|
List nr 84 -
Co to znaczy, że taką dostanie naród władzę na jaką zasłużył?
Krótko mówiąc potrzebna Ci powtórka z zasad systemowych. Zatem
zacznijmy od samego początku: w systemie liniowym mamy władzę
hierarchiczną, piramidę władzy. Władza liniowa to Stary Testament Boga
Ojca, gdzie podwładny, sługa, wypełnia polecenia nie pytając nigdy
dlaczego. To system autorytetu i siły. W systemie dwuliniowym
władza jest przekazana każdemu z osobna, decyzję podejmuje się
personalnie, najniżej jak się da w hierarchii władzy. Władza dwuliniowa
to władza Jezusa, naszego brata, przyjaciela, tatusia i żony, to władza
w społeczeństwie "holograficznym", gdzie jeden drugiemu jest równy i o
tego drugiego dba. To władza dobrego przykładu ewentualnie negocjacji,
jeśli zachodzi sprzeczność interesów. To władza w systemie w którym
należy wiedzieć "wszystko o wszystkich" nie po to by wyciągać z tego
korzyści, lecz by służyć ogółowi swoją osobą.
Przecież my to wszystko wiemy, ale nie chcemy przyjąć do wiadomości.
W każdym czynie, w każdej chwili jesteś człowiekiem Starego Testamentu,
albo Nowego. W każdym czynie albo robisz grzech przekraczając jedno z
dziesięciu przykazań albo jedno z dwóch Nowych Przykazań, bo przecież
te dwa nowe przekreśliły stare dziesięć. Jest kardynalna różnica czy
spowiadasz się, że nie kochałeś drugiego człowieka czy też, że ukradłeś
mu pięć złotych. Wielu z nas nie chce przyjąć do wiadomości, że Jezus
powiedział, że przynosi nam NOWE przykazania. Nie przyjmujemy tego do
wiadomości, ale uważamy się za dobrych katolików.
Kiedy słyszę, że ludzi zalała woda i słyszę co mówią, to krew mnie
zalewa. Winne są bobry, bo wygrzebują dziury w wałach, winne są
władze bo za mało się troszczyły, winna jest pogoda (czytaj Pan Bóg),
winni są wszyscy tylko nie ci zalani. Nikt przy tej okazji nie robi
rachunku sumienia, no bo przecież nie ma w tym żadnej jego winy.
Doprawdy? Po pierwsze jako katolik zgodziłem się nieść krzyż jaki Jezus
mi przydzieli, nie tylko za swoje winy ale także za innych - obiecałem
Mu pomóc zbawiać świat. Po drugie, czy uczestniczę w życiu społeczności
lokalnej i czy jestem solą w oku tych, którzy wykorzystują innych czyli
pasożytują na społeczeństwie? Jeżeli nie jestem solą tej ziemi to
jestem prochem i nadaję się jedynie na wyrzucenie. Zaangażowanie
społeczne ma katolik wpisane w życie jak codzienny pacierz i mycie
zębów.
Traktujemy Boga jak ubezpieczenie społeczne, jak ZUS lub autocasco. Jak
trwoga to do Boga! Panu Bogu jedną godzinę w niedzielę i paciorek
codzienny, a poza tym to życie jest moje. Wierzę w Boga, ale myśleć o
nim cały czas to trochę przesada... To jest etos dzisiejszego katolika,
to jest przesłanie dzisiejszego Kościoła. Wierz w Boga i nie grzesz, a
poza tym rób co chcesz, głosi współczesny medialny kapłan dbający by
nie stracić bliskiego kontaktu z młodzieżą. To jest właśnie przesłanie
masonerii: wierz w Boga i rób co chcesz. Kapłani mają usta pełne miłości
i uważają, że to wystarcza. Więcej nie mogą bo to byłoby pogwałcenie
rozdziału państwa od kościoła. Nawet nie śmią powiedzieć, że kto się
na to zgadza to grzeszy, bo to popsułoby ich kontakty z wiernymi,
staliby się solą w oku. Doszło do tego, że nazwanie grzechu grzechem to
dzisiaj grzech największy.
Bardzo trudno jest księdzu powiedzieć ludziom z ambony wprost: nie
jesteście katolikami. Trudno jest powiedzieć, że albo żyje się dla Boga
albo dla siebie, trzeciej drogi nie ma. Niestety nie da się żyć jedną
nogą w systemie liniowym a drugą w dwuliniowym, Bóg dał nam dwa tysiące
lat na przyswojenie tej lekcji miłości i dzisiaj jest czas egzaminu. Albo
będziemy z Bogiem, albo popłyniemy z falą egoizmu na zatracenie.
|