|
List nr 77 -
Nad czym ostatnio pracujesz? (12.2009)
Oczywiście nie chodzi Ci o moją pracą zawodową (dla chleba), tylko o
tzw. prawdziwe zainteresowania. Otóż cały czas pracuję nad aksjomatyką.
Jak wiesz na początku było Słowo, a ja w swojej pracy ciągle nie
potrafię (a może nie mam odwagi) znaleźć tego odpowiedniego.
Od bardzo wielu lat zajmuję się ogólną teorią systemów, która naprawdę
jest "teorią wszystkiego", jednak ma ona jedną szczególną cechę, którą
trudno wytłumaczyć: jej postać zależy od punktu widzenia. W Nauce
człowieka cywilizowanego przyjęło się mówić o przekonaniach naukowców
(które są zawsze personalne) i o posiadanej przez nich wiedzy, która
jest obiektywna, bo nie zależy od punktu widzenia naukowca, a jedynie
jest zależna od poziomu rozwoju całego społeczeństwa. Nauka jest naszym
dorobkiem, naszym bogactwem, bo dzięki niej wiemy kim jesteśmy, skąd
pochodzimy i dokąd zmierzamy. Nauka jako całość określa Ludzkość. Ale
to nie dotyczy każdego człowieka z osobna. Każdy z ludzi jest
niepowtarzalną indywidualnością, i jego poglądy od poglądów naukowych
różnią się jak dzień i noc. Suma ludzi stanowi ludzkość, ale nie ma na
świecie ani jednego człowieka "typowego", bo poglądy każdego z ludzi
różnią się między sobą. Wszyscy ludzie, dosłownie każdy z osobna,
lepiej lub gorzej znają ogólną teorię systemów, bo mamy ją we krwi, ale
każdy widzi ją i rozumie inaczej.
Jak już dawno mówiłem, jednym z największych odkryć systemowych jest
odkrycie Beniamina Lee Whorfa, że myślimy słowami. Słowa są granicami
naszych światów, nadają sens temu co widzimy. Jeżeli dwóch ludzi
wychowywało się w dwóch różnych systemach językowych to praktycznie
wzrastali w dwóch różnych światach. Prawdziwe porozumienie między nimi
jest prawie niemożliwe, z wyjątkiem empatii. By tę trudność zrozumienia
jeszcze podkreślić posłużę się określeniem jakiego używają nasi
kosmiczni bracia mówiąc o porozumieniu między człowiekiem z duszą
i bez, że jest ono niemożliwe bo niemożliwe jest prawdziwe porozumienie
między człowiekiem i inteligentnym
zwierzęciem. Od zwierzęcia odróżnia nas posiadanie Duszy, a człowiek
zachowuje się jak inteligentne zwierzę gdy posiada Duszę martwą (bo
śmierć to oderwanie Duszy od Boga, a nie od ciała). Tak więc porozumieć
się możemy, ale zrozumieć - nie. Należymy do dwóch zupełnie różnych
systemów.
Adam i Ewa to były dwie doskonałe istoty, mieli pełnię Łaski, ale nie
wiedzy. Byli doskonali, choć z ograniczoną wiedzą - mieli jedynie
WIERZYĆ, czyli ufać, że prowadzeni są właściwą drogą (cokolwiek to
oznacza z naukowego punktu widzenia). Ich błąd, nazwany potem
największym z grzechów, polegał na przedłożeniu wiedzy ponad wiarę.
Wydawało im się, że ich ocena sytuacji, ich wiedza, jest właściwsza od
tej jaką im przekazano. Ich punkt widzenia przedłożyli ponad wiedzę
obiektywną. Ale historia Adama i Ewy ma się nijak do opowieści
naszych kosmicznych braci, którzy twierdzą, że człowiek ma pięć ciał,
mianowicie: fizyczne, energetyczne, eteryczne, astralne i duszę, przy
czym dusza według nich
to fragment Absolutu, który wcieliwszy się w materię zdobywa
doświadczenie. Nie ma miejsca na Łaskę i wiarę, a jedynie liczy się
zdobywanie wiedzy. Nasz kłopot polega na tym, że bazując na ich obrazie
świata musimy się jakoś ustosunkować do tych ciał świetlistych, których
i tak ani nie widzimy ani nie potrafimy wkomponować w nasz przyziemny
obraz materii.
Drugi kłopot to bogactwo różnic w opisach tych samych struktur u
różnych cywilizacji. Poglądy kosmitów są zgodne co do istoty, ale
bardzo różnią się w
szczegółach. Każda z cywilizacji reprezentuje inny poziom rozwoju i
inną filozofię. Różnice są tak istotne, że każą wątpić w ich
wyobrażenie o Świecie jako całości. A jednak wszyscy oni panują nad
materią w stopniu o wiele wyższym od nas. Jedno co podkreślają wszyscy
to fakt, że wszechświat dzieli się na służących sobie i tych co służą innym,
i jest to jedyny podział jaki da się sprowadzić wprost do naszych pojęć
matematycznych, a konkretnie do systemów liniowych i dwuliniowych.
Mamy również problem z rozumieniem pojęcia przestrzeni, bo nasze jej
rozumienie jest rozumieniem odzwierzęcym. Nasi naukowcy mogą sobie
wyobrazić jedynie przestrzeń pogiętą, ale musi to być przestrzeń
"jednoznaczna" - nie istnieje pozaprzestrzeń i przestrzeń
nieorientowalna na wzór butelki Klaina. Kosmolodzy snują co prawda
różne opowieści ale od razu robią mnóstwo zastrzeżeń by nie podpaść pod
naukowy ostracyzm. Wszystko musi być oparte o teorię względności, która
niestety jest granicą naszej wyobraźni. Jednak gdy ja sam próbuję
myśleć o przestrzeni łapię się na wpadaniu w te same koleiny, mimo iż
wiem dużo o przestrzeniach równoległych, o tym, że czas jest związany z
energią a nie z przestrzenią, i o względności energii (właśnie z powodu
czasu). Przygania kocioł garnkowi...
Tak jak nie umiemy wyobrazić sobie pozaprzestrzeni, nie umiemy
wyobrazić sobie pola (sił) nie zanurzonego w przestrzeni. Dlatego
właśnie nie rozumiemy że pająk mógłby przegryźć (przetunelować) szybę
w drodze do muchy (patrz list 67), i nie rozumiemy, że kwaterniony nie
są operatorem obrotu tylko operatorem wyjścia poza trzy potencjały. Ani
fizycy ani matematycy nie zauważają, że pole i przestrzeń to pojęcia z
dwóch różnych światów, a mieszanie świata dwuliniowego z liniowym to
mieszanie wnętrza z zewnętrzem, altruizmu z egoizmem, czasu
ewolucyjnego z entropowym, życia ze śmiercią. Matematycy tego nie
widzą, bo są przekonani, że te pojęcia to jedynie ich genialne pomysły
(wszak matematyka to dzieło człowieka-artysty), zaś fizycy twierdzą, że
bez matematyki nic nie potrafiliby odkryć. Trudno wyjść z lasu gdy
ślepy prowadzi ślepego, a przy tym jest nauczycielem naszych dzieci.
Ale jak na razie systemowcy muszą być dobrymi fizykami i dobrymi
matematykami w starym, dobrym tego słowa znaczeniu, bo nauka Nova
jeszcze się nie narodziła. Nie wiemy na jakich pojęciach oprzeć nowy
język opisu przyrody.
Rachunki przeprowadzane "starą metodą" czyli nawet bez nowej filozofii,
też są interesujące. Należy jedynie pamiętać o kilku szczegółach.
• Po pierwsze najłatwiejsze są w postaci macierzowej. Przy
oddziaływaniach energia równa się działaniu (czyli przestrzeń
przyrównujemy do pola), ale w przestrzeni czyli "na zewnątrz" są
liniowe, zaś "wewnątrz", w dwuliniowej przestrzeni symplektycznej,
prowadzimy je modulo ilość podsystemów ze stosowną do podsystemu "wagą".
• Te same rachunki mają inny sens
w zależności czy patrzymy na dany element jako na system czy jako na
podsystem, a więc składnik systemu. Również inwersja lub odbicie muszą
być inaczej interpretowane w zależności od punktu widzenia.
• Dziwnych wyników nie należy odrzucać a jedynie dobrze
zastanowić się nad interpretacją - można w ten sposób odkryć wiele
ciekawych zjawisk.
Nawet przy tak skromnych
założeniach można odkryć "wszystko", bo systemy wykazują przedziwną
właściwość samoorganizacji. Systemy dwuliniowe nie wykazują własności
dysypacyjnych tylko ewolucyjne. Zatem dochodzi się w pracy nad
systemami do punktu, gdzie nie da się dalej iść bo nagle przemiana w
myśleniu z ilościowej przechodzi w jakościową. I wtedy trzeba
zastanowić się nie tylko czy można o tym mówić, ale czy można uczynić
krok dalej. Bo dalej jest CAŁKIEM INACZEJ.
|