Maria Valtorta (1897-1961)
Spis treści:

Patrick de Laubier: Maria Valtorta
(1897-1961) – wizjonerka i przyjaciółka Boga
Marino
Parodi: ROCZNICA URODZIN MARII VALTORTY
1) Patrick de Laubier
Maria Valtorta (1897-1961) –
wizjonerka i przyjaciółka Boga
2) Marino Parodi
ROCZNICA URODZIN MARII VALTORTY
SMUTNE DZIECIŃSTWO
Jej rodzice pochodzili z Lombardii.
Rodzina często zmieniała miejsce zamieszkania, zgodnie z przydziałem
szwadronu jej ojca, Giuseppe (1862-1935), oficera kawalerii.
Ojciec, głęboko religijny i wrażliwy,
żywił gorącą miłość do córki Marii, ulegając jednakże w sprawie jej
wychowania autorytaryzmowi małżonki, Isidy Piovaravanzi (1861-1943),
nauczycielki francuskiego, agnostyczki, samolubnej i surowej.
Matka nie okazywała czułości swemu
dziecku. Powierza ją, ledwie narodzoną niańce, a następnie guwernantce,
która choć przywiązana do dziecka, opuszczała ją bez skrupułów, udając
się na spotkania z licznymi kochankami.
Maria ma półtora roku, kiedy rodzina
przenosi się z Caserta do Faenza, a cztery lata, gdy przybywa do
Mediolanu w 1901 r. Tu zostaje umieszczona w szkole kierowanej przez
zakonnice.
Jej pierwsze spotkanie z Panem miało
miejsce, gdy nie miała jeszcze 5 lat. To od tej chwili zdecydowała, z
całą gorliwością, na jaką było ją wtedy stać, że będzie „pocieszać,
kochać i naśladować Jezusa z całego serca, całym duchem i całą duszą,
ofiarując Mu wszelkie cierpienia, jakie spotkają ją w życiu".
LATA NAUKI I
DORASTANIA
W szkole Maria jest stale najlepszą uczennicą, nie tylko dzięki
zdolnościom, lecz także dzięki zapałowi ducha. Kocha szczególnie to, co
wiąże się z literaturą do tego stopnia, że wydaje się jej normalne
napisanie dziesięciu różnych wypracowań na ten sam temat! Jedno dla
siebie, a dziewięć dla kolegów z klasy, którzy niezbyt radzą sobie z tą
dziedziną wiedzy.
W r. 1907 rodzina Valtortów przeprowadza
się do Voghera, gdzie Maria uczęszcza do szkoły publicznej, a
równocześnie uczy się francuskiego u sióstr.
Mając 8 lat przyjmuje sakrament
bierzmowania, udzielony przez kard. Ferrari, później błogosławionego, a
w r. 1908 przystępuje do I Komunii św.
Maria nie ma zbytnich zdolności
matematycznych, tymczasem jej matka, która przyjęła zwyczaj
sprzeciwiania się córce, a nawet uprzykrzania jej życia, zmusza ją do
uczęszczania do szkoły technicznej, prowadzonej przez Siostry
Miłosierdzia z Monza. Jednakże Maria lubi się uczyć, a przez swe
zdeterminowanie, siłę charakteru, gotowość i prawość, staje się punktem
odniesienia dla swych kolegów z klasy. Jej profesorowie chętnie
stawiają ją za wzór innym. Otrzymuje dyplom. Po opuszczeniu szkoły
przeprowadza się z rodzicami do Florencji.
W międzyczasie ojciec przechodzi na
wcześniejszą emeryturę z powodu kłopotów ze zdrowiem. W jego
towarzystwie, we Florencji, Maria podziwia piękno miasta. Bardzo lubi
te wspólne spacery. Matka zaś zleca jej wykonywanie wszelkich ciężkich
prac, wykorzystując ją bardziej niż służącą.
SZUKAJĄC DROGI
ŻYCIA...
Najpoważniejszy konflikt, jaki wybuchł
pomiędzy matką a córką, miał miejsce, gdy Maria stawszy się piękną
szesnastolatką, zakochała się w Robercie, młodzieńcu z dobrej rodziny w
Bari. Ten, ukończywszy studia humanistyczne, znajdował się we Florencji
w celu badań pierwszych pisarzy włoskich. To miłość wzajemna, silna i
czysta. Maria zwierza się matce z uczuć do młodego człowieka, matka zaś
nie znajduje nic lepszego jak okazanie jej swej wściekłości. Później w
autobiografii Maria opowie: „To wtedy moja matka zdarła ze mnie
brutalnie zasłonę mojej niewinności czystej dziewicy. Tak to
dowiedziałam się, że mężczyzna i kobieta mogą razem zgrzeszyć. Dotąd
tego nie wiedziałam. Obnażenie przede mną zła życia bez litości dla
moich szesnastu niewinnych lat było największą krzywdą i ostatecznie
oddzieliło mnie od tej, która mnie wydała na świat."
Pomimo to Maria nadal akceptuje
dokuczającą jej matkę, aby zachować wierność ofierze życia, jaką
złożyła Bogu, jako dziecko.
Począwszy od 1917 roku przez 18 miesięcy
służy jako pielęgniarka - wolontariuszka z Siostrami samarytankami w
szpitalu wojskowym we Florencji. Oddaje się wyłącznie służbie chorym i
niczemu innemu. Jeśli jest tam to po to, żeby przynieść ulgę w
cierpieniach, a nie po to, żeby znaleźć męża. Powie później, że dzięki
tej pracy, poczuła się bliżej Pana.
TRAGICZNY WYPADEK
Wydarzenie, które ostatecznie
przypieczętowało jej los rozegrało się 17 marca 1920 r. Marię
podziwiano i zalecano się do niej z powodu jej urody. Podczas gdy
przechadzała się z matką blisko domu, podszedł do niej młody fanatyczny
anarchista i z okrzykiem: „Śmierć bogaczom i wojskowym!" uderzył ją
łomem w plecy.
Maria upada i zostaje zaniesiona do domu.
Spędza 3 miesiące w łóżku. Odtąd jej zdrowie jest nieuleczalnie
zniszczone: straszliwe bóle, silne gorączki, zawroty głowy, wymioty,
zaburzenia pracy serca, niedoczynność pracy nerek – a wszystko bez
końca. W miesiącu październiku tego samego roku rodzina przenosi się do
Reggio Calabria, do kuzynów Belfanti, właścicieli licznych hoteli.
Maria coraz bardziej przeczuwa szczególną
misję, jaka zostanie jej przeznaczona. W tym oczekiwaniu odkrywa
duchowość franciszkańską, której pozostanie wierna przez całe swe życie.
W sierpniu 1922 roku rodzina powraca do
Florencji. To wtedy Maria zakochuje się w młodym oficerze. Zaręczają
się. Matka gwałtownie zwalcza tę przyjaźń, usiłując ją zerwać. Po raz
drugi udaje się jej doprowadzić wszystko do końca. To czas, w którym
Maria znosi „męki piekielne", myśli o śmierci, chce uciec z domu.
Cierpienie moralne, które znosi, ma poważne konsekwencje fizyczne:
silne gorączki i problemy z sercem.
JEZUS TOWARZYSZEM
ŻYCIA
W roku 1924 Maria zamieszkuje z rodzicami
w Viareggio, w małym domu, który stanie się ostatnim mieszkaniem w jej
życiu. Prowadzi w nim życie bardzo odosobnione: przechadza się nad
morzem lub po sosnowym lesie, czyni konieczne zakupy i nigdy nie
zapomina o codziennej Mszy św. i komunii.
W tym czasie uświadamia sobie, że
towarzyszem jej życia będzie Jezus. Odczuwa coraz większą wspólnotę z
Nim. Ostatecznie zrezygnowawszy z założenia własnej rodziny, pragnie
wstąpić do Zgromadzenia św. Pawła. Pojmuje jednak, że nie tam jest jej
miejsce.
Po przystąpieniu do Akcji Katolickiej w
1929 roku zajmuje się działem kulturalnym młodzieży. Jej konferencje
przyciągają tłumy, nawet niewierzących. Oprócz tego uczy katechizmu
dzieci i chorych. W tamtym okresie składa ślub czystości, ubóstwa i
posłuszeństwa. Nieco później w 1931 roku odnawia akt ofiarowania siebie
Bogu, złożony w dzieciństwie.
Jeśli aż dotąd cierpienia fizyczne i
moralne nie zostały jej zaoszczędzone, odtąd Kalwaria będzie coraz
bardziej cierpka. 4 stycznia 1933 roku z wielkim trudem Maria może po
raz ostatni wyjść z domu. Począwszy od kwietnia już nie wstaje z łóżka.
W maju 1935 roku Marta Diciotti przybywa
do domu Valtortów. Wierna guwernantka i pielęgniarka stanie się bliską
przyjaciółką i pozostanie u boku Marii aż do jej śmierci.
W następnym miesiącu Marię dotyka śmierć
ojca, którego kocha i opisuje jako „człowieka w stopniu najwyższym
szanującego swe obowiązki, bardzo cierpliwego, zawsze gotowego
przebaczać zniewagi i odpłacać dobrem za zło".
Ta śmierć wywołuje w Marii ogromny ból,
potęgowany zachowaniem matki, która po wyczerpaniu repertuaru scen
spóźnionej miłości staje się bardziej okrutna i despotyczna niż dotąd.
Nawet jako osoba przykuta do łóżka Maria
służy jako autorytet dla wątpiących, cierpiących, zasmuconych. Każdy
otrzymuje od niej radę, pomoc, pociechę, jakich nie znalazłby gdzie
indziej.
W roku 1943 ojciec Romualdo Migliorini,
ze Zgromadzenia Serwitów Najświętszej Maryi Panny, jej ojciec duchowny,
uświadomiwszy sobie, że znajduje się w obliczu duszy nadzwyczaj
wyposażonej w charyzmaty, prosi ją o napisanie autobiografii. Maria
waha się, wreszcie czyni to z posłuszeństwa. Zgon matki, który nastąpił
w tym samym roku, pozwala jej swobodniej pisać o pewnych sprawach.
Maria zaczyna pisać, ręcznie, w
zeszytach, które opiera na zgiętych nogach. Tak ujawnia się jej
nadzwyczajny talent literacki. Tak przecież uzdolniona w szkole, miała
dotąd jedynie okazję pisać listy do krewnych i przyjaciół.
SPOTKANIA Z PANEM
Marta Diciotti, guwernantka i
pielęgniarka, bardzo szanuje intymność Marii. Choć wie, że w jej pokoju
rozgrywają się tajemnicze wydarzenia, nigdy nie pozwala sobie na
stawianie jej pytań na ten temat. To sama Maria zwierza się, że Jezus
się jej ukazuje od czasu do czasu przy łóżku i dyktuje jej, a ona
zapisuje słowo w słowo. Zdarza się też, że Jezus ukazuje jej jakieś
sceny, które ma sama wiernie opisać. Maria utrzymuje, że „dyktanda" są
względnie mało męczące i wymagają od niej niewielkiego wysiłku,
przeciwnie do wizji, które bardzo ją męczą, gdyż chce, zgodnie z
poleceniem Pana, skrupulatnie opisać w najdrobniejszych szczegółach
wszystko co widzi. To zaś wymaga wielkiego wysiłku obserwowania i potem
opisania.
NIEZWYKŁE ŻYCIE
CODZIENNE
Dni Marii są wypełnione aktywnością, nie
ma bezczynności. Budzi się o godzinie 6. Po odmówieniu modlitw
porannych, prosi Martę o przyniesienie jej rzeczy do naprawy, do
szycia. Często mówi: „Któż to wie, czy dziś ktoś przyjdzie? Kto wie,
gdzie mnie zabiorą i co mi pokażą!" Nagle odkłada robótkę krawiecką,
bierze zeszyt i pióro i zaczyna pisać. „W takiej chwili – powie później
Marta Diciotti – pojmuję, że jest przy niej ktoś, kogo ja nie widzę.
Wychodzę z pokoju zostawiając ich samych."
To dzieje się i za dnia, i w nocy. Marta,
kiedy zdarza się jej przebudzić w nocy, często zauważa, że w pokoju
Marii pali się światło, a Maria pisze. Budząc się kilka godzin później
lub o świcie, Marta widzi, że jej przyjaciółka nadal pisze.
Działo się tak niezależnie od warunków
otoczenia: w czasie straszliwych cierpień fizycznych, znoszonych przez
Marię, podczas bombardowań II wojny światowej, w upale lata i w
chłodzie zimy.
DZIEŁO JEJ ŻYCIA
Maria mówi, że większość dyktand
przekazał jej Jezus, niektóre – Matka Najświętsza, apostołowie.
Twierdzi, że uczestniczyła we wszystkich wydarzeniach z życia Jezusa.
Istotnie, pomiędzy 1943 rokiem a 1947 zrodziło się dzieło monumentalne:
„Poemat Boga-Człowieka", składający się z siedmiu opasłych Ksiąg.
Oprócz tego głównego dzieła, powstały „Il Quaderni", zredagowane między
rokiem 1943 a 1950, autobiografia, Komentarz do Listu św. Pawła do
Rzymian, Księga Azariasza zawierająca komentarze do mszy św. w dni
świąteczne oraz kilka innych książek.
Temu, kto jeszcze o tym nie wie, należy
się wyjaśnienie, iż „Poemat Boga-Człowieka" to rodzaj nadzwyczajnego
reportażu, w którym Maria Valtorta wydaje się być niewidzialnym
świadkiem wydarzeń. Z życia Jezusa opisała praktycznie wszystko.
Zresztą Maria twierdzi, iż Jezus nazywa ją „małym Janem", jakby była
piątym Ewangelistą. Znajdują się tu szczegóły dotyczące narodzin Maryi,
Jezusa, rozmowy Maryi z Józefem, spotkania prywatne i publiczne
nauczanie, podróże, mnóstwo szczegółów z życia oraz charakterystyka
osób z Ewangelii, wstrząsająca postać Judasza, w którego zawiedzionym
sercu dojrzewa odrzucenie Jezusa i postanowienie zdrady, całe życie
publiczne Zbawiciela: kazania, cuda, narastający konflikt z
faryzeuszami, ukrzyżowanie, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie. Potem –
zesłanie Ducha Świętego. Nawet życie Maryi jest opisane w szczegółach:
od tęsknoty jej matki, Anny, za dzieckiem, przez Jej narodziny, pobyt w
Świątyni, towarzyszenie w misji Synowi aż do straszliwej udręki pod
krzyżem, a wreszcie – wniebowzięcia.
W „Il Quaderni" powraca często prorocki
temat wielkiego oczyszczenia i Nowej Pięćdziesiątnicy, w zgodzie z
innymi prorockimi objawienia współczesnego czasu, wizje życia
pierwszych chrześcijan, dalsze ich losy po wniebowzięciu Maryi, wizje
śmierci męczenników: znanych i mniej znanych.
Dzieło Marii Valtorty stanowi arcydzieło
chrześcijańskiej literatury mistycznej wszechczasów i stało się już po
kilku latach jednym z bestsellerów światowej literatury religijnej.
Dzieła dostępne są w całości jedynie po włosku, w części zaś po
francusku, niemiecku, angielsku, hiszpańsku, flamandzku.
Pisma Marii Valtorty, poza tym, że stały
się celem systematycznego oczerniania nie do uniknięcia, pochodzącym od
środowisk racjonalistycznych, sprzeciwiających się wszelkiej
bezpośredniej ingerencji Nieba, są źródłem licznych nawróceń dla
jednych, dla innych – źródłem radości wewnętrznej. Tak jest z tymi,
którzy cenią ich oryginalność, świeżość, smak i doznają pociechy swych
serc zranionych lub spragnionych lepszego poznania Boga.
Choć wybitne osobistości Kościoła
przyjęły zgodność jej pism z wiarą Kościoła i aktualnym stanem wiedzy w
dziedzinie religii, to jednak fakt, że Maria Valtorta ujawnia
niezliczone epizody nie wspomniane w Piśmie Świętym wywołuje
zrozumiałe, wynikłe z ostrożności, zastrzeżenia. Pochodzą one od tych,
którzy mają obowiązek strzec depozytu wiary i przekazywać ją wiernie
przyszłym pokoleniom, bez zmian lub dodatków. Umiejmy jednak korzystać
z tych objawień, aby lepiej pojąć to, co zapisali Ewangeliści oraz inni
autorzy święci.
Maria Valtorta była świadoma sceptycyzmu,
który towarzyszy w sposób nieunikniony tego typu objawieniom.
Wypełniwszy swą misję z gotowością i wręcz heroizmem, oddaje się Panu,
żeby poznano ten skarb. Sama ogranicza się do modlitwy oraz ofiary aż
do śmierci, która przyjdzie 12.10.1961 r.
Przez 10 ostatnich lat życia na tej
ziemi, w przeciwieństwie do życia najpierw w najwyższym stopniu
aktywnego, Maria staje się coraz bardziej milcząca i praktycznie
izoluje się od świata. Jedynie jej promieniejąca twarz potwierdza
niezmiennie pogodę ducha, wywołaną pokojem Pana, który ją zamieszkuje.
W kilka lat po śmierci, w 1973, zwłoki
Marii Valtorty zostały przeniesione do kościoła Zwiastowania we
Florencji i tam spoczywają do dnia dzisiejszego.
ZNAKI
WIARYGODNOŚCI
Jednym z licznych aspektów, które
przekonują o autentyczności jej objawień są opisy miejsc, zwyczajów i
obyczajów, ubiorów, narzędzi pracy itp. z epoki, w której żył Jezus
Chrystus w Palestynie. Maria opisuje skrzyżowania dróg i ich
rozwidlenia, określa granice wojskowe, zróżnicowane uprawy rolne, w
zależności od terenu, mosty rzymskie na rzekach i strumieniach, źródła
płynące lub wysuszone zależnie od pory roku. Sygnalizuje nawet różnice
wymowy pomiędzy mieszkańcami różnych okolic Palestyny. Każdej
miejscowości nadaje nazwę. O ile fundamenty licznych miejscowości
zostały odkryte po śmierci Marii Valtorty i doskonale zgadzają się z
opisami, jakie poczyniła, o tyle inne pozostają jeszcze nieznane.
Maria opisała 228 wędrówek Jezusa po
Palestynie. Te 228 podróży – które przecież mogłyby być wymyślone –
wydają się jak zorganizowane przez agencję podróży bardzo doświadczoną!
W pierwszym bowiem roku życia publicznego Jezus przemierzył (zgodnie z
trasą opisaną przez Marię) 2132 km, w drugim - 2144 km, w trzecim -
2255 km.
OPIS MĘKI JEZUSA
Na koniec zacytujmy jeszcze świadectwo
prof. Nicola Pende, specjalisty światowej sławy w dziedzinie patologii
oraz endokrynologii, gorliwego katolika i czytelnika zafascynowanego
dziełem Marii Valtorty: „To co wzbudziło we mnie najwyższy podziw i
autentyczne zaskoczenie to mistrzostwo eksperta, z jakim Valtorta
opisuje zjawisko, jakie niewielu lekarzy potrafiłoby opisać: scenę
agonii Jezusa na krzyżu. Ogromny ból skurczowy, jaki znosił Odkupiciel
z powodu ran głowy, rąk i stóp, które podtrzymywały resztę ciała, co
powoduje, w opisie Valtorty, skurcze całego ciała, zesztywnienie
tężcowe piersi i członków, co wcale nie mąci ani umysłu, ani woli Pana,
a wyraża najsilniejszy ból fizyczny, wywołany najgorszą z męczarni.
Całość agonii Jezusa opisana w tym dziele ukazuje dobrze, że to ogromne
cierpienie ciała zatrzymało oddech i pracę serca Syna Człowieczego.
Współczucie i wzruszenie ogarniają chrześcijanina czytającego te
wspaniałe stronice."
OPINIA PAPIEŻA
Wszystko, co można powiedzieć o pięknie i
głębi zawartości pism Marii Valtorty streszcza się ostatecznie w zdaniu
wypowiedzianym przez Wikariusza Chrystusowego Kościoła - Ojca Świętego
Piusa XII. Jak podało „Osservatore Romano" 26 lutego 1948, w czasie
audiencji specjalnej udzielonej ojcom Andrea M. Cecchin, Corrado Berti
i Romualdo M. Migliorini, teologom z Zakonu Serwitów Najświętszej Maryi
Panny, opiekunom Marii Valtorty, starającym się o publikację jej dzieła
i proszącym najwyższy autorytet Kościoła o opinię w tej sprawie,
powiedział: «Opublikujcie to dzieło takie
jakie jest. Nie ma potrzeby wydawać opinii o jego pochodzeniu. Kto
przeczyta, ten zrozumie...»
Niech ta kolejna rocznica urodzin Marii
Valtorty będzie okazją dla tych, którzy jeszcze nie znają tego nie
mającego sobie równych dzieła, aby się z nim zapoznać. Zaczerpną z
niego bogate pouczenie, odnowienie gorliwości i uwielbią Pana za
uzupełnienie dla nas, żyjących pod koniec XX w., przedstawienia Jego
życia danego nam w czterech Ewangeliach.
Marino Parodi
Stella Maris, kwiecień 1997, str. 1-4. Przekł. z fr. za zgodą Ed. du Parvis; w: „Vox Domini" nr 4/98, str. 14-16