|
List nr 75 -
Co sądzisz o wyroku w sprawie Alicji Tysiąc?
A myślałem, że już nie zadasz tego pytania! Wiem, że odkąd pracujesz w
katolickiej redakcji boisz się odpowiedzi na takie pytania... i dobrze
Cię rozumiem. Nie da się nic dobrego powiedzieć o katolickich środkach
masowego przekazu, jeśli tylko ma w nich głos decydujący ktoś z
duchowieństwa. Katolickie masmedia to przykład
zakłamania i manipulacji. Ale zanim wytłumaczę Ci dlaczego tak się
dzieje opowiem o sobie, bo też byłem kiedyś w sytuacji podobnej do
Twojej.
Pracowałem w pewnym okresie w spółdzielni inwalidów bazującej na
surowcach z importu. Produkcja była interesująca jedynie pod warunkiem,
że surowce kupowane były z wykorzystaniem luki w prawie, bo wtedy
spółdzielnia zyskiwała do 40% cła, jednak by to osiągnąć, w czasie
odprawy celnej trzeba było ewidentnie skłamać. I zdarzało się, że byłem
delegowany do dokonania takiej odprawy. Zastanawiałem się wówczas, czy
mam podpisać deklarację celną. Z jednej strony odpowiedzialność za całą
tę robotę brał na siebie prezes spółdzielni: on MUSIAŁ inwalidom
zapewnić pracę. Ale z drugiej, ja wcale nie musiałem wypełniać tej
deklaracji bo nic nie stało na przeszkodzie by zlecić odprawę agencji
celnej. Dwa pytania: czy mogę, i czy powinienem. I chyba wtedy po raz
pierwszy dotarło do mnie, że nie ma dwóch pytań - jest tylko jedno: co
powinienem zrobić?
Dziennikarz uczciwy bardzo szybko dochodzi do wniosku, że musi dokonać
wyboru czy będzie reporterem czy komentatorem. Informowanie i
komentowanie informacji to dwie zupełnie różne czynności; jedna wymaga
sprawiedliwości liniowej, druga dwuliniowej; jedna wymaga szczerości aż
do bólu i otwartości, druga stronniczości i skrytości aż do zatajenia
(a czasami może i kłamstwa). Jedna ma na względzie dobro informacji,
druga dobro odbiorcy. Z tego systemowego punktu widzenia katolickie
środki masowego przekazu nie dostarczają informacji, tylko komentarze.
Jednak w dzisiejszej prasie wydawanej przez kler nawet komentarze muszą
czasami być niezgodne z sumieniem tylko z dyrektywami wydawcy. Weźmy za
przykład objawienia lub nadużycia duchowieństwa - nawet komentarze nie
są uczciwe tylko zgodne z wytycznymi.
Wydawałoby się, że problem Gościa i Alicji to problem języka co
to się "z przywar, nie z osób natrząsa", ale to bardzo płytkie
rozumienie problemu. To jest problem nie tylko prasy katolickiej ale
polskiego katolicyzmu. My, którzy byliśmy znani z tolerancji i
wręcz gościnności względem obcych religii, my którzy staraliśmy się
nawracać innych przykładem i opieką, nagle bierzemy się za metody
żydowskie i nawracamy innych przy pomocy prawa. Gorzej - napiętnujemy,
nie troszcząc się o ich nawrócenie. Wiem, że dla Ciebie problem Gościa
to problem wolności słowa dziennikarza, który musi godzić wymagania
swego szefa z głosem sumienia. Ale zrozum dobrze swoich szefów - taki
jest los tych, którzy muszą pytać Papieża o to czy in vitro jest
grzechem, bo nie chcą słuchać głosu sumienia. Pytanie czy dany czyn
jest grzechem jest dla nich ważniejsze i łatwiejsze od pytania co można
zrobić, by drugi
człowiek nie zgrzeszył. Każdy z nas albo idzie na łatwiznę albo na
Golgotę. Nikt Ciebie nie zwolni od tego wyboru. Nikt z nas nie uniknie
takich wyborów. Myślenie duchowieństwa, że posłuszeństwo Papieżowi jest
ważniejsze od posłuszeństwa względem sumienia a także napiętnowanie
grzeszników zamiast troska o nich, źle się dla nas skończy.
A teraz cytat z Gazety Codziennej
"Alojzy Wencepel nazywany przez
parafian księdzem Alkiem, urodził się w 1945 roku w Łaziskach Dolnych.
W 1998 roku został wybrany przez Kapitułę Konkursu Wisławy Szymborskiej
na Społecznika Roku, w 2001 roku zdobył tytuł Proboszcza III
Tysiąclecia (konkurs KAI i Radia Plus). Swoją społeczną działalność
zaczął od organizowania rekolekcji dla niepełnosprawnych. Ubogim
rozdaje kozy. Pomaga też bezdomnym. Przy parafii prowadzi dom dla
mężczyzn, a w Wiśle Małej koło Pszczyny i w Ustroniu domy dla matek z
dziećmi. Dzięki pomocy proboszcza i zorganizowanego przez niego
pośredniaka pracę znalazło mnóstwo osób. Z wykształcenia jest
rolnikiem. Przy parafii prowadzi 14-hektarowe gospodarstwo. W
uprawianiu roli, hodowli świń, koni, krów, kóz pomagają mu bezdomni z
parafialnych ośrodków. W 1997 roku podczas powodzi wysłał do Wrocławia
30 tirów z pomocą. Dwa lata później wspierał pomocą rolników z
Podlasia, których dotknęła susza. Znany jest także z tego, że ku
uciesze dzieci w Niedzielę Palmową przejeżdża wokół kościoła na osiołku
Pedro." Tyle cytat. Mowa w nim o proboszczu, który swoim parafiankom
sam zafundował becikowe, a niepokoi mnie, że w Gościu
nic o nim nie znalazłem.
Wracając do samej sprawy Alicji Tysiąc, najlepszym komentarzem do niej
jaki czytałem był komentarz Bogdana Dziobkowskiego z Rzeczypospolitej.
Odnośnie tygodnika napisał
jedynie: "Nie podzielam opinii prezentowanych na łamach „Gościa
Niedzielnego”. Ich język był mało subtelny, oceny nazbyt surowe.
Rozumiem, że pani Tysiąc mogła poczuć się nimi dotknięta."
|