|
List nr 57 - Co
sądzisz o nagrodzie Templetona dla księdza Michała Hellera?
Spodziewałem się tego pytania, dlatego przejrzałem pobieżnie co w sieci
znajdę jego pióra, ale to co znalazłem mówi, że nic się nie zmieniło.
Jak dobrze wiesz Hellerem interesowałem się już dawniej. Kiedy wiele
lat temu pierwszy raz kupiłem jego książkę, prawie ją połknąłem i...
prawie ją zrozumiałem. Szukałem wówczas nowych pomysłów matematycznych
i ksiądz-astrofizyk wydał mi się czymś prawie niewyobrażalnym, czymś
jak egipski kapłan, czyli uosobieniem mądrości. Ale książka mnie
rozczarowała - z tego co pamiętam była błyskotliwa lecz standardowa,
nieoryginalna, godna dydaktyka lecz nie naukowca. Po pewnym czasie
kupiłem drugą, to był już ciężki zawód, a po trzeciej byłem tak
wściekły, że wyrzuciłem wszystkie trzy. Po latach kupiłem jeszcze
jedną, już na zimno i tą, Początek jest wszędzie, mam do dzisiaj.
Jestem Hellerem głęboko rozczarowany, potrójnie rozczarowany. Po
pierwsze rozczarował mnie jako naukowiec. Zacząć trzeba od jego
wybitnego talentu matematycznego, jego swobody wyrażania tego co ma na
myśli, i to nie tylko w zakresie słownego opisu zjawisk, ale i doboru
narzędzi jakimi operuje. Jego erudycja idzie w parze talentem
matematycznym, a łatwość pisania pozwala to wszystko efektownie
sprzedać. I tu go mam. On jest jak tygrys, który tak jest zafascynowany
swymi pazurami i kłami, że zapomina używać głowy. Heller ma wielką
fantazję naukową, ale brak mu wyobraźni - nie jest systemowcem.
Zastanawiałem się nieraz, czy jego brak wyobraźni jest efektem nadmiaru
talentów analitycznych czy też błędu zawinionego, i dzisiaj jestem już
pewien, że Heller po prostu zgrzeszył pychą. Mówi, że bardzo się
denerwuje, gdy widzi w księgarni swoje książki o astronomii obok
astrologicznych fantazji. Tak może wyrazić się tylko ambitny naukowiec,
a nie człowiek pokorny. Oprócz talentów matematycznych Heller ma
doskonałe przygotowanie teologiczno-filozoficzne, o niebo lepsze od
niejednego filozofa. W jego pismach czuje się, że na własny rachunek
odkrył w astrofizyce to, co w językoznawstwie odkrył Whorf, mianowicie,
że myślimy słowami. Jego aparat matematyczno-pojęciowy jest dostosowany
do tego co chce wyrazić, co więcej, analizując struktury matematyczne
cudzych prac potrafi wykazać, z jakich ukrytych założeń nie zdaje sobie sprawy
autor, bo gdyby zdawał, to użyłby innego formalizmu. Ale równocześnie
krytykując ideę światów równoległych (artykuł w
Concepts of Physics)
oparł się nie na analizie aparatu matematyczno-pojęciowego tylko na
braku empirycznej kontroli - i to właśnie wtedy, gdy sam pomysł światów
równoległych wziął się z próby wyjaśnienia eksperymentów! W udzielonym
niedawno wywiadzie zwierzył się, że miał okres gdy trudno było mu
przeskakiwać z roli księdza w rolę naukowca i na odwrót, dzisiaj już
się przyzwyczaił. Otóż sądzę, że nie. Heller stał się
naukowcem-konformistą a rolę kapłana traktuje jako drugorzędną. Heller
dał się uwieść.
Jesteś zaskoczony tymi słowami bo niby co złego w tym, że jakiś kapłan
jest dobrym naukowcem? Ano, dużo złego. Kiedyś rozmawialiśmy o
talentach jakie każdy z nas otrzymał od Boga. Heller jest klasycznym
wręcz przypadkiem człowieka, który mówi: Panie Boże, dałeś mi te
talenty więc teraz już pozwól, że sam będę nimi obracał, a Ty kiedyś
ocenisz ile Ci przysporzyłem profitu. Niestety Pan Bóg równocześnie
nauczył nas modlitwy: ...i nie wódź nas na pokuszenie... A nasz
największy talent jest największą pokusą jaka może być nam "podłożona".
Bóg chce, byśmy jak Albert Chmielowski pytali Go czy mamy ten talent
używać, czy iść tam gdzie On nas skieruje. O wiele więcej dobrego
zrobiłby Heller-ksiądz, który jest fizykiem. Problemem dzisiejszego
świata jest niewyobrażalny brak Prawdy. Kto nam powie prawdę o
Wszechświecie, jeśli nie ma ani jednego kapłana równocześnie: odważnego
i dobrze poinformowanego (wykształconego)? Kto nam powie, że Model
Standardowy i Teoria Względności są fałszywe, i że lansowane są właśnie
dlatego! Kto nam powie o ukrywaniu wiedzy o innych cywilizacjach i o
wolnej, dostępnej dla każdego energii? Kto nam powie, że Watykan wie o
tym, że żyjemy w końcu czasów, i że ma specjalne dwa obserwatoria
śledzące nadejście Niszczyciela (poczytaj astrofizyka
Jamesa McCanney'a)? Oczywiście nie mówię tu o obserwatorium
Watykańskim, które prowadzi głównie obserwacje związane z czasem.
Heller mógłby to zrobić wykorzystując swoją wenę. W wywiadzie o
rehabilitacji Galileusza, którą zainicjował JP2, opowiedział o
manipulacjach Watykanu, które właściwie można nazwać zakneblowaniem ust
Papieżowi. My domyślamy się tego, a tu Heller niedwuznacznie potwierdza
te doniesienia. I taki Heller, "demaskator" mógłby zrobić wielką dobrą
robotę, ale to przysporzyłoby mu wrogów, a nie splendoru. Heller wybrał
drogę sławy zapominając, że wielkość mieści się w ofierze a nie w
zaszczytach. Wielkość dla Boga to nie wielkość dla świata. I z tym
wiąże się mój drugi zawód związany z Hellerem-kapłanem.
Trzeci to błąd przyjęcia nagrody Templetona. Kiedy zacząłem przeglądać
w sieci materiały na temat pochodzenia tej nagrody zdumiałem się, co za
ludzie są z nią związani. To kwiat masonerii. Zdumiało mnie również
kogo wybierają jako laureatów: ludzi, którzy nobilitują. Na pierwszym
miejscu wielka święta i wielka naiwna, Matka Teresa z Kalkuty. Co
ciekawe, otrzymała również nagrodę (pokojową) Nobla. Dla mnie to są
pieniądze pochodzące z handlu śmiercią - nie sądzisz chyba, że Nobel
dorobił się ich na produkcji dynamitu dla kopalń? A ostatnio głośno o
innym pokojowo-noblowskim laureacie, Gorbaczowie; odkryto, że widnieje
jego podpis na poleceniu jakie w listopadzie 1979 r. wydali członkowie
sekretariatu KC KPZR swoim podwładnym z KGB, dotyczącym "zlikwidowania
problemu JP2". Nie wiem co ludzie pomyślą o komisji przyznającej
nagrody, ale złoto jest przecież czyste...
Chwała tego świata przemija, ale w krytycznych momentach ludzie kierują
uwagę ku autorytetom i od nich oczekują podpowiedzi jaką podjąć
decyzję. Złoto Templetona jest gorsze od złota Nobla bo to pieniądze
masonerii, jednak jego etykietka "nauka i religia podają sobie ręce"
dodaje splendoru laureatowi czyniąc go nieskazitelnym. A ksiądz Michał
Heller nobilitując masońską nagrodę i dodając jej splendoru, bardzo
mnie zawiódł jako katolik.
|