|
List nr 68 -
Kiedy Nauka popełniła ten największy błąd?
Sądzę, że Twoje pytanie jest źle postawione. Tobie chodzi o to,
kiedy ugruntowały się u ogółu naukowców złe wyobrażenia o świecie
materialnym? Na tak postawione pytanie chyba można odpowiedzieć, bo
Nauka postępuje w rozwoju nieprzerwanie, jedynie "skoki paradygmatu" są
momentalne, bo wiążą się ze zmianą systemu odniesienia (czyli ze zmianą
przesłanek filozoficznych).
Żeby odpowiedzieć na Twoje pytanie
zajrzałem do Wikipedii do hasła potencjał.
Oczywiście do potencjału kiedyś wrócimy, bo to materiał na duży list,
teraz jedynie chcę powiedzieć, że jest to kluczowe pojęcie dla Teorii
Systemów. Mówiąc najkrócej, moje właściwe rozumienie TS zaczęło się od
zrozumienia, że residua, które obliczamy w szeregu Laurenta są
dziurami w potencjale, że to właśnie tędy może wlewać się do systemu wolna energia.
Otóż zajrzałem do potencjału, poskakałem na pojęcia z nim związane i
znalazłem winowajcę. To Izaak Newton. Ten mason bawiąc się w alchemika
dokonał wielkiego, niestety brzemiennego dla nas, odkrycia. Piszę
brzemiennego, bo to odkrycie niesłychanie posunęło do przodu nasze
rozumienie praw rządzących materią czyli Światem. Bóg naukowcom
przestał być potrzebny! Newton zajmując się astronomią sformułował
zasady dynamiki, a idąc śladem starożytnych i bawiąc się kwadraturami
(określaniem powierzchni ograniczonej krzywą) i znajdowaniem stycznych
- wymyślił rachunek całkowy i różniczkowy. Gdy dodamy do tego odkrycie
przyciągania, mamy kompletny wytrych do Wszechświata.
Odkrycie
przyciągania było wielkim odkryciem. Wszyscy zdawali sobie z niego
sprawę, ale dopiero Newton z tego prozaicznego faktu uczynił poezję
fizyki. Można powiedzieć, że nikt przed Newtonem tak naprawdę nie
uświadamiał sobie, że to przyciąganie Ziemi jest powodem obiegania jej
przez Księżyc. Przyciąganie jest powodem wirowania. Ale na to
wielkie odkrycie można spojrzeć z dwóch punktów widzenia, jednak z tego już
Newton nie zdawał sobie sprawy, a chwilę później ten błąd został
głęboko ukryty. To Kartezjusz swoim genialnym dziełem Rozprawa o
metodzie, a właściwie wydanym równocześnie traktatem Geometria,
zasugerował Newtonowi sposób patrzenia na wirowanie.
W nim to po raz pierwszy został zaprezentowany sposób łączenia
geometrii z algebrą, czyli kartezjański układ odniesienia. Jest to jak
wiemy układ odniesienia prostokątny.
Istnieje jeszcze alternatywny układ odniesienia, biegunowy, w którym
położenie punktu wyznacza kąt i promień wodzący. Stop, to tutaj jest
początek problemu, bo tak naprawdę, alternatywnie położenie punku wyznaczają dwie
liczby: wycinek koła (o wartości podanej w radianach) i długość
promienia. Wycinek koła nie jest wielkością liniową tylko dwuliniową!
Sto lat po Newtonie, gdy Lagrange wprowadził swoje współrzędne
uogólnione, cały rachunek stał się tak krystalicznie jasny, spójny i
piękny, że już nikt nie mógł mieć do niego jakichkolwiek
zastrzeżeń - stał się kanonem. Od tej chwili Wszechświat zaczęto
rozumieć tak jak zapoczątkował to Newton.
Zastanawiałem się
kiedyś, dlaczego Jezus powiedział, że kto chce być największy musi
być najmniejszy. Że On, Bóg-Człowiek musi się uniżyć tak bardzo by przyciągnąć
do siebie nawet najgorszych. Spójrzmy na to Jezusowe stwierdzenie
oczami fizyka. (Teraz właściwie aby nie narazić się fizycznym
ortodoksom co drugie słowo powinienem pisać w cudzysłowie, ale nie
zrobię tego.) Wyobraź sobie Ziemię - gdyby z nieskończenie daleka pod
wpływem siły grawitacji przybliżyła się do niej jakaś cząstka, to
odbiwszy się od niej sprężyście poszybowałaby z powrotem prosto do
nieskończoności. Widok na równiku wydaje się zupełnie inny: cząstka
zagina swój tor, jednak zdąża do nieskończoności, którą osiągnie po
nieskończenie długim czasie. Wydaje się, że nie ma sposobu by sama
weszła na orbitę, bo cyklicznie jej energia potencjalna zmienia się w
kinetyczną. Każdy potencjał (generowany siłami zachowawczymi)
rozciągający się od nieskończoności do nieskończoności sprawia
wrażenie, że jest bezźródłowy, że istnieje "od zawsze", że energia
kinetyczna może się w nieskończoność w
nim zamieniać na energię potencjalną i na odwrót - ale to złudzenie.
Tak jak do Jezusa nie można zbliżyć się nie zostawiwszy za sobą swojego
zwierzęcego "ja", tak potencjał nie może fizycznie istnieć bez
przepływu przez niego energii. Dlaczego o tym nie wiemy? Bo i fizycy i
matematycy nie szukają prawdy tylko własnej chwały.
Gdyby fizycy uważniej słuchali biologów i chemików to już dawno
dotarłoby do nich, że ewolucja postępuje od nieożywionego do
ożywionego, od mało skomplikowanego do bardziej skomplikowanego, od
mało inteligentnego do mądrego. A to co nie ewoluuje, wypływa wraz ze
spadkiem potencjału, wypływa przez upust (to fachowe określenie).
|