|
Objawienia św. Marii Franciszki Kozłowskiej - fragment z "Dzieła Wielkiego Miłosierdzia", 1922 r. ***"Wszystko na Większą Chwałę Bożą i cześć Przenajświętszej Panny Maryi." POCZĄTEK ZAWIĄZKU ZGROMADZENIA KAPŁANÓW. (Z własnoręcznego rękopisu) W roku 93.[1] dnia 2. Sierpnia, po wysłuchaniu Mszy Świętej i przyjęciu Komunii Świętej,[2] nagle zostałam oderwana od zmysłów i stawiona przed Majestatem Bożym. - Niepojęta światłość ogarnęła moją duszę i miałam wtedy ukazane: ogólne zepsucie świata i ostateczne czasy - potem rozwolnienie obyczajów w duchowieństwie i grzechy jakich się dopuszczają Kapłani. - Widziałam Sprawiedliwość Boską wymierzoną na ukaranie świata i Miłosierdzie dające ginącemu światu, jako ostatni ratunek, Cześć Przenajświętszego Sakramentu i Pomoc Maryi. - Po chwili milczenia przemówił Pan: "Środkiem szerzenia tej Czci, chcę aby powstało Zgromadzenie Kapłanów pod nazwą Maryawitów, hasło Ich: "Wszystko na większą Chwałę Bożą i Cześć Przenajświętszej Panny Maryi," zostawać będą pod Opieką Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, bo jako są nieustanne wysiłki przeciwko Bogu i Kościołowi, tak jest potrzebna Nieustająca Pomoc Maryi." Będąc tak postawiona w wielkiem zdumieniu, zaczęłam się radować, ale znowu przemówił Pan: "Na teraz całe to Dzieło składam w twoje ręce, - masz być mistrzynią i matką - tobie poruczam tego Kapłana, a kierować Nim będziesz tak, jak ci Sam będę dyktował." (Wskazał mi Pan na pewnego Kapłana, którego już przedtem przygotował do ściślejszego życia)[3]. Zrozumiałam też że On ma być pierwszym Maryawitą i w tej chwili wymówiłam: "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego." - I już nic nie widziałam; w jednej chwili odzyskałam przytomność i uczułam wielką radość i wesele w duszy, pozostając jeszcze jakiś czas w skupieniu i dziękczynieniu Bugu za Miłosierdzie okazane światu. - Potem usłyszałam w duszy głos: "Teraz idź i przeczytaj żywot na dziś przypadający." Zaraz się podniosłam, a byłam tak lekka i szczęśliwa, iż zdawało mi się, że mnie duch unosi, a wszystko żywo stało mi w pamięci. W domu zaraz przeczytałam żywot Najświętszej Panny Maryi Anielskiej i znowu w duszy przemówił Pan: "Jak Święty Franciszek w dzień Przenajświętszej Panny Maryi Anielskiej otrzymał wielką łaskę dla ludzi, tak i tobie w ten dzień oznajmione zostało wielkie Miłosierdzie dla świata, ten dzień ma być początkiem zawiązku Maryawitów." Czytałam jeszcze następny żywot Śgo Alfonsa i znowu przemówił Pan: "Święty Alfons ma być Ich Patronem." - Zrozumiałam też, że Ich działalność w przyszłości ma być podobna do synów Śgo Alfonsa. - Cały ten dzień spędziłam na modlitwie i dziękczynieniu ciesząc się zupełnym pokojem duszy i nie zdając sobie sprawy z tego co widziałam i słyszałam. Dopiero na drugi dzień podczas medytacyi zaczęłam się zastanawiać co się wczoraj ze mną działo: "Czy to był sen, czy złudzenie? moje życie takie grzeszne i niedbałe... nie może być, żeby to było od Boga - czyby Bóg mówił do takiej grzesznicy i takie jej dawał zlecenia?.. Boże mój, zmiłuj się nademną i wyzwól mię od złudzenia szatańskiego." - W duszy miałam silne zapewnienie, że Pan był ze mną; ale mając przed oczami wszystkie grzechy całego życia mojego, nie chciałam przypuścić innej myśli, tylko że to było złudzenie. - Poszłam do kościoła i przed ołtarzem Matki Boskiej przyrzekłam nigdy tego nie wspominać, prosząc Pana Jezusa, żeby na zawsze wymazał z mojej pamięci to wszystko, a pozostawił mi tylko grzechy, za które żałuję i pragnę pokutować. - W czasie Mszy Świętej przed samą Ewangelią, usłyszałam: "Powstań i słuchaj." Słowa te były surowe i groźne, że cała zadrżałam; każde słowo Ewangelii Świętej rozumiałam i dziwnie się odbijało w mojej duszy.[4] (W tym dniu wypadała Ewangelia, w której Pan Jezus wyrzuca Jerozolimie, że zabija proroki i kamienuje tych, którzy są do niej posłani. (Mat. XXIII.34 i nast). Po skończeniu Ewangelii znowu usłyszałam: "I ty nie zabijaj w sobie Bożego głosu, bo ten jest dzień nawiedzenia Pańskiego." Zrozumiałam, że te słowa odnoszą się do wczorajszego widzenia, więc odpowiedziałam: "Panie, czyń ze mną co chcesz, już gotowa jestem na wszystko." - Miałam też wyjaśnienie, że przez Jerozolimę mam rozumieć swoje serce, do którego przemawia samo Słowo; i nie wolno mi tłumić w sobie tego. - Wpadłam znowu w głębokie skupienie i widziałam nowe Zgromadzenie Maryawitów i wielką Chwałę Bożą, a cały świat jakby ogarniony adoracyą Przenajświętszego Sakramentu. - Potem prześladowania, uciski i cierpienia, jakich doznawać będą Maryawici; - że ja wspólnie będę ponosić z Nimi wszystkie upokorzenia, prześladowania i wielkie cierpienia w duszy; - że będą na wzór Świętych Apostołów i pierwsi będą mieć Ich Imiona że wszystkie inne Zgromadzenia będą pod Ich kierunkiem. - Zapytałam: "Panie czy to ma być Stowarzyszenie Kapłanów, o którem Ojciec [5] mówił?.. Nie, - będą Zgromadzeniem i żyć będą pod Regułą pierwszą Braci Mniejszych tak, jak wy [6] w ukryciu." Po chwili znowu zapytałam: "Panie, kiedy Biskup zabronił Kapłanom?" Odpowiedział mi Pan: "Zakaz ten nie odnosi się do ciebie, ani pojedyńczych Kapłanów, bo każdy życie swoje może urządzić, jak sam chce; dlatego zawiązywać się mają tak, żeby Jeden o drugim nie wiedział; odznaczać się będą szczególną uległością dla Biskupa i doskonałem spełnianiem swoich obowiązków. (Na parę lat przedtem jeden z Kapłanów chciał założyć Stowarzyszenie Kapłanów, ale Biskup [7] nie pozwolił i ja o tym zakazie wiedziałam.) Potem ukazanych miałam jeszcze dwóch Kapłanów z wymienieniem Ich Imion Apostołów i z dodaniem każdemu imienia "Marya." - Na jednego z Nich powiedziałam: "Panie, On nam takt przeciwny - On nie będzie." Odpowiedział Pan: "Bądź spokojna, będzie cię prześladował; a potem się nawróci, a Imię Jego będzie Paweł." - Tu widziałam upadek ich domu; najpierw oderwanie się sług, a potem przejście pod inny kierunek [8]. Prosiłam Pana Jezusa jeszcze za jednym Kapłanem, którego wielce ceniłam, uważając za świętego i często zasięgałam Jego rady. Odpowiedział Pan: " Nie, - On jest pyszny - nie ten, kto uchodzi u ludzi za świętego, ale kto u Boga świętym jest," - "dowie się o tem, ale później. Gdybym chciał, żeby to Dzieło przeszło przez Jego sąd Sam bym go do tego wybrał." I odtąd zabronił mi Pan udawać się do Niego po radę. Prosiłam Pana Jezusa, żeby to wszystko, co mnie dał poznać, raczył objawić Pierwszemu Maryawicie i po kilkurazowej prośbie taką dostałam odpowiedź: "Kiedym wybierał Świętego Pawła na Apostoła narodów, posłałem Go do miasta, więc i On od ciebie się dowie o Mojej Woli." - I zrozumiałam, że mam powiedzieć Mu o tem w dzień Wniebowzięcia Przenajświętszej Panny Maryi i że w tym dniu ma rozpocząć swój Nowicyat. Jakaś obawa i wstyd mię ogarnął na tę myśl, że ja Mu te rzeczy mam powiedzieć. Widocznie z pychy i miłości własnej obawiałam się doznać upokorzenia i przykrości, jeżeli On nie uwierzy i nie przyjmie na siebie takiego obowiązku. Zaczęłam walczyć z uporem, bo w duszy miałam to przekonanie, że muszę Mu powiedzieć, a nie miałam odwagi i śmiałości. - Byłam spokojna i czekałam co Pan Jezus zechce dalej czynić ze mną; czułam że jakaś siła niewidzialna owładnęła moją duszę i nie byłam zależną od siebie w tych rzeczach. - Przez całe dwa tygodnie trwały owe objawienia i coraz wyraźniej dawał mi Pan poznać w jaki sposób chce, żeby się to Zgromadzenie zawiązało. Jednego dnia doznałam okropnego smutku i boleści: widziałam w duchu wszystkie upokorzenia, prześladowania i cierpienia, jakich doznawać będę jeśli się to wszystko spełni, a z drugiej strony wielką Chwałę Bożą i zbawienie dusz i że Bóg chce ode mnie, żebym się na to ofiarowała. - Więc byłam cała ściśniona i drżąca, bo czułam odrazę do wzgardy i wstręt do cierpienia, ale żądza Chwały Bożej i zbawienia dusz przemagała. - Dopiero po trzygodzinnej walce i cierpieniach wewnętrznych, oddałam się Bogu na całkowitą ofiarę i wtedy doznałam ulgi, pociechy i gotowości na wszystko. Jednak dla większej pewności, czy tu wszystko nie złudzenie szatańskie, jeszcze raz prosiłam Pana Jezusa w czasie Mszy Świętej, upokarzając się jak najgłębiej, zaklinałam na Jego Krew Przenajświętszą, żeby nie gubił mojej duszy, którą odkupił; a jeśli to wszystko złudzenie, żeby mię od tego uwolnił i ratował; że pragnę iść prostą drogą. - I znowu wpadłam w głębokie skupienie i przemówił do mnie Pan: "Chcę abyś się tego wszystkiego zrzekła." - Uczyniłam to najchętniej i wyrzekłam się nie tylko tego, ale wszystkich moich uczuć i pragnień chociażby najświętszych i postawiłam się przed Bogiem, jako martwe narzędzie. Zapytał mię Pan: "Czy chcesz, aby Bóg w stworzeniu był uwielbiony?" (Przez stworzenie rozumiałam siebie). I w tej chwili ogarnęła mię taka gorąca żądza uwielbienia Boga i takie głębokie poznanie swojej nędzy, że chciałam, aby cały świat poznał jak Wielkim jest Bóg i żeby wszyscy widzieli moje grzechy, aby poznali co może Bóg w nędznem stworzeniu i wielbili Jego Wszechmocność. I rzekł Pan: "Odtąd będziesz mojem narzędziem, ale oddaj mi jeszcze co masz swego. Zastanowiłam się, bo przez trzy śluby, które złożyłam Bogu, - nie nazywałam nic swojem, więc szukałam w duszy, cobym jeszcze mogła mieć swego; może jakie przywiązanie do kogo? Nie, - byłam spokojna. Wtem w jednej chwili stanęły mi w myśli wszystkie grzechy moje całego życia, wszystkie wady, opuszczenia w służbie Bożej i lenistwo; i zrozumiałam, że to wszystko jest moją własnością - więc złożyłam ją Panu Jezusowi i zatopiłam w Jego Sercu. - Potem już nic nie widziałam. Wysłuchałam do końca Mszy Świętej dziękując Panu za Miłosierdzie i od tej chwili było mi to wszystko, co poznałam, tak obojętne, jakby się to nie ze mną stało, a opowiedzieć wszystko Pierwszemu Maryawicie byłam gotowa i taką miałam łatwość, jakby o innej osobie. - W święto Wniebowzięcia N. M. Panny, w czasie Mszy Świętej, Pan Jezus utwierdził mię w tem wszystkiem i dał mi poznać, że największe rany Jego Sercu zadają Mu Przyjaciele, a Przyjaciółmi Jego są Kapłani. Wtedy doznałam wielkiej boleści; zdawało mi się, że serce od żalu pęknie mi, - a Pan mnie zapytał: " Czybyś nie chciała być za Nich ofiarą, kiedy co mam najdroższego tobie oddaję; - najdrożsi mi są Kapłani, a tobie dam moc nad Kapłanami." - Ale ja tych słów nie rozumiałam, uczułam tylko wielkie pragnienie ofiarowania się Bogu na wszystko i wielką miłość połączoną z najgłębszą czcią dla Kapłanów, z chęcią pomagania Im. Potem to wszystko, co miałam objawione powiedziałam Pierwszemu Maryawicie i zapytałam Go, co o tem wszystkiem sądzi. Odpowiedział mi, że ani na chwilę nie wątpi i wszystkiemu wierzy, bo gdyby tak nie było, to na zawsze ze wszystkich swoich modlitw wykreśla: "fiat Voluntas Tua" [9]. Powiedziałam Mu, że nie zacznie tego rodzaju życia, dopóki ja tego wszystkiego nie przedstawię swemu Przewodnikowi i Jemu zaufajmy, a nie zbłądzimy; a jeżeli Przewodnik mój osądzi, że to jest złudzenie, to z zupełną obojętnością tak uznam i Jemu o tem powiem. Chętnie się na to zgodził i zapytał mię: "Moja matko, czy był kiedy taki przykład i czy właściwą jest rzeczą, żeby Kapłan słuchał kobiety i był pod jej kierunkiem?" Odpowiedziałam, że o przykładzie takim nie wiem, ale ja nie mam być przełożoną tylko mistrzynią. Uspokoił mię, że Mu zupełnie o to nie chodzi, tylko z dziecięcą prostotą wyjawił, co na myśl Mu przyszło, bo odtąd chce być dla mnie dzieckiem. - Zaniepokoiło mię pytanie Pierwszego Maryawity, więc na modlitwie przedstawiłam Panu, czy właściwą jest rzeczą, żeby Kapłan słuchał kobiety; i takie miałam wyjaśnienie: "Jeżeli chcesz przykładu, to sam Pan Jezus ci zostawił - żyjąc na ziemi był poddany i posłuszny Maryi, Która chociaż Niepokalana i Najświętsza, ale była jego Stworzeniem; a kiedy Kapłani tak poniżyli godność swoją, że poddają się kobietom, z któremi grzeszą i ich słuchają, to dlaczego ma być niewłaściwem, żeby Kapłan Świątobliwy w sprawach dla Większej Chwały Bożej nie miał słuchać kobiety?" Takie samo wyjaśnienie miał i Pierwszy Maryawita podczas Mszy Świętej i przyszedł mnie uspokoić. - W krótkim czasie przedstawiłam całą tę sprawę swemu Przewodnikowi [10], prosząc, żeby mię uspokoił czy w tem nie ma złudzenia. - Z początku, chcąc mię doświadczyć, odrzucił, jako złudzenie szatańskie poddane mi na usprawiedliwienie moich grzechów. - Przedstawiłam to Panu Jezusowi na modlitwie, ale Pan mi odpowiedział: "Jeżeli Ojciec mówi, że to jest złudzenie, to mów Mu wszystko niech cię wyprowadzi z tego złudzenia: jest twoim Przewodnikiem." A potem Pan Jezus tak mi wyjaśnił: "Wszystkie dobre myśli, natchnienia, poruszenia i oświecenia umysłu, słowem to wszystko, co się dzieje w duszy, jest ukryte przed szatanem - i dotąd nie może szkodzić ani z tego korzystać, dopóki to nie jest wyjawione na zewnątrz; powiedz o tem Ojcu." - Potem wyjaśnił mi Pan, w jaki sposób kierować mam Pierwszym Maryawitą i co mianowicie On ma praktykować z Reguły i w końcu powiedział Pan: ,,Dom wasz mają uważać Maryawici i Maryawitki jako swoją kolebkę i ognisko nieustającej adoracyi, z którego płomienie wybuchną na cały świat; - adorować będziecie Najsłodsze Serce Moje ukryte w Przenajświętszym Sakramencie. - Wy [11] będziecie wynagradzać w szczególny sposób za Kapłanów, a Maryawitki czynne będą pomagać wszędzie Kapłanom." Potem Przewodnik mój powiedział, że dotąd nie widzi nic w tym Dziele przeciwnego Kościołowi, a "z owoców Ich poznacie Je" - więc nie przeszkadza mi działać, jak miałam wskazane. W czasie modlitwy prosiłam o łaskę, żebym mogła, jak Święty Franciszek, naśladować Pana Jezusa w Jego ubóstwie, poniżeniu i cierpieniu. Po chwili usłyszałam głos w duszy: "Jak Święty Franciszek naśladował najbliżej Pana Jezusa, tak ty naśladować będziesz najbliżej Najświętszą Pannę i wszystko to, co Ona będziesz przechodziła w podobieństwie, ale pamiętaj, że jak Marya była Niepokalanie poczęta, tak ty jesteś wielką grzesznicą; Ona ma być ci wzorem i Przewodniczką." Te słowa napełniły mię wielkiem upokorzeniem, a zarazem niewymowną pociechą. Z początku byłam spokojna i gotowa na wszystko, ale później zaczęłam doznawać zniechęcenia, udręczeń i pokus, żeby się uwolnić od tego; przedstawiałam Panu Jezusowi swoją wielką nędzę i słabość do tego Dzieła, prosząc ażeby kogo innego wybrał. Odpowiedział mi Pan: "Znam lepiej nędzę twoją, niżeli ty ją pojąć możesz, ale w nędzy twojej Wielkość, a w słabości Moc moja się objawi." Ale ja się upierałam prosząc, żeby Pan Jezus nie takiej grzesznicy, tylko komu godniejszemu powierzył to Dzieło. Wtedy zgromił mię Pan mówiąc: "Wyznajesz się być nędzną grzesznica a Bogu śmiesz zakładać granice - kto ty jesteś, co chcesz dyktować Bogu, kogo ma wybierać?" Zlękłam się bardzo i już więcej nie śmiałam odzywać się w ten sposób do Pana Jezusa. - Dopóki Pan Jezus mię nawiedzał - byłam spokojna i szczęśliwa, ale skoro mię pozostawiał samej sobie, to zaraz pokusy, niepokoje i strach mię ogarniał; zdawało mi się, że z tych nadzwyczajności dostanę pomieszania zmysłów, że jestem igraszką szatańską i t. p. Będąc tak udręczona czytałam książkę "O zaofiarowaniu się Jezusowi przez Maryę" Błogosławionego Ludwika Grignon Montfort`a i nagle zostałam oświecona - i znowu w jasnem świetle widziałam przyszłe Zgromadzenie Maryawitów i wyjaśnienie, że to jest właśnie to samo Zgromadzenie, które przepowiedział Błogosławiony Ludwik Montfort - i przemówił Pan: "To jest wojsko Maryi, więc złóż w Jej ręce wszystko i bądź spokojna: módl się, ufaj i pracuj, Ja cię wspierać będę." Potem byłam bardzo uszczęśliwiona i całą noc spędziłam na modlitwie i dziękczynieniu. - W tym czasie poznałam drugiego Kapłana [12], który mi był wskazany. Temu w krótkości przy konfessyonale, opowiedziałam swoje widzenie dodając że i On jest powołany. W kilka dni przyszedł Sam i prosił mię, że chce się oddać pod moje przewodnictwo, bo od mojej spowiedzi nie może się uspokoić. Z początku opierałam się, chcąc Go zwrócić do Pierwszego Maryawity, ale On usilnie nalegał, widząc w tem dla siebie wyraźną Wolę Bożą i przedstawił mi stan swojej duszy, Słuchałam Go ze czcią i wzruszeniem; a potem ogarnął mię niepokój z tego, co mi o sobie mówił, wiec zaraz udałam się na modlitwę i zapytałam Pana Jezusa, czy godzi mi się słuchać takie rzeczy. Odpowiedział mi Pan: "Kiedy wylewa przed tobą duszę swoją, to Mu radź i pomagaj - ty mi zdasz rachunek za duszę Jego ." Słowa te były łagodne, ale tak mię przeniknęły, że cała zadrżałam; wtedy zrozumiałam, że o tyle jestem odpowiedzialną przed Bogiem za każdą duszę, o ile mi się sama otwiera i na mnie polega; i poznałam że odtąd mam spełniać ten obowiązek z bojaźnią i ze drżeniem. - Uspokoiłam się, ale nie mogłam pogodzić się z ta myślą, żebym ja każdym Kapłanem z osobna kierowała; myślałam że ten, który pierwszy rozpoczął to życie, On będzie kierował wszystkimi, a tylko Sam będzie pod moim kierunkiem; więc prosiłam Go, żeby się Sam zajął tymi Kapłanami, których miałam od Pana Jezusa wskazanych, a których ja nawet nie znałam. - Wymówił mi się chorobą - i do końca pierwszego roku nie było więcej tylko dwóch Maryawitów. Pan Jezus czynił mi gorzkie wyrzuty, że nie dbam o Chwalę Jego i nie chcę pojaśniać o tem Dziele Kapłanów, mówiąc: "Tobie dałem moc nad Kapłanami. Wtedy zapytałam: "Panie, co to znaczy - moc nad Kapłanami?" Odpowiedział Pan: "Moc nad duszami i sercami Ich," i dał mi zrozumieć, że to nie jest zewnętrzna władza, która należy do Biskupów, ale wewnętrzny kierunek dusz, a słuchać mają mnie o tyle, o ile każdy, niezależnie od Władzy, rozporządza swoją osobą. - I powiedział mi Pan: "Ci, co otwierają przed tobą sumienia i serca, za Ich pokorę - podniosę Ich na wysokie stopnie modlitwy i będą mieli udział w darach i łaskach, jakiemi ciebie obdarzam. - Wszystko co ci oznajmiam są to wielkie dary i łaski, które mocen jestem dać komu chcę; ale pamiętaj - że możesz je w jednej chwili stracić, - możesz zgrzeszyć i jak błyskawica strącona być do piekła." - W tym czasie dostałam list od mego Przewodnika z nowenną do Świętej Kolety i wyjątkiem z Jej objawień. Po przeczytaniu tego listu, znowu zostałam nagle oświecona i poznałam, że to mnie Pan Bóg przeznacza do kierowania całem Dziełem i przemówił Pan: "I teraz odnowienie świata jest w ręku Maryi, a Imię Jej ogarnie cały świat, przez nowo powstałe Zgromadzenia Maryawitów i Maryawitek. I widziałam, że wszystkie dotąd ukryte Zgromadzenia i Inne przyjmowały nazwę Maryawitów i Maryawitek. - Upadłam na twarz, dziękując Panu Jezusowi i Najświętszej Jego Matce za tak wielką łaskę, ciesząc się, że znalazłam podobny przykład w Świętej Kolecie, która także kierowała Kapłanami. Ale przypomniałam sobie, że Święta Koleta miała upoważnienie od Ojca Świętego, a ja nie mam, więc nie mogę dalej działać w tej sprawie. Przedstawiłam to Panu Jezusowi, a Pan odpowiedział: "Co innego jest reformować klasztory, a nowe Zgromadzenia zakładać - Ona musiała się wpierw przedstawić i dostać upoważnienie, a ty co przedstawisz, kiedy nie masz nic? Jak będzie dwunastu, to wprost udacie się do stolicy Apostolskiej - i Święty Franciszek tak zrobił." - Potem się uspokoiłam. - Inną razą modląc się za Zgromadzenia Zakonne, widziałam w duchu, że już teraz są pomiędzy niemi niechęci, zazdrości i nieporozumienia; więc zasmuciłam się tem bardzo; wtedy przemówił Pan: "Jak się razem połączą, to wszystko ustanie i będzie dobrze." - Znowu wskazał mi Pan dwóch Kapłanów, przeznaczając Im Imiona Apostołów i kazał mi Im powiedzieć. Uczułam wielką trudność, bo Kapłanów tych nie znałam, a z natury jestem bojaźliwą i nieśmiałą, więc opierałam się do trzech razy; dopiero po surowym rozkazie Pana Jezusa odważyłam się iść i powiedzieć Im w konfessyonale; - krótko i ogólnie zostawiając resztę Panu Bogu i nie troszcząc się o skutek. - Pewien Kapłan powiedział mi: "Módl się bo czasem Bóg do przeprowadzenia wielkiego dzieła używa słabe narzędzia, ale bądź w tem ostrożna." Wtedy Mu powiedziałam, że i On jest wybrany. - Na to odpowiedział: "Jeżeli ja mam być wybrany, to jest złudzenie szatańskie, bo nie czuję się do tego godnym, i ty nie możesz działać, bo muszą być pewne znaki." Odeszłam z tem i zaraz przedstawiłam Panu Jezusowi, mówiąc: "Panie, żeby działać dalej, to muszę mieć pewne znaki." Po chwili przemówił Pan: "Jakich chce znaków, kiedy to będzie w ukryciu? - Idź i powiedz Mu, że znaki są te, które Ja Sam sprawuję w duszy każdego, któremu o tem powiesz. Kapłani, których pojaśniłam o tem Dziele i o Ich powołaniu, Sami po pewnym czasie, zaczęli przychodzić i oddawali mi się pod przewodnictwo, ale jeden o drugim nie wiedział, aż do śmierci naszego Biskupa. - Wkrótce umarł Pierwszy Maryawita - i przeznaczył mi Pan do pomocy Innego Kapłana, który ośmielał mnie coraz więcej do działania i przez Niego łatwiej mi było oznajmić każdemu z wybranych, tym bardziej że byli z innych dyecezyi. Ale byli i tacy, co poznawszy ten rodzaj życia, uznali za trudny dla siebie i odstąpili, mówiąc, że i bez tego można być dobrym Kapłanem. - Ja lękałam się tylko, ażeby z tych wizyt nie wywiązało się co zmysłowego, więc w gorących modlitwach błagałam Boga, żeby lepiej mnie usunął od tego, jeżelibym któremu szkodzić miała; ale Pan uspokoił mnie, mówiąc iąc: "Bądź spokojna, Ja zawsze jestem z wami, ale przyjdzie wam wiele cierpieć dla Imienia Mego." Raz czytając rekolektantkom rozmyślanie o sądzie po śmierci, nagle byłam podniesiona w duchu i miałam ukazaną wielką Chwałę Bożą, jaka będzie przeze mnie, potem swoje wyniesienie i władze matki nad Zgromadzeniami, które również ma być dla Chwały Bożej - i zapytanie: "Czy ci dosyć?" Tak postawiona w zdumieniu, nie wiedziałam co odpowiedzieć, ale w tej chwili ogarnęła mię taka gorąca żądza połączenia się z Bogiem i zaraz uczułam takie silne dotkniecie serca, i taki ogień miłości ogarnął moją duszę, że prawie do omdlenia; wtedy poznałam, że tylko zjednoczenie duszy z Bogiem - jest mi dosyć - i zrozumiałam, że taki stan duszy nie może być teraz u mnie, ale mogę prosić Pana Jezusa i gorąco tego pragnąć. Było to w jednem mgnieniu tak, że nie przerwałam nawet czytania i w tej chwili byłam przytomna, tylko tak bardzo osłabłam, że ledwie zdołałam wydobyć glos, a ogień w sercu i tęsknotę za Bogiem czułam przez kilka dni. Poznałam też, że w jednem takiem mgnieniu odbywa się sąd duszy. - Czytając dalej rozmyślanie, miałam wyjaśnienie tego w te słowa: "Kiedy dusza z łaski Bożej dostąpi takiego zjednoczenia z Bogiem, wtedy ustają w niej wszystkie żądze i pragnienia - wtenczas wszystko staje się jej obojętnem, bo nie może mieć innej żądzy, ani innego pragnienia, tylko jakie Bóg ma i chce - i taka dusza jest żywo zagrzebana w duchu." Pewnego razu na modlitwie miałam poznanie, ze wiele dzieł świętych rozpoczętych dla Chwały Bożej zniszczone zostały przez pychę i miłość własną I że moje wszystkie upadki pochodzą ze źródła pychy i zmysłowości. - Zasmuciłam się tem i gorąco błagałam Pana Jezusa, aby mię napełnił wielką odrazą i wstrętem do pychy i zmysłowości. - Po chwili przemówił Pan: "Uwolnię cię od tych dwóch żądz, a w miejsce nich pożerać cię będą: żądza większej Chwały Bożej i żądza powstrzymania grzechu; - wtedy wszystko stanie ci się obojętnem - twoją radością będzie Chwała Boża, a boleścią i smutkiem grzech." Przejęta byłam wielką czcią i zdziwieniem, bo nie rozumiałam dobrze znaczenia wszystkich słów Pana Jezusa. Prosiłam też Maryawitów, żeby się w wątpliwościach odnosili do mego Przewodnika, zdając Mu sprawę z rozmów i postępowania naszego. Jeden Maryawita, chcąc się upewnić, czy to jest Dzieło Boże, pisał do mego Przewodnika i otrzymał list z wyjaśnieniem, który tu dosłownie załączam. (Następuje
list Przewodnika). Przez cztery lata Maryawici spokojnie się rozwijali i liczba ich doszła do kilkunastu. Prowadzili życie oparte na Regule Pierwszej Braci Mniejszych i z tem ukrywali się przed innymi Kapłanami. - Nie mieli żadnych przepisów, oprócz porządku dziennego i Reguły, którą zachowywali tak, jak mnie Pan Jezus nauczał. - Szerzenie czci Przenajświętszego Sakramentu i Matki Boskiej Nieustającej Pomocy uważali sobie za główny swój obowiązek i cel, do którego wezwani zostali przez Boga Samego. - Jednak działalność ich była bardzo ograniczona: spełniali tylko te obowiązki, które włożyła na Nich Władza Duchowna; pozatem usuwali się od świata i stosunków z ludźmi, a oddawali się więcej modlitwie i praktykom życia zakonnego. - Czytając Regułę Pierwszą Braci Mniejszych miałam wątpliwości, że w Regule oprócz trzech ślubów są jeszcze przykazania obowiązujące pod grzechem, a które w ukryciu nie będzie można zachować; szczególniej w przyjmowaniu i dotykaniu pieniędzy, jeżdżeniu i.t.p. Wtedy przemówił Pan: "Litera zabija, a duch ożywia - Ja Sam tę Regułę podyktowałem Św. Franciszkowi, Sam ją mogę dyspensować. Reguła ta jest ze wszystkich najdoskonalsza, a kto ją zrozumie i zachowa jej ducha, nie będzie sądzony; Istota ubóstwa polega na wyrzeczeniu się wszelkiej własności." Przy końcu czwartego roku, na modlitwie miałam widzenie szatanów. Widziałam ich trzy legiony, jakoby wojsko uszykowane do boju, a na czele wódz; - każdy legion miał osobne piętno: pycha, łakomstwo, nieczystość. Wódz naigrawał się ze mnie, jako ze słabej niewiasty i wzywał szyderczo do walki, mówiąc: "Patrz, co możesz wobec takiej siły? Uderzę na Nich, rozproszę i przesieję Ich." Czułam się opuszczona nawet od Pana Jezusa; smutek I strach ogarnął moją duszę - dopiero jak wezwałam Matki Boskiej Nieustającej Pomocy widzenie znikło; ale ja przez parę dni nie mogłam uspokoić się z wrażenia. - W kilka miesięcy po tem widzeniu, Proboszcz nasz wypublikował mnie w kościele, jako siejącą zgorszenie, a Kapłanów, którzy u nas bywali, nazwał publicznie wilkami drapieżnymi, którzy się wdarli do Jego owczarni, ale ich rozpędzi. - Wtedy poruszyło się całe miasto i wszyscy zwrócili oczy na nasz dom, dziwiąc się, co się to stało, bo nikt nie mógł przypuścić, żeby Proboszcz, który sam bywał u nas, mógł niesłusznie publikować - i to przez kilka niedziel, aż mu zabronił Administrator Dyecezyi. - O przyczynie, dla której mnie publikował, zamilczam, ale pozór miał ten, że Kapłani bywali w naszym domu i że podobno niektórzy się tem gorszyli. Chociaż dom nasz już od lat dziesięciu założony był pod firmą "pracowni robót kościelnych" i Kapłani zawsze bywali po roboty i nikt się nie gorszył, - owszem wszyscy oswoili się z tem, że bywają. - Jeden z Kapłanów, który odstąpił od Maryawitów, chcąc nas ośmieszyć, wyjawił przyczynę bywania Kapłanów przed Proboszczem i Innymi. Proboszcz z gorliwości, lękając się herezyi, czuł się w obowiązku zaradzić złemu i usiłował, jak się sam wyraził, rozpędzić owych Kapłanów, żeby tę hydrę zgnieść w samym jej zarodku, która gorsza jest niż wszeteczeństwo. - O mnie wyrażał się że to szatan nie kobieta, która zdolna była uwikłać tylu Kapłanów. - Za przykładem Proboszcza poszli inni gorliwsi Kapłani, (a szczególniej ten, o którym wspomniałam na początku objawienia, że będzie mnie prześladował) i rozgłosili po wszystkich Dyecezyach, ośmieszając mnie i Maryawitów, dając im różne przezwiska i chcąc tym sposobem obalić wszystko, a przynajmniej zapobiedz dalszemu szerzeniu się. Osoba moja stała się głośną aż za granicą. Jedni się śmieli nie szczędząc nam szyderstw i docinków, drudzy litowali się słabością Kapłanów, którzy się tak skompromitowali, oddając się pod kierunek kobiety. A byli i tacy, co z ciekawości przyjeżdżali mnie zobaczyć, a potem sami przyjmowali życie Maryawitów i oddawali się mnie pod kierunek. - Z początku bardzo cierpiałam będąc tak zniesławiona i prześladowana wspólnie z Kapłanami. Przeszłam jeszcze szyderstwa i naigrawanie się szatanów, opuszczenie od Pana Jezusa i ciężką chorobę ciała. - Pan Jezus na początku tego prześladowania dał mi obietnicę mówiąc: "Zachowam ci Ich." Wtedy prosiłam Pana Jezusa, aby oddalił od Nich upokorzenie, ale Pan odpowiedział mi: "Zanim Ich uznają muszą wpierw przejść prześladowanie i ucisk, a ty w boleściach zrodzisz mi Ich - Przyjdzie czas, w którym ukarzę prześladowców waszych." Pamięć na te słowa była dla mnie pociechą i ulgą w cierpieniach; odtąd modliłam się za tych, którzy nas prześladują i przestałam się żalić. - Przez cały rok szalała nad nami burza i wiele bałwanów obiło się o naszą łódkę. - W próbie tej jaką Bóg dopuścił na nas, w szczególny sposób poznałam Opatrzność Boską nad nami i przekonałam się o prawdziwości Boskiego pochodzenia tego Dzieła. - Powoli wszystko się uspokoiło, Maryawici coraz więcej zaczęli się rozwijać i liczba ich doszła do kilkudziesięciu; chociaż i dotąd wielu Kapłanów nie przestaje z Nich szydzić, korzystając z każdej okazyi i sposobności, szkodzą im na sławie i paraliżują działalność. Życie ich oparte na radach ewangelicznych uważają za przesadne i nie na dzisiejsze czasy; usunięcie się od świata za dziwactwo; powściąganie się od trunków i kart za pychę i chęć wyróżnienia się od innych; gorliwość o zbawienie dusz i szerzenie czci Matki Boskiej Nieustającej Pomocy - za upór lub zboczenie umysłowe; ale najcięższy zarzut, jakoby poniżający godność Kapłańską, to poddanie się Kapłanów pod kierunek kobiety; takie rzeczy, podług Nich, nie dają się z rozumem pogodzić i na to najwięcej powstają. - Przeciwności jakich doznawali Maryawici, nie zrażały ich, ani zniechęcały w powołaniu; jeszcze gorliwiej wzięli się do pracy nad sobą, gardząc tem wszystkiem, za czem się świat ugania. Pan Jezus Sam kierował całem Dziełem, używając mnie jako narzędzia. - Nie czyniłam nic bez wyraźnej Jego Woli i uczyłam Ich tego, czego mnie Sam Pan Jezus nauczał; nawet zabronił mi Pan czytania książek ascetycznych i Żywotów Świętych mówiąc: "Ja Sam chcę być Mistrzem i Nauczycielem twoim." Wyrzucał
mi Pan Jezus moją niewdzięczność, że
Mu nie dziękuję za dary i łaski, jakiemi mnie obdarza od początku mego
istnienia. Zawstydziłam się bardzo i uniżając się jak najgłębiej
zaczęłam przepraszać Pana Jezusa za swoją niewdzięczność - jak umiałam;
po chwili przemówił Pan: "Ze wszystkich łask, jakiemi cię obdarzam,
największą jest ta, że jak Najświętsza Panna wyjęta jest z pod grzechu,
takty wyjęta jesteś z pod namiętności; tą drogą, jaką ciebie prowadzę
dotąd żadnej duszy nie prowadziłem, a podobieństwa swego szukaj w
Najświętszej Pannie." - Że jestem wolną od namiętności i nigdy im nie
podlegałam, to przed kilku laty, już raz powiedział mi Pan Jezus; i
wtedy zatrwożyłam się, bo nie rozumiałam jeszcze, co to znaczy
"namiętność," tylko zawsze czułam taki wstręt i odrazę do tego słowa,
że dotąd chyba nigdy go nie wymówiłam, a ile razy w książkach
natrafiłam na słowo "namiętność" to, o ile pamiętam, zawsze go
opuszczałam nie mogąc dla wstrętu wymówić. - A teraz jeszcze bardziej
zlękłam się z tego podobieństwa z Najświętszą Panną; pomyślałam, że to
może szatan nasunął mi takie pyszne myśli i porównanie, więc zaczęłam
się bronić - upokarzając się jak najgłębiej i prosić Pana Jezusa, że by
mię uwolnił od takiej pychy powołując się na to poznanie, że wszystkie
moje upadki pochodzą ze źródła pychy i zmysłowości. - Ale Pan uspokoił
mię mówiąc: "Jest różnica między zmysłowością, a namiętnością:
zmysłowość pobudza - namiętność zapala; zmysłowość pożąda - namiętność
zaślepia. - Jak Ja przez ręce Maryi ofiarowałem się Ojcu Niebieskiemu
na zbawienie świata, tak przez twoje ręce chcę ofiarować Moje
Miłosierdzie światu; ale pamiętaj: jak Najświętsza Panna była
Niepokalanie Poczętą, tak ty jesteś grzesznicą. Uspokoiłam się i ze
łzami upokarzając się, jak mogłam dziękowałam Panu Jezusowi za tak
wielkie łaski mówiąc: "Panie, jeśli tak jest i tak chcesz, niech się
stanie Wola Twoja Święta, a moje łzy i milczenie niech Ci będą aktem
dziękczynnym, bo na nic więcej zdobyć się nie mogę." - Oczyszczał Pan
Jezus serce moje przez piętnaście stopni, a potem duszę przez śmierć
mistyczną w połączeniu z Tajemnicami Jego życia, która trwała przez
półtora roku i w tym czasie uwolnił mię Pan od żądzy pychy i
zmysłowości: a potem powiedział mi te słowa:" - Mówił mi Pan Jezus ze smutkiem, że w Seminaryach jest zły kierunek, bo Przełożeni zwracają uwagę tylko na naukę i zewnętrzne sprawowanie się kleryków, a nie kształcą serc przez wyniszczanie wad charakteru, i nabywanie cnót odpowiednich powołaniu, więc życie ascetyczne znają tylko z teoryi. Nauka też nizko stoi, - nie uczą wcale Teologii Mistycznej, uważając za zbyteczną na te czasy, dlatego wychodzą umysły poziome, a nauka ta staje się coraz mniej dostępną dla rozumu. Prawie każdy po wyjściu z Seminaryum ułoży sobie formułkę, wyczytaną z jakiej książki ascetycznej i według tej kieruje duszami, nie śledząc w nich działania Bożego, i dlatego tak wiele jest fałszywej pobożności, że nie ma Przewodników. - Mówił mi Pan, że Przewodnik powinien mieć nie tylko naukę i doświadczenie, ale jeszcze dar rozpoznawania duchów, który z góry jest, a "Duch Święty tchnie kędy chce," i nie może Przewodnik podnieść duszy do wyższej doskonałości, tylko o tyle, o ile sam postąpi. A mnie tak powiedział Pan: "Im ściślej wola twoja zjednoczona będzie z Moją Wolą, tem Dzieło to stanie się doskonalszem." Przeznaczył mi Pan Jezus Spowiednika i kazał to wszystko, co do mnie mówi i naucza, oddawać pod Jego sąd. - Przedstawiłam Spowiednikowi stan swojej duszy i wszystkie szczegóły odnoszące się do tego Dzieła. Wysłuchawszy powiedział mi Spowiednik: "Bądź pokorną i módl się, żeby w tem wszystkiem nie było złudzenia szatańskiego. - Zatrwożyłam się tem i poszłam przed Najświętszy Sakrament prosić Pana Jezusa o uspokojenie. Po chwili przemówił Pan: "Bądź spokojna, szatan przeciwko sobie nie działa; ty i całe to Dzieło jest tak ściśle złączone z Kościołem, że tu nie może być złudzenia; życie to nie jest dla wszystkich Kapłanów, tylko dla tych, których Ja Sam wybrałem, aby mi wynagradzali za Massonów; a jak tam leje się rozpusta i miotają bluźnierstwa przeciwko Przenajświętszemu Sakramentowi, tak Oni jaśnieć będą czystością i pałać miłością i czcią Przenajświętszego Sakramentu. Zreformują Mi Duchowieństwo w ten sposób, że Inni Kapłani będą pod Ich duchownym kierunkiem. A jak każde Dzieło Święte, tak i to przejdzie przez sąd Kościoła Świętego." - W czasie Mszy Świętej dał mi Pan poznać, jak wielkich zniewag dopuszczają się Massoni i że wydzierają z dusz ludzkich chwałę Boga, nazywając szatana "dobrym bogiem," ale szatan zostanie pohańbiony przez to, czem walczy przeciwko Bogu i powiedział mi Pan: "Tobie dam zwycięztwo i moc nad duchem nieczystym." Wtedy też wyjaśnił mi Pan, że Zgromadzenie Maryawitów założył przeciwko Massonom i z nimi walczyć będą. Podczas Podniesienia kazał mi Pan Jezus Przenajświętszą Hostyę ofiarować Ojcu Niebieskiemu, jako Ofiarę błagalną za grzechy całego świata. Ofiarowałam tak, a Pan mi powiedział: "Ile razy w taki sposób ofiarujesz mnie Ojcu Niebieskiemu, zawsze powstrzymasz sprawiedliwość i odwrócisz gniew Jego." - Innego dnia po zmówieniu godzin kanonicznych przemówił Pan: "Zbliża się już czas w którym pomszczę prześladowców waszych urągających mojej Woli," i ukazał Mi Pan najpierw tych Kapłanów, którzy byli powołani do tego życia, ale uważając je za trudne, odstąpili i rzekł: "W dzień sądu odwrócę się od Nich." Serce mi się ścisnęło i - zaczęłam prosić: "Panie, Oni tego nie rozumieli, przebacz Im." Odpowiedział mi Pan: "Żebyś wiedziała, jaką wzgardę wyrządzili mi odrzucając ofiarowane Im Miłosierdzie i to dla błahych rzeczy - dla pieniędzy, dla kart, dla łyżki soczewicy... jeszcze tu na ziemi dopuszczę na Nich grzechy ciężkie a na sądzie odrzucę Ich." - Zawołałam: "Panie, czy nie masz dla Nich Miłosierdzia?" Ale Pan milczał... Po chwili ukazał mi Pan tych Kapłanów, którzy prześladują to Dzieło. Zapytałam: "Panie, a z Tymi co będzie?" Odpowiedział Pan: "To są groby pobielane - już osądzeni." Powiedziałam: "Panie, zmiłuj się nad Nimi, Oni mieli pozory, że Kapłani u nas często bywają." Odpowiedział mi Pan: "Pozory..." i odkrył mi Ich zdrożności i wszystkie kłamstwa, jakie zarzucają Maryawitom, korzystanie z każdej słabości ludzkiej, tłomaczenie każdego słowa na złe, wymówionego w prostocie, aby więcej potępić i ośmieszyć. Potem Pan rzekł: "A teraz zapytaj się Ich, jak często bywają w domu upadłych [15] i o której godzinie wracają z przedstawienia: - wiedzą o pijaństwie, karciarstwie i rozpuście, a nie prześladują tego: Siebie i innych ukryli, a sądzą niewinnych; prześladują was przez złość i zazdrość, że nie od Nich to wyszło." Oniemiałam z przerażenia, a po chwili zapytałam: "Panie, czy to Ty mówisz do mnie?" Odpowiedział Pan: "Wszystko przeminie, ale słowa moje nie przeminą," - i w tej chwili w górze usłyszałam drugi głos: "Jam jest Sędzia Sprawiedliwy, który badam nerek i serc." Uchwyciłam się stołu, bo byłam porwana w górę i odpowiedziałam: "Sprawiedliwyś jest Boże w sądach swoich." - Taki strach i ból mię ogarnął, że przez kilka dni byłam chora. - Wszystko co tu opisałam, objawił mi Pan w przeciągu dziesięciu lat. - W tym roku przy końcu Listopada, kazał mi Pan, żeby Maryawici wydali Encyklikę Ojca Świętego "O Przenajświętszym Sakramencie" i na mocy Encykliki szerzyli Cześć Przenajświętszego Sakramentu i ogłaszali ludziom kary wymierzone na świat i Miłosierdzie dające ginącemu światu, jako ostatni ratunek Cześć Przenajświętszego Sakramentu i Pomoc Maryi. Kazał mi Pan, aby to czynili za pozwoleniem swoich Biskupów i powiedział: "Jeśli nie będzie dostateczna liczba błagających, ukarzę świat cały, a ukarzę za grzechy Kapłanów. - Użyję bicza i zamkną Seminarya; bo z tych wychodzą Kapłani rozpustni; - Wzbudzę lud przeciwko Kapłanom i wypędzę Ich, jak niegdyś wypędziłem przekupniów ze Świątyni Jerozolimskiej, bo mi służą za pieniądze i zaszczyty." - Potem powiedział Pan: "Wypełniły się już dni" - i kazał to wszystko spisać i najprzód oddać pod sąd Biskupów mówiąc: "Jak osądzą, tak Im się stanie" i wymienił Pan Jezus trzech; a potem wprost udać się do Stolicy Apostolskiej i całe to Dzieło złożyć u stóp Ojca Świętego i powiedział mi Pan: "Nie potrzebujecie uznania i zalecenia Biskupów, bo Dzieło Święte jest i samo się zaleca." - Zapytałam: "Panie, czy taka jest Wola Twoja?" Odpowiedział Pan: "Ja Pan, Ja ci to rozkazuję. - Ja Sam wywiodę z ucisku Ich - Sam odejmę niesławę od domu waszego - Ten jest lud mój wybrany - Niewiasty i Mężowie - Im dam moc, aby mi podbili cały świat. - Wybrałem głupstwa tego świata, abym zawstydził mądre, zakryłem te rzeczy przed wielkimi i możnymi, a objawiłem je maluczkim." Wtedy rozkazał mi Pan Zgromadzenie Maryawitów rozdzielić na trzy prowincye i Sam wyznaczył trzech Prowincyałów. - Znaków na potwierdzenie prawdziwości tych objawień nie mam, prócz tych, które mi Sam Pan Jezus wskazał: Pierwszy, że Bóg mnie przewrotną grzesznicę w jednej chwili przemienił w powolne narzędzie Woli Swojej. Drugi, że kilkudziesięciu Kapłanów uwierzyło słowom moim i gotowi są życie oddać za to Dzieło, chociaż nie mieli zewnętrznych cudów, co jest dowodem działania Ducha Przenajświętszego w Ich duszach. Trzeci - to moc, jaką mi dał Pan nad duszami i sercami Ich, o czem sami zaświadczą. - Przed spisaniem tych Objawień prosiłam o łaskę Ducha Przenajświętszego, żebym je napisała według Woli Bożej nie dodając nic swego i w tej chwili miałam poznanie, że powinnam prosić Trójcy Przenajświętszej o błogosławieństwo. Wtedy w najgłębszem uniżeniu upokarzając się zaczęłam błagać Trójcę Przenajświętszą o błogosławieństwo - i po chwili usłyszałam z góry te słowa: "Pokój
tobie duszo" Pisałam dnia 30 Grudnia 1902 roku. (fragment
z "Dzieła Wielkiego Miłosierdzia",
wyd. 1922 rok) |
|
Muszę ze wstydem przyznać, że
zanim
trafiłem na objawienie Marii Franciszki Kozłowskiej, nic nie wiedziałem
o Mariawitach - znana mi była tylko nazwa, bez żadnych skojarzeń.
Jednak objawienie wydało mi się głębokie i prawdziwe, zatem od razu
przeczytałem wszystko, co udało mi się znaleźć w sieci i podręcznej
literaturze. I zadumałem się: obraz wygląda smutno. |
|
KOŚCIÓŁ STAROKATOLICKI MARIAWITÓW |
![]() |