|
List nr 30 -
Jak to jest z tą teorią systemów?
1. Czyją własnością jest Ziemia, i czy Ty
posiadasz
ciało czy duszę?
2. Czym żywi się system?
3. Jak określamy wartość pobranej energii?
4. Co to jest sprawiedliwość?
5. Jak powstaje system?
6. Krążenie energii.
7. System a środowisko.
8. Jak ewoluują systemy ludzkie na Ziemi?
1. Ponieważ pytania o teorię
systemów spodziewałem się od dawna, długo zastanawiałem się
od czego zacząć, bo przecież mamy mówić o teorii systemów w aspekcie
religijnym i w końcu zdecydowałem, że zaczniemy od prawa własności.
Czy wiesz czyją własnością jest Ziemia? Czy zastanawiałeś się kiedyś
nad tym?
Czy posiadasz ciało, czy dyszę, inaczej mówiąc jesteś duchem któremu
dano do dyspozycji ciało, czy też jesteś osobą, którą poinformowano, że
posiada coś takiego jak duszę?
Odpowiedzi na te pytania zależą od tego w co wierzysz a nie od tego co
wiesz. Teoria systemów jest teorią elitarną i niektórzy będą ją dobrze
znać ale zupełnie nie będą jej czuć, bo teoria systemów mówi o
oddziaływaniach, a jak wiesz, kto w duchy nie wierzy, nie czuje ich
obecności. To tak jak w muzuce - masz słuch, lub go nie masz.
Wiara, ta prawdziwa,
jest darem i można ją mieć lub nie. Systemy, które oddziałują na siebie
siłami mierzalnymi przy pomocy przyrządów będą istniały obiektywnie,
te
drugie - nie, chociaż będą istniały ponad wszelkie wątpliwości. Gdy
ktoś spyta, kto jest twoim ojcem, może okazać się, że
co innego powiedzą dokumenty, co innego badania genetyczne a co innego
Twoje serce. Oddziaływania wywołane przez dokumenty zależą jedynie od
tego w co wierzysz.
Nasza wiara mówi nam, że świat został stworzony jako miejsce próby,
egzaminu dla tych, którzy chcą dostać się do Nieba. Jezus wielokrotnie
powtarza, że panem tego świata jest Szatan a On sam jedynie wykrada mu
dusze. Powtarza, że wszyscy jesteśmy Jego dziećmi a zatem jesteśmy
braćmi. To słowo, jeżeli chcesz znaleźć się we właściwym systemie
musisz
rozumieć dosłownie: drugi człowiek jest dla Ciebie bratem.
Jeżeli tego nie czujesz to znaczy, że nie wierzysz, że Jezus jest Twoim
Ojcem.
Nie przejmuj się tym, że moje stwierdzenia są takie kategoryczne,
podczas gdy Ty tego zupełnie nie czujesz - pełne zrozumienie przyjdzie
z czasem tak jak z czasem, a nie w jednej chwili zostaje się
człowiekiem dorosłym. Gdy Jezus był jeszcze na ziemi powtarzał
wielokrotnie uczniom i apostołom, że nie dorośli do pewnych prawd, że
dopiero z czasem i oni i cały Kościół, będą w stanie je zrozumieć. Z
teorią systemów jest podobnie: nawet jeśli ktoś jest pełen
wiary i chęci zrozumienia jej, może okazać się nie być w stanie jej
przyjąć z uwagi na wiedzę, którą posiada. Mówimy o takich ludziach, że
mają oczy na uwięzi. I to wcale nie jest zabawne, bo trzeba
wielkiej cierpliwości by nasza podświadomość przyjęła do wiadomości to,
w co my sami świadomie wierzymy już ochoczo i całym sercem.
W czasach gdy Jezus był jeszcze na ziemi, czyli dwa tysiące lat temu,
mówienie ludziom, że mają duszę było wielką rewolucją. Dla wielu ludzi
wierzących w jakiegoś boga, informacja, iż posiadają w sobie boski
pierwiastek uprawniający ich do nazywania się dziećmi Boga,
była prawdziwym objawieniem. Ale ta sama informacja głoszona dzisiaj z
ambon w formie: "masz duszę, która czyni cię dzieckiem Bożym", jest
anachronizmem (choć jest najprawdziwszą prawdą), bo bardzo wielu ludzi
wie już iż można wyjść poza ciało i przekonać się o autentycznie
duchowym bycie, tylko że Kościół nie potrafi wytłumaczyć jak się ma
dusza o jakiej mówił Jezus do bytu bezcielesnego jakiego doświadczamy
będąc poza ciałem. A to niestety nie ta sama dusza... Zatem
powiedzenie: "człowieku, bycie duchowy, posiadasz ciało i Duszę, różną
od twej duszy" jest współczesną wersją tego co mówił Jezus, jednak
Kościół nauczający, tego nie powie bo, jak wiemy o tym z objawień, ma
oczy na uwięzi. Jednak świadomość naszego bytu duchowego
nieodwołalnie zmienia perspektywę światopoglądową i czyni nas automatycznie
niejako świadomymi naszego braterstwa. Człowiekowi, który wyszedł poza
ciało nie musisz tłumaczyć, że każdy człowiek jest w duchu jego bratem
- on to wie.
Już to co zostało powiedziane powinno wzbudzić Twoją czujność - to jak
jest z tą obiektywnością, czy teoria systemów jest naukowo
potwierdzona, czy też nie? Odpowiedź jest trudna, jest bardzo trudna:
jeżeli chcesz się rozwijać to musisz porzucić dotychczasowe rozumienie
Nauki, bo TS (teoria systemów) jest nienaukowa w tradycyjnym
pojmowaniu Nauki. Nauka jest systemem dedukcyjnym. Kropka! Jeżeli ktoś
twierdzi inaczej to nie wie o czym mówi a w każdym razie nie rozumie o
czym mówi. Rozwój nauki to przyjmowanie kolejnych hipotez, teorii,
które są potem weryfikowane doświadczalnie, a jeżeli nie da się ich
zweryfikować, to taka hipoteza jest porzucana przez naukowców (lecz
niekoniecznie przez twórców, zakochanych w swoich teoriach). Szkopuł
w tym, że przyjmowanie nowych hipotez to po prostu zmiana systemu.
Rozumiesz teraz, że hipoteza, która została potwierdzona bez wyjątku i
która przez Naukę została nazwana prawem, z puntu widzenia TS
jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem? Prawo zachowania energii już
dawno rozumiane jest inaczej niż większość Prawdziwych Naukowców
wykłada to
na Wyższych Uczelniach, ale oni nie przyjmują do wiadomości, że może
istnieć coś, czego nie da się uchwycić "obiektywną" metodą weryfikacji.
(Zupełnie inną sprawą jest oficjalna obrona przez naukowców
pewnych poglądów, w imię utrzymania "godności", stanowiska lub dochodów
i tymi sprawami oczywiście nie zajmujemy się.)
Jak widzisz nie da się obiektywnie należeć do jakiegoś systemu,
gdy w grę wchodzi wola i wiara, jedynie na materię nieożywioną mogą działać
siły obiektywne. W tym świetle zauważysz jak zupełnie zmieni Ci się
spojrzenie na świat gdy zaczniesz zdawać sobie sprawę z względności
punktu widzenia. Wszystko jest względne w zależności od systemu do
którego należy, bo w każdym systemie działają jego własne prawa i każdy
jest światem sam dla siebie. W zależności od tego jaka siła przeważy
będziesz przechodził z jednego systemu do drugiego i sam będziesz
używając woli tworzył nowe systemy. Jak pan Jourdain zobaczysz, że nie
istnieje nic co by nie należało do jakiegoś systemu. Chyba pierwszą
wielką zmianą systemu, jaką robi młody człowiek jest odkrycie własnego
ciała. Każdy młody patrzy w lustro i obserwuje siebie: "...kto ja
jestem, kto to jest ten gość co patrzy na mnie - podoba mi się (albo i
nie)". Ale pewnego dnia pojawia się refleksja: "MOJE ciało". I zaraz
potem pytanie: "a kto JA jestem"? Niestety wielu młodych zatrzymuje się
na tym pytaniu i nie próbuje go zgłębić, nie próbuje głebiej zbadać
problemu: "no bo jaśli nie jestem ciałem, to czym"? A przecież tutaj
jest wejście do nowego systemu, do zupełnie innego świata. Również
Kościół nie mówi wyraźnie, że młody człowiek jest bytem duchowym a jedynie,
że ma duszę.
Już Kurt Gödel uświadomił nam, że tak naprawdę system ocenić i
zrozumieć można dopiero wychodząc z niego, znajdując się poza nim. A
zatem nie zrozumiesz tego świata dopóki nie uświadomisz sobie, że
jesteś bytem duchowym, który ma ciało i tym ciałem działając może na
tym świecie coś osiągnąć. Dopóki będziesz utożsamiał się z ciałem
(które ma duszę) niczego dobrze nie zrozumiesz, bo będziesz "wewnątrz".
I w ten oto sposób TS pokazuje jaki trzeba przyjąć punkt widzenia żeby
widzieć lepiej.
2. Jak pamiętasz z definicji
wymyślonej jeszcze przez Ludwiga Bertalanffiego, system musi wchłaniać
energię, aby mógł żyć. Energię, czyli co? Żeby było ciekawie od razu na
wstępie, to powiem Ci coś o czym wiemy od naszych kosmicznych braci:
nasza Ziemia żywi się nami, ludźmi, ale my zamiast żyć z Ziemią w
symbiozie - pasożytujemy na niej i dlatego będziemy mieli w najbliższym
czasie dużo problemów z tego powodu. Ale temat Ziemi jako bardzo trudny
musimy odłożyć na później a teraz zajmiemy się tylko sprawami
przyziemnymi.
Człowiek żywi się chlebem. Czy aby na pewno? Nie samym chlebem żyje
człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. To zdanie
dobitnie uświadamia nam, że żyjemy i uczestniczymy równocześnie
w wielu
systemach, a ogłupieni przez panią Naukę zajmującą się tylko tym co da
się naszym ograniczonym umysłem ogarnąć, zapominamy, że potrzebujemy na
codzień nie tylko chleba i gazet ale jeszcze strawy duchowej. Nie
byłbym taki sarkastyczny, gdyby nie fakt, że jak się wyraził Alec
Newald (autor "Koewolucji"), największym skażeniem na Ziemi i trucizną,
jest nasz system edukacji. Naukę i Edukację postrzegam jako dwie
siostry, które ze służących przeobraziły się w dwie władczynie
utrzymujące nas podstępnie w niewoli, posługując się magią
racjonalizmu. Mówiąc o racjonalizmie mam na myśli nie tylko treści
jakie przekazujemy ucząc innych, ale przede wszystkim fakt, iż jest on
potężną bronią kształtującą człowieka, powodującą takie wykrzywienie
w poglądach jakie prowadzi do duchowego zagłodzenia na śmierć.
Teraz, gdy już wiemy, że nie samym chlebem odżywiamy się, wróćmy do
chleba: czy chleb wystarczyłby do życia systemu? Mówiąc inaczej: czy
system jest czymś żywym? Czy system można skonstruować mechanicznie?
Odpowiedź na to pytanie jest trudna tylko z powodu naszej ślepoty lub
jak kto woli niewiedzy. Dzielimy materię na organiczną i nieorganiczną,
a systemy na ożywione i nieożywione bo nie dostrzegamy energii
subtelnych. To są te wszystkie energie o jakich mówią ezoterycy ale
jakich istnieniu zaprzecza Nauka. Dlatego to mówimy, że bakteria żyje,
a Ziemia jako twór nieorganiczny nie jest żywa. Ale znowu tę część
rozważań musimy odłożyć na później jako materiał dla zaawansowanych.
Zacznijmy więc od bakterii. Wiemy o nich bardzo wiele, na tyle dużo by
sformułować pierwsze spostrzeżenia dotyczące systemów żywych. Bakteria
co innego ze środowiska bierze a co innego do niego oddaje. Można to
również powiedzieć o każdym systemie, że inną energię czerpie ze
środowiska a inną do niego oddaje. To samo dotyczy podsystemów, jeżeli
system składa się z większej ich liczby, tyle tylko, że dla podsystemu
środowiskiem jest sąsiadujący z nim inny podsystem a nie to co uznajemy
za otoczenie całego systemu. Każdy podsystem prowadzi gospodarkę zgodnie z
zasadą: bliższa ciału koszula. Jest jednak coś, co pozwala nam
powiedzieć, że dany obiekt jest podsystemem większego systemu a nie
systemem samodzielnym, a tym czymś jest właśnie wzajemna wymiana. Jeżeli
systemy coś wymieniają to są podsystemami większego systemu, jeśli zaś
konkurują o coś, to właśnie o energię w systemie. A więc wzajemna
wymiana jest siłą spajającą podsystemy w system i nie ważne co się
wymienia, grunt żeby cyrkulowało.
3. Kiedy mówimy o wartości
zaraz myślimy o złocie lub pieniądzu. Przecież wartość trzeba w czymś
wyrazić, w jakiejś wspólnej jednostce. Ale jak wycenić wartość złota
kiedy ten, kto go pragnie ma go dużo, a ten kto był głodny ma chleba
pod dostatkiem? Sprawa nie jest trywialna: ten, kto jest syty nie ceni
chleba, a ten kto ma złoto, ceni je tym bardziej im więcej go posiada
(apetyt u człowieka rośnie w miarę jedzenia!).
Nasuwa się więc wniosek, że nie istnieje obiektywna skala wartości, a
potrzeby bywają różne. Czy to oznacza, że nie ma sposobu na wyrażenia
wartości energii
pobieranej przez system? Istnieje sposób, ale nie da się go zmierzyć -
można go jedynie wyrazić: zadowolenie z zaspokojenia potrzeby czyli po
prostu wdzięczność. Wdzięczność można czuć lub nie, wdzięczność można
wyrazić lub nie, ale pozostaje jedynie zaspokojenie potrzeby biorcy i
świadomość (lub nie) zaspokojenia tej potrzeby przez dawcę, nie
istnieje inna wartość wymienna. W systemie nie płaci się "za
coś", w systemie tylko zaspokaja się potrzeby.
Wiem, że to co napisałem w pierwszej chwili wydaje się niezrozumiałe
ale spróbuj wyobrazić sobie wolny, taki naprawdę wolny rynek. Przecież
cena jaką płacisz na takim rynku nie jest niczym innym jak Twoją
wdzięcznością za zaspokojenie Twoich potrzeb (wyrażoną w pieniądzu).
Idealna firma nie dostaje pieniędzy za towary lub usługi tylko za
zaspokajanie potrzeb klientów. Jednak system tym różni się od rynku, że
zaspakaja się potrzeby niejako przy okazji, po prostu istniejąc.
Twoje nerki lub wątroba nie płacą sercu za to, że tłoczy ono krew - po
prostu każdy podsystem robi swoje. "Rób każdy w swym kółku co każe Duch
Boży, a całość sama się złoży" pisał Stanisław Jachowicz.
Czy to oznacza, że w systemie nie można stosować żadnej "ekonomii"?
Można, tylko w każdej transakcji tak naprawdę bierze udział nie para
dawca-biorca, ale cały system i to muszą odzwierciedlać rachunki.
Zrozumiesz to od razu gdy spojrzysz pod tym kątem na system słoneczny -
zaburzenie ruchu jednej planety rzutuje na cały system. Gdy zaspokaja
się potrzebę w systemie, koszt w tradycyjnym pojęciu nie
istnieje.
4. Obserwacja środowiska
doprowadziła do powstania określenia "kolejność dziobania". A było to
tak: w połowie zeszłego wieku obserwowano zagrodę kurzą w której do
karmnika miała dostęp za każdym razem tylko jedna kura, czyli posilały
się po kolei. Ale co było zadziwiające, zawsze robiły to w tej samej
kolejności. Po zbadaniu okazało się, że kolejność dziobania wynikała z
poziomu testosteronu (a więc męskiego hormonu) u każdej z nich. Zatem
"kolejność dziobania" stała się synonimem kolejności zaspokajania
potrzeb w naturalnym środowisku czyli w dziczy. Człowiek od
zwierząt różni się tym, że ma potrzeby nie tylko naturalne. Niestety.
Ale w pogoni za środkami do zaspokojenia swych potrzeb często natrafia
na
konkurenta do tych środków i dochodzi do konfliktu. Zwierzęta
rozstrzygają takie sytuacje w sposób naturalny, za to człowiek na tę
okoliczność wymyślił sędziego. (Zdajesz sobie chyba sprawę, że od
najdawniejszych czasów dwóch zainteresowanych szukało takiej osoby do
rozstrzygnięcia sporu, która była jak najmniej zaineresowana w
przesądzeniu z góry na korzyść jednej ze stron. Tu odzywa się nasza
naturalna znajomość praw systemowych.)
Jeżeli myślisz, że mając uczciwego sędziego usłyszysz sprawiedliwy
wyrok to się po prostu mylisz. Istnieją dwie sprawiedliwości i to
zupełnie różne: ta, którą nazywamy sprawiedliwością potocznie i
sprawiedliwość systemowa. Sprawiedliwość systemowa jest zawsze tylko
jedna - ma na względzie dobro systemu. Podsystem nie liczy się. Liczy
się tylko system, a właściwie funkcja, której służy. Show must go on!
Sprawiedliwość, którą znamy, to osądzanie zgodne z prawem. Ale
musisz wiedzieć, że sytuacje nigdy nie są modelowe, kazuistyka bywa
przebogata, sędziowie mają swoje punkty widzenia, a władza i różne
grupy interesów nie śpią... Zatem sprawiedliwość zawsze wydaje wyroki w
imię czegoś, ale nie jest to wyrok w imię dobra ogółu. No, chyba, że
rzecz rozgrywa się w wyizolowanej społeczności, w której sędzia nie
będzie śmiał wydać wyroku inaczej jak dla dobra całego systemu.
5. Mimo, że powstanie systemu -
z punktu widzenia naszej codzienności - jest zjawiskiem banalnym, w
pewnych sytuacjach jest czarem lub magią, a opis matematyczny
(oficjalnie) nie jest znany. System jest nową jakością w dotychczasowej
sytuacji, jest z punktu widzenia wcześniejszego opisu - katastrofą.
Mówimy, że lawiny zaczynają się od płatka śniegu, a tornada od jednego
machnięcia skrzydła motyla... Aby przybliżyć Ci nieco charakter tego
zjawiska proponuję wykonanie prostego doświadczenia. Zrób kółko z drutu
o średnicy kilkunastu centymetrów i zanurz je w mydlinach. Gdy wyjmiesz
je, zobaczysz błonę mydlaną, ale nie wydmuchuj bańki tylko spróbuj
wygiąć brzegi koła tak, by otrzymać ósemkę, a potem nałożyć dwa małe
kółka na siebie. Jednak nie rób ich po kolei tylko staraj się robić te
dwa ruchy jednocześnie. Zauważysz dziwne zjawisko. Ta wykrzywiona
mydlinowa powierzchnia w pewnym momencie przeskoczy i z kółka
otrzymasz wstęgę Möbiusa rozpiętą na drucie. Cofając ruch wstęga
powtórnie przeskoczy i zmieni się w kółko. Musisz wiedzieć, że wstęga
Möbiusa jest powierzchnią jednostronną a więc tworem jakościowo
innym od koła, a przejście z koła we wstęgę jest prawdziwą "katastrofą".
A teraz przypomnij sobie doświadczenie Stanleya Millera z połowy
zeszłego wieku. Umieścił on w komorze różne gazy i substancje
nieorganiczne o jakich
wiedziano, że musiały znajdować się na pierwotnej Ziemi, i dopowadzał w
tej komorze do wyładowań elektrycznych. W konsekwencji w komorze
pojawiły się aminokwasy czyli substancje organiczne. Doświadczenie to
dobitnie ukazuje pewną zasadę: środowisko wywiera presję. Pod wpływem
presji związki chemiczne mają dwa wyjścia - albo przyjmują energię i
komplikują budowę, albo rozpadają się. Na wyższym etapie rozwoju
historia się powtarza: albo obiekt przyjmuje energię i przystosowuje
się do środowiska, albo ginie. Potem środowisko zmienia się ale zasada
stosowana przez Panią Naturę zostaje: albo system przyjmuje energię ze
środowisk i ewoluuje, albo przestaje istnieć.
I tak oto doszliśmy do słowa ewolucja. W tym miejscu muszę przypomnieć
Ci ewolucję w interpretacji Konrada Lorenza, bo jest to zupełnie inna
ewolucja niż zaproponował to Darwin. Nowa jakość zawsze pojawia się
skokowo, a ciągłość ewolucyjną widać dopiero z pewnej
perspektywy. Lorenz pisząc o ewolucji na etapie bakterii przypomniał
Pantofelka, który nie wiedzieć dlaczego zamiast pożreć Euglenę
zatrzymał ją w swym wnętrzu na stałe. Moim zdaniem prawdziwa
przemiana nie zachodzi wraz z przemianą łowcy w hodowcę, przemiana
następuje w chwili uzależnienia. Nie jest ważne, że Pantofelek nie
pożarł Eugleny tylko to, że po pewnym czasie już bez niej nie mógł żyć:
stali się symbiontami!
Kobieta i mężczyzna z jednej strony są samodzielnymi systemami ale a
drugiej są gotowymi do połączenia połówkami systemu rodzina.
Ich dzieci są składnikami systemu rodzina, ale z drugiej strony może
okazać się, że poza biologią, dokumentami i majątkiem nic ich z
rodzicami nie łączy. Ale zazwyczaj niech no zaistnieje zagrożenie: i
rodzice i dzieci będą walczyć we wzajemnej obronie bo nagle obudzą się
uśpione siły, które ewolucja wykształciła właśnie dla
opanowania takich sytuacji. Bo system jest odpowiedzią na potrzebę
chwili.
Siły działające na Ciebie mogą tak bardzo różnić się od siebie jak
puszczenie oczka przez dziewczynę, lub jak porażenie prądem, ale to czy
weźmiesz udział w powstaniu nowego systemu zależy od tego, czy dla
Ciebie będzie to grom z jasnego nieba, czy propozycja nie
do odrzucenia.
6. Kiedy system coś w
siebie wchłania i coś z siebie oddaje na zewnątrz, to są to zawsze dwa
jakościowo różne strumienie energii (nie będziemy zajmowali się
systemami zwyrodniałymi np. takimi, które wchłaniają i wydalają z
siebie pieniądze). To jest cecha charakterystyczna systemu, że
potencjał wewnętrzny i zewnętrzny są nieporównywalne. Jeżeli
systemem jest komórka tłuszczowa organizmu - odpowiednik banku w
społeczeństwie - to idzie ona pierwsza "pod nóż" w razie potrzeby, bo
sprawny system jest ze swej natury systemem dynamiczny i chociaż ma
funkcje trzymania zapasu, to tezauryzacja jest czysto ludzkim pomysłem.
Kiedy coś bierzesz, lub dajesz, to jest to zawsz czynność prosta. Nie
wiem czy dobrze wyrażę się, ale podsystem z drugim podsystemem zawsze
uskutecznia prosty akt dania, wzięcia lub wymiany. Tymczasem
kiedy na
system patrzy się z zewnątrz to zawsze widzimy w nim krążenie, obieg,
cyrkulację - zawsze. Jest to najbardziej charakterystyczna
cecha systemu: żyje on dzięki krążeniu w nim energii. Nasi
kosmiczni bracia twierdzą, że nasz system słoneczny istnieje dzięki
temu, iż Słońce otrzymuje energię z centrum Galaktyki, którą potem
przekazuje Ziemi. Energia ta nie jest energią kinetyczną - ona powoduje
wirowanie.
Nasze obiegi konstruowane w urządzeniach technicznych charakteryzują
się zawsze stałością przepływu. Mówimy, że przez przekrój przepływa
stały strumień, stałe natężenie, stały wolumen... To wynika z naszych
praw zachowania: energii, pędu, masy itd. Jeżeli zakładamy, że
do energii i materii w trzywymiarowej przestrzeni nie można wprowadzić
materii i energii z przestrzeni czterowymiarowej, to nie poznamy
korzyści płynących z zastosowania wolnej energi - kto w cuda nie
wierzy, nie może poznać ich dobrodziejstwa.
7. To, czy organizm (system
żywy) żyje w środowisku (czyli w dziczy) czy też w jakimś
systemie, można rozpoznać zasadniczo po jednym: czy energię dostaje,
czy też ją zabiera. Jeżeli u dawcy jest niewymuszona zgoda na
oddanie
energii to mamy do czynienia z systemem, w innym wypadku jest to "walka
o przetrwanie" w środowisku. I w środowisku i w systemie istnieje
hierarchia władzy, ale w środowisku każdy system troszczy się o siebie,
w systemie zaś władza troszczy się o funkcję systemu. Nasi
kosmiczni bracia życie w środowisku nazywają służeniem sobie
a życie w systemie, służeniem innym.
Innymi słowy w środowisku władza tak ustawia oddziaływania aby nie było
energetycznych sprzężeń zwrotnych, czyli by podwładni nie mogli
oddziaływać na władzę. Oczywiście służą temy wszystkie metody i
wszystkie środki bo władza służy sobie. Cała hierarchia władzy w takim
"systemie" służy tylko utrzymaniu władzy (w sensie otrzymywania
korzyści, energii) - reszta to pozory.
Komu lub czemu służy prawdziwy system, wie każdy element składowy
systemu. Czasami
ta wiedza nie jest pełna, ale jest zawsze wystarczająca do służenia
systemowi. Chyba teraz rozumiesz dlaczego każda (no, prawie każda)
komórka organizmu wyższego ma komplet informacji o całym organiźmie - w
swoim jądrze. Każdy podsystem wie komu służy. Systemem rządzi
świadomość celu.
Kiedy człowiek zaczyna naprawdę wierzyć w Boga, zaczyna się jego
zdobywanie wiedzy o tym systemie. Stara się zdobyć informacje JAK
pastępować, a kiedy jego wiedza staje się odpowiednio duża i zaczyna
wierzyć i ufać Bogu, wtedy przechodzi pod bezpośrednie
prowadzenie
sumienia, które dyktuje mu CO ma robić. Taki człowiek pozornie żyje na
Ziemi ale tak naprawdę jest już podystemem zupełnie innego systemu...
8. O każdym żywym stworzeniu mówimy,
że po urodzeniu dojrzewa, po czym
starzeje się i umiera. O pojedyńczym osobniku nigdy nie mówimy, że
ewoluuje. Ewolucja to inność na tle reszty osobników. Dotyczy
to zresztą nie tylko pojedyńczego organizmu ale całych społeczeństw. Po
czym możemy poznać, że organizm uległ ewolucji lub że cała społeczność
ewoluowała względem reszy, a nie po prostu rozrosła się (to znaczy
rozwinęła ilościowo a nie jakościowo)? Co jest kryterium zmiany jakościowej,
a nie ilościowej, względnie upływu czasu? To
bardzo trudne zagadnienie i aby na nie odpowiedzieć trzeba przypomnieć
znowu Kurta Gödla: nie da się tego właściwie ocenić dopóki nie będzie
się samemu na wyższym etapie ewolucji (czyli poza ocenianym
systemem). O ewolucji człowieka można mówić tylko w aspekcie
duchowym, w przeciwnym razie będzie to wypowiedź wieprza o perłach.
Tym, co najbardziej różni nas od zwierząt jest rozumienie pojęcia siły
wyższej,
którą określiliśmy jako boga. Bogowie to "istoty wyższe". Czujemy
różnicę jakościową między najpotężniejszym nawet człowiekiem a małym i
słabym bogiem, istotą spoza systmu, która ma prawo na człowieka
oddziaływać.
Jednak aż do czasu Izraela w całej wczesnej historii ludzkości nie
pojawił się bóg, który by objawił siebie w historii jako Boga
stworzyciela Wszechświata i oznajmił, że wyróżnia określony naród jako
wybrany. To właśnie wydarzenie uczyniło z narodu żydowskiego
naród, który w sensie TS miał
docelowo stać się narodem wzorcowym. Bóg przekazał Izraelitom, że
wzorcowy ma być nie sam naród, ale stosunek każdego izraelity do
Boga i do drugiego człowieka - bliźniego. Jak wiemy wola Boga
nie została spełniona, bo pośrednicy między Bogiem i narodem, kapłani,
wybór warunkowy przedstawili jako wybór bezwarunkowy, a to sprawiło, że
w momencie krytycznym naród izraelski (jako całość) zawiódł.
Wszystkie społeczności na przestrzeni dziejów zauważyły oddziaływanie
sił wyższych ale bardzo
różnie je interpretowały. Naszą wiedzę o różnych religich i różnym
stosunku człowieka do religii lub Boga poprawnie uporządkował dopiero
historyk Feliks Koneczny. Pokazał, że w sumie sprowadza się ona zawsze
do jednego: jak człowiek
traktuje władzę, siłę wyższą. W wyniku rozwoju człowiek
rozróżnia władzę fizyczną od władzy duchowej, ale władza fizyczna z tą
duchową nie zawsze się liczy i rodzą się dylematy. Koneczny pokazał, że
właściwie wszystkie warianty wspomnianego problemu można sprowadzić do
kilku podstawowych konfiguracji i nazwał je cywilizacjami.
Cywilizacja to system, i chociaż uczestniczą w niej różne kultury to
jednak istotne siły rozwojowe w każdej cywilizacji działają tak samo.
Zatem walka na świecie nie przebiega między społeczeństwami lub
kulturami - istota walki to zmaganie cywilizacji.
|