Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga II - Pierwszy rok życia publicznego

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA   –

12. JEZUS SPOTYKA FILIPA I NATANAELA

W BETSAIDZIE, W DOMU PIOTRA

(por. J 1,43-52)

Napisane 15 października 1944. A, 3800-3814 i 3818

Później, o 9.30, muszę zapisać, co widzę:

Jan puka do drzwi domu, w którym zatrzymał się Jezus. Jakaś kobieta zbliża się i widząc, kim jest, woła Jezusa. Wymieniają pozdrowienia, po czym Jezus mówi: «Wcześnie przychodzisz, Janie.»

«Przyszedłem Ci powiedzieć, że Szymon Piotr prosi, abyś wstąpił do Betsaidy. Mówił o Tobie wielu ludziom... Nie wypłynęliśmy na połów tej nocy. Modliliśmy się, tak jak umiemy, zrezygnowaliśmy z zysku, ze względu na szabat... który się jeszcze nie skończył. A dziś rano wyszliśmy na ulice, aby mówić o Tobie. Są ludzie, którzy chcieliby Cię usłyszeć... Czy przyjdziesz, Nauczycielu?»

«Przyjdę, ale muszę iść do Nazaretu, zanim udam się do Jerozolimy.»

«Piotr zabierze Cię łodzią z Betsaidy do Tyberiady. Dotrzesz tam szybciej.»

«Więc dobrze, chodźmy.»

Jezus bierze płaszcz i torbę, lecz Jan mu ją odbiera. Odchodzą po pożegnaniu właścicielki domu. Widzę, jak opuszczają to miejsce i udają się do Betsaidy. Nie słyszę ich rozmowy i nawet wizja się urywa. Potem widzę ponownie już samo ich wejście do Betsaidy. Rozumiem, że chodzi o to miasto, bo widzę Piotra, Andrzeja i Jakuba, a z nimi niewiasty. Wszyscy oczekują Jezusa przed pierwszymi zabudowaniami.

«Pokój niech będzie z wami. Oto jestem.»

«Dziękuję, Nauczycielu, w imieniu naszym oraz tych, którzy oczekują. Chociaż nie ma szabatu, czy zechciałbyś przemówić do czekających na Ciebie?»

«Tak, Piotrze, przemówię w twoim domu.»

Piotr bardzo się cieszy. Mówi: «Chodź więc. To moja małżonka. Ta, to matka Jana, a inne – to ich przyjaciółki. Czekają na Ciebie także inni: krewni i przyjaciele.»

«Uprzedź ich, że dziś wieczorem stąd odejdę, ale przedtem będę do nich mówił.»

Zapomniałam powiedzieć, że z Kafarnaum wyruszyli przy zachodzie słońca, a widziałam ich przybywających do Betsaidy rano.

«Nauczycielu... proszę Cię, pozostań na noc w moim domu. Droga do Jerozolimy jest długa, nawet jeśli Ci ją skrócę płynąc z Tobą do Tyberiady. Mój dom jest ubogi, lecz uczciwy i gościnny. Pozostań z nami tej nocy.»

Jezus patrzy na Piotra i na innych, czekających na Jego odpowiedź. Patrzy i przygląda się im, potem się uśmiecha i mówi: «Dobrze.»

Nowa radość dla Piotra! Ludzie spoglądają w kierunku bram i dają znaki. Jakiś mężczyzna woła Jakuba po imieniu i mówi do niego cicho, wskazując palcem Jezusa. Jakub daje znak potwierdzający i mężczyzna idzie porozmawiać z innymi osobami, które zatrzymały się u zbiegu ulic.

Wchodzą do domu Piotra. Przestronna kuchnia jest okopcona od ognia. W kącie – sieci, liny i kosze na ryby. Pośrodku – palenisko, szerokie i niskie, w tym momencie zagaszone. Dwoje drzwi naprzeciw siebie. Widać drogę i ogródek z figowcem oraz winoroślą. Powyżej drogi – jasnoniebieskie fale jeziora. Za ogrodem [widać] ciemny mur innego domu.

«Ofiaruję Ci, Nauczycielu, to co mam i jak potrafię...»

«Doskonale. Nie mógłbyś lepiej tego uczynić, bo ofiarowujesz z miłością.»

Dają Jezusowi wodę, aby się odświeżył, a następnie chleb i oliwki. Jezus bierze kilka kęsów, aby pokazać, że je przyjmuje, następnie dziękuje i odsuwa resztę. Jakieś ciekawskie dzieci obserwują Go od strony ogrodu i drogi. Nie wiem, czy są to dzieci Piotra. Wiem tylko, że Piotr daje im znak spojrzeniem, aby powstrzymać małych natrętów. Jezus uśmiecha się i mówi: «Zostaw je.»

«Nauczycielu, czy chcesz odpocząć? Tu jest mój dom, a tam dom Andrzeja. Wybieraj. Nie będziemy hałasować, kiedy będziesz wypoczywał.»

«Czy masz taras?»

«Tak, z winoroślą, choć jest jeszcze nieco rzadka i daje mało cienia.»

«Zaprowadź mnie tam. Wolę wypocząć tam, na górze. Będę rozmyślał i modlił się.»

«Jak chcesz. Chodź.»

Od strony ogrodu małe schody prowadzą na dach stanowiący taras otoczony murkiem. I tutaj są sieci i liny. Jakież światło rozświetla niebo i jakie lazurowe jest jezioro! Jezus siada na stołku i opiera plecy o murek. Piotr pochwycił żagiel i rozciąga go nad winoroślą i z boku, aby ochronić [miejsce] od słońca. Jezus w widoczny sposób cieszy się z tego.

«Odchodzę, Nauczycielu.»

«Idź. Ty i Jan powiedzcie, że o zachodzie słońca będę stąd mówił.»

Jezus pozostaje sam i długo się modli. Nie ma żadnego hałasu, nic wokół modlącego się Jezusa, z wyjątkiem ćwierkających wróbli oraz dwóch par gołębi, które przylatują do gniazd i odlatują.

Mijają godziny, spokojne i ciche. Potem Jezus wstaje, przechadza się po tarasie, patrzy na jezioro i na dzieci bawiące się przy drodze. Uśmiecha się do nich, a one uśmiechają się do Niego. Patrzy na drogę w stronę małego placu, znajdującego się w odległości około stu metrów od domu. Schodzi. Idzie do kuchni i mówi:

«Niewiasto, idę nad brzeg [jeziora].»

Wychodzi i rzeczywiście [idzie] w tym kierunku. Kiedy jest blisko dzieci, pyta: «Co robicie?»

«Chcieliśmy bawić się w wojnę, ale on nie chce, więc bawimy się w łowienie ryb.»

Ten, który “nie chciał” [bawić się w wojnę] – to mały drobny chłopczyk z oczami pełnymi światła. Być może biorąc pod uwagę swą słabość, wiedział, że inni poturbowaliby go ‘bawiąc się w wojnę’ i dlatego chce pokoju?

Jezus korzysta z tej okazji, by przemówić do dzieci:

«To on ma rację. Wojna jest Bożą chłostą dla ukarania ludzi. Ukazuje ona, że człowiek nie jest już prawdziwym synem Boga. Gdy Najwyższy stworzył świat, uczynił wszystko: słońce, morze, gwiazdy, rzeki, rośliny, zwierzęta, lecz nie stworzył broni. Stworzył człowieka i dał mu oczy, by patrzył z miłością. Dał mu usta, by wypowiadał słowa miłości; uszy, by słuchał [tych słów]; ręce – by pomagał i pieścił; stopy – by biegł pospiesznie ku bratu, będącemu w potrzebie. [Dał też] serce zdolne do kochania. Podarował człowiekowi inteligencję, słowo, miłość, uczucia, lecz nie dał mu nienawiści. Dlaczego? Bo człowiek, stworzenie Boże, miał być miłością jak Bóg jest Miłością. Gdyby człowiek pozostał stworzeniem [takim, jakiego chciał Bóg], trwałby w miłości i rodzina ludzka nie znałaby wojen ani śmierci.»

«Ale on nie chce wojny, bo zawsze przegrywa!»

Jest tak, jak się domyśliłam. Jezus uśmiecha się i mówi:

«Nie trzeba odrzucać czegoś, co szkodzi, tylko dlatego, że szkodzi nam osobiście. Trzeba odrzucać to, co wszystkim szkodzi. Jeśli ktoś mówi: “Nie chcę tego, bo przegram” – to jest egoizm. Prawdziwy syn Boży powie przeciwnie: “Bracia, wiem, że miałbym przewagę, ale mówię wam: nie róbcie tego, bo poniesiecie szkodę.” Och! Jakże ten [dobrze] zrozumiałby podstawowe przykazanie! Kto potrafi Mi je powiedzieć?»

Jedenaście ust mówi chórem: «Będziesz miłował twego Boga ponad wszystko, a bliźniego jak siebie samego!»

«Och! Jesteście grzecznymi dziećmi. Wszyscy się uczycie?»

«Tak.»

«Kto z was jest najpilniejszy?»

«On!»

To wątły chłopiec, który nie chce się bawić w wojnę.

«Jak się nazywasz?» [– pyta Jezus]

«Joel.»

«To wielkie imię. To ten, który mówi: “Słaby niech powie: jestem silny!” Lecz silny czym? Prawem prawdziwego Boga, aby być wśród tych, których Bóg w Dolinie Sądu Ostatecznego ogłosi Swymi świętymi. Teraz już bliski jest sąd, ale nie w Dolinie Sądu, lecz na górze Odkupienia. Tam – kiedy zaciemni się słońce i księżyc i kiedy gwiazdy drżąc płakać będą z litości – dokona się oddzielenie synów Światłości od synów Ciemności. Cały Izrael będzie wiedział, że przyszedł jego Bóg. Błogosławieni ci, którzy Go rozpoznają. Dla tych miód i mleko, i kryształowe wody spłyną do serca, a ciernie staną się wiecznymi różami. Kto z was chce być wśród tych, którzy zostaną nazwani świętymi przez Boga?»

«Ja!» «Ja!» «Ja!»

«Będziecie więc kochać Mesjasza?»

«Tak!» «Tak!» «Ciebie!» «Kochamy Cię!»

«Wiemy, kim jesteś! Szymon i Jakub powiedzieli nam i naszym mamom również. Weź nas ze Sobą.»

«Zaprawdę wezmę was, jeśli będziecie dobrzy. Jednak koniec z grubiańskimi słowami, koniec z przemocą, dość kłótni i niegrzecznych odpowiedzi rodzicom. Modlitwa, nauka i praca, posłuszeństwo. Wtedy będę was kochał i przyjdę do was.»

Dzieci stoją tworząc koło wokół Jezusa. Można by powiedzieć, [że są jak] korona kwiatu z różnokolorowymi płatkami wokół długiego, ciemnoniebieskiego słupka kwiatowego.

[por. J 1,43-52] Starszy mężczyzna podszedł do nich zaciekawiony. Jezus odwraca się, by pogłaskać dziecko, które ciągnie Go za szatę i dostrzega [nadchodzącego]. Jezus wpatruje się w niego. Mężczyzna wita Go, czerwieniąc się, lecz nic więcej nie mówi.

«Chodź! Pójdź za Mną!» [– mówi do niego Jezus]

«Dobrze, Nauczycielu!» [– odpowiada mężczyzna]

Jezus błogosławi dzieci i z Filipem (nazywa go takim imieniem) powraca do domu. Siadają w ogrodzie.

«Chcesz być Moim uczniem?» [– pyta Jezus Filipa]

«Chcę... ale nie ośmielam się mieć nadziei, by nim być.»

«To Ja cię wezwałem» [– mówi mu Jezus.]

«Jestem więc. Oto jestem» [– odpowiada Filip.]

«Wiedziałeś, kim jestem?»

«Andrzej mówił mi o Tobie. Powiedział: “Ten, za którym tęskniłeś, nadszedł.” On wiedział, że tęskniłem za Mesjaszem.»

«Nie zawiodłeś się, oczekując. On jest przed tobą.»

«Mój Nauczyciel i mój Bóg!»

[por. J 1,45] «Jesteś prawym Izraelitą. To dlatego objawiam się tobie. Czeka też ktoś inny – twój przyjaciel. On również jest szczerym Izraelitą. Idź i powiedz mu: “Znaleźliśmy Jezusa z Nazaretu, syna Józefa, z rodu Dawida. Ten, o którym mówił Mojżesz i prorocy.” Idź!»

Jezus pozostaje sam aż do chwili, gdy Filip powraca z Natanaelem-Bartłomiejem. Mówi: «Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. Pokój z tobą, Natanaelu.»

«Skąd możesz mnie znać?»

«Zanim Filip cię zawołał, widziałem cię pod figowcem.»

«Nauczycielu, Ty jesteś Synem Bożym, Ty Jesteś Królem Izraela.»

«Wierzysz, bo ci powiedziałem, że widziałem cię, jak rozmyślałeś pod drzewem figowym? Ujrzysz rzeczy o wiele ważniejsze niż to. Zaprawdę, powiadam ci, że Niebiosa są otwarte i wy, dzięki wierze, ujrzycie aniołów zstępujących i wstępujących na Syna Człowieczego, czyli na Tego, który do ciebie mówi.»

«Nauczycielu! Nie jestem godzien tak wielkiej łaski!»

«Wierz we Mnie, a staniesz się godzien Nieba. Chcesz wierzyć?» [– pyta Jezus Natanaela]

«Chcę, Nauczycielu.»

Wizja urywa się... Potem widzę taras pełen ludzi. Ludzie są też w ogrodzie. Jezus mówi: «Pokój ludziom dobrej woli. Pokój i błogosławieństwo ich domom, współmałżonkom i ich dzieciom. Niech łaska Boża i Jego światłość panuje w domach i w sercach ich mieszkańców.

Chcieliście Mnie usłyszeć. Słowo przemawia. Mówi z radością do ludzi szlachetnych, a z boleścią do tych, którzy tacy nie są. Przemawia z miłością do świętych i czystych; ze współczuciem – do grzeszników. Nie odmawia Siebie. Przyszło jak rzeka nawadniająca wysuszone ziemie i przynosząca im świeżość wód i pokarm mułu.

Chcecie wiedzieć, co trzeba robić, by zostać uczniem Bożego Słowa, Mesjasza, Słowa Ojca, które przychodzi zgromadzić Izraela, aby na nowo usłyszał słowa Dekalogu świętego i niezmiennego. [Słowa Dekalogu] stanowią źródło uświęcenia, są już bowiem na świecie. O ileż bardziej jednak człowiek będzie mógł się uświęcić w godzinie Odkupienia i Królestwa.

Oto, co mówię głuchym, ślepym, niemym, trędowatym, paralitykom, umarłym: “Wstańcie, bądźcie uzdrowieni, chodźcie, bądźcie wskrzeszeni. Oto otwierają się dla was rzeki światła, słowa, fale dźwięków, abyście mogli widzieć, słyszeć i mówić o Mnie.” Jednak bardziej niż do waszych ciał zwracam się do waszego ducha. Ludzie dobrej woli, przyjdźcie do Mnie bez lęku. Jeśli wasz duch jest zraniony, przywrócę mu doskonałość. Jeśli jest chory, uzdrowię go. Jeśli jest martwy, wskrzeszę go. Pragnę jedynie dobrej woli.

Czy trudne jest to, czego od was wymagam? Nie. Nie narzucam wam kilkuset przepisów rabinów. Mówię wam tylko: postępujcie według [wskazań] Dekalogu. Prawo jest niezmienne. Wiele wieków przeminęło, odkąd Prawo zostało dane ludziom: piękne, czyste, świeże jak stworzenie, które się narodziło; jak róża, która zaczyna się rozwijać na łodydze. Proste, jasne i łatwe do realizacji. W ciągu wieków winy i skłonności ludzkie skomplikowały Prawo i [wprowadziły] mniejsze przepisy, z ich jarzmami, obostrzeniami i strasznymi zastrzeżeniami. Ja prowadzę was ku Prawu takiemu, jakie dał Najwyższy. Jednak proszę was, dla waszego dobra, przyjmijcie je ze szczerym sercem Izraelitów tamtego czasu. Bardziej niż w słowach szemracie w waszych sercach, że wina bardziej niż w was, małych ludziach, jest tam, na górze. Wiem o tym. Księga Powtórzonego Prawa mówi, co trzeba robić. Nie ma nic do dorzucenia.

Nie osądzajcie tych, którzy dają do wypełnienia innym to, czego sami nie robią. Czyńcie to, co Bóg mówi. Ponad wszystko usiłujcie praktykować dwa główne przykazania. Jeśli będziecie kochać Boga wszystkimi siłami waszej istoty, nie będziecie grzeszyć, grzech bowiem jest boleścią, którą zadaje się Bogu. Kto kocha, ten nie chce zadawać cierpienia.

Jeśli tylko będziecie kochać bliźnich jak samych siebie, będziecie synami szanującymi rodziców, małżonkami wiernymi współmałżonkowi, ludźmi uczciwymi w handlu, nie używającymi przemocy wobec wrogów, nie dającymi fałszywego świadectwa, nie zazdroszczącymi tym, którzy coś posiadają. Nie będziecie pożądliwie pragnąć żony waszego bliźniego. Nie będziecie chcieli czynić innym tego, czego nie chcielibyście, aby wam czyniono: okradać, zabijać, przeklinać, wchodzić jak kukułka do czyjegoś gniazda.

Mówię wam więcej: “Bądźcie posłuszni w stopniu doskonałym dwom przykazaniom miłości: kochajcie nawet waszych wrogów.” Och! Jakże będzie was miłował Najwyższy. On tak bardzo kocha człowieka, który stał się Jego wrogiem popełniając grzech pierworodny i grzechy osobiste. Najwyższy kocha go w takim stopniu, że zesłał mu Odkupiciela, Baranka, którym jest Jego Syn: Ja, który do was mówię, Mesjasz obiecany dla odkupienia was z wszelkiej winy, o ile będziecie potrafili kochać tak jak On.

Kochajcie. Niech miłość będzie drabiną. Przy jej pomocy – stawszy się aniołami – wstąpicie jak w wizji Jakuba aż do Nieba, słuchając Ojca mówiącego do wszystkich i do każdego z was: “Będę twoim obrońcą wszędzie, dokąd pójdziesz, i doprowadzę cię do tego kraju: do Nieba, do Królestwa Wiecznego.” Pokój wam wszystkim.»

Słowa ludzi, ukazujące wzruszenie, wyrażają pełną aprobatę. Rozchodzą się powoli. Pozostaje Piotr, Andrzej, Jakub, Jan, Filip i Bartłomiej.

«Jutro odchodzisz, Nauczycielu?» [– pyta Piotr]

«Jutro o świcie, jeśli ci to nie będzie przeszkadzać.»

«Żałuję, że odchodzisz, tak. A co do godziny, to przeciwnie, jest korzystna.»

«Wybierasz się na połów?»

«Tej nocy, kiedy wzejdzie księżyc.»

«Dobrze zrobiłeś, Szymonie Piotrze, że nie łowiłeś ryb wczoraj w nocy, bo szabat się jeszcze nie skończył. Nehemiasz, w swoich reformach pragnie, aby Izrael zachowywał szabat. Jeszcze teraz zbyt wielu ludzi pracuje w tłoczniach, nosi wiązki chrustu, transportuje wino lub owoce, sprzedaje i kupuje ryby i jagnięta. Macie na to sześć dni. Szabat należy do Pana. Jedyna rzecz, jaką można robić w szabat, to usłużyć bliźniemu, lecz pomoc ta musi być całkowicie pozbawiona zysku. Kto gwałci szabat w celu osiągnięcia korzyści, może otrzymać od Boga jedynie karę. Wykonujecie pracę dla zarobku? Zapłacicie za nią stratami w sześć pozostałych dni. Wykonujecie pracę bezinteresowną? Próżno męczycie ciało, nie przyznając mu odpoczynku, który Najwyższa Inteligencja ustanowiła dla niego. Zniekształcacie ducha przez niecierpliwość, jaką daje niepotrzebne zmęczenie, co prowadzi nawet do złorzeczenia. Dzień szabatu powinien upływać z sercem zjednoczonym z Bogiem, w słodkiej miłosnej modlitwie. Trzeba być wiernym we wszystkim.»

«A... uczeni w Piśmie i doktorzy, którzy są surowi wobec nas... Nie pracują w czasie szabatu, nie dają nawet chleba bliźniemu, aby zapobiec zmęczeniu z powodu podawania go... Ale co do lichwiarstwa to praktykują je nawet w dzień szabatu... bo to nie jest praca fizyczna. Czy można zajmować się lichwą w dniu szabatu?» [– pyta Piotr]

«Nie, nigdy. Ani w dniu szabatu, ani w żadnym innym dniu. Kto się temu oddaje, jest nieuczciwy i okrutny.»

«Zatem uczeni w Piśmie i faryzeusze...»

«Szymonie, powstrzymaj się od osądzania.»

«Lecz mam oczy, by widzieć...» [– protestuje Piotr]

«Czy jest tylko zło, by na nie patrzeć, Szymonie?»

«Nie, Nauczycielu.» [– odpowiada Piotr]

«Po co więc patrzeć tylko na zło?»

«Masz rację, Nauczycielu.»

«Zatem juto, o świcie, odejdę z Janem.»

«Nauczycielu...»

«Co ci jest, Szymonie?»

«Nauczycielu... idziesz do Jerozolimy?»

«Przecież wiesz.»

«Ja także pójdę tam na Paschę... również Andrzej i Jakub...»

«A więc?... Chcesz powiedzieć, że chciałbyś pójść ze Mną. A połów? A zarobek? Powiedziałeś Mi, że lubisz mieć pieniądze. Zostanę [tam] przez wiele dni. Najpierw idę do Mojej Matki i powrócę do Niej [też] w drodze powrotnej. Zatrzymam się, aby nauczać. Co więc zrobisz?...»

Piotr jest niezdecydowany, szarpią nim dwa pragnienia... Po chwili decyduje się: «Co do mnie... idę. Jesteś ważniejszy niż pieniądze!»

«Ja także idę.»

«I ja też.»

«My też [idziemy], prawda, Filipie?»

«Chodźcie więc. Pomożecie Mi.»

«Och!... – Piotra zaskakuje myśl, że miałby pomagać Jezusowi: – Jak my to zrobimy?»

«Powiem wam. Aby dobrze działać, będziecie robić tylko to, co wam powiem. Posłuszny zawsze robi dobrze. Zaraz się pomodlimy, a potem każdy pójdzie do swego domu.»

«A co Ty będziesz robił, Nauczycielu?»

«Będę jeszcze się modlił. Ja jestem Światłością świata, lecz również – Synem Człowieczym. Z tego powodu muszę zawsze łączyć się ze Światłością, aby być Człowiekiem, który dokonuje odkupienia człowieka. Módlmy się.»

Jezus odmawia psalm rozpoczynający się słowami: «Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam. Bo On sam cię wyzwoli z sideł myśliwego i od zgubnego słowa...»

Znalazłam ten Psalm w czwartej książeczce [z Psalmami]. Wydaje mi się, że to Psalm 91. Tak kończy się wizja. Otwieram Biblię. Trafiam na 23 rozdział Mądrości Syracha, werset 1-4. To modlitwa, która mi się podoba. Jakże bowiem prosto jest zagubić myśl i nadąć serce pychą! Nie, raczej śmierć niż to! To znaczyłoby stracić Ciebie, Panie, a ja nie chcę Cię stracić. Użyj bicza i dyscypliny, lecz przytrzymaj w ziemi Twój “fiołek”.

O godzinie dwunastej powiedziałam Jezusowi: «Tak, Panie, prowadź mnie za rękę. (Przeczytałam właśnie jedno ze zdań powiedzianych siostrze Benignie przez Jezusa. Stało się moją myślą na ten dzień). Chcę tego, czego Ty chcesz, niczego innego. Boję się jednak świata...» Jezus mi odpowiada, Ten, który wie, o jakim rodzaju strachu mówię: «Jeśli będą ci narzucać milczenie – odrzucając uznanie, że to w Moim Imieniu i z Mojej woli czynisz to, co robisz – odpowiedz tak, jak odpowiedział Piotr i Jan Sanhedrynowi po uzdrowieniu paralityka: “Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy (ja nie mogę) nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli (co widziałam i słyszałam).” Nie będziesz mogła przeszkodzić Mi w przychodzeniu do ciebie i zmuszaniu cię do patrzenia i słuchania. Byłoby głupie, gdybyś bardziej słuchała ludzi – którzy narzucają milczenie Bogu – niż Boga, który pragnie dać światło światu. Jeśli Ja chcę tego, kto Mi się sprzeciwi?»


   

Przekład: "Vox Domini"