy, kiedy uważa go za wzór).

Wszystkie moje dary rosną w was, bo to jest dar Stwórcy, a miłość wyraża się stałym wzrastaniem. Więc jeśli żyje ona w was, to im silniejsza jest wasza wola rozwijania miłości, tym więcej łaski i pomocy otrzymujecie ode Mnie — bo Ja współpracuję z każdym z was. Jakimże byłbym Ojcem, gdybym zaniedbywał swoje dzieci...? (...)

Uwierzcie sami moim słowom. Dlatego przekazuję wam — teraz właśnie — słowa dotyczące waszego kraju, wzywające do pojednania, opamiętania, wskazujące wam wasze błędy i winy, które wam w tym najbardziej przeszkadzają, mówiące o moim pragnieniu, abyście się stali moim ludem poprzez taką formułę życia społecznego, jaka wam pozwoli żyć zgodnie z moimi prawami. To wszystko wiecie. Ale Ja nie poprzestaję na jednorazowym uprzedzeniu. Powtarzam je wam tak często, aż staną się waszą własnością — bo na tym polega prawdziwe zrozumienie.

Moi drodzy, klęknijcie teraz. Przyjmijcie moje błogosławieństwo dla rodzin waszych, przyjaciół... i nieprzyjaciół, o których też musicie pamiętać. Poszerzam wasze serca, daję wam więcej wrażliwości na cudze cierpienia, więcej czułości, więcej siły i więcej odwagi w waszych codziennych decyzjach.

Błogosławię was, dzieci. Niech błogosławieństwo moje spocznie na was, rozwija się i rośnie. Oby każdy z was stawał się odbiciem moim dla tych, wśród których żyjecie. +

Nie uważajcie, że jest to niemożliwe, ponieważ wtedy, gdy staracie się stawać podobnymi do Mnie, spełniacie moją wolę — a ona jest ponad wszystkim. Również całe niebo służy pomocą tym, którzy pragną spełniać moją wolę. Radujcie się dzieci moją miłością do rodzaju ludzkiego.



Moje dzieła zaczynają się od najmniejszych wspólnot

27 XII 1990 r. Anna, Grażyna, Grzegorz, Zbyszek

Mówi Pan:

Skoro jest Zbyszek, zacznę od niego, żeby mógł szybciej wrócić (do domu), bo przecież rano wyjeżdża.

Mój synu! Nigdy nie mówiłem ci, żebyś ograniczał czas modlitwy. Przecież to jest nasza rozmowa. Jeżeli wprowadzasz w nią innych, do których masz zaufanie, tym samym poszerzasz krąg moich przyjaciół. Posłuchaj rad Anny, bo ona już doświadczyła skuteczności takich spotkań.

Jeżeli nie słyszycie Mnie bezpośrednio, otwórzcie Pismo święte, prosząc Mnie, abym wam poddawał temat spotkania lub powiedział wprost moje zdanie (z Ewangelii). Chciałbym też, abyście wy przedstawiali Mi swoje troski, abyście wstawiali się za swoimi współtowarzyszami, zwłaszcza tymi, którzy według was nie zachowują się właściwie — bo to jest wasz obowiązek wynikający z miłości bliźniego. Jeżeli nie potraficie się zrozumieć, zdobyć na wyrozumiałość i pokochać w seminarium, w którym zgromadziłem was w jednym celu i na jednej drodze, to jakże potem zrozumiecie tak zwanych przez was „grzeszników"? Czy zrozumiałeś Mnie, synu?

Zbyszek:

Tak.

Pan:

Pamiętaj, że moje dzieła zaczynają się od najmniejszych wspólnot (najmniejsza wspólnota to Ja i ty), a najskromniejsze środki to: dobra wola, miłość, zawierzenie człowieka i moja moc. Wspólnotę rozpoczyna się budować w pokorze, wyciszeniu i spokoju (tj. bez emocji, sensacji i napięć).

Teraz, synu, daję ci moje błogosławieństwo na te rekolekcje, w których dowiesz się ode Mnie więcej (przez słowa prowadzącego, liturgię słowa we Mszy św., modlitwę brewiarzową).

Synu, kocham cię i chcę, żebyś żył w pokoju z tym przeświadczeniem, że jesteś słyszany, miłowany i że Ja sam się o ciebie staram. +



Pan rozmawia z Grzegorzem o jego pobycie w Anglii

Synu, nie traktuj naszej dzisiejszej rozmowy jako zasadniczego przesłania, bo na to jeszcze mamy czas. Ale bardzo chciałem rozmawiać z tobą — tęskniłem do tego, tak jak i ty. Czy odczuwałeś moją obecność i pomoc?

Grzegorz:

Bardzo często, prawie zawsze.

Jak sądzisz, czy twój pobyt w Anglii coś ci daje (wyłączając sprawy zawodowe)!

Po pierwsze otworzył mi oczy na Polonię, tak że zacząłem ich kochać, widzieć ich biedę, zagubienie młodego pokolenia, a także widzieć zagubienie Anglii jako kraju bardzo Ciebie potrzebującego.

Lepiej też zobaczyłem miłość mojej rodziny do mnie. Dużą radością był ich przyjazd do Anglii.

Więcej miałem czasu na rozmowę z Tobą. Czułem się czasem zagubiony, atakowany, rozproszony. Nie wiem, czy się dość wcześnie do Ciebie uciekałem.

Ale wiedziałeś, że Ja jestem blisko.

Tak, to była taka opoka.

Chciałem też, abyś zobaczył swój kraj lepiej — a lepiej widzi się wszak z daleka? Żebyś mógł go porównać z Anglią. Bo Anglia jest typowym przykładem innych państw Zachodu, które osiągnęły bogactwo, jak im się wydaje, bez mojej pomocy. Prawdą jest, że wiele otrzymali od nieprzyjaciela za cenę odwrócenia się ode Mnie, zlekceważenia mojej miłości oraz za cenę odrzucenia (podeptania) prawa miłości bliźniego u siebie i w stosunku do innych narodów (kolonie, kraje europejskie, nawet zbrodnie fałszu, kłamstwa i obłudy przeciw narodowi polskiemu). Czy ujrzałeś moralny ład w tym świecie, czy też jego brak?

Jego rażący brak. Współczesny przykład z raju — wybór nieufności wobec Boga, stanowienie samemu istoty dobra i zła. Nie wiem, w jakim stopniu to, co odbieram w telewizji, jest propagandą usiłującą kształtować społeczeństwo, a w jakim jego faktycznym obrazem?

Ale społeczeństwo to przyjmuje.

Boją się przyznać do wartości Ewangelii... Przerażenie mnie ogarnia, gdy myślę o takich zjawiskach, jak wiedźmy, które są traktowane (w propagandzie telewizyjnej) z całą powagą, jako normalny składnik społeczeństwa, czy takie jak satanizm i niektóre zboczenia, nabierające od czasu do czasu rozgłosu i sprawiające wrażenie wierzchołka góry lodowej.

Chciałbym, żebyś zajrzał na krótko do Francji, USA, o ile ci się uda. (...) Czy wiesz, synu, że wszystko to będzie ci potrzebne?

Cieszę się (bo znaczy to, że będę mógł coś pożytecznego uczynić).

  Uwaga dopisana w 1995 r., Od tego czasu Grzegorz wyjechał kilkakrotnie do Francji i USA, i to bez żadnych specjalnych starań z jego strony.

Bardzo chcesz wrócić do Polski?

Odbieram perspektywę półrocznego jeszcze pobytu jako ciężką, ale chcę ten czas oddać Tobie, nie tylko z przeznaczeniem na pracę naukową, ale na to, co Ty uznasz za właściwe.

Ja to przyjmuję (to jest najlepsze wyjście). Dałem ci, synu, łączność duchową z krajem w pokucie — chociaż lekkiej — w skręceniu nogi.

Dziękuję (że miało to taki sens); choć przyjąłem to ze spokojem, a nawet z radością, uważając to za Twój dopust.

Chciałbym, żebyś to wszystko, co się wiąże ze skręceniem nogi, ofiarował Mi jutro na Mszy św., niezależnie od tego, co się już stało — w intencji powrotu ku Mnie Polonii.

Bardzo chętnie. Włożyłeś mi już, Panie, tę intencję do serca. (...)

Rozmawiamy jeszcze o wydarzeniach zachodzących w kraju i prosimy za różne osoby. Pan mówi:

Wyłożyliście przede Mną dużo swoich trosk o ludzi. Wszystkich ich oddawajcie mojej Matce. Prosiłbym was jednak, abyście włączali wasze troski o bliźnich w modlitwy ofiary krzyżowej (w czasie Mszy św. — Przeistoczenia). Stawiajcie tych ludzi pod krzyżem, prosząc, aby krew moja wyjednała im zrozumienie błędów, skruchę, a przez to — oczyszczenie i łaskę moją, która ich wspomoże (podniesie) — jeśli zechcą.

Bardzo pragnę, abyście się w pełni zwrócili ku wspomaganiu innych ludzi przez „interwencję" u Mnie (taki „telefon na pogotowie" — aby stało się to naszym zwyczajem). Będziemy jeszcze rozmawiać, dzieci, ale teraz kończymy. Uklęknijcie, bo pragnę dodać wam sił.

Gdybyście pamiętali zawsze, że mogę wam wszystko dać, o co prosicie, zwłaszcza w kształtowaniu waszej postawy prawdziwie chrześcijańskiej, częściej korzystalibyście z mojej pomocy.

Dzieci, przyjmijcie moją radość z przebywania z wami. Niech ona stanie się waszym udziałem na najbliższe dni. Cieszę się wami i oczekuję was w sylwestrowy wieczór — o ile będziecie mogli. Przyjmijcie moje błogosławieństwo. Nie martwcie się o to, co będziecie jedli. Cieszcie się moją miłością. +

I na twojej ulicy będzie słońce", Anno (Pan cytuje z uśmiechem przysłowie gruzińskie). Przytulam was do serca, dzieci. Gdybyście wiedzieli, jak bardzo was kocham, jak nieskończenie cenny jest dla Mnie każdy z was. Pozostańcie w pokoju, moi drodzy przyjaciele.



Sylwester

31 XII 1990 r. Anna, o. Jan, Grzegorz

Anna przypomina Panu o zapowiedzi dania ludzi do pomocy... O. Jan zwraca się do Maryi. Maryja odpowiada:

Ja jestem z wami.

Anna żali się:

Nie widzę nikogo do współpracy.

Maryja:

Kiedy przyjdzie właściwy czas, znajdą się odpowiedni ludzie, posłuszni wskazaniom Pana i pragnący Mu służyć. Wytrzymajcie jeszcze trochę, ofiarowując czekanie w intencji odrodzenia waszego narodu, tak jak ofiarowujecie wszystko to, co was spotyka przykrego czy smutnego. Ale dzisiaj Ja jestem z wami, a ze Mną — wszyscy wasi bliscy. Będziemy rozmawiać, jeśli chcecie.

Prosimy.

A ty, Grzegorzu, ofiaruj w intencji rozmowy i za wszystkie osoby, które będą włączone we współpracę, ofiarę Krwi Syna mojego (podczas Mszy św.). Proś też o zdrowie i siły dla was (waszej wspólnoty). (...) Wróć po Mszy świętej, bo chciałabym spotkać was — twoją matkę z tobą.

Po Mszy świętej.

Mówi matka Grzegorza:

Jestem tu, synku, przy tobie. Nie mogę się doczekać chwili, w której poznasz mnie — taką jaka byłam. Wiesz, że cię kocham. Tak samo gorąco kocham Grażynę i wasze dzieci. (...) Teraz przyjmij, syneczku, moje błogosławieństwo w imieniu Pana. Niech życie twoje staje się pełne Boga, pełne Jego miłości, którą będziesz rozdzielał. Wierzę, syneczku, że będziesz służył Mu równie gorąco do końca twoich dni. Cały czas towarzyszę ci i wspomagam. Z nogą też mogło być gorzej (chodzi o wypadek w Anglii), ale uprosiliśmy, abyś mógł przyjechać na święta do domu.

Niech błogosławieństwo Boga Najwyższego przez moje ręce spłynie na ciebie, pozostanie i przyniesie obfite owoce. Tulę do serca. Jak będziecie w twoim domu, proście o błogosławieństwo dla wszystkich obecnych, a my będziemy z wami i dołączymy nasze — „włączymy się" w błogosławieństwo Pana.



Potrzebna Mi jesteś jako przyjaciel

Modlę się o północy, gdy zaczyna się Nowy Rok. Po wyrażeniu Panu w imieniu „nas wszystkich" przeprosin, prośby o prowadzenie, a także — miłości, Pan mówi:

I Ja kocham cię, córko. Jestem przy tobie i prowadzę cię swoimi drogami. Cieszy Mnie, że przyjmujesz to, co ci daję, i żadnego z moich darów nie odrzucasz, choć są wśród nich bolesne i uciążliwe. Moja kochana córeczko, gdybyś wiedziała, jak bardzo wzbogaca cię to, co inni przeklinają i nazywają nieszczęściem. Ile możesz wyprosić u Mnie, o tym dowiesz się w moim domu. Ponieważ wszystko, co ci dolega — nie tylko ból — oddałaś Mi do dyspozycji, Ja sam dbam, aby się nic nie zmarnowało, i zapewniam, że najmniejsze cierpienie, smutek, zawód, zmęczenie zostają przeze Mnie użyte dla dobra twojej ojczyzny — bo ona potrzebuje teraz ofiar, postu i pokuty.

Potrzebna Mi jesteś, Anno, nie tylko jako współpracownik w tym dziele, jakie prowadzimy. Potrzebna jesteś jako przyjaciel, który Mnie rozumie, zna i kocha moje zamierzenia; jako głos orędujący za swoim krajem i swoim ludem, bo ty jesteś jedną z nich. Możesz być ich obrońcą, ich głosem przed moim obliczem. I robisz to, córko, od wielu lat.

Pragnę, abyś bardziej jeszcze broniła ich, a mniej oskarżała. Chcę cię widzieć obrońcą, adwokatem twoich współbraci i zachęcam, abyś tak występowała przede Mną. Kochasz Polskę, a oni to właśnie Ojczyzna twoja — słaba, grzeszna, zbiedniała i chora, lecz iluż szatanów pracowało nad tym, aby ją do takiego stanu doprowadzić! Wszystko, co pokochałaś w niej, żyje, lecz ukryte i przysypane popiołem (tak grubo, jak gdyby przykryła nas cała hałda popiołu). Jednak nadchodzi dzień mojego wichru, który rozdmucha, rozpędzi i rozniesie ciężary, które ją przygniotły, i wtedy ukażę światu jej prawdziwą postać: wierną Mi, gotową do poświęceń i do miłowania. Proś Mnie o przyspieszenie wyzwolenia, Anno.

Dajemy ci błogosławieństwo, Matka moja i Królowa wasza i Ja, Zbawca wasz, Pan, wszechmogący Bóg. +