|
List nr 85 -
Dlaczego mówisz, że Prawda drogo kosztuje?
Gdy zastanawiałem się jak zacząć moją odpowiedź, przypomniały mi się
rady jakiegoś dalekowschodniego mistrza, jakie przekazywał swoim
grobowym głosem Maciej Zębaty wiele lat temu w radiu: jeżeli chcesz
znaleźć diamenty, musisz najpierw ze swych kieszeni usunąć kamienie,
inaczej diamentów nawet nie dostrzeżesz...
Twoim kamieniem jest to co nazywasz MOJE. Jak długo cokolwiek jest
TWOJE, tak długo Prawdy nie dostrzeżesz. Prawda kosztuje WSZYSTKO co
jest Twoje. Dura lex, sed lex. To nawet nie jest prawo, taka po
prostu jest konstrukcja Wszechświata, tak to działa - albo zdąża się w
jedną stronę, albo w drugą. Całe życie musimy dokonywać wyborów, a
jeżeli ktoś opiera się wyborom, zostaje postawiony w sytuacjach w których
będą one coraz drastyczniejsze, bo bez wyborów nie ma rozwoju. Piszę
rozwój, bo wymuszana przez siły Przyrody ewolucja jest rozwojem, ale
dopiero od chwili świadomego ostatecznego wyboru zaczyna iść w
górę, czyli rozwój duchowy oddziela się od rozwoju fizycznego, który
jest zwykłym rozrostem. Decyzja czy być egoistą czy altruistą nie jest
wyborem ostatecznym, bo wiele naszych altruistycznych wyborów mamy
zapisanych w genach (jak u mrówek czy termitów), gdyż bez tego
altruistycznego poświęcenia nie przetrwalibyśmy kataklizmów i
innych sytuacji kryzysowych. Wybór ostateczny to decyzja podporządkowania
się głosowi sumienia.
Ale przecież Ty cały czas słuchasz głosu sumienia i nie grzeszysz!
Otóż muszę Cię rozczarować - TO FIKCJA. Ty nie słuchasz głosu sumienia
a jedynie starasz się nie popełniać grzechów ciężkich. Słuchać głosu
sumienia to dać się prowadzić Duchowi Świętemu, to zdać się na Boga
zamiast realizować własne plany, to zawierzyć Prowadzącemu zamiast
własnemu rozumowi. Jeżeli uważasz
inaczej to znaczy, że księża Cię ogłupili, zresztą nie tylko
Ciebie. Oni stosują definicję sumienia sprzed dwóch tysięcy lat, a w
niej nie ma miejsca na Ducha Świętego. Dla nich zesłanie Ducha Świętego
to jedynie święto i uroczystość - i nic poza tym. Dla nich głos Boga to
pioruny i kataklizmy, i stosownie do tego Bóg do nich przemówi. Duch Święty
prowadzi Kościół ale nie naszych kapłanów, oni nawet Papieża słuchają
byle jak. (Kiedy Papież apelował by na ołtarzu stał krzyż, choćby i
mały, ale zwrócony twarzą w stronę kapłana, tak by kapłan odprawiając
Mszę świętą zwracał się do Jezusa a nie do "widowni", chyba żaden
kapłan go nie słuchał, a jedynie świeccy.)
Rozwój inteligentnego zwierzęcia i człowieka to dwie zupełnie różne sprawy.
Człowiek, zgodnie z definicją jaką zostawił nam Jezus, to ktoś obdarzony Duszą.
Na tej Ziemi każde inteligentne zwierzę od czasu Adama rodząc się
zostaje obdarowane Duszą, ale nie ma świadomości swej Duszy, dlatego dwa
tysiąca lat temu Jezus mówił do ludzi: uwierzcie mi, różnicie się od
zwierząt tym, że otrzymaliście Duszę - i macie o nią dbać. Minęło dwa
tysiące lat i nasza wiedza o tym kim jest człowiek bardzo wzrosła, w
szczególności dzięki temu, że poznaliśmy ludzi (ludzi?) spoza Ziemi, a oni nam
opowiedzieli o budowie materii i strukturze świata. Ta nowa wiedza jednak
nijak nie pasuje do nauczania sprzed dwóch tysięcy lat i zmusza
nas do przedefiniowania słowa człowiek. Człowiek to
inteligentne zwierzę składające się z ciała fizycznego, jego cienia (cyklu
alternatywnego), ciała mentalnego, astralnego i duszy, obdarowane
dodatkowo przez Boga Duszą. A ta Dusza może być martwa lub żywa,
zależnie od tego czy zwierzę żyje dla siebie czy dla Boga. Ja nie
przesadzam, Jezus w objawieniach mówi, że czyny nie pełnione w łączności
z Nim, są dla człowieka całkiem bez wartości.
Bądź wola Twoja modli się każdy katolik codziennie i...
kłamie, kłamie kłamie. Jeżeli mówię ustami Bądź wola Twoja a
czynami mówię: ja tego nie przyjmuję, to znaczy, że wypieram
się Boga. To właśnie to znaczy. I nie pomogą żadne wykręty, Prawda
jest dla nas "nie do przyjęcia". Niestety najwięcej kosztująca Prawda,
ta od której zawsze trzeba zacząć, to prawda o nas
samych. Nie przyjmujemy do wiadomości, że jesteśmy zdrajcami
Boga - fikcja pozwala nam żyć dalej w luksusie świętego spokoju. Nie
przyjmujemy do wiadomości, że skończył się podział czasu na święty i
świecki, że dla prawdziwego katolika istnieje tylko czas Boży.
Kapłani nie przyjmują do wiadomości, że czasy kultu się
skończyły, że nastał czas oddawania Bogu czci w duchu i w prawdzie.
Świątynią Boga jest wnętrze serca każdego człowieka a nie ołtarz z
kamieni lub drewna. Głosem Boga są nie cytaty z pism tylko okoliczności
w jakich On nas stawia, te w których możemy okazać serce. Non verbis sed
gladis mówili starożytni, ale czy my to rozumiemy? Chyba nie, bo wszędzie
pełno aktywności "misjonarskiej", tylko czynów miłości brak. Co przez to
rozumiem? To, że kapłani nawracają nas słowem a nie czynem, realizują
swoje wyobrażenie o posłudze kapłańskiej lecz nie zaspokajają potrzeb
duchowych swych wiernych. Np. taki drobiazg: od czterdziestu lat
zapraszam w czasie kolędy księdza, by odwiedził mnie w ciągu roku, i
ani razu nie udało mi się do takiej wizyty doprowadzić.
(Chyba jestem dla nich kapłanożercą!?)
Czy Ty rozumiesz co to jest intencja? Jeżeli jesteś uprzejmy bo tak wypada,
albo by zrobić przyjemność matce, która Cię o to prosiła, albo by
zrobić przyjemność tej właśnie osobie z którą rozmawiasz - to wszystko
jest zupełnie czym innym niż być uprzejmym, bo On, Twój Jezus Cię o to prosi.
Będziesz uprzejmy nawet dla łajdaka, który pluje Ci w twarz, bo Jezus
Cię o to prosi - tylko taka uprzejmość ma znaczenie - inne uprzejmości
to zwierzęce pogrywki inteligencji emocjonalnej. Jeżeli nie pamiętasz,
że niesiesz Go w sercu i że On cały czas na Ciebie patrzy to Twoje
życie jest bez wartości. Choćbyś cały świat zdobył... Jezus nie
chce byś żył dla Niego tylko z Nim. Że to trudne? Tak, trudne,
przynajmniej na początku gdy musimy wydrzeć z serca miłość własną i odnoszenie
wszystkiego co się z nami dzieje, do siebie. Potem wszystko staje się proste
i nabiera innego sensu. Nasze życie zaczyna się NAPRAWDĘ.
|