|
List nr 62 -
Zdradź mi, co ty naprawdę myślisz o księżach?
Dotknąłeś bardzo bolesnego tematu. Sam jestem niedoszłym księdzem,
bo pod koniec szkoły podstawowej myślałem, że nim zostanę, jednak
powołanie nie przyszło a moje zainteresowania z czasem stawały się
coraz bardziej techniczne. Ale czuję z nimi głęboką więź jako z tymi,
którzy ludzi prowadzą do Boga.
Jest mi ich bardzo żal, bo to są
boży wojownicy, którzy (z nielicznymi wyjątkami) dali się Szatanowi
oszukać. Ja sam uniknąłem ich losu, bo pozwolono mi zostać joginem -
znalazłem się na zewnątrz chrześcijaństwa i udało mi się ujrzeć z
drugiej strony katolicyzm i religijność "w ogóle". To była łaska, która
sprawiła, że stałem się otwarty na objawienie, gdziekolwiek je
usłyszałem. Nie była to moja zasługa, po prostu prowadzono mnie
łatwiejszą drogą, gdzie wiara i wiedza mogły się wspierać. Moja pomoc w
pracach nad urządzeniem w którym przejawiła swe działanie wolna energia
była drugą łaską, po prostu znalazłem się na zewnątrz dyskursywnej,
racjonalnej Nauki, która okazała swą bezsilność i bezpłodność w
podejściu do zjawiska istotnie nowego. Czyli nie ma mojej zasługi w
tym, że lepiej od kapłanów rozumiem ich problemy. Będąc w systemie nie
da się go właściwie ocenić.
Wyzwaniem był kontakt z wiedzą o
obcych cywilizacjach. Początkowo traktowałem to jako ciekawostkę, ale w
miarę jak doniesień było coraz więcej i wszystkie przejawiały
specyficzną spójność, zaczął narastać niepokój. Nawet pamiętam książkę
dominikańską, gdzie przypomniano Giordana Bruno, który do twierdzenia o
mnogości światów w kosmosie dodawał, że tam są planety na których też
musiał pojawić się Jezus i je odkupić. Myślałem: to jaka był ofiara
Jezusa na naszej Ziemi, za wszystkie światy, czy tylko za nasz? To
pytanie już wtedy nie dawało mi spokoju. Ale książki o wierzeniach
religijnych kosmitów i opowieści ludzi wychodzących poza ciało, dobiły
mnie. Co z tą reinkarnacją? Fakt, że w tym czasie (lata
dziewięćdziesiąte) czytałem już objawienia Vassuli, Valtorty i Anny,
problem tylko pogłębiał. Nie znajdując odpowiedzi gorąco prosiłem o
światło, i ono przyszło. Teraz dopiero zrozumiałem, że bez herezji, bez
wyjścia poza system, nie ma postępu. Teraz dopiero zrozumiałem,
dlaczego Lucyfer musiał zdradzić Boga Ojca, a Jezus musiał
umrzeć "z posłuszeństwa" Ojcu. Któż jak Bóg i Jego pomysł na szkołę Miłości!!!
Słowo herezja ma w nauczaniu Kościoła jednoznacznie negatywną wymowę;
herezja to głoszenie nauk różniących się od doktryny katolickiej, co do istoty.
Określenie danej nauki heretycką, zamyka dyskusję - głoszący ją
człowiek to odstępca. Przez lata w Kościele trwała ciężka i czasami
krwawa dyskusja nad prawdami wiary, która zaowocowała dogmatami. Dogmat
to taki kamień milowy w Nauce o Bogu. Jest niepodważalny bo podparty
autorytetem Papieża. Ale jego rozumienie i przydatność w rozwoju wiary
są względne, tak jak względna jest cała nasza wiedza. Wiedza pomaga
lub przeszkadza w drodze do Boga, a ten dogmat niestety nie jest
rozumiany przez ludzi dla których wiedza jest religią. Są księża,
którzy nie wierzą w Boga, tylko w dogmaty. Są zamknięci na głos Ducha
Świętego w objawieniach współczesnych, bo "tego nie zapisano w naukach
Kościoła ani w tradycji"
. Czy oni boją się posądzenia o herezję, czy o
brak posłuszeństwa względem nauczania Kościoła? W końcu i
jedno i drugie jest grzechem.
Od zamknięcia na głos Ducha Świętego do przeczenia Mu jest tylko jeden
malutki kroczek, prawie niedostrzegalny. To tak, jak ze słuchaniem
głosu sumienia: gdy czegoś chcemy, to własne chcice utożsamiamy z tym
Głosem. Piszę chcice bo często przerażony jestem jak łatwo
ludzie swoje szczęście ziemskie biorą za dobro ostateczne. Modlą się o
pieniądze, dobrą pracę, zdrowie, dobre stopnie w szkole, urodę, jakby
od tego zależało ich zbawienie. Jakby zupełnie zapomnieli, że Bóg jest
ich Ojcem i troszczy się o nich doskonale. Ale oni wiedzą lepiej od
Niego co jest dla nich "dobrem". Księża podobnie, modlą się o sukces
duszpasterski, liczą przystępujących do komunii i biorą udziały w
rankingach. Popatrz Panie Boże, ilu udało mi się nawrócić! To
oczywiście Twoja zasługa, ale JA się starałem! Wydaje mi się, że bardzo
mało księży modli się: wybacz mi Boże, za mało się starałem, udało mi
się nawrócić tylko sto tysięcy - te miliony nadal nie chcą Cię uznać za
Ojca.
Żaden ksiądz dzisiaj nie uzna swego oczywistego
podobieństwa do kapłanów Starego Testamentu, dla nich takie porównanie
to obelga. I to jest sedno problemu o którym mówię, że powoduje ból
mojego serca, bo czuję się jakby moi bracia nie chcieli otworzyć listów
napisanych przez Ojca specjalnie do nich. Objawienia to nie tylko pomoc
w zrozumieniu obecnych czasów, to najskuteczniejsza broń w walce z
Szatanem, to WIEDZA o PRAWDZIE. A tymczasem kapłani wolą swoje popisy
medialne, sądząc, że ilość słuchaczy przełoży się na jakość nauczania.
Ślepy lud prowadzony przez ślepców, ale taki jest Boży wyrok. Tak jak
dwa tysiące lat temu kapłani Izraela musieli wyprzeć się Jezusa byśmy
my, poganie mogli być dopuszczeni do "narodu wybranego", tak dzisiaj
Bóg pozwala by zaparli się Go ukochani synowie, bo dzięki temu
zbawienie będzie mogło wyjść poza Ziemię.
"I wystąpią biskupi przeciw biskupom, księża przeciw księżom..."
A więc nie wszystko stracone, jest nadzieja,
że po Znaku nie wszyscy kapłani pójdą w zaparte i nie wszyscy
odwrócą się od Prawdy. Ale to niestety będzie po fakcie,
to znaczy zostanie im tylko rola bojowników-bohaterów, którym
pozostało danie świadectwa przez męczeństwo. A nam dzisiaj tak bardzo
potrzeba księży, którzy rozumieją problem końca czasów, jakim jest
dobre przygotowanie wiernych. Dam jeden konkretny przykład. Na
całym świecie świątynie są własnością Kościoła, a nie lokalnych
społeczności. To, że przechodzą w ręce prywatne jako odszkodowania za
nadużycia seksualne księży to smutna sprawa, ale prawdziwa tragedia
zacznie się, gdy przyjdą "z góry" przepisy nakazujące zmianę istoty
liturgii, ohyda spustoszenia. Wierni nie mogą zamknąć kościoła i
udostępnić go tylko "swojemu" księdzu wiernemu tradycji Jezusa, bo
klucze będą w ręku biskupa-zdrajcy. I koniec - msza święta będzie
musiała zejść do podziemia lub ustać. Tam gdzie sięga administracyjna
władza Kościoła, tam sumienie nie ma nic do gadania.
Codziennie modlę się za księży, czasami nawet bardziej niż za bliskich, których
mam pod opieką. Wszelkie moje próby rozmów z nimi na temat objawień
okazały się bezowocne. Nawet ci, którzy je czytają robią to wybiórczo i
traktują instrumentalnie. Bóg mówi, byśmy nic nie robili na siłę, On
kieruje naszymi krokami nawet w sprawach dotyczących objawień. Mówi, że
nagnie ich karki i połączy nas, lud, ponad podziałami, które
wprowadzili. Ale każdy z nas ma duszę kapłańską
, na każdym z nas ciąży
odpowiedzialność za innych. Odkąd uświadomiliśmy sobie nasze synostwo
nie potrzebujemy pośrednika w rozmowie z Ojcem, więc wykorzystajmy to -
módlmy się za kapłanów, skoro oni nie chcą słuchać Ojca, jak powinni
modlić się za nas.
|