|
List nr 14 -
Czy dobrzy kosmici pójdą do nieba?
Często na mnie złościsz się, bo na wiele Twoich pytań odpowiadam:
czytaj, dużo czytaj, jeszcze więcej czytaj! I w tym wypadku mówię to
samo, ale dodaję - czytaj objawienia, bo tej wiedzy nie wolno wysysać z
palca. Na podstawie tego co wyczytałem i przemyślałem mam odpowiedź:
nie pójdą, ale ta odpowieź bez komentarza jest nieprawdą. Niebo
to słowo, które każdy rozumie inaczej.
Nawet Jezus używa je zamiennie z Rajem, ale to ze względu na ludzi a
nie dlatego, że miesza te dwa pojęcia
. W objawieniach współczesnych
pojawia się informacja, że niebo to raczej stan Duszy niż
miejsce jej pobytu. Natomiast raj to stan 'ziemi
i ludzi' taki jak za czasów Adama i Ewy. A to oznacza, że po końcu
czasów, gdy Jezus będzie na Ziemi a ludzie będą duchowo przygotowywać
się do końca świata, czyli czasu sądu - wówczas przeżyjemy około 1000
lat w raju. Ludzie będą mieli ciała doskonałe (12-to zwojowa helisa
genomu i w pełni rozwinięte czakramy) ale to będzie ciągle nasza
Ziemia. Przestrzeń tylko będzie inna, czterowymiarowa, w której łatwo
jest być dobrym, ale ból odczuwa się mocniej, nie tylko własny. Zaś do
nieba dostaniemy się po sądzie ostatecznym i dostaniemy wtedy inne
ciała (w tym momencie przypomniałem sobie, że ci, którzy dzisiaj są w
niebie nie mają jeszcze ciał). Niebo to Dom Ojca i nie może znaleźć się
w nim żadna Dusza ani duch, który ma znamię grzechu pierworodnego lub
nieodpuszczony grzech ciężki i nie uznaje (i nie kocha) Boga-Człowieka
Jezusa Chrystysa. Ja wiem, że od razu zapytasz mnie o dzieci, które
zmarły bez chrztu i ludzi, którzy nawrócili się przed śmiercią, ale nie
dostali formalnego rozgrzeszenia. No cóż, są dwa wyjścia: albo znajdą
się w raju, czyli dostąpią zmartwychwstania sprawiedliwych aby
dokończyć formację dobra w swych sercach, albo znajdą się w niebie
opisanym przez Swedenborga. Ten pierwszy wypadek może na przykład
dotyczyć wszystkich, którzy nie mieli chrztu, ale zmarli nawróceni
żałując swych grzechów - weźmy Dyzmę, dobrego łotra. Jezus wprost mówi
mu o pobycie w raju a nie w niebie i sądzę, że ewangeliści nie
przejęzyczyli się. Jest wyraźnie powiedziane, że niektórzy po paruzji
powstaną z martwych.
Sprawa
Swedenborga i opisanego przez niego nieba, jest trudniejsza do
przyjęcia. Zacznijmy od chrztu i wiary w Jezusa; Swedenborg nie był
katolikiem, ale był chrześcijaninem i to dobrym chrześcijaninem. Jego
dzieło
można porównać tylko z dziełem Marii Valtorty, ale dla katolickiego
fundamentalisty (czytaj: współczesnego teologa) jest ono nie do
przyjęcia. I ja nie przyjmuję jego całego objawienia - przyjmuję jego
część! Wygląda na to, że przez jego objawienie jesteśmy poddawani
próbie. Wyobraź sobie, że jestem Twoim ojcem i na wycieczce do lasu
uczę Cię rozpoznawać co z otaczającego cię świata nadaje się do
jedzenia. W pewnej chwili podaję Ci garść jagód, a wśród nich jedna,
tylko trochę różniąca się od innych jest wilczą jagodą. Patrzę. Patrzę
i czekam jak się zachowsz - czy rozpoznasz złą jagodę, czy będziesz mi
wdzięczny za naukę, czy też uznasz, że sprawdzając Cię w ten sposób
zrobiłem coś złego. Sądzę, że podobnie jest z objawieniem Swedenborga.
Jego opis stanu pośredniego, czyli tego co dzieje się od momentu
śmierci do chwili sądu wydaje się prawdziwy, natomiast reszta jest
'zapieczętowaną tajemnicą'. Odnosi się wrażenie, że jest to przekaz od
duchów dobrych ale niedoinformowanych. Gdy będziesz czytał o
różnorodności obcych cywilizacji (nie idzie mi o opisy Swedenborga
tylko współczesne), nieraz najdzie cię pytanie: przecież oni żyli przed
Adamem i Ewą, zatem czy oni nie mieli dusz? Otóż to, chyba (??) nie
mieli. Wygląda na to, że istnieje całe universum (jakże brak mi słów),
o którego istnieniu nie mamy jeszcze pojęcia i nie wiemy jakie są Boże
Plany względem nich. W objawieniach współczesnych co pewien czas
pojawiają się tajemnicze zdania, które nie wiadomo jak interpretować,
ale jeżeli sumienie nie mówi nam, że są fałszywe, to rozum musi je
przyjąć nawet jeśli w danej chwili nie może sobie z nimi poradzić.
Są momenty w objawieniu Valtorty, które bardzo przypominają obraz
roztoczony przez Swedenborga szczególnie sposób końcowego podziału
ludzi. Jezus mówi, że w ostatecznym rozrachunku nic się nie liczy - ani
wyznanie, ani grzech pierworodny, ani okoliczności śmierci, jedynie
obiektywna (czyli w ocenie Boga) dla życia danego człowieka, suma dobra
i zła w jego życiu.
|