|
List nr 23 -
Mówisz o katolickim światopoglądzie naszych czasów - co to jest?
Katolicki światopogląd to wiedza prowadząca
do Boga. Od małego rodzice przekazują Ci wiedzę o świecie i zapewne tak
samo będziesz postępował ze swoimi dziećmi. Suma naszej wiedzy jaką
bona fide przekazujemy Ci to właśnie nasz światopogląd. Nasza wiedza
jest eklektyczna a najważnejsza jej część to przekonanie, wiara, że
jesteśmy "w drodze", że ten świat nie jest miejscem docelowym, i że
gdzieś tam czeka na nas nasz Ojciec.
Wiara w Boga daje specyficzny układ odniesienia wszelkim docierającym
do nas informacjom, porządkuje je. Ale okazuje się, że najważniejszą
informacją, niejako porządkującą pozostałe, jest miłość. Gdy tej
zabraknie w systemie wiedzy, w światopoglądzie pojawia się chaos i
zaczyna brakować sensu. Wiara i miłość przedziwnie wspierają się, nawet
wtedy gdy momentami brak sensu w strumieniu napływających informacji.
Pamiętaj o tym.
Światopogląd nie jest wiedzą w rozumieniu Nauki. Naukowcy mają wiele
pretensji by uważać się za lepiej poinformowanych, jednak w życiu nie
jest ważne co się wie, lecz w co się wierzy. Jest to paradoks, którego
oczywiście nie potrafią wyjaśnić, bo pojęcie wiary należy do "źle
zdefiniowanych". Dlatego uprawiana przeze mnie fenomenologia nie jest
zdobywaniem wiedzy tylko budowaniem systemu mądrości. W objawieniach
Jezus powiedział wyraźnie, że żadnego teologa nie obdarował
nieomylnością, dlatego przy budowie tego systemu możesz oprzeć się na
cząstkowości i niepełności wiedzy jak na pewniku. To nie paradoks tylko
cecha myślenia systemowego, które z czasem stanie się dla Ciebie jasne
i zrozumiałe. Już teraz pewnie wyczuwasz, że mądrość każdego z nas jest
inna i nie wynika to z niepewności i cząstkowości naszej wiedzy, lecz z
faktu, że słowo "obiektywny" w teorii systemów nie istnieje, zatem
obiektywna wiedza z punktu widzenia mądrości jest nieporozumieniem. To
w co wierzysz, warunkuje to co widzisz. Twoja wiedza będzie rozwijała
się stosownie do Twojej wiary a nie odwrotnie. Jeśli Twoje oko
Cię oszukuje to módl się o uzdrowienie wiary a nie oka. Oczywiście w
tym momencie mam na myśli "wiarę w istnienie". Filozofowie i naukowcy
od zawsze spierali się o istnienie: Boga, świata, granic poznania, a
tymczasem teoria systemów załatwia te sprawy "na dzień dobry" bo z
definicji przyjmuje istnienie systemów, które odczuwamy, czyli
również takich, których istnienia jeszcze nie odnotowaliśmy ale wierzymy,
że istnieją. Teoria systemów pokornie każe nam wierzyć, że potencjalnie
w otoczeniu systemu może istnieć wszystko! Oczywiście teoria systemów
to dla nas sposób podejścia do budowy światopoglądu a nie "teoria
wszystkiego", jak o swoich ostatnich pomysłach mówią Naukowcy.
Wspaniałym wprowadzeniem w ewolucyjną teorię poznania, w oparciu o teorię
systemów, jest książka Konrada Lorenza Odwrotna strona zwierciadła
.
Jest to rozprawa zarówno z naukowcami jak i
filozofami o "obiektywne istnienie", bo kością niezgody jest nie tyle
ich wzajemny brak zrozumienia, co zupełna nieznajomość cudzych dokonań.
Obydwie strony są głęboko przeświadczone, wierzą w to, że ci drudzy nie
mają nic do zaoferowania. Jest to podstawowy problem zrozumienia
docierających do nas informacji.
Znalazłem w sieci tekst, który dobrze ilustruje co mam na myśli mówiąc
o uwarunowaniu naszego postrzegania:
Podmiot hipnozy poddany został
sugestii, że po obudzeniu nie będzie widzieć trzeciej osoby obecnej w
pokoju, która - jak zostało zasugerowane - stała się niewidzialna.
Przekazane zostały właściwe dla tego celu sugestie, coś w rodzaju "nie
będziesz widział X" i tak dalej - w różnych formach. Gdy podmiot
hipnozy został obudzony, sugestia NIE DZIAŁAŁA!
Dlaczego? Ponieważ sugestia ta była sprzeczna z jego systemem wiary.
Nie mógł on uwierzyć, że ktoś może stać się niewidzialny.
Przyjęto wówczas inną taktykę. Podmiot poddany został hipnozie jeszcze
raz i tym razem zasugerowano, że ta trzecia osoba z powodu ważnej
sprawy właśnie opuściła pokój. Hipnotyzer opisał scenę nałożenia
płaszcza i kapelusza przez osobę opuszczającą pokój. Drzwi zostały
otwarte i zamknięte, aby dostarczyć "efektów dźwiękowych". Następnie
wybudzono podmiot z transu i zgadnijcie, co się stało. Podmiot NIE
ZOBACZYŁ tej Trzeciej Osoby. Dlaczego? Ponieważ jego system wiary
został "urzeczywistniony" w sposób "zadowalający" dla przetrwania
jaźni. Przetrwanie jaźni jest ustanawiane we wczesnej fazie naszego
życia przez rodziców i przez społeczne programowanie w zakresie tego,
co JEST, a co NIE JEST możliwe. Uczymy się tego przez obserwację, które
przekonania zadowalają naszych rodziców oraz społeczeństwo. Gdy dziecko
widzi "wróżkę", całkiem szybko uczy się ignorować tę obserwację,
ponieważ rodzice mówią mu, że jest to "niemożliwe" lub "bezsensowne".
Umiejętność obserwacji takich aspektów przynosi dezaprobatę. Aprobata
rodzica jest bardzo ważna dla małego dziecka, które czuje się
całkowicie uzależnione od swoich opiekunów.
Wróćmy jednak do naszej krótkiej historii. Trzecia Osoba zaczęła
chodzić po pokoju, podnosić różne rzeczy i potem odstawiać je na swoje
miejsce. Jednym słowem Trzecia Osoba zaczęła wykonywać różne czynności
mające na celu zbadanie świadomości podmiotu co do jej obecności.
Oczywiście podmiot wpadł w histerię wywołaną przez te wszystkie
"niezwykłe" wydarzenia. Widział obiekty poruszające się w powietrzu,
drzwi otwierające się i następnie zamykające - jednak NIE MÓGŁ zobaczyć
ŹRÓDŁA tych wydarzeń, ponieważ podmiot nie wierzył, że w pokoju był
jeszcze ktoś inny.
Podstawowym problemem możliwości zrozumienia docierających do nas
informacji jest problem "otwartości" umysłu. Jeżeli do wysłuchania
drugiej osoby podchodzimy z uprzedzeniami, a prawie zawsze tak się
dzieje, wówczas nie tylko nie potrafimy przyjąć przekazu, ale nawet nie
potrafimy go właściwie zrozumieć. Jest to niby oczywiste ale bardzo
rzadko brane pod uwagę w życiu. Tylko naukowcy dużej
klasy potrafią słuchać bez uprzedzeń, tylko humaniści o wielkiej
kulturze wysłuchują swych adwersarzy uważnie, ale największy problem
jest z teologami bo oni przekonani o swojej wyższości moralnej z
pogardą traktują osiągnięcia uczonych, a rzadko sami nimi zostają. A
słabość teologii przekłada się na dwoistość naszego mózgu, który nie
potrafi połączyć wiedzy z wiarą.
|