|
List nr 64 -
Jak ten kryzys skończy się dla Polski?
Dobrze się skończy, choć oczywiście droga do gwiazd wiedzie przez
cierpienia. Jestem głęboko przekonany, że nasze doświadczenia narodowe,
nasze miejsce na mapie i oczywiście Boża Opatrzność w którą tak bardzo
wierzymy, wszystko to doprowadzi do powstania Królestwa Bożego na
Ziemi, i że to właśnie od Polski się zacznie - ale po kolei.
Ostatnio wpadło mi w oko zdanie z Haruki Murakamiego, że "jeżeli
czytasz to samo, co inni ludzie, potrafisz myśleć tylko tak jak oni".
Mówiąc po mojemu: od czasu gdy zachłysnęliśmy się ameryką myślimy
tylko dolarami. Piszę to tak wyraźnie, byś zrozumiał, że to co
usłyszysz nie jest nowe, a jedynie oślepliśmy. Patrzymy a nie widzimy,
słuchamy a nie słyszymy, bo stwardniały nasze serca (Mt. 13.13).
Królestwo Boże to socjalizm, ale bez jego fałszów, niesprawiedliwości i
degeneracji. Socjalizm jaki budowano w Polsce po wojnie był zalążkiem
prawdziwego systemu dwuliniowego, a zatem systemu Bożego. Liniowy system
jest systemem lucyferycznym w tym sensie, że może być oparty
jedynie na posłuszeństwie - system dwuliniowy wymaga by każdy liczył
się z każdym, jak w systemie planetarnym, gdzie każde ciało wpływa na
każde. Również wiedza o systemie jest w systemie dwuliniowym jawna dla
wszystkich, jak w ciele człowieka, gdzie każda komórka posiada w
jądrze wiedzę o całości organizmu. Poza tym kraj w którym działa system
dwuliniowy nie może z innymi krajami rozliczać się w walucie, tylko musi
stosować wymianę towarów i usług (względnie wiedzy). Te trzy
niemożliwe rzeczy muszą zaistnieć, aby zaczęło się w Polsce Królestwo
Boże - i one staną się, ale nie dzięki naszej woli tylko właśnie z
konieczności.
Zacznijmy od kryzysu sensu stricto: to nie jest przypadek! To świadoma akcja
przygotowywana od wielu lat i konsekwentnie wdrażana, by świat
zbankrutował i tym samym stał się niewolnikiem określonych sił.
Szczegóły są dobrze znane, jeżeli wie się gdzie spojrzeć i gdzie
przyłożyć ucho. To samo stanie się w Polsce, ale nasza władza (rząd i siły specjalne) w
stosunku do narodu jest słaba, i to właśnie naród będzie miał najwięcej
do powiedzenia w czasie przemiany; w innych krajach będzie dużo gorzej.
Polski etatyzm i interwencjonizm skłoni się do znanych z historii
rozwiązań, ale naród tym razem będzie dobrze patrzył na ręce
decydentom, a to wystarczy. Kryzys spowoduje u nas dojście do władzy
prawdziwie wartościowych jednostek, które nadadzą przemianom właściwy kierunek.
Spróbujmy teraz przyjrzeć się tym trzem własnościom jakie odróżniają systemy.
System to element oddzielony od drugiego, to jednostka, indywidualność,
to coś co ma wewnątrz inną strukturę niż na zewnątrz. Gdy
system nie odczuwa innych systemów lub ich oddziaływania są słabe,
mówimy, że przebywa w środowisku. Gdy naciski innych systemów są tak silne,
że bardziej korzystne dla systemu jest liczenie się z nimi, niż
nieliczenie - system łączy się w większy system, stając się
podsystemem. System składowy, podsystem, inaczej wymienia informacje i
energię z bratnimi podsystemami, a inaczej ze środowiskiem. Kiedy
Polska była składnikiem systemu socjalistycznego naszą naturalną
jednostką płatniczą była złotówka, ale od kiedy Polska stała się
obywatelem świata naszą walutą stał się "dolar". Piszę dolar choć to
oznacza równocześnie funta lub rubla, bo istotą rzeczy nie jest
etykietka a wymienialność. Dolar jest energetycznym układem odniesienia
dla Świata. Ale co to oznacza? Gdy towar był wymieniany za towar,
wszystko miało swoją wartość. Gdy wartość zaczęto odmierzać w złocie
stało się ono ekwiwalentem wartości wszystkich rzeczy. Ale gdy
papierowy pieniądz oddzielono od złota rzeczy przestały mieć wartość,
rzeczy stały się równowartościowe makulaturze. Jednak dopóki kogut nie
zauważy, że obcięto mu głowę, dopóty może biegać po podwórku...
Systemy do życia potrzebują energii i informacji, a zdobywają je drogą wymiany.
Płacenie za energię i informację ma sens jedynie wtedy, gdy waluta jest
prawdziwa, a to oznacza jej realną wymienialność. Oznacza to,
że jedyną walutą w rozliczeniach między państwami może być ten biedny,
zamordowany przez Lecha Wałęsę barter. Rozliczenia w dolarze są
rozliczeniami liniowymi, czyli służą tylko tym, którzy drukują dolary.
Import i eksport za dewizy to pojęcia ze słownika Lucyfera i ten, kto
się nimi posługuje (lub przy nich upiera) powinien być eliminowany z
życia gospodarczego jako ślepiec prowadzący innych na manowce. Import
musi być równy eksportowi bo w przeciwnym wypadku nie mamy wymiany
tylko nieuczciwość.
W tym miejscu ktoś mógłby spytać czy to
oznacza, że murarz co domy muruje i krawiec co szyje ubrania, mają się
wymieniać z rączki do rączki. Otóż nie, mają sobie płacić złotówkami.
Wewnątrz systemu, a Polska gospodarczo jest systemem, działa jedna
waluta. Polska jako system gospodarczo-finansowy a zatem i prawny, jest
systemem - pod każdym innym względem jest jedynie środowiskiem czyli
dziczą. Stan pośredni między dziczą a systemem to ekosystem. Im mniej
jest dziczy tym więcej ekosystemu, aż do pełnego systemu, do "rodziny",
czyli do Królestwa Bożego. Jednak wdrażanie systemu dwuliniowego
zacznie się od przymusowej autarkii, a doprowadzi do pełnej autonomii
każdego podsystemu, bo taka jest właściwość Praw Natury.
W chwili obecnej włączeni jesteśmy Internetem do światowego obiegu
informacji. Obowiązuje w nim (nominalnie) anonimowość i ograniczenie
związane z prawami autorskimi. I są to cechy dziczy, czyli środowiska
naturalnego. Każdy chce wiedzieć jak najwięcej, dając w zamian jak
najmniej i ukrywając swą tożsamość - zasada najmniejszego działania lub
jak kto woli, zasada minimum entropii. W systemie (dwuliniowym
oczywiście) wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, a jedynym
ograniczeniem informacji jest dobro osoby. Jest to niepojęte dla
przeciętnego człowieka, bo ktoś, kto żył w dziczy, a nie w rodzinie
PRAWDZIWIE katolickiej, nie wie, że ten świat jest światem permanentnej
intensywnej nauki. Ale wracając do Internetu, w przyszłej Polsce będzie
on działał na zupełnie innej zasadzie: autor każdej informacji będzie
znany i "namierzalny" w każdej chwili. Co więcej, dostęp do informacji
będzie limitowany jedynie dojrzałością danej osoby. Dotyczy to również
informacji o osobie - im wyższą dojrzałością się wykażemy tym więcej
będziemy mogli dowiedzieć się o sobie nawzajem.
W tej nowej
Polsce, na początku będzie jak w prawdziwej dziczy, wszyscy będą dla
siebie wilkami. Ale bardzo szybko zorientujemy się, że nie wszyscy są
sobie równi, niektórzy są równiejsi... Mam na myśli tych, którzy
wyróżniać się będą talentami a nie etykietkami (naukowymi), mądrością
(a nie wiedzą) i miłością (a nie przynależnością do Kościoła). Ludzie
ponad podziałami zaczną dostrzegać jedność Polski. Nie będzie liczyła
się narodowość, wyznanie, opinia (czy pan wie, że on siedział za
morderstwo?), a nawet przynależność do rodziny. Zacznie się wielkie
przedefiniowywanie fundamentów naszych wartości. Sumienie będzie
ważniejsze od głosu księdza, zaufanie będzie się bardziej liczyło od
opinii, mądrość bardziej od wiedzy, prawda od informacji, a inny
człowiek od nas samych. Dobrzy dla innych będziemy z miłości do Boga, a
nie z miłości do bliźniego lub rodziny. Nie będziemy budować nieba na
Ziemi, tylko pójdziemy w nieznane zgodnie z cichym głosem
rozbrzmiewającym w naszych sercach. Królestwo Boże stanie się samo, bo
stać się musi.
|